Login lub e-mail Hasło   

Sztuka Umierania

Mniemasz zapewne, że umierać, to nie „sztuka", lecz raczej zło konieczne.
Wyświetlenia: 3.024 Zamieszczono 14/02/2011

 

 

 

 

 

                       Mniemasz zapewne, że umierać, to nie „sztuka", lecz raczej zło konieczne, które przychodzi samo przez się. Podobnie myślą niezliczeni ludzie i dzień w dzień umierając porzucają ciało ziemskie, choć nie uczyli się wcale sztuki umierania.  Wielu z nich śmierć zaskakuje niespodzianie „niby złodziej w nocy"; jednym jawi się jako straszliwa mara innym jako długo oczekiwana wybawicielka od cierpień, a inni znów sami ją wzywają, oczekując od niej wyzwolenia od trosk i niedoli ciała i duszy.Rzadko natomiast trafia śmierć na kogoś, kto zna sztukę umierania. Aby poznać tę sztukę, musisz w pełni zdrowia i sił nauczyć się, co to jest „śmierć"   i co znaczy „umierać".

        Musisz w pełni sił umrzeć niejako na próbę, byś umiał umierać, gdy cię śmierć zaskoczy. Umierać nie jest wcale tak łatwo, jak to wielu sądzi, ale nie jest też zbyt trudno, gdy się człowiek zawczasu, w pełni sił i zdrowia, tego nauczył. W każdej sztuce trzeba się ćwiczyć bez ćwiczenia nie można się też nauczyć umierać. A przecież trzeba przez to przejść  bez względu na to, czy się to już umie, czy nie. Większość ludzi lęka się śmierci, gdyż nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, jak się to dzieje.Ci zaś, co twierdzą, iż się jej nie lękają, podobni są dzieciom wypuszczającym się czółnem na pełne morze, którego niebezpieczeństw nie znają. Ty jednak bądź niby sternik obeznany z wiatrami i prądami, który wie, jakie krainy czekają nań za morzem. Naucz się wyznaczać kierunek swej należycie zaopatrzonej barki.

     „Umieraniem" nazywamy konieczność opuszczenia ciała ziemskiego i jego organów zmysłowych, gdy to porzucenie musi nastąpić na zawsze i nieodwołalnie, gdyż ciało z przyczyn fizycznych już się nie może utrzymać. Bardzo podobnie dzieje się za każdym razem, gdy się kładziesz na spoczynek i pogrążasz we śnie, tylko że wówczas tracisz jedynie częściowo panowanie nad ciałem i zmysłami, podczas gdy w śmierci owa utrata jest całkowita i bezpowrotna. Widzisz, jak natura cię w ten sposób, niejako sama, uczy umierania.Możesz również zawczasu zapoznać się z umieraniem przy omdleniu lub    przy sztucznym wyparciu świadomości z ciała. Jednakże w tych wypadkach doświadczasz zawsze tylko początkowej części przebiegu procesu umierania chyba że twoje wewnętrzne „zmysły" duchowe są już tak dalece rozbudzone,  iż „po tamtej stronie" bytu mógłbyś przyjść do siebie i wówczas, ku zdumieniu swemu, znalazłbyś się przy życiu nawet bez ciała ziemskiego. 

        Jeśli jednak nie posiadłeś jeszcze tego rodzaju doświadczenia, tedy marzenia senne mogą dać przynajmniej pojęcie o świadomym życiu bez ciała fizycznego, aczkolwiek życie „w zaświecie" jest doprawdy czymś innym, niż tylko „marzeniem sennym". Musiałem tu wspomnieć o życiu we śnie, by przyjść z pomocą twemu pojmowaniu. Jak we śnie znajdujesz siebie świadomym, zdolnym do odczuwania,   myślącym i czynnym  podobnie we śnie żyjesz w jakimś „ciele" i swobodnie się nim posługujesz, choć twoje ciało fizyczne spoczywa na łożu w głębokim śnie tak też znajdziesz się w postaci cielesnej, świadomy, czujący, myślący i czynny z chwilą, gdy po tamtej stronie bytu będziesz się mógł posługiwać swymi „zmysłami" duchowymi i przez to przyjdziesz tam do siebie bądź tylko przejściowo, bądź też  jak w razie śmierci ciała ziemskiego na stałe.

      Istotna różnica polega tylko na tym, że w snach postrzegasz wyłącznie wciąż na nowo rozpływające się twory swej plastycznej wyobraźni (zyskujące dzięki tysiącom fizycznych i psychicznych podniet pozory własnego życia), podczas gdy budząc się w istniejącym obiektywnie świecie duchowym  bez względu na to, w której z jego sfer następuje twe ocknienie — tak samo musisz porzucić świat ziemski, jak porzucasz świat snów budząc się w świecie zjawisk uchwytnych zmysłami fizycznymi.  Gdy „wzniesiesz" się ponad świat snów, wówczas dopiero wkroczysz do królestwa Ducha, które nietrudno odróżnić od twych choćby najżywszych i „najnaturalniejszych" snów, gdyż dzięki swym zmysłom duchowym znajdziesz się tam w takim stanie świadomości, wobec którego najczujniejsze nawet życie ziemskie na jawie zda się niby lunatyczne błąkanie. Widzisz, słyszysz i odczuwasz ten sam „świat" przyczyn, który na jawie, w pełni świadomości swego bytu fizycznego, postrzegasz jako fizyczny świat zjawisk  ale odczuwasz go „z tamtej strony.

        Niepostrzegalne w fizycznym ciele ziemskim ukształtowanie przyczynowego, istotnego świata nagle stało się dla ciebie postrzegalne, rzeczy zaś uchwytne tylko dla zmysłów fizycznych, któreś zwał dotąd światem „realnym" stały się dla ciebie  „pustym powietrzem . Choć względnie mało ludzi doświadczyło w sobie tego stanu za życia w ciele ziemskim i również niewielu doświadcza go w czasach dzisiejszych, to jednak jest ich znacznie więcej niż można przypuszczać. Większość ludzi doznających tego rodzaju przeżyć instynktownie trzyma je w tajemnicy przed innymi, bądź z obawy przed niewiarą ze strony bliźnich, a co za tym idzie przed „piętnem śmieszności", bądź z troski o to, aby owo przeżycie duchowe, odczuwane jako dowód szczególnej łaski, nie zostało im odjęte, gdyby nie umieli milczeć. Początkowo nie są to bynajmniej wysokie sfery duchowe, do których mogą wkraczać ludzie doznający świadomie takich przeżyć, a jednak jest to już przecież zawsze „tamten brzeg"; jakkolwiek ci, co się tam świadomie budzą, długo jeszcze nie są zdolni przeniknąć „w głąb" odkrytej przez siebie „krainy" ani wspiąć się na jej wyniosłe szczyty „górskie".

        Tam docierają za życia ziemskiego jeno ci nader nieliczni, którym tu, po fizycznej stronie świata przyczyn, powierzono prastare „dziedzictwo" tajemnego doświadczenia duchowego: urodzeni „arcykapłani"  „mistrzowie" ukrytego działania duchowego oraz ich prawowici następcy ku temu zrodzeni. Będzie tu tobie podane to, co się dla nas stało niezbicie pewną wiedzą, płynącą z doświadczenia świadomego przeżywania „zaświata" Co dzień, co godzinę widzimy tysiące ludzi przechodzących na „tamten brzeg" na zawsze, a nie możemy przyjść im z pomocą, gdyż nie posiedli za swego życia ziemskiego sztuki umierania i przychodzą nie przygotowani, niby rozbitkowie, których burza wyrzuciła na ląd. Bezradni błądzą tu i tam w tej nowej dla siebie formie bytowania i nie są w stanie uchwycić wyciągniętych ku nim pomocnych dłoni. Niezdolni do wydania sądu czy to co ich spotyka,grozi im niebezpieczeństwem, czy niesie im pomoc  lękliwie cofają się, gdy zbliża się ktoś, kto mógłby ich poprowadzić.

     Tak oto samotni błąkają się dalej wciąż w pobliżu „brzegu" morza, które ich  przynajmniej w ich uczuciach łączy jeszcze z opuszczoną fizyczną stroną bytu, aż wreszcie niby „magnetycznie" przyciągnięci odkrywają jedno z owych małych „królestw nadbrzeżnych"; jedną z tych najniższych sfer duchowej strony wszechświata, nieuchwytnej dla zmysłów ziemskich, a odpowiadającej ich wyobrażeniom, tęsknotom i nadziejom żywionym za fizycznego życia ziemskiego. A wówczas wyobrażają sobie, że odnaleźli swe „niebo", tym bardziej, że tak samo sądzą wszyscy inni, których tam spotykają. Ci, co się raz tam dostali, ulegają swemu losowi na nieskończenie długie czasy. Nader rzadko i to z wielkim trudem udaje się nam wyrwać kogoś tak zbłąkanego z tej jego dobrowolnie obranej złudnej „szczęśliwości".

     A że pragniemy nauczać unikania manowców i że wiekuista miłość tak nam postępować nakazuje, uczymy was sztuki należytego umierania.Istota tej sztuki polega na tym, że jest się gotowym w każdej chwili wśród planów na przyszłość i ożywionej działalności, w kwitnącym zdrowiu i w pełni sił, w radosnej pogodzie i niezachwianej ufności  przejść na „tamten brzeg" na zawsze i bez możności powrotu. Jest to stan duszy nieodzownie tam wymagany. Nie każdemu wydaje się on łatwym do osiągnięcia, a jednak nikomu nie wolno zapominać, że jedynie od tego stanu zależy prawdziwa umiejętność umierania.  Kogo tak dalece wiążą sprawy fizycznego życia ziemskiego, że obywanie się bez nich zda mu się rzeczą niemożliwą, kto nie jest zdolny wyobrazić sobie stanu, w którym wszystkie cele pożądań ziemskich tracą wszelką wagę  temu trudno się będzie nauczyć sztuki należytego umierania. A jednak należycie i radośnie żyć na tej ziemi umie tylko ten, kto z własnej woli potrafi co dnia i co godzina wzbudzać w sobie stan gotowości do śmierci  wolny od lęku i smutku wszelkiego.  

      Wie on, że nic z tego, co by tu musiał porzucić choćby to byli najukochańsi ludzie, istoty najbardziej potrzebujące opieki  nie mogą nigdy być z nim rozłączone, jeśli sam nie chce rzeczywistej rozłąki i nie stwarza jej swą wolą. Wie on, iż pozostanie „tutaj", na tym samym „miejscu" kosmicznym  bliżej jeszcze swych ukochanych niż kiedykolwiek za życia w ciele ziemskim. Wie on, że po śmierci nie stanie się, rzecz prosta, „równy bogom" i żadną miarą nie będzie w ziemskim ujmowaniu „wszechmocny", lecz będzie mógł daleko skuteczniej pomagać tym, którzy jego pomocy potrzebują, niż to było kiedykolwiek możliwe za życia fizycznego. Kto się w ten sposób ćwiczy w sztuce umierania, ten wie już, że łatwo mu będzie rzeczywiście i nieodwołalnie umrzeć, choćby śmierć zaskoczyć go miała zgoła nieoczekiwanie...Badania i obserwacje lekarzy od dawna stwierdzają, że fizyczny przebieg umierania był w pewnych okolicznościach tylko dla widza bolesny, sam zaś umierający wcale przy tym nie cierpi, lecz jedynie odczuwa ból wywołany chorobą tylko tak długo, dopóki nie umrze. Naszym zaś zadaniem jest przedstawić, w jaki sposób świadomość umierającego przekracza próg śmierci.

     Choćby umierający do ostatka był zupełnie przytomny, jednakże w chwili poczynającego się wyzwalania organizmu duchowego ze związanego z nim dotąd zwierzęcego ciała ziemskiego ogarnia go coś w rodzaju „drzemki", z której świadomość budzi się znowu, gdy „zgon" już nastąpił. W chwili tego przebudzenia  następującego w kilka sekund lub minut po stwierdzonym zewnętrznie „zgonie", człowiek znajduje się już w swym organizmie duchowym i teraz już jedynie ten organizm może pośredniczyć w zdobywaniu doświadczenia a dzieje się to tylko po duchowo postrzegalnej „drugiej stronie" świata przyczyn, w wiecznej „rzeczywistości", która wszelką duchową, jak i wszelką fizyczną formę bytu z siebie wypromieniowuje według powołującego ją do życia sposobu widzenia. Dotychczasową zdolność postrzegania człowieka dopiero co zmarłego, opartą na jego zmysłach fizycznych, zastępuje nowy, przedtem w warunkach normalnych nieznany mu jeszcze rodzaj postrzegania, podczas gdy jego kształtotwórczy sposób widzenia początkowo pozostaje jeszcze bez zmian.

     Daleki jest od tego, żeby się uważać za umarłego, czuje się bowiem świadomym siebie, obdarzonym wolą i zdolnym do czynienia spostrzeżeń; chociaż jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że służą mu teraz do tego jedynie organa duchowe. Nie czuje się bynajmniej „bezpostaciowym", gdyż dotychczasowe jego ciało fizyczne było przecież tylko mniej lub bardziej doskonałym odbiciem organizmu duchowego ukształtowanego dzięki jego własnej woli wiekuistej, aczkolwiek „nieświadomie" dla jego wiedzy mózgowej.        Świadomość jego stała się teraz zdolna postrzegać ten organizm duchowy, chociaż go jeszcze nie odróżnia od ciała fizycznego. Lecz tak, jak ból fizyczny ustaje niezwłocznie, gdy znieczuli się odpowiednimi środkami członek ciała sprawiający ból, tak i cierpienia fizyczne odczuwane przez umierającego na krótko jeszcze przed zgonem znikają całkowicie w chwili przyjścia do przytomności „w zaświecie", ponieważ ciało fizyczne, źródło odczuwania bólu, obecnie zostało na zawsze odłączone od organizmu duchowego, który odtąd odczuwa tylko siebie.

      Istnieje natomiast jeszcze pewna więź „fluidyczna" dzięki niewidzialnym, subtelnym, lecz odczuwanym również przez organizm duchowy słabym promieniowaniom materialnym opuszczonego ciała fizycznego i ta więź jest przyczyną, że umarły, obudziwszy się w zaświecie, postrzega na sposób duchowy różnorakie zdarzenia zachodzące w pobliżu zwłok, chociaż się to dzieje w świecie fizycznym . Tak więc obecny „mieszkaniec zaświata" odczuwa „fluidyczne wpływy" wypromieniowywane przez osoby otaczające porzucone przezeń ciało ziemskie, odczuwa „wartość uczuciową" ich dotknięć i słów i podobnie ślepcowi posiada jeszcze dość dokładne pojęcie o opuszczonej przezeń przestrzeni zewnętrznej chociaż trwa w złudzeniu, że tę przestrzeń postrzega jeszcze zmysłami fizycznymi. Ostatnie kontakty z fizyczno-zmysłową stroną świata przyczyn trwają jeszcze przez pewien czas, choć zwłoki już dawno ostygły, ale to odczuwanie z każdą godziną słabnie i zdolność takiego postrzegania znika całkowicie z chwilą, gdy poczynają występować pierwsze oznaki rozkładu.

     Tym, co się gorszą paleniem zwłok lub wręcz sądzą, że zmarły może przez to ponieść „szkodę" w swym życiu zaświatowym, trzeba tu powiedzieć, że po upływie czasu zastrzeżonego w krajach kulturalnych na obrzędy pogrzebowe, od dawna i całkowicie wygasa wszelka więź pomiędzy organizmem duchowym zmarłego a dawnym ciałem ziemskim. Gdzie zaś ogień działa jako przyczyna śmierci, tam ból, jak i w wypadku każdej innej przyczyny śmierci, odczuwa się jedynie do chwili utraty związanej z fizycznością świadomości. Natomiast po „ocknięciu się" w zaświecie wygasa wszelka więź z dawnym ciałem ziemskim z powodu rozkładu, jaki sprawił ogień. Nie znika jeno odczuwana teraz przez organizm duchowy świadomość własnego istnienia oraz wyraźne widzenie i poznawanie wszystkich fizycznie obecnych osób w ich postaciach duchowych, które — pomijając fizyczne ułomności ich budowy ziemskiej,  odpowiadają całkowicie postaciom ziemskim.

Zmarłych, których świadomość za ich dni ziemskich nieznacznie tylko wzniosła się ponad sferę fizycznego bytowania zwierzęcego, ten nowy stan zwodzi częstokroć do tego stopnia, iż jeszcze przez czas dłuższy po śmierci ziemskiej nie orientują się, że już nie znajdują się w ciele fizycznym. Wydaje im się tylko, że „wyzdrowieli", gdyż dawna przyczyna ich cierpień przestała już istnieć Zmarłym, pozostającym początkowo jeszcze w więzach jakoby sennego wyobrażania sobie przeżyć ziemskich, postrzeganie postaci duchowych osób bliskich miesza się ze stworzonymi przez nich samych postaciami własnych przywidzeń sennych i nie pojmują, czemu się ich opłakuje. Często starają się wtedy z całych sił przekonać osoby szczerze ich opłakujące, że nie ma powodu do smutku, lecz te ich usiłowania wśród pełnego boleści wzruszenia nie są odczuwane przez osoby pozostałe w fizyczności. Dopiero w poczuciu bezsiły wobec takiej domniemanej głupoty krewnych i przyjaciół zmarły czyni nagle odkrycie, że nie jest już związany z ciałem fizycznym i tak oto budzi się ze stworzonych przez siebie samego marzeń sennych.

      Wtedy dopiero zaczyna naprawdę „uczyć się patrzeć", a jego oczy duchowe rozwierają się na nową duchową stronę świata przyczyn, którego sferę postrzegania zmysłami fizycznymi porzucił, nie zmieniając „miejsca" we wszechświecie. Teraz dla tych, którzy się za swego życia ziemskiego nie ćwiczyli w „sztuce umierania", zaczyna się błądzenie duchowe, gdyż organizm duchowy człowieka ani trochę nie wznosi się przez śmierć ponad osiągniętą dotychczas pewność poznawania. Są wprawdzie w pobliżu opiekunowie chętni do niesienia pomocy, lecz zmarli ich nie poznają. Zmarły, tkwiący jeszcze głęboko w swych fizycznych, ziemskich pojęciach, bardzo stanowczo i z całą świadomością odpycha ich od siebie i uniemożliwia im niesienie jakiejkolwiek pomocy.    Pewność zmarłych, że dostąpili istotnie życia „na tamtym świecie" budzi też nieraz bezgraniczną pychę umacniającą wówczas tych, co się nią odurzyli, w ich głupocie. Kto tkwił mocno w więzach ziemskości lub troszczył się nadmiernie o rzeczy i ludzi, do których czynnym fizycznie już powrócić nie może, tego po zrozumieniu niemożliwości powrotu ogarnia beznadziejna rozpacz, którą zmarły musi wpierw zwalczyć, zanim stanie się zdolny poznać swe nowe możliwości, czysto duchowego rodzaju, wpływania na świat ziemski.

     Ci zaś, co się w życiu fizycznym całkowicie zrośli z dążeniem do urzeczywistnienia na ziemi jakiejś „idei" i z wytworzonymi w tym dążeniu wyobrażeniami, dość prędko tracą prawie całe zainteresowanie opuszczonym przez nich światem fizycznym .  Szukając sposobności, by móc urzeczywistnić swą „ideę", teraz już w obrębie ich nowej sfery życiowej, pozostają ślepi na wszelkie nowe możliwości przeżyć. Inni znów szukając obiecanej im i z wiarą przez nich oczekiwanej „szczęśliwości" są niemało zdumieni, że jej nie znajdują na „tamtym świecie" natychmiast i to w postaci, jaką sobie na ziemi tak pięknie przecież wymarzyli.  Wszystkim tak pochłoniętym sobą oraz przyniesionymi z życia własnymi wyobrażeniami spełnią się wreszcie w pewnej mierze ich życzenia. Trafią oni do jednego z owych niższych królestw duchowych, których nieświadomymi współtwórcami byli już na ziemi... I to przejście nie jest bynajmniej „zmianą miejsca", wszystkie bowiem światy duchowe, a jest ich niezliczona ilość, aż do owego najwyższego i najczystszego świata bogorodnego Ducha  przenikają się wzajem, pozostając na tym samym „miejscu"  kosmicznym.  

       Świadome przeżywanie światów duchowych, jak również przenoszenie się z jednego do drugiego, zależy od pewnej zmiany postrzegania, czyniącej świadomość duchową na określone zjawiska niejako „ślepą", na inne natomiast „widzącą". Ale tej właśnie zmiany postrzegania wedle własnej woli nie może wywołać nikt prócz mistrzów, przedstawiających wiekuisty obraz człowieka w najwyższym królestwie Ducha, albo ich pełnomocników: wybranych uczniów, jeśli tylko właściwości psychofizyczne czynią ich podatnymi w tym względzie. Natomiast każdy człowiek, choćby nawet nie należał do szczupłego grona wymienionych, może się zżyć w swej wyobraźni z uczuciami, wrażeniami i stanami świadomości, jakie zgodnie z podanymi tu przeze mnie wyjaśnieniami oczekują go po śmierci ciała ziemskiego. Z całym spokojem przyjmuję zastrzeżenie, że takie umyślne podniecanie wyobraźni może wywołać jedynie „obrazy", w żadnym zaś razie nie może doprowadzić do przeżywania rzeczywistego pozaziemskiego bytu.

         Dlatego właśnie żądam, by przy kształtowaniu niezbędnych tu wyobrażeń trzymano się jak najściślej opisów podanych w tej księdze, gdyż tylko bardzo nikła garstka ludzi może już za swego życia ziemskiego poznawać świadomie dziedziny bytowania pozaziemskiego, podczas gdy dla wszystkich pozostałych jest rzeczą możliwą z góry niejako przeżywać uczucia,wrażenia i stany świadomości, których się należy spodziewać po śmierci ziemskiej przez wywoływanie zgodnych z rzeczywistością obrazów pojęciowych. Takie często powtarzane przeżywanie z góry tych rzeczy jest potrzebne, jeśli się pragnie uzyskać pewność, że po zerwaniu przez świadomość z opartym na zmysłach ziemskich sposobem doznawania będzie się umiało niezwłocznie orientować i przede wszystkim rozpoznawać, do czego należy dążyć, a czego unikać!Ten tylko, kto zdobył taką pewność już za życia ziemskiego, po przejściu na nowy sposób postrzegania oparty wyłącznie na zmysłach duchowych, natychmiast wykryje tam pomocne dłonie doń wyciągnięte i będzie umiał z ufnością je pochwycić...Jemu możemy dopomóc.

     Zdołał on już za swych dni ziemskich „nauczyć się" sztuki umierania, a jego zaufanie do naszych pouczeń sprawiło, że dojrzały w nim zdolności poznawcze tak mu teraz potrzebne. Odtąd zabezpieczony będzie od wszelkich złudzeń i rozczarowań!  Poprowadzimy go  mimo różnorakich „królestw nadbrzeżnych", które marzycielstwo i urojenia ziemskie stworzyły sobie źle kierując siły woli wprost „w głąb" rozwartej przed nim „krainy", gdzie pełni miłości kierownicy powiodą go coraz bliżej ku jego doskonałości. Przez porzucenie ciała ziemskiego nie stał się przecie „innym człowiekiem".Ni stąd, ni zowąd nie mogą mu być dane rzeczy, których mu jeszcze brak. Tylko to, co już na ziemi zdołał osiągnąć, przynosi z sobą jako swą własność. To, co potrafił związać na ziemi, pozostaje dlań „związane" również i w życiu duchowo-zmysłowym, co zaś rozwiązał za życia ziemskiego, pozostaje i tutaj dlań „rozwiązane"...Tylko stopniowo można go poprowadzić coraz wyżej, aż kiedyś będzie zdolny wkroczyć do najwznioślejszego ze wszystkich królestw duchowych, do czystego świetlistego świata błogiego i absolutnego spełnienia.

       „Czas" niezbędny do przebycia tej drogi wzwyż zależy od stopnia względnej doskonałości duchowej osiągniętej przezeń już na ziemi i od wynikłego z takiej doskonałości wyklarowania wiekuistej woli w sferze odczuwania własnej świadomości. Przejście dzięki „śmierci" z ziemskiego sposobu zdobywania doświadczeń do rodzaju postrzegania zmysłami duchowymi następuje bez twego zamierzenia, a co cię czeka „po tamtej stronie" stanie się, choćbyś w żaden „zaświat" nie wierzył. Wszelako twej woli wiekuistej właściwa jest wielka moc, gdyż zdolen jesteś dzięki przygotowaniu się tutaj, po fizycznie postrzeganej stronie świata, bardzo istotnie pokierować swym dalszym losem. Warunkiem niezbędnym do tego jest oczywiście prowadzenie życia pełnego poczucia odpowiedzialności i przepojonego myślą o wysokim celu duchowym, dającym się osiągnąć jedynie w bezinteresownej miłości do wszystkiego, co żyje. Po „tamtej stronie" świata  tam gdzie się postrzega zmysłami wyłącznie duchowymi panuje nie tylko „rozkosz błogosławionych". 

      Zaprawdę, są tam również krainy męki i zwątpienia, trawiącego żalu i pragnienia samozagłady, choć to pragnienie nigdy się spełnić nie może . A przez te krainy muszą niechybnie przejść wszyscy, którzy tu na ziemi nie czynili zadość prawu żądającemu od każdego człowieka miłości do samego siebie oraz do wszystkich współstworzeń. Taka „miłość" jest bardzo daleka od wszelkiego sentymentalnego marzycielstwa i wszelkich uniesień uczuciowych!  Miłość, którą mam tu na myśli, a której żąda prawo duchowe, jest raczej najwyższym i najsilniejszym samopotwierdzeniem i wszechpotwierdzeniem, tak że człowiek przeniknięty taką miłością zarówno w samym sobie, jak i w całym współbycie wyczuwa jedynie cechy dodatnie, zgodne z wolą Ducha, nawet wtedy, gdy widzi się zmuszony do najbardziej stanowczej obrony przed czynnymi jednocześnie w tychże zjawiskach siłami ujemnymi!

        Najcięższego wykroczenia przeciw prawu duchowemu, o którym tu mowa, dopuszczają się ci wszyscy, którzy na ziemi targnęli się na swoje cielesne życie, by z jakiegokolwiek powodu umknąć tchórzliwie przed życiem ziemskim i jego żądaniami.Takie postępowanie jest ponadto bezsensowne i bezcelowe, gdyż zamiast poszukiwanego wyzwolenia samobójcę oczekuje tysiąckroć bardziej męczące uwięzienie w niepożądanych, zaprawdę, stanach świadomości, z których przez niezmierzone eony umknąć już nie zdoła.

     J.A.S

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1306
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1050
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 969
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 756
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1016
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 552
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 419
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 850
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 398
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1362
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 961
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 616
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 536
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 442
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Elba,  15/02/2011

Czyżby zagadka śmierci była dla nas zarazem zagadką życia? Ów tajemniczy i przerażający znak zapytania, jakim jest dla nas śmierć, jest zarazem znakiem zapytania, jakim jest życie, życie każdego z nas. Horror śmierci stawia nas przed problemem sensu własnego życia. Czy inaczej: horror śmierci zdziera zasłony, jakimi przykrywają nasze życie zrośnięte z nim zwyczaje, symulujące wiecznotrwałość społe ...  wyświetl więcej

Masz racje. To piekne mysli. Gratuluje i Pozdrawiam Serdecznie. Dziekuje za wsparcie Terzaniego i Starca

Po to tu jesteśmy, by zrozumieć czym jest miłość, jeśli zrozumiemy to wypełnimy swoją misję, do której zostaliśmy powołani. Śmierć natomiast będzie przejściem do następnej szkoły.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska