Login lub e-mail Hasło   

O zapomnianej sztuce przetworów...

Drogi, Nieznany, Żonaty Przyjacielu. Wiem, że się obśmiejesz ze mnie jak norka. Ale piszę ten felieton, aby Cię przestrzec - nie pomagaj żonie w kuchni. Bo skończysz jak ja...
Wyświetlenia: 3.954 Zamieszczono 06/09/2010

Za oknami deszcz, wieczory coraz dłuższe... Jesień. Jak w piosence - adios pomidory. I nie tylko. Całe szczęście, że mamy przetwory. Nie, nie te "fabryczne" naszpikowane chemią i "wzmacniaczami aromatu". Normalne. Takie, jakie robiła babcia i skrzętnie chowała do spiżarki, wiedząc, że na zimowe "chude" dni będą jak znalazł.

Wprawdzie w blokowiskach wielkich miast, zabiegane gospodynie nie mają ani czasu, ani głowy, by coś tam poprzetwarzać, a i spiżarek nawet na lekarstwo (ogrzewana piwnica to jednak nie to...), ale we wsiach i małych miasteczkach - ho, ho - się robi!

 

My też zrobiliśmy. Rodzinnie i z pomocą przyjaciół. I sąsiadek. Pół miasteczka miało uciechę.

 

Najpierw żona wysłała mnie na targ. Dlaczego mnie? Bo jako jedyny w rodzinie umiem się targować. Żona, przyzwyczajona do zakupów w supersamach i marketach, płaci żądaną cenę bez słowa skargi. Nie daj Boże wysłać ją na jakiś arabski suk, bo sprzedawcy popełniliby zbiorowe samobójstwo, próbując z nią handlować. Zaakceptowałaby najbardziej bezczelne ceny!

- Kupisz ze 30kg ogóreczków. Tylko mają być małe i jasne. Oprócz tego dużo kopru i czosnku. Inne przyprawy mam.

- A ile tego kopru?

- Nie wiem... - pytająco popatrzyła na sąsiadkę - Dużo?

- No, na 30kg? - zastanowiła się Ewa - Z 10 wiechci trzeba będzie. I duży wianuszek czosnku.

- OK. Na pewno 30kg?

- Możesz nawet więcej, jeśli będzie tanio. Samochodem pojedziesz, to się nie nadźwigasz...

 

I pojechałem. Samochodem, żeby dużo.

I było dużo. Facet miał końcówkę ogórków.

- Duża ta końcówka? - spytałem.

- No, będzie ze 40 kg. Z hakiem - dodał po namyśle. - Tanio sprzedam - powiedział. - I kopru dołożę darmo.

Trafiła się okazja, pomyślałem.

- A po ile?

- 2 złote za kilo. Patrz pan, jakie ładne...

Rzeczywiście. I małe, i jasne były.

- Jak za wszystkie, to dam... po półtora złotego.

- Złoty osiemdziesiąt? - zapytał z nadzieją obrotny handlowiec

- Złoty siedemdziesiąt i basta!

- Ale wszystkie pan weźmiesz?

- Słowo się rzekło. Wszystkie! - dobiłem targu.

Ludzie! Ile tego było! Po sześćdziesięciu kilogramach trochę zbladłem. Po osiemdziesięciu zacząłem spoglądać wokół, gdzie by tu uciec. Na szczęście już się kończyły. Wyszło 93kg.

- Trochę duży ten hak...

- Ale za to tanio. I jakie ładne - zareplikował sprzedawca.

Było, nie było. Wziąłem. I 30 wiązek kopru. Trzy wianuszki czosnku obrotny handlowiec dorzucił mi gratis. Zacząłem się głeboko zastanawiać nad mymi umiejętnościami w zakresie targowania.

 

Żona najpierw się ucieszyła.

- Oooo, jakie ładne. - zaakceptowała mój wybór.

Po trzecim piętnastokilogramowym woreczku zafrasowała się.

- Miało być 30kg. Skąd ja tyle słoików wezmę?

Wyładowałem wszystko.

- Po okazyjnej cenie - usiłowałem pocieszyć moją ślubną. Zobaczysz, na zimę będzie jak znalazł.

Ale to trzeba jeszcze dziś zrobić. - z przerażeniem w oczach jęknęła. - Jakim cudem zdołamy?

 

I zaczął się sądny dzień.

Najpierw latałem po wszystkich sąsiadach, żeby pożyczyć zbędne słoiki. Mało było, bo każdy miał dla siebie na przetwory. Myślałem, że może zatem odkupią trochę ogórków. Mieli swoje. Po okazyjnej cenie. Niektórzy nawet po półtora złotego.

- To musiała pani z 50kg kupić, nie?

- Co pan? Wszystkiego dwadzieścia kupiłam.

Na wszelki wypadek nie powtórzyłem tego żonie.

 

Po długich poszukiwaniach zebrało się 160 słoików.

- Może się zmieści? - zastanowił się nasz przyjaciel, który od lat miał doświadczenie w wekowaniu. - No, to do roboty!

O 10. wieczorem zabrakło nam słoików. Sąsiadka "zza płota" pożyczyła następne 30 sztuk.

- Jutro mi oddacie, - zapowiedziała - też mam ogórki i paprykę do zrobienia.

O północy skończyliśmy. Połowę podłogi kuchni i większość pokoju pokrywały, odwrócone do góry dnami, twisty w różnej fazie stygnięcia. Zbyszek coś wspomniał o marynowanej papryce i dostał po głowie od mojej małżonki. Ja przestałem się odzywać w ogóle. Sąsiadka - Ewa, która cały czas nam pomagała, zapowiedziała, że swoje ogórki wyrzuci, a zimą woli kupować przetwory w sklepie. Pies patrzył na mnie złym okiem, bo z tego wszystkiego nie dostał wieczornej michy. Dziecko coś wspominało o zakazie wykorzystywania do niewolniczej pracy..

 

Wszystko to było jakiś miesiąc temu.

 

Właśnie wróciłem z grzybobrania.

- Kochanie, - powiedziałem radośnie - zobacz ile znalazłem podgrzybków! Wprawdzie mamy już dużo suszonych, ale może te zamarynujemy?

Znajomy adwokat twierdzi, że nie mam żadnych szans w sprawie rozwodowej...

 

Dalbert

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1324
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 747
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 984
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1056
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1028
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 773
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 429
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 566
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 548
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 859
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1378
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 409
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 475
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 623
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 972
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  dalbert,  06/09/2010

Aha - a w dodatku, korzystając z naszej nieuwagi, pies zeżarł całą brytfankę ciasta. Życie jest brutalne...

  marcmur,  07/09/2010

Ja mam na taką ilośc ogórków inny patent. BECZKA!!!!!!! W tym roku siostra żony zjechała do mnie z beczką, ogórkami, koprem, solą, i chrzanem. Czyli w piwniczce stoi już trzy beczki kiszonych ogórków, w sumie 250 l. Polecam, ogórki są świetne, nie psują się a wszyscy znajomi chcą trochę zabrac do domu.

Świetny tekst, gratuluję :))

U mojej matki w domu jest gorzej. Jej wystarczy słoików na każdą ilość ogórków i zawsze tak trafiam, że załapuję się na zaprawianie :).

  Mirka_ B,  06/09/2010

No i masz babo placek :) wyślij chłopa po ogórki ;] hihihi
Sporo tych ogóreczków! mam dość dużą spiżarnię ale nie próbowałam nigdy włożyć 90 kg ogórków w jeden dzień:) podziwiam zapał i współczuję wszystkim!
Dziękuję za cudowną chwilę wytchnienia przy artykule, dawno się tak nie uśmiałam.

Pozdrawiam autora, małżonkę i wszystkich zaangażowanych do wkładania ogórków.
Chciałam jeszcze zapytać: ile razem wyszło tych słoików ?:))

  dalbert,  07/09/2010

Ponad 200 :)
Ale żona jednak zrezygnowała z rozwodu. Co prawda sezon grzybobrań dopiero się zaczyna, a ja pasjami lubię zbierać grzyby, więc...
Też serdecznie pozdrawiam.

  serpente,  07/09/2010

Dalbert! To nie ku przestrodze żonatych nieznajomych, to ku przestrodze żon! Ludzie biorą rozwody z naprawdę dziwnych powodów, a ta ilość ogórków pewnie też by się zakwalifikowała do tego....no, ale rehabilitacja nastąpiła podczas pomagania : )
Trzeba było napisać wcześniej ten artykuł, dorzuciłabym przepis na krokodylki : )

  Gamka  (www),  07/09/2010

Serpente a mozesz dorzucić jeszcze ten przepis ? :)

  serpente,  07/09/2010

Gamko, krokodylki dla Ciebie:
2 kg średniej wielkości (nie mogą być małe, bo się kurczą, a za duże mają ziarnka duże w środku i to też nie jest dobrze) ogórków
4 łyżki soli kamiennej do prztworów
1,5-2 łyżeczki ostrego chili (do smaku- przy 2 łyżeczkach dobrze pikantne)
8 łyżek oleju
2 główki czosnku
zalewa: 1 kg cukru, 1,5 szklanki 10% octu
Ogórki ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  07/09/2010

Serpente :))) jestem bardzo wdzięczna, w sobotę oczywiście zrobię i napiszę jak wyszły a zapewne będą rewelacyjne!
Dziękuję Serpente, bardzo dziękuję :)

  Robert_ja  (www),  08/09/2010

gracia! Też chętnie przetestuje przepis.

  serpente,  08/09/2010

@Gamka, @Robert_ja
mam nadzieję, że Wam będą smakowały. Dla mnie są super, no i takie coś innego z ogóreczków. Moi chłopcy na hasło "krokodylki" reagują baaardzo pozytywnie : ) : ) a przepis już dałam wielu osobom. Pozdrawiam!

Przepis ukradnę, co niniejszym oświadczam i dobrowolnie poddaję się karze...

Grzegorzu, ależ proszę bardzo! I nawet bez kary będzie, tylko uważaj z kupowaniem i targowaniem się, bo skończysz jak Dalbert : )

  Bar_ka  (www),  09/09/2010

Przepis już od wielu lat wypróbowany, moim zdaniem pyszne , bardzo pikantne. Kiszone mi jakoś nie wychodzą.

  lilith123  (www),  07/09/2010

Aż mi się mieszkanie z rodzicami przypomniało - zaprawy szły pełną parą całe lato i jesień, a ogórki w szczególności, mieliśmy swoje pole ogórkowe więc ilości bywały naprawdę porażające- Znam ten ból;)
Kiedyś sąsiad za pomoc w sadzie zamiast kasy pozwolił nam zabrać tyle owoców ile damy radę do domu zanieść, a obrotny braciszek podjechał wózkiem: dobre 250kg jabłek ,śliwek, brzoskwiń i grus ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  07/09/2010

Dalbert a na grzybki kiedy jedziesz ?
Wspaniały tekst , gratuluję pomysłowości a i SMACZNEGO życzę!

  dalbert,  07/09/2010

Dziś byłem na grzybkach, ale zaledwie pół koszyka :( Jeszcze za zimno i za mokro...
Dzięki za miłe słowo :)

  serpente,  07/09/2010

Ja byłam w niedzielę, trochę kurek, kilka podgrzybków, jeden prawdziwek, kilka kraśniaków i mnóstwo maślaków. Były smaczne, od słoików się powstrzymałam : )

Gratuluję pomysłowego i na czasie tekstu.A grzybobranie to i moja pasja tez.tylko w lesie pod warszaw więcej pustych puszek po piwie i torebek plastykowych n krzakach niż grzybków.serdecznie pozdrawiam i czekam na następne ciekawe artykuliki.

  serpente,  08/09/2010

Witam, Panie Szymonie! Szkoda, że tak Pan ma, u mnie na Podlasiu i Polesiu, tak na granicy mieszkam, w lasach w okolicy Bugu jest gdzie grzybki zbierać, a nawet jak ich nie ma, to....przyjemność sama w sobie z pochodzenia po lesie. Pozdrawiam!

Grzybobranie to moja pasja. "Był las, nie było nas. Będzie las, nie będzie nas." Te słowa mojej babci często mi się przypominają...
A co do grzybów. Zbieram je pasjami i jak najbardziej ekologicznie. Zwykle: małżonka 6-7, ja jeden. Nawet dzieciaki mają ze mnie uciechę i zarzucają mi ślepotę. A ja po prostu nie chcę tym grzybkom robić krzywdy...
Pozdrawiam:-)

@ serpente: No to mieszkamy w pobliżu siebie - może nawet w tych lasach się już spotkaliśmy?

Kto wie, Dalbercie, świat jest obecnie bardzo mały.... może nawet na tych grzybkach "dzień dobry" sobie mówiliśmy : )

Dalbercie!
Za sprawą Twojego tekstu, wróciły wspomnienia:-) Dziękuję!
Wiele lat temu byłem "bohaterem w swoim domu" i pomalowałem kuchnię. Tak prześlicznie... Po robocie zasnąłem jak niemowlę. Obudził mnie huk.
Koleżanka-małżonka zapragnęła zrobić konfitury. Takie prawdziwe, śliwkowe. Zmęczona sprzątaniem, po moim bohaterstwie, przysnęła w kuchni. A gar z konfiturami, stał, ja ...  wyświetl więcej

  dalbert,  08/09/2010

O grzybobraniu będzie osobny felieton za tydzień. Polecam, bo śmieszny :)

  Gamka  (www),  08/09/2010

A przepis na dobre grzybki też będzie? :)

Bardzo fajne i zabawne, aż miło poczytać.

Uśmiałam się setnie... i szczęście całe, iż adwokat potrzebny nie był. Czy odszedł z torbą słoików z ogórkami? Pozdrawiam :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska