Login lub e-mail Hasło   

Ludziki.

Weźmy produkcję bubli. Znaczy, produkcję bublowatych ludzików. Gdyby tyle bubli produkowała byle jaka fabryka, splajtowałaby natychmiast.
Wyświetlenia: 2.892 Zamieszczono 31/10/2010

Ludziki.

Jasne, że chodzi o nas wszystkich. To my jesteśmy ludziki. Też jasne, że jesteśmy bardzo śmieszni. Do rozpuku. Tyle tylko, że nie ma komu z nas się śmiać. No, podobno co poniektóry koń to potrafi.

Weźmy takie wybory. Ludziki się podniecają, pokrzykują, namawiają, przekonują – a gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że na tych wyborach nie ma żadnego wyboru. Że do tych urn, to my idziemy wyłącznie po to, by innych upoważnić, aby dokonali tych wyborów za nas. Zresztą, te wybory grubo już przed wyborami zostały dokonane i żadna to tajemnica. Wystarczy zajrzeć na listy, wszystko z góry wiadomo. Tę kartkę wrzucamy wyłącznie po to, żeby całą sprawę zaklepać.

A reszta, to cyrk na kółkach. Ten cyrk już wcześniej opisałem. Nawet bardzo szeroko. Tyle tylko, że wciąż nie przestałem się śmiać, chociaż daleko mi do konia.

Wiecie, gdyby koń tak naprawdę pojął demokrację, to by z tego śmiechu umarł. Bo w tej demokracji najwyższa władza, to znaczy ludziki, nie ma żadnej władzy. Jedyne, co ludzikom wolno, to stosować się do paragrafów. W tych paragrafach wszystko jest określone, każdziuteńka rzecz i sprawa. Najwyższa władza w demokracji nie tylko nie ma wyboru, ale też władzy nie ma. Żadnej. Bo niby po co ludzikom władza? Myśl o tym, że ludziki nagle dostają pełnię władzy i swobodny wybór, wcale nie do śmiechu, ale do zawału mogłaby nawet konia doprowadzić.

To już lepiej niech będzie, jak jest. Niechaj ta demokracja pozostanie tak śmieszną, że bardziej śmiesznej nikt wymyślić nie potrafi.

Albo weźmy taką rzecz, produkcję bubli. Znaczy, produkcję bublowatych ludzików. Strach pomyśleć, ile tego produkujemy. Nie to, że w ogóle, ale to, że bubli właśnie. Gdyby tyle bubli produkowała byle jaka fabryka, splajtowałaby natychmiast. Tak sobie myślę, że dobra Bozia dawno zrezygnowała z kontroli jakości. Od momentu, kiedy ludziki wymyśliły maczugę, potem dziesięć przykazań. Jedno zaprzecza drugiemu. A ludziki z tym świetnie żyją.

Zresztą, biorąc ściśle, to my ludziki w tę kontrolę jakości wciąż się Bozi wtrącamy. Wymyśliliśmy nie tylko maczugę, w końcu i bombę atomową, zaś do tych przykazań domyśliliśmy jakiś humanizm, co gorsza humanitaryzm, domyśliliśmy jakieś zasiłki, jakieś akcje dobrowolne i obowiązkowe, darmowe zupki, a nawet pasy w samochodach i ograniczenia prędkości. A nasze dzieciaki nie mogą biegać po lasach, mimo że zwierzaków to już prawie tam nie ma, jeśli zaś są, to one dawno przestały być dzikie. Niektóre nawet znają się na komputerach.

 I to wszystko wymieszaliśmy w takim bałaganie, że sami nie mamy pojęcia, gdzie urządzimy akcję humanitarną, gdzie zrzucimy bombę. Koń też nigdy nie odgadnie, kiedy dostanie siana, kiedy batem po dupie. To samo dotyczy zresztą psa i dzieciaka. Zupełnie nic dziwnego, że nasza dobra Bozia ma takie siwe włosy. Nie od śmiechu. Od zmartwień.

Ale to napisałem tylko tak, nawiasem. Bo od śmiechu naszej dobrej Bozi, tudzież od jej zmartwień, nikomu z ludzików nie siwieją włosy. No, może papieżowi, ale papież na siwo bardzo korzystnie wygląda. Więc to może być.


Raczej by mi chodziło o ten Internet nieszczęsny. Tam byle dureń może nawymyślać nawet profesorowi. Ba! Żeby choć potrafił porządnie nawymyślać. Sami wiecie, że byle kto zamieszcza tam byle co i od byle kogo dostaje mnóstwo byle jakich punktów. A mądrego ludzika pogonią niby rudego psa, który uciekł z budy. I jeszcze obśmieją.

Zdaje się, że ostatnim miejscem, gdzie dotąd nie ma równości, jest pismo zwane „Science”. W tym piśmie dureń niczego nie umieści. Nie przejdzie ichniej cenzury. Bo tam, nim umieszczą, wszystko muszą sprawdzić. W dodatku dokładnie i co najmniej dwa razy. Chociaż tam, w owym „Science”, też było kilka wpadek. Jednakże, w ogólności, oni tam się jednak pilnują. I co? I ma kto ich czytać! Ma KTO!

Bo w Internecie to całkiem nie chodzi o to, kto czyta. W Internecie chodzi o to, ILU. Tak samo chodzi o to, ilu pisze. Całkiem nie o to, JAK. Skoro bowiem nie ma kontroli jakości przy produkcji, to niby po co by miała być kontrola przy użyciu? Żeby mniej śmiesznie było?

My ludziki nie mamy pamięci ani wyobraźni. Znaczy się, mamy pamięć niby biedna jętka jednodniówka o bledziutkim świcie, z wyobraźnią zaś jest jeszcze gorzej. Wyobraźnię to mamy niby katolik w rozmowie z żydem – wciąż mu piec przed oczami. Dlatego na zmianę w Internecie to ja w ogóle nie liczę, raczej bym postawił na to, że ktoś założy całkiem inny Internet, taki bardziej niszowy. Do tego innego Internetu będzie się przyjmować tak, jak do angielskiego klubu – wyłącznie za poleceniem. Co najmniej siedmiu wcześniejszych członków.

Tę pierwszą siódemkę powoli zacząłem zbierać. Na razie mam trzech, właściwie zaś troje, bo nie jestem feministą, kobietom nie życzę źle. Jeśli uda mi się dożyć, pewnie siódmego kandydata doliczę we właściwym czasie.

A póki co, będę obśmiewał ludzików w normalnym Internecie. Wolno mi.


Podobne artykuły


13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 1206
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1017
12
komentarze: 70 | wyświetlenia: 1087
12
komentarze: 280 | wyświetlenia: 762
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 741
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1892
10
komentarze: 97 | wyświetlenia: 582
10
komentarze: 57 | wyświetlenia: 1038
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 546
9
komentarze: 74 | wyświetlenia: 552
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 896
9
komentarze: 33 | wyświetlenia: 676
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Nie przesadzałbym z tym zaufaniem do recenzowanych pism. Niejaki Alan Sokal napisał nawet książkę, z przykładami, o tym że (modne) bzdury trafiają się i tam.

  swistak  (www),  01/11/2010

Zbysławie ! Papier jest cierpliwy. Internet zaś jest jak Matka Teresa. Chyba, że ktoś wymyśli Worda, co oprócz błędów gramatycznych, będzie sygnalizował merytoryczne. Pisanie idiotyzmów na Eioba, to domena tych, co niewiele czytają.

  jotko49,  01/11/2010

"Sami wiecie, że byle kto zamieszcza tam byle co i od byle kogo dostaje mnóstwo byle jakich punktów."A skoro nie mam o sobie aż tak wysokiej oceny mogę być nawet i "byle kim" i tak dam punkt ,za trafny i wciąż aktualny temat art..W nadziei na doczekanie się niszowego internetu,gdzie choć czytanie będzie dozwolone maluczkim-nawet zarekomenduję.

  ulmed,  01/11/2010

Nic dodać.... Piszesz tak lekko, i tak pięknie. :)))
W demokracji zawsze Cię przegłosują. Niestety.:(((

Dziękuję za nieobśmianie i nawet pochwałę. Rozumiem, że pochwała musi być ostrożną, "świstak" i "darkwater" czuwają nieustannie. To dobrze, bo już prawie się skolegowałem z nimi.
Wszyscy zresztą wiedzą, że jednak nie wszystkich obśmiewam.

Wymieniając mnie jednym tchem ze swistakiem, zraniłeś mnie do żywego. Czymże sobie zasłużyłem? ;)

Darkwater.
Istnieją zasługi i "zasługi". Zraniłem do żywego? A do jakiego warto ranić?

A to zależy od zasług, ideałem byłaby sytuacja w której nie ma potrzeby ranić.

Taak? A czym byśmy się, do cholery, zajmowali?!

Nie wiem, z pewnością znalazłoby się jakieś zajęcie. Może nie tak ekscytujące, ale może nieco bardziej pożyteczne. Ale to oczywiście w sferze pobożnych fantazji człeka poczciwego, tu i teraz niewykonalne.

I pomyśleć, co by było, gdybyśmy mieli taką demokrację w państwie, jaką mamy w Internecie.
Wirtualna wolność słowa jest jednak potrzebna, bo tylko w wirtualnym świecie można powiedzieć wszystko bez konsekwencji, nawet jeżeli większość internetowych opinii powinna trafić do śmietnika. Cóż taka cena tej wolności.

Wiesz, niektórzy wypowiadają się, podpisując się swoimi "realnymi" danymi, imiona, nazwiska, takie tam.

Wiem, a do czego zmierzasz tą myślą?

Że zazwyczaj ci, którzy mają coś istotnego do powiedzenia, mówią/piszą to pod własnymi danymi, tymi z "realu". Za parawanem (iluzorycznej) sieciowej anonimowości zazwyczaj chowają się osobnicy od "opinii które powinny trafić do śmietnika".
Ci z tej pierwszej grupy z oczywistych powodów nie mówią/piszą nic, czego nie powtórzyliby twarzą w twarz. Co do tych z grupy drugiej, też nie mogą głosi ...  wyświetl więcej

1. Masz oczy to patrz i obserwuj Eiobę, z piszących teksty i komentujących, wrażliwość podpisujących się nickami i nazwiskami nad własną twórczością są podobne, komentarze są na podobnym poziomie, różnica tylko taka, że gdy już taki typ wysokich lotów doda nazwisko, to nikomu nie pozwoli tego nie zauważyć.
2. Zrób sobie test, napisz słowa bomba, zabić watahę, czy co tam wymieniłeś, w koment ...  wyświetl więcej

>Moich tekstów nie chce żadna gazeta, internet przyjął <

Przyjął, przetrawił, wydalił. A gdzieś po drodze wydał opinię.
http://goo.gl/V0b9D

Aż takie wrażenie robią na tobie moje teksty, że chce ci się błądzić po necie i szukać co ludzie o mnie piszą? Twoja głowa ci już nie wystarczy, żeby samodzielnie wydawać opinie?
A propos Internetu. Jest trochę większy niż jeden blog, nawet taki, który jest dla ciebie miernikiem trawienia Internetu.

Znów fantazjujesz. Blog mrw czytam bo lubię, to czym zajmuje się autor bloga i moje zainteresowania, częściowo się pokrywają. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem o kim pisze. ;)

Ach tam. Dam temu spokój, bo znowu potrwa godzinę. Pobaw się sam.

Pytanie retoryczne jest retoryczne. Ot, taki prymitywny dupochron na wypadek przeszarżowania. :)

EDIT
Nieładnie tak edytować komentarz, na który ktoś już odpowiedział, wstydź się. Tym niemniej rozumiem, też unikam dyskusji w których brak byłoby mi argumentów.

  Elba,  02/11/2010

Nie ma sytuacji "dobrych" i "złych " wszystkie sytuacje są po prostu okazją do nauczenia się czegoś i tylko od nas zależy jak je wykorzystamy. Kto tego nie rozumie, ma problemy.
Nasze poczucie wartości nie powinno zależeć tylko i wyłącznie od tego, czy umiemy zadowolić innych. Uzależnianie się od akcepatcji innych i usilne poszukanie aprobaty i poklasku zupełnie odrywa nas od naszej tożsamo ...  wyświetl więcej

Witay Zbyszku, napisałeś coś co fajnie się czyta, jednak w komentarzach... nie zgadzam się, że pisze tu byle kto. Pisze tu każdy kto ma coś do powiedzenia. Piszą profesorowie, dla których pisanie jest jak usmażenie naleśnika oraz murarze jak ja dla których napisanie czegoś jest jak upieczenie smacznego ciasta dla kogoś kto nie ma wykształcenia cukierniczego. Jasne, można obrażać takiego jak ja, dl ...  wyświetl więcej

Idź Marianie wycinać PiS do spodu. Pozarzynaj ich i wykastruj, zeszmać, zgnój i wypatrosz. Zrób wreszcie ze ścierwem porządek. A potem poszukaj sobie gałęzi i się bohatersko powieś.
Wiele mi to nie pomoże, ale lżej mi będzie umierać.

Marian R czytanie ze zrozumieniem nie jest chyba Twoją mocną stroną... Pod Twoim artykułem jest napisanem, że Eioba to nie jest miejsce na agiatcje wyborcze, a nie to że nie należy tu pisać o pójściu do wyborów czy pisaniu o polityce wogóle. To zasadnicza różnica, a Twoje rozumowanie to niezła manipulacja.

@Mirek
Marian jest chory. Chory na nienawiść. To bardzo wyniszczająca choroba...

Nie sądzę, by "marianR" był chorym, w jakimkolwiek sensie. Nie sądzę też, by czytał bez rozumienia. To ja poczuwam się, aby udzielić mu wyjaśnienia, o co mi dokładnie chodziło w podniesionych przez niego kwestiach.

Określając, że w internecie "pisze byle kto byle co" miałem na myśli rzecz prostą. Ilość. W ilości byle czego jakość staje się nieomal nie do zauważenia. W tym znaczeniu "byle c

...  wyświetl więcej

Dzięki za artykuł!
Kliknij raz tu:
http://pokazywarka.pl/pomaganie/



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska