Login lub e-mail Hasło   

Kobieta na całe życie

Zdobycie odpowiedniej kobiety, z którą można stworzyć zgrany duet, jest zawiłym, ale możliwym procesem.
Wyświetlenia: 23.665 Zamieszczono 05/02/2011
Gdy miałem 20 lat moja wykładowczyni z uczelni chciała wyjść za mnie za mąż. Coraz bardziej mnie przerażała. Zdałem egzaminy i uciekłem.
 
W akademiku mieszkałem z pewnym Australijczykiem, w którym kochały się wszystkie dziewczyny z okolicy. Miał 21 lat, długie włosy i pieniądze. Gdy liceum w Milanówku zatrudniło go w charakterze nauczyciela języka angielskiego wielbicielek miał jeszcze więcej. Zasypywały go listami i pluszowymi misiami. Zawsze był uczciwy. Nigdy żadnej nie skrzywdził. Dużo się śmiał i żartował. Matthew był świetnym kompanem. Rozświetlał nasze szare dni PRL-u. Kochał Polskę.
 
Któregoś dnia pewna kobieta z Warszawy poprosiła Matthew, aby przeprowadził wywiad z Patem Metheny. Długo siedział mój przyjaciel z wielkim muzykiem przy stoliku w Marriocie, a ich rozmowa ukazała się w Jazz Forum.
Wkrótce on sam otrzymał od jakiejś dziennikarki propozycję wywiadu. Spotkali się w kawiarni w Podkowie Leśne, gdzie on przez pięć godzin opowiadał jej o swojej fascynacji postacią Jezusa Chrystusa. Była rozczarowana, że ten przystojny facet tak wiele mówił o Bogu. W dalszym ciągu jednak go odwiedzała, gdyż rzeczywiście nie o wywiad jej chodziło.
 
W tym czasie Matthew i ja studiowaliśmy teologię w ujęciu protestanckim. Bardzo poważnie traktowaliśmy to czego się uczyliśmy. Nasze życie zmieniało się z dnia na dzień. Przybywało nam rozsądku i odpowiedzialności.
 
Na pewien czas wyjechałem do USA. Matthew poznawał kolejne dziewczyny, a ja spłacałem „grzechy mojego dzieciństwa”. Na koniec pobytu kupiłem sobie wymarzony rower. Pragnąłem go bardziej niż ludzie domów czy samochodów. W zasadzie to kosztował tyle co samochód.
Wróciłem na uczelnię. Zawsze po zajęciach na moim Treku przejeżdżałem minimum 40 km, bez względu na porę roku, dnia i pogodę. Na uszach miałem słuchawki, a w nich płynął jazz. Samochody ochlapywałem mnie błotem, a ja czułem się jakbym latał w przestrzeni kosmicznej. Próbowałem się dzielić moimi odczuciami z innymi, ale niewiele osób rozumiało uniesienia jakie przeżywałem.
W naszym ciasnym pokoju mieszkaliśmy teraz we troje: Matthew, ja i mój rower, któremu poświęcałem więcej czasu niż czemukolwiek innemu.
 
Pewnego dnia zachorowałem. Leżałem w łóżku niezadowolony, że nie mogę jeździć. Ktoś zapukał do drzwi. Do pokoju weszła dziennikarka z kawiarni, która znowu szukała Matthew. Nie znałem jej i nigdy wcześniej nie widziałem. Usiadła na chwilę. Rozmowa sączyła się niezgrabnie. Wtedy nieświadomie wypowiedziała słowa, które na zawsze odmieniły moje życie. Powiedziała tylko jedno proste, ale jakże wiele znaczące dla mnie zdanie: „Masz bardzo niesamowity rower!”. Oczy otworzyły mi się szeroko i w tym samym momencie ujrzałem najpiękniejszą i najgłębszą dziewczynę jaką kiedykolwiek spotkałem. Zaczęliśmy spędzać razem czas. Przesiadywaliśmy w restauracjach i godzinami rozmawialiśmy ze sobą. Po tygodniu byłem przekonany, że chcę, aby była moją żoną. Kupiliśmy drugi rower, a po kilku latach jeszcze dwa małe. Od tego czasu jeździmy przez życie razem, my nad morzem, a Australijczyk ze swoją ekipą gdzieś pod Szrenicą. Często spotykamy się razem i dużo śmiejemy.
 
Agata nigdy nie była dziennikarką. Dobrze jednak, że jej dziewczęca przebiegłość skierowała ją ku mojemu przyjacielowi, któremu również zawdzięczam wspaniałą żonę. Thanks Matt!
 
Maciej Strzyżewski

Podobne artykuły


16
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3569
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 3995
24
komentarze: 55 | wyświetlenia: 6641
36
komentarze: 60 | wyświetlenia: 12039
31
komentarze: 98 | wyświetlenia: 8344
91
komentarze: 27 | wyświetlenia: 19727
18
komentarze: 8 | wyświetlenia: 6150
32
komentarze: 69 | wyświetlenia: 9740
32
komentarze: 13 | wyświetlenia: 10287
48
komentarze: 8 | wyświetlenia: 7929
25
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1702
43
komentarze: 35 | wyświetlenia: 4489
39
komentarze: 9 | wyświetlenia: 6873
37
komentarze: 4 | wyświetlenia: 5485
35
komentarze: 20 | wyświetlenia: 23469
 
Autor
Artykuł



Rower i jazz w słuchawkach, rozumiem i podzielam... :-).

Jazz w słuchawkach, wiatr we włosach i dwa kółka - brzmi nieźle i jaki haczyk na żonę! :):):)

Założę się, że na Twoim avatarze obok Ciebie stoi rower;)

Chętnie chciałbym usłyszeć w jaki inny sposób ONI i ONE wyhaczały swoich partnerów.
Grzegorz Mniejszy pięknie opisał swoją historię w artykule "Bo w twoich oczach widzę niebo". Polecam gorąco.
http://eiba.pl/2sq5 .

Ciekawość to pierwszy stopień do... :):):)

Polowanie na męża tym różni się od polowania na żonę, czym nagonka od odstrzału.

Piękny tekst!
Zafascynował mnie ogromnie!
Gratuluję i pozdrawiam!

Świetny temat. Ja też się muszę zebrać w sobie i coś podobnego napisać. Może za parę tygodni będę miał trochę więcej czasu. : )
A ten rower, to naprawdę jakiś wybitny?

  hussair  (www),  19/02/2011

Kapitalna odsłona z życia, Panie Macieju! A nie jakieś ataki czarnomagiczne na ojczyznę czy kościoły... Co prawda ataki te rozumiem, ale przyjemniej poczytać coś pozytywnie wibrującego. Miłość ponad wszystko.
PS - rower górski mam
do pracy dojeżdzam
pasję podzielam.
;-)

no cóż, roweru nie mam i nie miałem, ale mam żonkę i gitarę. Hi,hi, Macieju wiedziałem, że jesteśmy do siebie podobni........pozdrawiam

  nse,  21/02/2011

Zdobycie Kobiety już kojarzy się z manipulacją , jeśli maiła by to być Kobieta na całe życie to jedynie wchodzi w grę rozpoznanie Kobiety tej jedynej z pośród wielu ...

Skąd tu tyle fajnych osób? Przywracacie wiarę w ludzi. Historia piękna, ale czy prawdziwa? Tu puszczę oko. Sam też muszę swoje dopowiedzieć. Ks. prof. Frankowski kazał nam wykuć na pamięć "Hymn o dzielnej niewieście". Bo to i jedno i drugie, dzielni (jesteśmy/jesteście) obydwoje :-)
A jak tam kolano?

  Dedukacje  (www),  10/03/2011

Szczęściarz:) gratuluję Wam obojgu!:) i podziwiam rozbrajająca szczerość:)

Historia świetna, bardzo dobrze się ją czyta. Zastanawia mnie tylko czy jest wspomnieniem autora (bądź poznana przez autora przez pryzmat znajomych/innych ludzi) - jeśli jest prawdziwa - ciekawe co u Matt'a?

To prawdziwa historia moja i mojej żony. Matt ożenił się z blondynką o imieniu Kariną i wyjechał z nią do Australii. Po 10 latach przyjechali do Polski (jakieś dwa lata temu) i mieszkają pod Szrenicą. Często spotykamy się razem. Jesteśmy najbliższymi przyjaciółmi.
Więcej o Nim na http://eiba.pl/s
Pozdrawiam Cię Sylwio!

  8Sun  (www),  18/12/2011

Mieliście dużo szczęścia i cierpliwości. Rower, chociaz na pewno wspaniały był tylko pretekstem dla waszych dusz do spotkania się. Powodzenia

  ulmed,  18/12/2011

A te dwa małe rowerki?
Słoneczko dla całej rodzinki :)

  koobe  (www),  23/04/2013

Historia jak z filmu :)

wzruszyłam sie, brawo



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska