Login lub e-mail Hasło   

"Solidarność" na zadupiu

"Solidarność" tworzyła się nie tylko na wybrzeżu, czy Śląsku. W ferworze dziaiejszej dyskusji i licytowania się na zasługi "wielkich opozycjonistów", zdają się oni o tym...
Wyświetlenia: 1.174 Zamieszczono 25/08/2010

"Solidarność" tworzyła się nie tylko na wybrzeżu, czy Śląsku. W ferworze dziaiejszej dyskusji i licytowania się na zasługi "wielkich opozycjonistów", zdają się oni o tym zapominać. Ośmielam się więc im przypomnieć, że w „Polsce lokalnej” też tworzył się ten wielki ruch społecznych nadziei.

Nie jestem z Gdańska, Szczecina Warszawy, ani z Krakowa, z Radomia czy innego Jastrzębia. Mieszkam, od pięćdziesięciu ponad lat w mieścinie 60. tysięcznej. Nie pracowałem tez w wielkim kombinacie, choć takie u nas są, ale w spółdzielni inwalidów. Mimo to… tworzyłem „Solidarność”.

W ostatnich dniach sierpnia wpadł do mojego biura, pracowałem wtedy, nomen - omen w BHP (to w związku z salą w stoczni), mój kolega imiennik.

Położył mi na biurku kartkę A-5 i polecił przeczytać:

„Zwracam się z prośbą  wypisanie mnie z członkostwa CRZZ

A… ………..”

Napiszesz? Było mu głupio samemu zanosić takie pismo do Zarządu. W telewizji huczało od gdańskich relacji, zgodziłem się więc bez wahania. Nie tylko się zgodziłem. Nie mogłem od tego momentu spać, jeść, byłem kompletnie zakręcony. Jak mogłoby być inaczej, kiedy 21-letni chłopak jest „pisarzem” historii. Napisałem więc identyczną kartkę, z własnym podpisem rzecz jasna i czekałem na kolejne telewizyjne relacje.

Kilka dni później, mój kolega, pracujący w biurze obok zresztą, przyniósł mi kartkę A-4 z jakimś tytułem, rubrykami i kilkoma wpisami:

„Wpisz się. Takie kartki nie mają sensu, trzeba zrobić listę”. Rzecz jasna się wpisałem, ale… byłem już… czy ja wiem… może dziesiąty, dwunasty, a może siódmy. Zapytałem go, dlaczego nie przyszedł od razu, ale coś tam…, ze mnie nie było… Jednak choć jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy, wszyscy na tej liście przede mną, byli magistrami lub inżynierami. Byłem jedyny podpisując, który nie mógł poszczycić się takimi literkami. Wtedy jednak tego nie dostrzegłem, chociaż oni chyba tak.

„Stary, robiłeś tam, wszyscy Cię znają i lubią (to akurat była prawda, lubiłem ludzi i oni mnie lubili – czułem się w tej pracy jak ryba w wodzie), weź listy, niech się ludzie zapisują”.

I biegałem, łaziłem po wydziałach, namawiając ludzi do utworzenia NSZZ (wtedy jeszcze nie nazywał się „Solidarność” jeśli mnie pamięć nie myli – to było parę dni później. Chociaż głowy nie dam, pewne niuanse się jednak zacierają.

I pewnego popołudnia (po pracy) mój imiennik, co by nie mówić, facet wykształcony, niesamowicie inteligentny, anty…, (pokazał mi kiedyś – dużo przed sierpniem, czerwoną książeczkę Mao Tse Tunga), zwołał zebranie nowych związków zawodowych. Było nas, tak jak początek listy, około dziesięciu. Związki Zawodowe, wiadomo, muszą mieć władze, jakieś tam umocowanie w zakładzie, żeby np. zbierać składki, no i… zarząd. Jak już wspomniałem, choć wszyscy doceniali moja rolę, byłem…, … oni to lepiej zrobią jakoś, bo oni…

Nigdy nie dobijałem się do jakichs zaszczytów, choćby z powodu mojej choroby (od urodzenia), która mnie np. z bezpośrednich kontaktów międzyludzkich wyklucza (ze względu na wygląd). Jednak wtedy, jakoś dziwnie poczułem się upokorzony. Warto wspomnieć, ze wśród całej grupy „założycieli” byłem jedynym niepełnosprawnym, a rzecz się działa w spółdzielni inwalidów.

Miałem potężne problemy osobiste (wiadomo – niepełnosprawność), rodzinne (ojciec… wlewacz absolutny i agresor) i doszła frustracja „z pracy”. Dodam, ukochanej pracy, bo wiele w życiu prac doświadczyłem, ale tam było moje prawdziwe miejsce.

Zacząłem chlać, na złość babci, unikałem mojego kolegę imiennika (domyślił się, próbował coś tam tłumaczyć, ale nie słuchałem) i innych, postanowiłem iść „do łopaty”. A przy łopacie moje chlanie okazało się przedszkolem, skończyłem jednak studia (chlańskie) i nawet wśród znajomych byłem chyba profesorem "od picia" po dłuższej praktyce.

Z czasem przestałem mieć (słusznie) pretensję do mojego imiennika, chociaż widziałem jak on i inni „założyciele” rozmieniali się na drobne. Dość wspomnieć, ze ludzie, przeciwko którym wystąpiliśmy i z którymi toczyliśmy mocne dyskusyjne pro i anty-komunistyczne boje, stali się kolegami mojego imiennika. Mimo dużej różnicy wieku mówili sobie po imieniu, a dzisiaj mój imiennik jest prezesem spółdzielni. Nie było by w tym nic złego, naprawdę był mądrym prawnikiem a w dodatku budowlańcem. Kiedy jednak poszedłem tam kilka lat temu po jakieś dokumenty, musiałem zdobyć jego jakiś tam podpis. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wszedłszy, usłyszałem: „Dzień dobry panie A…, o co chodzi?”. Nie wiedziałem jak się zachować, ale odpowiedziałem coś w rodzaju: „Cześć A…, widzę, ze fajnie Ci się wiedzie. Potrzebuję Twój podpis”. Moja obecność wyraźnie sprawiła mu dyskomfort.

Mimo wszystko jednak, i mój imiennik, i moje durne, pokręcone i nieodpowiedzialne zachowania w tamtym okresie, nie zabiorą mi mojej „Solidarności”. Mojej, bo bez względu na wszystko, zostawiłem tam kawałek swojego życia. Swojej pasji, swojej dobrej roboty, zauroczenia i wiary wreszcie.

I tak zostanie. Zawsze. Chociaż "Solidarność" często odpłacała się pięknym za nadobne. I to nie tylko teraz. Najbardziej po roku89.

 

Bezwartościowe świstki papieru, które wciskane były członkom "S". Oczywiście za gotówkę.

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2549
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 936
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 852
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 836
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 744
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 725
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 598
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1649
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 568
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 869
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 475
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje

Powiązane tematy





  phrix  (www),  25/08/2010

Panie Andrzeju nie męczy Pana to nadużywanie, hasła "solidarność" w otaczającym nas świecie ?? Mamy "solidarne" państwo, społeczeństwo, wszyscy politycy odwołują się do podstaw wynikających z "solidarności". Mnie osobiście przytłacza, ciągłe wałkowanie tego słowa. Powiem więcej, od pewnego czasu jestem na nie uczulony.

I można by długo jeszcze...
Czy trzydzieści lat temu chodziło nam o to, co mamy?
Czy taka miała być "nasza" Polska za trzydzieści lat?
Czy ktokolwiek z nas, wówczas, miał cień świadomości, co się zaczyna? Jak to przebiegnie? I do czego doprowadzi?

Serdecznie pozdrawiam:-)

Przede wszystkim chodziło chyba o to, by nie była taka, jaka wtedy była. Ja w 1980 roku w liceum kolportowałem podziemną literaturę i zakładałem Niezależne Zrzeszenie Uczniów Szkół Średnich, a rok poźniej na studiach już jako członek NZS-u strajkowałem.

  andrzejs,  26/08/2010

Andrzeju, masz rację, ale...
Ja marzyłem o czym innym jednak, niż dzisiejsza Polska. Myślałem o tym, że władza będzie się z nami liczyć. Myślałem o tym, że nie będzie się myślało o pieniądzach, że one po prost będa w portfelu.
Pamiętam opowiadanie mojego brata, który zaczepił się w Grecji na plantacji pomarańczy. Opowiadał o tamtejszym życiu, i właśnie o tym, ze tam ludzie o pieniądz ...  wyświetl więcej

Ale akurat Grecja to zły przykład, bo całkiem niedawno okazało się, że przez całe lata żyli ponad stan.
A odnośnie do walki o byt itd. to z latami nabieram przekonania, że niezależnie od kraju, w którym bym mieszkał, to i tak ta walka by mnie nie ominęła. W pewnych sprawach byłoby być może łatwiej, ale w innych trudniej. Wg przysłowia, że niezależnie, w którą stronę się odwrócisz i tak d... będzie z tyłu:-)

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. To fakt.
Ale w u nas rzecz, moim zdaniem, leży w proporcjach. Zbyt dużo jest w Polsce nędzy, niesprawiedliwości, wykluczenia. Czy nawet poczucia krzywdy. Stan ten jest niemoralny i nie usprawiedliwiają go tzw. koszty transformacji. Spójrzmy jak te koszty są i były rozkładane. Czy sprawiedliwie? Nie. Czy uczciwie? Nie. Czy moralnie? Nie.
Teraz min. B ...  wyświetl więcej

  marian R,  09/10/2010

Witam, przyjaciele... Phrix, Grzegorzu mniejszy, Andrzeju Siciński, Andrzeju S, wszystkich Was bardzo szanuję z Wasze wspaniałe pisanie jednak pozwolę sobie się z Wami lekko nie zgodzić.
Przypominam sobie swój ślub, bo akurat 5 października minęło nam 25 lat
pamiętam kupowałem obrączki na które odkładałem z trzech wypłat, dziś za jedną kupiłbym trzy pary? Może cztery pary obrączek... ...  wyświetl więcej

Ależ Marianie
Twój wpis wcale nie jest "lekko nie zgodzić". Bo ja się zgadzam z tym co napisałeś. Mimo to jednak, zgadzam sie również z Grzegorzem Mniejszym.
Prawdą jest to co piszesz, ze na obrączki oszczędzało się kilka miesięcy, a na samochód (tylko rok?) wiele lat. Jednak wtedy te rzeczy były dla nas obiektami pożądania. Nikt nie myślał o tym, ze może zabraknąc chleba czy na czyn ...  wyświetl więcej

  maxelk,  28/01/2011

,,marian R, 09/10/2010.Witam, przyjaciele... "- Na lizanie Ci się zebrało ?.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska