Login lub e-mail Hasło   

W ślady tureckiej przeszłości ...

Do Skopje przyjechałam z Tirany- busem. Podróż zajęła całą noc, na szczęście furgon był prawie pusty ..ze mną jechało tylko 5 Albańczyków. 5 kontroli policji i kil...
Wyświetlenia: 890 Zamieszczono 23/12/2010

Do Skopje przyjechałam z Tirany- busem. Podróż zajęła całą noc, na szczęście furgon był prawie pusty ..ze mną jechało tylko 5 Albańczyków. 5 kontroli policji i kilku godzinny postój- bo coś sie popsuło, no i przerwy na kawe, to już tradycja. Takim sposobem w Skopje wylądowałam po 6 rano, na szczęście o 6, a nie o 3, bo szanowny albański kierowca wysadził mnie, ładnie mówiąc nie w centrum miasta.

Tutaj w Skopje poczułam, że jadę na północ, rześkie powietrze przemieszczało się po bezludnych jeszcze ulicach, podwórkach, straganach i owijało się wokół minaretu, tak meczety były znakiem rozpoznawczym Skopje. Widać je było od samych przedmieści.   “ W Skopju, stolicy Macedonii tureckie minarety wystrzelały w niebo ponad srebrnymi kopułami meczetów I gąszczem bazarowych kramów, podkreślając odludny I płaski krajobraz, której nic nie chroniła przed wiatrem przypominającym powiew azjatyckiego chaosu.”*

 

Wchodzę do pierwszego, który mam po drodze. Wysoka żelazna brama jest tylko lekko uchylona, spokój, cisza, tylko malutki mizar-cmentarz muzułmański i uschnięte już czerwone róże. Przy dużej studni do wudu, czyli ablucji poprzedzającej modlitwę, kilka par butów i mydła w plastikowych pojemniczkach. Ale wody w studni nie ma, czyżby dlatego, że meczet jest zamknięty? Ale obok małej budki z dywanami modlitewnymi, jest jakiś rower, więc może jednak ktoś tutaj jest...przecież za zamkniętą bramą do meczetu, w pomieszczeniu przed salą modlitewną jest jedna para butów. Pozostawiona, zapomniana, czy ktoś jednak jest w środku? Wygania mnie stąd cisza i wspomnienie przymkniętej w pół bramy... cisza, żadnych adhan'ów-żadnych Allahu akbar , żadnych kobiet w chustach, żadnych żebraków...

 

 

Słońce już wstawało, różowo-pomarańczowe niebo było pięknym tłem dla minaretów i wysokich kominów. Na półkolistej bramie, którą wchodziło sie na stary bazar, było napisane, że obiekt ten jest monitorowany. O 7.30 prawie nikogo tu nie było, przede mną szedł tylko azjatycki turysta z aparatem i czasem przystawał robić zdjęcia. Zupełnie jak ja. Uliczki były wąskie, a witryny malutkich sklepików kolorowe, zasłane butami, biżuterią i innymi pstrokatymi pierdołami. Na znakach informacyjnych były strzałki prowadzące do “Muzeu i Macedonise”, “Art Bazar” i więcej, poszłam prosto.. na wozach przy witrynach, leżały pudelka po butach. Zwyczajnie na tym wszystkim górował kolejny minaret meczetu, przy którym kolejny raz można było spojrzeć na ślady tureckiej przeszłości. Starsi panowie w białych jarmułkach gawędzili na ławeczce, inni czekali ze swoimi pastami, szczotkami, szczoteczkami, polerkami na klientów, którzy zechcą mieć czyste i lśniące buty. Wyglądali dokładnie tak jak jeden z pomników na skopjewskim skwerze.Przy cerkwi Sant Dimitrija pani zdecydowała się na wyczyszczenie swoich obcasów. W utrzymaniu równowagi pomagał jej towarzysz.

Żegnam Carsjie i przechodzę kamiennym mostem na plac Macedoński. Wiatr wieje w oczy, a kamienny most bardziej przypomina o trzęsieniu ziemi z 1963 roku, niż o swojej wiekowej historii. Piętnastowieczny most trzęsienie przetrwał, ale ponad 1000 ludzi i 75% zabudowań miasta już nie. Pode mną płynęła rzeka Wardar, której źródło znajduje się w Górach Dynarskich, rzeka przecina cały kraj, tak jak kamienny most odcina “stare” Skopje od “nowego”. W tym ”nowym” ostatnio dużo się dzieje, premier buduje pomnik za pomnikiem. Jak się dowiedziałam ku nie zawsze zadowoleniu obywateli. To prawda, pomników tutaj chyba więcej niż meczetów, święci, krasnal, pan czyszczący buty...i oczywiście albański bohater Skanderberg z albańską flagą.

Poranek w Skopje.

 

Pan od czyszczenia butów.

 

Stary bazar.

Macedonia to tylko 2 mln mieszkańców, ale pod względem narodowościowym jest bardzo niejednolita, co stwarza wiele problemów. Słyszę “ Na Albańczyków złego słowa nie można powiedzieć, bo to łamanie praw” opowiada mi wolontariuszka ze Skopje, którą spotykam w Belgradzie. A Aleksander Macedoński przewraca się w grobie...

*"Bałkańskie upiory.Podróż przez historię" Robert D. Kaplan, Wyd.Czarne 2010, s. 105

więcej zdjęć ze Skopje tutaj

www.peregrynacje.blox.pl

Karolina Łukaszewicz

Podobne artykuły


11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 638
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 666
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 735
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 635
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 649
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 876
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 424
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 417
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 688
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 577
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 668
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 590
9
komentarze: 34 | wyświetlenia: 469
9
komentarze: 18 | wyświetlenia: 502
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 440
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Też chciałbym się tam wybrać. Przynajmniej byłoby cieplej :)

cieplej jest ale i wilgotniej, polecam i zapraszam np. w marcu ruszam backpackersko na Balkany.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska