Login lub e-mail Hasło   

Koalicja kłamstwa

Propagandowy przekaz mediów głównego nurtu na temat katastrofy smoleńskiej to część procesu kształtowania współczesnego homo sovieticus
Wyświetlenia: 804 Zamieszczono 21/10/2010


Zamiast prawdy o katastrofie smoleńskiej wiodące media serwują Polakom kłamliwy interpretacyjno-informacyjny zlepek. Ma on wszelkie cechy sowieckiego przekazu propagandowego - współbrzmienie kilku mediów przekazujących ujednolicony komunikat uwiarygodnia je wzajemnie. Dla wyłamujących się z tego chóru pozostaje napiętnowanie kuriozalnymi oświadczeniami Rady Etyki Mediów.


Od dnia smoleńskiej tragedii jesteśmy świadkami rozbieżnych interpretacji jej przebiegu i przyczyn. Lansowana przez środowisko Platformy Obywatelskiej i zaprzyjaźnione z nim mainstreamowe media interpretacja - powtarza argumentację strony rosyjskiej, zwracając uwagę przede wszystkim na rzekome: błędy załogi Tu-154M, niedostateczne przygotowanie wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez jego kancelarię, wady systemu szkolenia pilotów wojskowych, wreszcie presję psychiczną wywieraną na załogę przez pasażerów feralnego lotu. Wykładnia taka, jakże wygodna dla strony rosyjskiej, winą za katastrofę smoleńską obarcza głównie (jeśli nie jedynie) stronę polską, w tym osoby, które poniosły w jej wyniku śmierć i nie mogą bronić się przed zarzutami. Na podstawie wypowiedzi członków MAK, jak również akredytowanego przy nim przedstawiciela Polski Edmunda Klicha, z dużym prawdopodobieństwem można przewidywać, że stanie się ona podstawą raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej. Co więcej, uważna analiza kierunków przekazu "informacji" dotyczących tragedii, formułowanych już od pierwszych godzin po niej, może wskazywać na celową działalność dezinformacyjną strony rosyjskiej, której celem byłoby wprowadzenie chaosu informacyjno-interpretacyjnego, utrudniającego poznanie rzeczywistego przebiegu wydarzeń z 10 kwietnia. Ten zafałszowany przekaz, podjęty natychmiast przez większość polskich mediów, celujących wcześniej w atakach na Lecha Kaczyńskiego, stał się podstawą do zbudowania takiego obrazu katastrofy smoleńskiej, który nie tylko kontynuuje trend zohydzania w oczach społeczeństwa wizerunku zmarłego tragicznie prezydenta i jego zaplecza politycznego, lecz stanowi także punkt wyjścia do kreacji równie fałszywej wizji "pojednania polsko-rosyjskiego", którym tak szczyci się PO.

Sowiecka szkoła propagandy
Nie można zapominać, że Federacja Rosyjska, z którą Platforma, tak dzielnie o to walcząc, chciałaby mieć dobre relacje, jest nie tylko prawnym, ale i do pewnego stopnia mentalnym spadkobiercą ZSRS. W początkach budowy państwa totalitarnego bolszewicy doszli do wniosku, że do zapewnienia sobie skutecznego rządu dusz potrzebują dwóch zasadniczych narzędzi: policji politycznej, utrzymującej w posłuszeństwie zastraszone terrorem społeczeństwo, oraz monopolistycznej kontroli nad środkami kształtowania opinii publicznej. Pisałem już na łamach "Naszego Dziennika" o kultywowanych we współczesnej Rosji tradycjach sowieckiej bezpieki i wpływie wywodzących się z niej ludzi na politykę państwa. Nie mniej ważny był drugi z wymienionych czynników. Wbrew głoszonym hasłom wolności słowa natychmiast po przejęciu władzy bolszewicy wprowadzili ścisłą kontrolę przekazu informacji, rozwijając jednocześnie sztukę propagandy i manipulacji opinią publiczną. Społeczeństwo poddano obróbce propagandowej przy pomocy nowoczesnych środków przekazu, wśród których szczególnie użyteczne były media audiowizualne - film, później telewizja. Bolszewicy całkowicie podporządkowali sobie proces produkcji i dystrybucji filmów. Do rangi symbolu urasta fakt, że Towarzystwo Przyjaciół Sowieckiego Kina założył twórca sowieckiej policji politycznej - Feliks Dzierżyński. Poprzez jednoczesne oddziaływanie na różne zmysły i tworzenie w ten sposób iluzji rzeczywistości media audiowizualne dawały odbiorcy wrażenie realnego uczestniczenia w świecie kreowanym przez specjalistów od propagandy. Akceptację przekazywanych treści potęgował efekt oddziaływania na emocje widza, który poprzez przeżywanie treści komunikatu łatwiej się z nimi utożsamiał. Możliwości przekazu audiowizualnego wykorzystywano nie tylko w kształtowaniu reakcji społecznych na aktualną politykę państwa, ale także choćby do konstrukcji "jedynie słusznej" interpretacji wydarzeń historycznych (celowały w tym dzieła Sergiusza Eisensteina).

Propaganda jak światopogląd
Propaganda była jednym z najważniejszych czynników wpływających na ukształtowanie tzw. homo sovieticus - "człowieka sowieckiego". Pojęcie to wprowadził do dyskursu publicznego Aleksander Zinowiew, sowiecki filozof i socjolog, zmuszony w latach siedemdziesiątych do opuszczenia ZSRS za krytykę reżimu komunistycznego. "Człowiek sowiecki" jest określeniem bardzo pojemnym, odnoszącym się do systemu wartości, poglądów i postaw jednostki kształtowanej przez państwo totalitarne. Wśród cech go charakteryzujących zwraca uwagę podatność na perswazję ze strony stojących wyżej w hierarchii społecznej. Homo sovieticus bezrefleksyjnie przyjmuje treści propagandowe, czyniąc je częścią swojego światopoglądu. Samodzielną analizę pojawiających się problemów zastępują gotowe schematy przygotowane przez odpowiednie "autorytety" i wielokrotnie powtarzane przez środki społecznego przekazu. Homo sovieticus reaguje agresją wobec myślących inaczej, zwłaszcza jeśli są słabsi od niego. Jest gotów do działania na wezwanie, brania udziału w masowych wiecach i demonstracjach, których uczestnicy wyrażają gorące poparcie dla zniewalającego ich reżimu. Jego konformistyczna postawa, poddana oddziaływaniu tłumu, ulega wówczas dodatkowemu wzmocnieniu. Tego typu osobowościowy wzorzec poddanych był niewątpliwie preferowany przez sprawujących władzę w państwie totalitarnym. Warto jednak zadać pytanie: czy tylko przez nich i czy tylko w przeszłości? Czy przypadkiem nie jest to idealny typ obywatela współczesnego państwa, który nie będzie stawiał niewygodnych dla władzy pytań, zajmie się na co dzień oglądaniem ulubionych seriali i zażywaniem serwowanej w nich porcji "jedynie słusznych" wyzwolonych i często amoralnych postaw? Czy nie tym należy tłumaczyć (przynajmniej do pewnego stopnia) sentyment sporej części współczesnego społeczeństwa rosyjskiego do minionych czasów i jego przyzwolenie na dalsze funkcjonowanie ludzi byłego reżimu w strukturach państwowych? Czy w Polsce lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nie słyszeliśmy wzruszających opowieści o dobrodziejstwach socjalizmu, w czasach którego każdy miał pracę i dostęp do świadczeń społecznych? I wreszcie najważniejsze pytanie: czy dzisiejsze postawy Polaków nie wskazują na silne zakorzenienie w naszym społeczeństwie niektórych cech, wykazujących niepokojącą zbieżność z przedstawioną powyżej charakterystyką homo sovieticus? Postawa "człowieka sowieckiego" nie kończy się automatycznie wraz z upadkiem systemu, który ją kształtował. Formowana poprzez trwające latami warunki życia i zabiegi ze strony rządzących staje się trwałą postawą, sposobem życia również w zmienionych warunkach społeczno-politycznych.

Informacja czy manipulacja?
Media w systemie demokratycznym powinny pełnić rolę informacyjną i kontrolną. Informowanie polega na przekazaniu opinii publicznej obiektywnego komunikatu dotyczącego faktów, które rzeczywiście miały miejsce. Posiadanie wiedzy na ich temat umożliwia mediom pełnienie nieformalnych funkcji kontrolnych wobec organów władzy państwowej. Nie spełniają jednak tego zadania, jeśli zamiast przekazu informacji kreują wirtualną rzeczywistość, posługując się przy tym metodami wziętymi żywcem z dorobku speców w dziedzinie propagandy. Szczególnie wyraźnie tendencja ta wydaje się widoczna w przekazie mainstreamowych mediów na temat katastrofy smoleńskiej. W tym miejscu zwrócę uwagę tylko na niektóre z palety technik propagandowych. Niezwykle silną bronią jest przemilczenie powodujące wykluczenie niepożądanych kwestii z dyskursu publicznego. Taki los spotkał początkowo wszystkie teorie zakładające celowe doprowadzenie do katastrofy smoleńskiej. Pomimo tego, iż w wielu polskich domach obok innych rozważano również tę hipotezę, w głównych mediach krajowych (w przeciwieństwie do wielu zagranicznych) temat ten praktycznie nie istniał. Dopiero w ostatnich tygodniach, po ujawnieniu skandalicznego zachowania się strony rosyjskiej i rażącej niefrasobliwości strony polskiej, kwestia ewentualnego zamachu zaistniała w szczątkowej formie w największych mediach. Natychmiast jednak zastosowano inną metodę deprecjacji jej zwolenników, przyklejając im etykietę oszołomów i bezkrytycznych zwolenników teorii spiskowych (nawiasem mówiąc: nie sposób udowodnić, że nigdy w historii świata nie zawiązano żadnego spisku, więc to raczej przeciwnicy teorii spiskowych są bezkrytyczni wobec faktów). Nagminnie stosowaną formą manipulacji informacją jest brak odseparowania elementów czysto informacyjnych od interpretacji zaprezentowanych faktów. Wymieszanie tych dwóch elementów sugeruje, że treść interpretacji jest elementem informacji, a więc należy do kategorii obiektywnej, czystej od wtrętów propagandowych. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - w czasie percepcji tak spreparowanego komunikatu odbiorca przyswaja fakty wraz z ich "jedynie słuszną" interpretacją. Na zastosowanie takiego właśnie zabiegu przez Polską Agencję Prasową opisującą prace parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej skarżył się jego przewodniczący Antoni Macierewicz. Wreszcie, w kontekście ostatniej "afery" w związku z rzekomą treścią wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, jak również kuriozalnego oświadczenia Rady Etyki Mediów z 16 października, należy podkreślić wyraźną asymetrię w przekazywaniu opinii publicznej stanowiska zwolenników polityki władz polskich i rosyjskich wobec katastrofy smoleńskiej oraz jej przeciwników. Ta celowo stosowana dysproporcja niemająca, jak się wydaje, nic wspólnego z rzeczywistą wagą argumentów, foruje tylko jedną stronę debaty publicznej, osłabiając szanse strony przeciwnej na dotarcie ze swoim przekazem do szerokich kręgów społecznych.

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą Polonia Aid Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983. Życie, działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008) nominowanej do Nagrody im. prof. T. Strzembosza, a także licznych artykułów naukowych poświęconych historii XX wieku.

 

Podobne artykuły


13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 1194
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 717
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1351
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1570
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 925
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1313
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 1543
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1315
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 722
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 401
11
komentarze: 81 | wyświetlenia: 1079
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 909
11
komentarze: 65 | wyświetlenia: 1185
 
Autor
Dodał do zasobów: swistak
Artykuł

Powiązane tematy





  ykes,  21/10/2010

"Natychmiast jednak zastosowano inną metodę deprecjacji jej zwolenników, przyklejając im etykietę oszołomów i bezkrytycznych zwolenników teorii spiskowych" - tak, zdecydowanie łatwiej postawić ostateczną teorię, a potem bez żadnego śledztwa zaciekle jej bronić, jak to czyni "specjalna komisja".

  swistak  (www),  21/10/2010

ykes ! Artykuł trafnie pokazuje sposób funkcjonowania mediów i w tym jest jego wartość. Afery przykrywa się spektakularnymi i nieistotnymi medialnymi fajerwerkami. Wypłacenie dywidendy Eureko przed zakończeniem śledztwa prokuratury w sprawie nieprawidłowości w prywatyzacji PZU jest ważnym faktem, bo przekręt kosztował nas 6 mld zł.
Prezydent Afganistanu Karzaj zawłaszczył ze swoja liczna ro ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska