Login lub e-mail Hasło   

Krzyż nad Czarnym Stawem pod Rysami

(...)musiałem do Niego podejść.
Wyświetlenia: 4.573 Zamieszczono 21/11/2010

Jest czwarta nad ranem. Ciekawe dlaczego muszę wstać? Normalni ludzie śpią jeszcze o tej nieludzkiej porze. 

Wieje. Dość mocno. 
Ale jest zimno. 
To dobrze. 
Świt powinien mnie zastać już nad Czarnym Stawem... 
Szybka, poranna "hygena". Herbatka. Kanapki. Sprzęt. 
Wychodzę.
Na Szpiglasową godzina z hakiem. Czasem dużym. 
Zamieć.
Widoczność zero.
Czasem zapadam się po kolana. Bywa, że i po pas.


Im wyżej, tym śniegu mniej. Tylko czasem muszę przekopać się przez zaspy. 
Ślisko.
Ślisko jak cholera.
Wieje.
Idę za wolno.
Zdecydowanie za wolno.
Na odsłoniętych częściach twarzy lód.

Ciemno.
Powinienem już być na Przełęczy.
Czekan i raki to dobre wynalazki.
Okulary też.
Dnieje.
A może mi się zdaje?
Zadymka coraz większa. 
Huk wiatru.
Po drugiej stronie grani powinno być ciszej.
I jest.
Herbatka. Kanapka. Zamarznięta.
Czekolada. 


Schodzę do Morskiego Oka.
Czekan. Raki.
Krok za krokiem.
Cholera, w lecie "zbiegałem" w czterdzieści minut...
Schronisko.
Liczę czas.
Jem.
Wychodzę.
Wieje.

Jest jasno-ciemno-szaro. Śnieg wciska się wszędzie.
Brnę przez zamarznięte jezioro.
Byle pod ścianę.
Robi się cieplej. 
Niedobrze.
Na Kazalnicy powinienem być za...? 
Dwie godziny?


Huk.
Lawina.
Podmuch. 
Nic.
Strach.
Cisza.
Lęk.
Decyzja.


Idę dalej.

Im wyżej, tym cieplej.
Wiatr.
Duże płatki śniegu.
Kurzawa.
Cholera jak ślisko.
Lód, śnieg, odkryte kamienie, zaspy.
Pieprzone zaspy.
Brnę, kopię śnieg rękami.
Zapadam się.
Dyszę.
Odpoczywam.
Klnę.

Jestem.


Cisza.
Nie ma wiatru.
Śnieg sypie jak cholera.

Herbata, czekolada, glukoza.
Liczę czas.
Za późno by iść dalej.
Za wcześnie by schodzić.
Może Przełęcz pod Chłopkiem jest realna.
Tylko ten trawers, który na nią wprowadza...
... i ta lawina.
Musiała zejść kotłem.
Który jest pod nim.
Ruszam.
Nie jestem pewny...
Niczego nie jestem pewny.
Niepokój.
Jest szaro-stalowo-biało.
Ślisko.
Zdecydowanie mniej śniegu.
Przez bury woal chmur widzę bladą tarczę słońca!

A jednak jest.

Skąd ten niepokój?

Widzę Przełęcz.
Idę zdecydowanie szybciej.
Słyszę huk wiatru. Choć wokół mnie powietrze jest nieruchome.
Wariuję?
Może.
Nogi zaczynają drżeć.
Łapię "telegraf".
Za wcześnie. 
Powinien pojawić się przy zejściu.
Tracę siły.

To zupełnie idiotyczne.

Nade mną szarawy błękit.
Blade słońce.
Pode mną ołowiano-szary ocean. Porżnięty wyspami stalowo-białych ostrzy szczytów.


Nie mam siły myśleć.


Co się dzieje?
Galareta.
Strach.
Całkowita niemoc.
Wtaczam się pod Chłopka.
Widzę plamki.
Kolorowe.
I absurdalnie wesołe.
Nie mam siły rozsunąć suwaka.
Jestem odrętwiały.
Drżę.
Boję się.
Powieki opadają.
"Nie mogę zasnąć"- to ostatni strzęp świadomości.
Uderzam się w twarz.
Mocno.
Rozrywam zamek. 
Żrę czekoladę.
I śnieg.
I jeszcze raz w mordę.
I śnieg.
Na kark.
Mija.
Powoli. Ale zdecydowanie.
Zaczynam czuć.
I myśleć.
Serce wali.
Ale chyba równomiernie?

Tylko czemu robi się tak szaro?
Zegarek.
Jasna dupa!
Już wiem.
Będę schodził po ciemku.


Ale pieprzony trawers( nie lubię go nawet latem) zdążę "zrobić" za dnia.
Byle się tylko nie powtórzyło...
I co to k..wa było?

No i muszę dać znać do "Pińciu", że nie wrócę na noc.

Wyraźnie łapie mróz. Widać już gwiazdy. 
Ale widać też moje ślady.
To dobrze.
Jest cholernie ślisko.
Coraz bardziej.
Muszę uważać.
Ale jak się do tego zmusić?
Zaczynam rozmawiać sam ze sobą.
Tym razem wiem, że nie wariuję.

Nie mogę się pośliznąć. 
Wiem, że jestem cholernie zmęczony.
To dobrze. 
Że wiem.
Lód.
Francowaty lód.
Każdy krok jest męczarnią.
Drżą nogi i ręce.
Nie czuję czekana.
Nie trzymam go.
Wisi na rzemyku.
Rozdarł mi spodnie.
I nogę.
Krew.
Nie czuję bólu.

Wypłaszczenie.
Herbata.
Zimna.
Pięć minut.
Nie dłużej.
Marznę.
Ruszam palcami w butach.

Cisza.
Absolutna.
Taka jak w Pańszczycy.

Nie mam siły.

Widzę wyraźnie światła schroniska w "Moku".
Jest tak blisko.
Tak blisko...

Muszę iść.
Nie mogę iść.

Mam jeszcze glukozę.
Ksztuszę się.
Jest miałka jak mąka.

Rzygam.

Drżę.

Ruszam.

Upadam. Wstaję.

Idę.

Potykam się.

Chwieję.

Upadam.

Przypieprzam kością jarzmową w jakiś kamień.

Boli.

Puchnę.

Krew.

Krew zamarza.

Natychmiast.

Jest słodka.

Jest dobra.

Czarny Staw. Dotarłem.

Każda komórka ciała krzyczy bólem.

Dziwne.

Przed chwilą nic nie czułem.

Jak pijak do butelki, przytulam się do krzyża.

Czekał tam na mnie?

Tak.

Czeka na każdego...

Nie da się Go ominąć.

Powinienem schodzić.

Ale musiałem do Niego podejść.

Musiałem?

Nie wiem.

Ale nie chcę się stąd ruszyć.

Nie chcę...

I znowu w dół.


Nie oddycham. Rzężę.


Zaspa.

Nie dam rady.

Muszę.

Albo. Albo..

Kopię


Ryję.

Dyszę.

Nie widzę.

Klnę.

Płaczę.

Modlę się.

Upadam.

Wstaję.

Jestem po drugiej stronie.

Obok było przejście...

Płaczę z wściekłości. I ze szczęścia.


Jeszcze tylko zamarznięte jezioro. Morskie Oko.

Śpiewam.

Albo mi się zdaje?

Nic nie czuję.

Nie mam rąk, nóg ani twarzy.


Nie czuję zimna.

Jeżeli jeszcze raz się przewrócę to już nie wstanę.

Wiem o tym i myśl ta powoduje jakiś upiorny śmiech. Trzęsę się ze śmiechu. 

Smarkam  i płaczę.

Gluty ściekają mi do ust, na kurtkę. Nie mam siły ich wytrzeć.

Nie mam na nic siły.

Każdy krok jest bluźnierstwem, każdy ruch, każde drżenie nóg.

I jest jednocześnie modlitwą. Wołaniem. Zespoleniem.

Komunią. Najświętszą.

Bezsilną. Bezradną.

Ostateczną.

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1678
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 967
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1242
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 896
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 824
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 494
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 623
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1091
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 787
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1032
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 915
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1157
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 534
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 753
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  21/11/2010

Co to jest ? Wisi na ścianie i płacze !

Płaczące wisiątko?

Niesamowite!!!

Mnie Czarny Staw zawsze przypomina burzę, jaka się rozpętała zaraz po tym, jak wdarłam się do tej doliny nad Morskim Okiem. Po niej toń wodna Czarnego Stawu zrobiła się tak tęczowa, że widok ten wynagrodził wszelkie trudy. Sama już bowiem wspinaczka po głazach jest nie lada wyczynem! Natura ma swoje tajne uroki:)

  Noemi*,  21/11/2010

Oj ! zdarzało się , po takich ekstremalnych doznaniach miałam dość gór na kilka miesięcy , a później czas zacierał pamięć , ponownie ożywała tęsknota i jakiś imperatyw gnał mnie w góry ...Pozdrawiam Grzegorzu !

W zeszłym roku nie było tam śniegu o tej porze.. była za to przepiękna pogoda i księżyc na zmianę ze słońcem odbijający się w ośnieżonych szczytach i w tafli jeziora. Aj, "zackniło" się nagle.

Ostatni raz w Tatrach byłem sześć lat temu, po siedmioletniej przerwie. I się przeraziłem. Ale to temat na osobny tekst.
Dziękuję Wam, pozdrawiam i kłaniam się nisko:-)

  Elba,  23/11/2010

Oszczędność słów, a jakiż czytelny przekaz wrażenia i emocji z bardzo osobistego doświadczania gór. Piękne!

A jak się tak przylałeś d tego krzyża, to nie miałeś czasem wytrysku? Bo tak jakoś na to mi wygląda.

Różo! Znam przyczynę twoich problemów z życiem seksualnym. Przy tobie każdy, normalny chłop staje się impotentem. Osobiście nie mogę ci pomóc, gdyż już sama myśl o tobie, powoduje u mnie uwiąd. Wszystkiego. Ale nie załamuj rąk! Zawsze jest nadzieja. Choć w twoim przypadku, zaiste minimalna. Nie poddawaj się jednak. Życzę ci powodzenia. Dasz radę!

  on_x,  24/11/2010

A tu się okazało, że to krzyż przed Pałacem Prezydenckim.

(…) Każdy krok jest bluźnierstwem, każdy ruch, każde drżenie nóg.
I jest jednocześnie modlitwą. Wołaniem. Zespoleniem.
Komunią. Najświętszą.
Bezsilną. Bezradną.
Ostateczną. (…)

Zamiast stawiać krzyże, kasę lepiej przekazać Goprowcom, może byś się tak nie zmachał tylko by Cię śmigłowcem zabrali.

Dla normalnych ludzi, wierzących i niewierzących taki krzyż pomaga, wpływając pozytywnie na psychikę. Tylko takim co mają jakąś chorą fobię chrześcijańską to przeszkadza.

Ps. Świetny tekst

  on_x,  24/11/2010


Jak taki krzyż wpływa pozytywnie na psychikę osób niewierzących pozostaje zagadką.
Mi osobiście pozytywnie na psychikę wpływa widok kobiecych piersi, ale nie zamierzam wszędzie stawiać im posągów.
Stawianie wszędzie „znaków wiary” (z założenia sprzecznych z podstawami wiary, patrz dekalog) bardziej przypomina zwierzęcy sposób znakowania terenu niż troskę o czyjąś kondycje psy ...  wyświetl więcej

  Bar_ka  (www),  24/11/2010

Aż ciarki przechodzą gdy się czyta ten tekst.

Bardzo dobry tekst. Ale to wyjście nie było chyba do końca przemyślane. Lubię góry, ale łażenie po nich zimą w niepewną pogodę to już żadna przyjemność tylko czysty hazard, w którym nic się nie wygrywa, ale stracić można wszystko.

Tyle, że facet nabiera rozumu gdzieś tak około czterdziestki...:-) Ja miałem wówczas o połowę mniej i byłem najzwyklejszym idiotą.
Przyznam, że nie całkiem mi przeszło...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska