Login lub e-mail Hasło   

Dlaczego zamiast pomóc, wolimy patrzeć?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://badania.net/dlaczego-wolimy-patrz(...)-pomoc/
Leżący na ziemi mężczyzna może być pijany albo mieć zawał. Krzyki sąsiadów mogą być zwykła kłótnią lub sygnałem zagrożenia życia. Jak więc podejmujemy decyzje o udzieleniu pomocy?
Wyświetlenia: 2.037 Zamieszczono 23/08/2010

Wszystko zaczęło się od historii Kitty Genoves, która w 1964 roku została brutalnie zamorodowana nieopodal swojego mieszkania. Rozgłosu całej sprawie, nadał fakt nieudzielenia pomocy przez sąsiadów Kitty. Dwa tygodnie później w The New York Times ukazał się artykuł opisujący morderstwo. Zainspirował on dwóch psychologów społecznych do przeprowadzenia badań, dzięki którym odkryto fenomen nazwany efektem widza (ang. bystander effect).

Bibb Latane i John Darley, bo o nich mowa, uważali, że to duża ilość obserwatorów, a nie stres i strach sąsiadów, doprowadziła do tragedii, której można było uniknąć. Dzisiaj po ponad 45 latach od tamtego wydarzenia, prawie każdy wie na czym polega efekt rozproszonej odpowiedzialności (ang. diffusion of responsibility). Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę jak seria pomysłowych eksperymentów Latana i Darleya oraz odkryty przez nich efekt widza, pozwolił nam zrozumieć ludzką naturę udzielania pomocy.

Psychologów interesowało, dlaczego w obecności innych świadków jesteśmy mniej skłonni do udzielenia pomocy. W szczegółowy sposób opisali oraz zweryfikowali empirycznie pięć etapów podejmowania decyzji w sytaucji nagłego wypadku. Zacząć należy oczywiście od jego dostrzeżenia.

Zauważenie zdarzenia

Pośpiech, tak powszechny w dzisiejszych czasach, może decydować o tym, czy wogóle zauważymy bliźniego w potrzebie. Pokazało to badanie Darleya oraz w tym przypadku wyjątkowo Daniela Batsona.

W pomysłowym eksperymencie psychologowie poprosili studentów seminarium duchownego o przejście do drugiego budynku na spotkanie. Drogą, która do niego prowadziła, była obwarowana żywopłotem, więc trudno było nie zauważyć leżącego na ziemi mężczyzny - pomocnika eksperymentatora. Mężczyzna udawał, że potrzebuje pomocy w momencie, gdy zbliżali się do niego przyszli duchowni. Części z nich powiedziano, że są już spóźnieni i muszą się spieszyć, gdy pozostałych poinforomowano, że mają mnóstwo czasu, więc spieszyć się nie muszą. Oto jedna z współczesnych wersji eksperymentu:

Wyniki Darleya i Batsona były wręcz przytłaczające. Wśród studentów którzy nie musieli się spieszyć, pomocy mężczyźnie udzieliło 63%, jednak w grupie pośpiechu odsetek ten spadł do marnych 10%. Nie miało znaczenia czy badani spieszyli się na rozmowę o pracy seminarnej czy przypowieść o dobrym Samarytaninie, tak samo jak niewielką rolę odegrały ich cechy osobowościowe. Liczył się tylko pośpiech.

Zinterpretowanie zdarzenia jako nagłego wypadku

Jeśli już zauważymy wypadek, pojawia się kolejny problem: interpretacja. Musimy w dość krótkim czasie ocenić czy dane wydarzenie rzeczywiście jest niebezpieczne. Mężczyzna leżący na ulicy mógł zostać pobity, jednak równie dobrze może być pijany. Kiedy nie wiemy jak się zachować, patrzymy na reakcje innych osób i na ich podstawie interpretujemy zdarzenie. W psychologi zjawisko to nazwane jest informacyjnym wpływem społecznym (ang. informational social influence), ponieważ w niejasnej sytuacji bardziej polegamy na interpretacji innych niż własnej.

Latane i Darley zaprojektowali eksperyment, który w kontrolowanych warunkach pokazał jak ludzie interpretują wydarzenie w obecności inny osób. Badani proszeni byli o wypełnienie kwestionariusza w niewielkim pomieszczeniu w którym przez kratkę wentylacyjną wpuszczany był dym. Badane osoby znajdowały się w pokoju albo same albo z dwoma współpracownikami psychologów. Jedna ze współczesnych wersji eksperymentu (z większą ilością współpracowników) świetnie pokazuje jak szukamy informacji obserwując innych:

 

Tym razem wyniki nie zaskoczyły badaczy. Gdy osoby były same w pokoju, w ciągu dwóch minut 55% odszukało eksperymentatora. W ciągu 5 minut odsetek ten wzrósł do 75%. Jednak gdy w pokoju znajdowały się jeszcze dwie osoby, w ciągu dwóch minut zareagowało tylko 12% osób. Do szóstej minuty (przerwanie eksperymentu) poszukiwań podjęło się tylko 38% osób.  

Przyjmowanie odpowiedzialności

Gdy zauważymy i prawidłowo zinterpretujemy nagłe wydarzenie, musimy zdecydować czy jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialność za udzielenie pomocy. Reanimacja umierającego człowieka to poważna sprawa. A co jeśli nam się nie uda? Czy będziemy wtedy winni jego śmierci? Właśnie w takich okolicznościach kluczową rolę odgrywają inne osoby, tworząc efekt rozproszonej odpowiedzialności.

Latane i Darley umieszczali badanych w osobnych kabinach, w których rozmawiali ze sobą za pomocą mikrofonów. W rzeczywistości zawsze badana była tylko jedna osoba, która słyszała głosy nagrane na taśmie. W pewnym momencie jeden z wirtualnych uczestników symulował napad padaczki. Oto kolejna odsłona eksperymentu:

 

Gdy studenci myśleli, że są jedynymi świadkami 85% z nich zaczęło szukać potrzebującego. W przypadku dwóch świadków (w tym badany) procent ten zmalał do 62%, a gdy dodatkowych świadków było 4, zaledwie 31% osób pospieszyło z pomocą.

Nawet jeśli przebrniemy przez 3 pierwsze fazy i zdecydujemy się udzielić pomocy, pojawią się jeszcze dwa etapy. Po pierwsze wiele zależy od tego czy znamy właściwe formy pomocy. Bez tej wiedzy możemy dojść do wniosku, że brakuje nam kompetencji aby jej udzielić. Po drugie bierzemy pod uwagę koszty wynikające np. z zagrożeń związanych z ratowaniem innych. Rzucenie się na pomoc tonącej osobie, gdy sami nie należymy do mistrzów pływactwa, może skończyć się tragicznie.

W świetle badań Latane i Darley udzielenie pomocy w nagłym przypadku, wydaje się być skomplikowanym procesem. Według badaczy na każdym z etapów może dojść do rezygnacji z podjęcia działania, a tym samym podjęcia decyzji o nie udzieleniu pomocy. W życiu oczywiście nie ma czasu na rozmyślania, gdy inny człowiek woła o pomoc. Warto jednak pamiętać o odkryciach psychologów, gdy całkiem nieświadomie odwrócimy głowę w przeciwnym kierunku. Niech ostatni film posłuży jako przykład i przestroga zarazem:  

Więcej informacji:
Latane, B., & Darley, J. (1970). The unresponsive bystander: Why doesn't he help? New York: Appleton-Century-Crofts.

Podobne artykuły


21
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2474
20
komentarze: 55 | wyświetlenia: 2689
13
komentarze: 1 | wyświetlenia: 10789
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1461
11
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3452
22
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1866
46
komentarze: 20 | wyświetlenia: 6399
34
komentarze: 20 | wyświetlenia: 3274
28
komentarze: 24 | wyświetlenia: 14773
27
komentarze: 46 | wyświetlenia: 1787
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2037
22
komentarze: 2 | wyświetlenia: 15683
 
Autor
Artykuł



Gdyby jeszcze było wiadomo, jak wiedza o powyższej wiedzy wpływa na podejmowane decyzje w każdym z osobna etapie...

  Badania.net  (www),  24/08/2010

I to Panie Zbysławie jest bardzo dobre pytanie, na które nie znamy odpowiedzi. Może jednak kilka osób, które przeczytają tekst, przypomni go sobie w dramatycznej sytuacji i odpowiednio zareaguje.

  Elba,  26/08/2010

Znam przypadek człowieka mieszkającego nad rzeką z licznymi rozlewiskami, który co roku ratował kilka osób skracających sobie drogę po zamarzniętym lodzie. I niestety... w tym roku sam utonął.
Jak w tym przysłowiu ludowym : "Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka..."
Lód się pod nim załamał, gdy sam skracał sobie drogę do sklepu. I mimo to, że na brzegu byli strażacy i policjanci, n ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska