Login lub e-mail Hasło   

Narkotyczna wolność. Tekst wysoce niehumanitarny

Cóż. Człowiek rodzi się mądry, a potem, jak widać, kretynieje.
Wyświetlenia: 1.189 Zamieszczono 03/12/2010

Toczą się uczone dysputy o legalizacji dragów. Dzieli się je z grubsza, na twarde i miękkie. Mędrcy uzasadniają swoje stanowiska. Mądrze. A czasem jeszcze mądrzej.

Dowiadujemy się, że różnie rypią one czerep, że są "lepsiejsze" i "gorsiejsze", takie, siakie i owakie...

Cóż. Człowiek rodzi się mądry, a potem, jak widać, kretynieje. 


Słyszałem także, i czytałem nawet, że cyt: "Człowiek rodzi się wolny." Na tych trzech słowach, podobno, zbudowano cały, i też, jak najbardziej, podobno, system społeczny, w którym szczęśliwi żyjemy. 

Człowiek rodzi się wolny. Tyle, że natychmiast, po tym szczęśliwym wydarzeniu, jest niewolony. Na milionkroć sposobów. Ale zawsze, co oczywiste, dla jego dobra. 

Wolny człowiek może chcieć. Chcenie wypływa wprost z wolności. Ale jej nie dopełnia. Dopełnieniem "chcenia" jest "manie". Więc, jak prawdziwie wolny człowiek chce, to musi też mieć. Bo jak chce, ale nie ma, to odczuwa dyskomfort. A ten rodzi frustracje.  Te zaś są niezdrowe. Zwłaszcza u ludzi młodych. I psycholodzy mają dużo pracy. 

Bywa, że później psychiatrzy mają dużo pracy z psychologami...

Jak więc człowiek chce draga. Niech go ma. Chce syfa. Niech go ma. Jest wszak wolny.

Ciupciać można legalnie, w Polsce, od piętnastego roku życia. Pić, w zasadzie, w Europie od osiemnastego, bywa, że od dwudziestej pierwszej życia wiosny. Co samo w sobie jest kompletnie nielogiczne. Nie bądźmy więc okrutnikami. Pozwólmy, jako społeczeństwo, legalnie się naćpać od osiemnastki. Choć tu jestem otwarty na propozycje...

Ćpuny, czy też ćpacze, dzielą się, z grubsza, na tych, co szybko zejdą i na tych co zejdą nieco później. I to jest dobre i sprawiedliwe.

W czasie, od ćpuńskiej inicjacji do zejścia, następuje postępujące rycie beretu. W czasie tego procesu jedni zrozumieją, że coś jest "niehalo", a inni nie. Tym, którzy zrozumieją i zechcą by było "halo", można próbować pomóc. Ale za ich kasę, lub wyświadczanie usług, czy też prac społecznie użytecznych (kocham ten termin).  Trzeba dać im szansę. Ale tylko wówczas, gdy na to "danie", w taki, czy inny sposób zarobią. Nie można natomiast zagwarantować sukcesu.

Tym, którzy nie zrozumieją, trzeba pozwolić spokojnie umrzeć. Przeciąganie tego procesu jest wysoce niehumanitarne. A skoro jest niehumanitarne, jest, co oczywiste, złe. Bardzo.

Tym, którzy sprzedają dragi "nielatom", trzeba przygotować rowy do kopania. Lub wały do usypania. Na zasadzie: "Będziesz kopał od tego drzewa do... Obiadu." Nie wyrobisz normy, nie dostaniesz "papu". A jak nie dostaniesz "papu", nie wyrobisz normy. Ergo, zejdziesz. I to też jest dobre i sprawiedliwe.  

Metody chińskie są zdecydowanie zbyt azjatyckie. I zupełnie niepotrzebne. 

                                                                              

W ten oto prosty i nieskomplikowany sposób ćpuństwo przestałoby być "problemem społecznym". 

Lecz nie chodzi o to, by nim nie było.

Chodzi o to, by było. Jak najbardziej. 

I by z nim walczono. 

Do utraty tchu.

Ostatniego tchu ćpuna.

Podobne artykuły


17
komentarze: 77 | wyświetlenia: 2205
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1223
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1071
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1126
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 556
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 800
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 646
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 683
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 493
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 986
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 625
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  kev  (www),  03/12/2010

Tekst jest tak niesamowity, iż zagłosowałbym nań razy dziesięć ... gdyby tyko istniała taka możliwość :)

Widzisz, nie znoszę hipokryzji. A do pasji doprowadza mnie, kiedy pływa ona w pseudonaukowej brei.
pozdrawiam:-)

  memnik  (www),  03/12/2010

Jak ktoś chce się stoczyć i tak się stoczy w ten czy inny sposób. Zamiast walczyć z wiatrakami lepiej edukować dzieci. Uświadamiać. A potem nie ma, że boli. Wiedziałeś w co się pakujesz i się wpakowałeś. Jak wszystko co ludzie sami sobie robią - nie sobie robią, o ile rzeczywiście sami sobie (a nie innym). Legalizacja może by zmiotła czarny rynek. Wiadomo, że modę na miękkie rozkręcają głównie dilerzy. Dopóki są tam pieniądze, będą kombinacje.

Stety bądź niestety, w każdej terapii uzależnień, nie ma zmiłuj. I, nie ma, że boli. Wóz albo przewóz. Krótka piłka. Wszystko inne jest biciem piany. Bo nie da się wyleczyć syfa pudrem.
Pozdrawiam:-)

Tak mniej więcej jest. A jakie moglibyśmy mieć zdrowe społeczeństwo, gdyby pozwolono ludziom robić co chcą na własną odpowiedzialność, bez fałszywego i nachalnego troszczenia się o czyjeś zdrowie i życie. Szybko by się okazało, kto jest kto i komu zależy naprawdę na tym zdrowiu i życiu.

No to pojechałeś w tym tekście tak "Panem Zbysławem" (z całym szacunkiem oczywiście). Świetny.

Znaczy się, mam skrzywienie... Ale pozytywne:-) Widać wpływ Pana Zbysława bywa przemożny.
Do siego roku Andrzeju! I, proszę, bywaj na eiobie częściej...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska