Login lub e-mail Hasło   

Ostatni Smok

Nauka Białego Człowieka utrzymuje, że smoki nie istniały. Obśmiewa je i żąda dowodów.Tymczasem Ostatni Smok umarł w 1973 roku.
Wyświetlenia: 11.317 Zamieszczono 07/03/2011

 

Bimbam sobie na Naukę Białego Człowieka. Smoki nie istniały? Nie mogły latać, bo były za ciężkie? Nauka nie będzie mi wyznaczać zasad logiki, skoro nie potrafi wyjaśnić sama sobie, dlaczego trzmiel lata mimo zbyt wielkiej masy ciała w stosunku do wielkości skrzydeł. Nauka chętnie zaprzeczyłaby istnieniu trzmiela – jednak zbyt wielu świadków potwierdza jego obecność na Ziemi.

Smoki istniały. Ostatni z nich pojawił się między ludźmi, by realizować samego siebie – co czynił z pasją godną ognia, który w nim płonął do samego końca. Ale był też z nami, by pokazać, że przeszkody należy usuwać, a systemy pełne ograniczeń i zacofania zmieniać lub porzucać. Żarliwie namawiał do eksploracji życia.

Rzekł:

Dojrzewanie jest ciągłym odkrywaniem i rozumieniem procesu życia. Bądź elastyczny, zmieniaj się wraz ze zmianami. Bądź pusty! Otwórz się! W końcu kubek jest przydatny właśnie dlatego, że jest pusty.

Podkreślał:

Nie spiesz się naprawiać świata. Zamiast tego wzbogać swoje zrozumienie w ciągłym procesie odkrywania przyczyn swej ignorancji.

Kochał życie i chętnie dzielił je z ludźmi. Był szczodry proporcjonalnie do przestrzeni swojego umysłu. Umysłu, który – jak to u reformatorów – wyprzedzał epokę. Wydawał walkę sztywności praw i rytuałów ustalonych przez autorytety, których nie uznawał. Wiedząc, że ślepe naśladownictwo takich grozi przespaniem życia, napominał:

Pamiętaj, że sukces to podróż, a nie punkt przeznaczenia.

Zawsze zdradzał swoje zafascynowanie tą podróżą jako najpiękniejszym przejawem istnienia.

Muszę zdradzić Wam, że trzymam dystans wobec autorytetów. Podobnie jak Ostatni Smok uważam, że nasz Szlak powinno wytyczać własne serce i umysł; własne, niezakłócone ingerencją z zewnątrz jestestwo. Nasze emocje i nasze potrzeby wyznaczają prawa życia. Nikt nie powinien dyktować ci zasad, na podstawie których podróżujesz przez życie.

Nie uznaję autorytetów. Zbyt często okazują się pułapką każącą wysiadać na bocznym torze i mozolnie odszukiwać zgubionej esencji. Zbyt często często na końcu Księgi Mędrca odnajduję podpis Hipokryta. Stawiam natomiast wyraźną różnicę między autorytetami, a inspiratorami. Ci drudzy nie narzucają ram na Twoje kroki i myśli. Nie zawężają przestrzeni odkrywania. Przeciwnie: stymulują Twoje dążenia i przydają tak światła jak entuzjazmu.

Ostatni Smok, który rzekł, że entuzjazm przyciąga entuzjazm, pozostaje moim inspiratorem od lat.

Większość z nas, jak przypuszczam – może i wszyscy – ma swoich inspiratorów. I ja takich mam. Przy czym nie muszą tacy ograniczać się do żywych gości planety. Ostatni Smok jest mi Generatorem Mocy, mimo że opuścił Ziemię kilka miesięcy po moich narodzinach.

Nieodmiennie towarzyszy mi jego energia, która jest energią szczodrości. Każdy może wyciągnąć po nią rękę, co czyni się poprzez medytacje, modlitwy, myśli czy lekturę zapisanych słów inspiratora...

To czym jesteś dzisiaj, jest efektem twoich wczorajszych myśli.

Ostatni Smok był zamiłowanym filozofem. Bardzo też zdystansowanym, bo z humorem podkreślał, że wystarczy mówić mało i z powagą, by zostać okrzykniętym mędrcem.

Ostatni Smok zadziwiał. Dawał pokaz sprawności niespotykanej. Szokował siłą, wytrzymałością, szybkością. Był wszak Smokiem. Udowadniał, że granice możliwości fizycznych ciała można przesunąć szokująco daleko. Jeśli założyć, że istnieją jakieś, czemu chętny nie był.

Posiadanie czegokolwiek zaczyna się od umysłu.

Od twojego podejścia zależy, czy obrócisz przeszkody w schody do nieba, czy w zapory nie do przebycia.

W ciele ponadludzkich sił i możliwości narodził się duch zbuntowanego reformatora. Odrzucał konsekwentnie wszelkie wyroki i ograniczenia. To, w jaki sposób odrzucił wyrok medycyny wydany właśnie na niego, pozostaje fenomenem budzącym mój podziw i szacunek, przy czym jest to jedno z największych zwycięstw Smoka podczas krótkiej wizyty w naszym świecie. Otóż Inspirator mój, który z zamiłowaniem trenował ciało, doznał poważnego wypadku. Cóż, zdarza się i Smokom. Lekarze, którzy rzadko opierają się na sercu, często zaś na księgach i atlasach anatomii, pospieszyli ze swoistym pokrzepieniem: koniec z chodzeniem. Nie będzie już sportu.

Dla Ostatniego Smoka wyrok taki był wstrząsem ponad wszelkie inne. Był wszak życiem ruchliwym, nieustająco aktywnym, eksperymentującym, dającym pokazy i uczącym, jak być sprawnym...

Smok odrzucił wyrok dzięki niezwykłej woli swego ducha i serca; dzięki zdeterminowaniu, które przy braku machin oblężniczych zmiotłoby mury największej twierdzy. Może nawet malborskiej.

Walczył z tym strasznym upiorem niemocy cały rok.

Stanął na nogi i wrócił silniejszy niż kiedykolwiek przedtem.

Pamiętaj, że nikt nie jest pokonany, dopóki nie jest zniechęcony.

Człowieka, który nie daje się pokonać, nie da się pokonać.

Pamiętam jak ponad dwadzieścia lat temu lekarz powiedział mamie mojego najlepszego przyjaciela: „Pani syn ma wrodzoną wadę serca. Koniec ze sportem”.

Mój przyjaciel przeżył szok, ale odrzucił wyrok nieomal natychmiast. Trenuje do dziś z takim zaparciem i niezmożeniem, że Cymeryjczycy z uznania przyjęliby go w swe szeregi i zaproponowali najpiękniejszą dziewczynę na żonę. To jedyny sportowiec, którego nazwałem cyborgiem. Serce nigdy nie zawiodło.

Bądź świadom swoich uwarunkowań. Burz i rozbijaj wewnętrzne blokady.

Ostatni Smok żył krótko. Może dlatego, że tak wiele i tak szybko chciał nam przekazać?

Przytoczę Wam dwie lekcje od Niego:

Ogród umysłu

Umysł jest jak płodny ogród. Wyrośnie w nim cokolwiek zapragniesz, żeby wyrosło – piękne kwiaty czy chwasty. Tak też jest ze zdrowymi lub negatywnymi myślami, które jak chwasty – duszą i przytłaczają inne. Nie pozwól negatywnym myślom wedrzeć się do twojego umysłu, bo są one chwastami, które duszą pewność siebie.

 Zastosowanie wizualizacji do oczyszczenia umysłu z negatywnych myśli

Odkryję wam mój sekret jak pozbyć się negatywnych myśli. Kiedy taka myśl wdziera się do mojego umysłu, wyobrażam ją sobie – dzięki technice wizualizacji – jako zapisaną na kartce papieru. Następnie w myślach podpalam tę kartkę i wyobrażam sobie, że spala się na popiół. Negatywna myśl zostaje zniszczona, by nigdy więcej nie dostała się do mojego umysłu.

Nie piszę i nie przytaczam tego wszystkiego, by narzucić Wam źródło inspiracji. Takie każdy obiera sobie sam. Nie piszę też w tym celu, by Ostatniego Smoka idealizować. Nie oparł się bowiem i on słabościom, co zdarza się chyba większości z nas. Mimo otwartego na oścież umysłu, mimo serca głodnego życia i szczodrego dla wszystkich, którzy zwrócili się o radę czy wskazówkę, był istotą dręczoną przez upiory. Upiory przychodzą do wielu ludzi. Do Smoka też przyszły.

Dlaczego ich nie odparł? Czy za bardzo pogubił się i przywalił projektami, ambicjami zmian, reform, nowych idei? Do dziś mnie to frapuje. Pozostaje Ostatni Smok osobowością i Generatorem, którego bardzo mi brak – mimo iż nieprzerwanie z niego czerpię.

Piszę, by podzielić się z Wami trzema refleksjami, jakich przydało mi życie Ostatniego Smoka i tego życia zwieńczenie.

Pierwsza jest pesymistyczna. Świadomość znaczenia pracy nad duchowością, utrzymywanie ciała w dyscyplinie i olimpijskiej formie, a także regularne medytowanie – nie gwarantują niestety uniknięcia potknięć, a co gorsza – klęski ostatecznej. Wydaje się koniecznym pamiętać o czujności, utrzymywać się w niej, kontrolować siebie, i nigdy – bez względu na dystans przemierzony w rozwoju duchowym – nie zgubić pokory. Życie zapisało Ci na jutro lekcję, której dziś nie możesz przewidzieć. Płyń. Czerp. Ale nie z największą intensywnością. Nie zachłannie. Albowiem nietrudno o zagubienie, jeśli ćwicząc ducha, realizujesz się w okolicznościach Materii, która na Ziemi dyktuje wyjątkowo surowe warunki i obiecuje wyjątkowo złudne wsparcie.

Dwie konkluzje są optymistyczne i wyznając je jak stałe podpory energii i inspiracji, chcę się i nimi z Wami podzielić.

Po pierwsze: stawiam nacisk na niezależność istoty ludzkiej. Na wolność wyboru i przekonań. Nie pozwolę żadnym kardynałom, profesorom, senatorom i kardiochirurgom wyznaczać ani moich wartości, ani sensu istnienia, ani źródeł mojego wzmocnienia. Będę inspirował się ludźmi, którzy potrafią otworzyć moje serce albo przekonać mój nieskłonny do korupcji rozum. Moje życie jest moim poligonem, który wykorzystam na własny sposób i na własne uszczęśliwienie.

Ostatni Smok planety tak właśnie żył. Jeśli nawet upadł otoczony upiorami, przeżył kilka dobrych lat jako bardzo szczęśliwa istota, wykorzystując wszystkie talenty i możliwości, jakie dała mu Natura. Zrealizował się. Oznacza to wspaniałą rzecz. Otóż początek, środek czy koniec drogi każdego z nas nie musi mieć wpływu i znaczenia dla części pozostałych. Każdy dzień traktujmy jak osobny rozdział bez konsekwencji i powiązań, nawet bez wielkich planów – które przecież zawsze odkształci Jutro... Nie przejmując się Całością, docenimy i w pełni wchłoniemy Cząstkę, którą ujrzymy na dłoni właśnie teraz. Otwierajmy dłonie od nowa, każdego dnia, tak jakbyśmy robili to pierwszy raz. Żyjmy.

Chwytaj chwilę póki możesz, niech zostanie w twojej głowie na resztę życia.

Po drugie: Ostatni Smok żył krócej niż wybiegały jego marzenia i projekty. Dzięki temu jednak, co po sobie zostawił, zrozumiałem, że krótkie i przerwane życie nie musi być zmarnowane również dla innych – dla tych, którzy czerpią zeń inspirację i wsparcie. Nawet jeśli życie to okazuje się zwieńczone ślepą uliczką bez szansy jej opuszczenia – nie musi być zmarnowane. Nigdy nim nie jest: wszak filozofia Wschodu i reinkarnacji podkreślają, że potknięcie jest taką samą lekcją jak zwycięstwo. Inaczej mówiąc, klęska i tak zawsze będzie krokiem w przód. Wydaje się, że w nieskończonym procesie rozwoju i edukacji, marnotrawstwo jako takie nie istnieje. My tylko wyznaczamy sobie tempo marszu...

Ani jedna minuta naszego życia nie będzie minutą zmarnowaną, dopóki serce bije i umysł – nawet, gdy jego ciało tężeje w pozbawionym słońca kącie – pracuje. Bo bez względu na formę ciała i jego położenie, umysł pozostaje eksploratorem wszechświata. Zawsze i nieskończenie.

Każdej godziny Ziemię opuszczają tysiące dusz i każdej godziny pojawiają się na niej nowe. Każda będzie badała ją po swojemu, każda spróbuje zrealizować się według przypisanych możliwości i odkrytych pragnień.

Wiele – bardzo wiele – zostawi po sobie przekaz uczuć, wrażeń, refleksji, miłości. Przekaz Energii, która nigdy nie opuści planety. Jako Wspólne Dobro, które czyni ludzkość.

Ostatni Smok opuścił ludzi przedwcześnie – zdecydowanie przedwcześnie – lecz pozostawił w ich przestrzeni uruchomioną energię, której nic już nie unicestwi. Energia ta unosi się wokół i każdy, kto wyciągnie po nią ręce – dzięki obrazom czy słowom Smoka – będzie mógł wzmocnić radość swego serca, hart ciała i siłę kroków. Zawsze czynionych do przodu.

Ja z tej energii korzystam. Korzystam wdzięcznie i z najdziwniejszą miłością: tęskną miłością do istoty, która odeszła zbyt prędko, bym mógł ją ujrzeć i podziękować w tradycyjny sposób.

Każdy z nas wnosi Energię. Każdy z nas może stanowić Inspirację – nawet, jeśli nie jest tego świadom.

Próbuję czynić dwie cenne rzeczy w moim życiu. Ponieważ Ostatni Smok mądrze rzekł:

ucz się od każdego, z kim tylko masz kontakt,

uczę się, obserwuję i rozważam. Słucham wielu z Was. Oglądam się na wiele istot, które przypisano mi na Orbicie Życia. Większość nigdy nie dowie się, że była mi inspiracją.

Obserwuję i rozważam własne kroki. Przecież nigdy nie dowiem się, ilu ludzi zainspirują. Ale chcę być pewnym, że trzymam się Szlaku. Dla siebie, dla bliskich, i dla Wspólnego Dobra.

Wszyscy stanowimy Mechanizm Życia.

 

Dlaczego mój Generator Inspiracji, Mocy i Niezłomności umarł tak szybko i tak tragicznie?

Czy zabił go obrzęk mózgu z powodu wymieszania tabletki na ból głowy z alkoholem? Byłby w takim razie jedyną znaną ofiarą tej tabletki po dzisiejszy dzień. Cóż – może nie służy Smokom to, co służy ludziom...

Może go zabito? Czyż kliki zarządzające planetą, utrzymujące systemy obłudne, niesprawiedliwe, demoralizujące, inicjujące wojny, nie mordowały już od wieków reformatorów i ludzi tak wolnych jak szczęśliwych duchem? Smok wydawał się nieśmiertelnym, nieludzko potężnym, a umarł niczym najsłabsza istota...

Najprawdopodobniej jednak Ostatniego Smoka zabił upiór własnej słabości. Chciał zrobić, zmienić, ulepszyć, pokazać zbyt wiele. Zbyt szybko. Żył zbyt intensywnie. Podziwiany przez tłumy, unoszony falą wdzięczności i entuzjazmu, dał porwać się niekontrolowanej misji reformowania i usuwania wsteczności ludzkiej myśli i rytuałów. Ogień, który zawsze płonął w Smokach, musiał strawić ciało wyeksploatowane i odessane z energii.

Ostatni Smok został pokonany przez upiora. Mimo to Jego przekaz inspiruje miliony Ziemian.

Jest jedynym Smokiem, którego istnieniu nauka nie śmie zaprzeczyć.

Ostatni Smok zmarł 20 lipca 1973 roku. Nazywał się Bruce Lee.

Podobne artykuły


29
komentarze: 37 | wyświetlenia: 2734
27
komentarze: 28 | wyświetlenia: 2478
71
komentarze: 22 | wyświetlenia: 17147
32
komentarze: 13 | wyświetlenia: 5881
29
komentarze: 9 | wyświetlenia: 11705
29
komentarze: 7 | wyświetlenia: 4005
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3531
28
komentarze: 14 | wyświetlenia: 5348
28
komentarze: 12 | wyświetlenia: 10829
30
komentarze: 31 | wyświetlenia: 66561
27
komentarze: 17 | wyświetlenia: 21479
24
komentarze: 10 | wyświetlenia: 27524
23
komentarze: 17 | wyświetlenia: 3251
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  07/03/2011

A jednak intuicja mnie nie myliła HUSSAIR, na takie słowa czekałam całe życie. Jestem bardzo szczęśliwa, że Cię spotkałam. Mam nadzieję, że natchniesz otuchą i zainspirujesz wiele serc. DZIĘKUJĘ!
:-)))

  Strzyga  (www),  07/03/2011

Pięknie napisałeś o Ostatnim Smoku...aż czytając to czuje się to, że jest dla Ciebie wielką inspiracją...a jak wiadomo tylko geniusze osiągają inspirację :)

Mam nieodparte wrażenie, że ktoś zrobił ci straszną krzywdę, oszukując na temat tego, czym jest, a czym nie jest nauka. Smutni ludzie, udowadniający że trzmiel nie może latać, to NIE JEST nauka. W ten sam sposób "udowadniano" że kangury nie mogą skakać, rakiety nie mogą wzbić się w powietrze, a kamienie spadać z nieba (meteoryty).
Podeślę ci jakąś pozycję do poczytania, kiedy znudzi ci się beletrystyka, może to przybliży ci, czym jest i czym zajmuje się nauka.

  Strzyga  (www),  07/03/2011

nie mogło zabraknąć Ciebie i Twojego "miłego" słówka z rana :))))

Mogę wiedzieć, co niemiłego znalazłaś w moim poprzednim komentarzu?

  Strzyga  (www),  07/03/2011

Nie znalazłam nic miłego :)))

A to "coś miłego" jest conditio sine qua non każdego komentarza? Nie ukrywam, że dotychczas żyłem w przekonaniu iż komentarz służy do wyrażenia własnej opinii o przeczytanym tekście, lub jego części. :)

  hussair  (www),  07/03/2011

Dziękuję za opinie. Greenway, skąd ja wiedziałem, że już tu będziesz.... A ja dopiero wstałem po nocnym pisaniu...
Zaczynając pisać o Brusie Lee miałem na uwadze 2 sprawy. Po pierwsze: chciałem odsłonić jego drugą twarz, twarz nieznaną dla wielu. Po drugie: pisałem w taki sposób, by przynajmniej dla części czytelników pozostało do ostatniego momentu zagadką, o kim piszę... Dlatego nie ma wz ...  wyświetl więcej

Tomku - to mój smok (ten z obrazka) :)
Ale dla ciebie i twojego Lwiątka Nemejskiego zamieszczam tutaj wiersz "Smok Awatara" z tomiku Dziecięcy Świat:

"Smok awatara"

Bardzo dziwny obraz stwora;
ani ptak to, ani smok nie…
Fantazyjne ma kolory,
skrzydła jak motyle lotnie.

A na plecach swoich wozi
tego, kto mu grzbiet osiodła.
Wiąże się

...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/03/2011

Dziękuję Panience:)))
I Kubie przeczytam, gdy ze szkoły wróci!

  hussair  (www),  07/03/2011

Dobra, kawa pompuje we mnie ogień boży... Płaty mózgowe czyni dwupłatami aeroplanowymi, to i myśl wyżej się wzniesie;-). Więc po kolei:
Greenway. Przeceniasz mnie, ale uskrzydlasz pierońsko. Naprawdę. Chyba Cię już tu potrzebuję jako stałej chorągwi husarskiej na flance:))).
Strzygo. Trafnie ocenione - Smok jest dla mnie ważny. Myślę o nim często. Jego niezwykłe czyny i myśli, oraz j ...  wyświetl więcej

Stałość poglądów == przewidywalność. Jakoś pogodziłem się z tym smutnym faktem. Gdybym napisał tekst o tym, jakie to zdrowe i zalecane, karmić dzieci dużymi ilościami czystego cukru, też pewnie zareagowałbyś, co nie? ;)
Każdy z nas ma jakieś frędzelki do pociągania, choć różnie rozmieszczone.

Z tym trzmielem to też się nie orientuję, natomiast historie z rakietami, meteorytami i kan

...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/03/2011

Ok, dzięki za koment. A ja powoli zamykam obowiązki pisarskie, co pozwoli z pisarczyka stać się czytelnikiem;-). Salut!

No to powodzenia na finiszu, czy innego połamania pióra. :)

  hussair  (www),  07/03/2011

:))

  Strzyga  (www),  07/03/2011

<<Ale dla ciebie i twojego Lwiątka Nemejskiego zamieszczam tutaj wiersz "Smok Awatara">> A dla mnie to już nie, Skalny Kwiatuszku :(((( :-)

Jak napiszesz arta o zwierzętach magicznych...to może i co dla ciebie się znajdzie;)

Korzystając z okazji wzmianki o zwierzętach magicznych, nieco się jeszcze poprzyczepiam, a co!
O ile dobrze pamiętam, Ostatni Smok - jak Autor go nazywa, był z pochodzenia chińczykiem, więc jako ilustracja pasowałby właśnie chiński smok. Tymczasem ten zaprezentowany ewidentnie wywodzi się z linii smoków europejskich, nordyckich.

Przykładowy smok chiński: [ http://goo.gl/Bm7aq ]. ;))

  hussair  (www),  07/03/2011

Zgadza się Darkwater - celowo jednak wrzuciłem takiego smoka, by osoby nieznające Lee doprowadzić z opaską na oczach do samego końca. Wrzuciłem 2 foty smoka zdecydowanie niechińskiego, a pod koniec już chińskiego, piękną rycinę w czerwieni - ale Cenzura mi je wykroiła, niestety. To trochę rozbiło ostateczny kształt artykułu, który starannie przemyślałem:(.
[Twój smok byłby extra, jeszcze ładniejszy. Nie wiedziałem, że na eiobie Siły Wyższe pilnują spraw objętości]

  greenway,  07/03/2011

Hussair, zawsze Cię będę wspierać myślami. Świat potrzebuje takich pełnych godności, świadomych siebie i swego celu w życiu "wojowników". Ty wiesz o co chodzi w życiu i dostrzegając najdrobniejsze jego przejawy nie stracisz z oczu głównego celu. Chciałabym, abyś był przykładem dla młodych ludzi. Dziś jest dla mnie szczęśliwy dzień, bo już traciłam nadzieję w ludzi.

  hussair  (www),  07/03/2011

Greenway...

  Ariel,  07/03/2011

Podziwiam Cię, hussair za tak głęboką wiedzę o Bruce Lee. Dowiedziałem się ciekawych rzeczy:) Musiał być (jest?) dla Ciebie naprawdę wielkim autorytetem.

  hussair  (www),  07/03/2011

Wieloletnie przerzucanie źródeł. Wieloletnie przeglądanie filmów. Kilka pozycji na półce. Kilka pozycji w videotece.
;-).

  Gamka  (www),  07/03/2011

Ostatni Smok mówił ..." Bądź jak woda – przystosowuje się do każdego naczynia, a może zniszczyć skałę..."

;-))) Gratuluje !! tekstu ! pozdrawiam >>>>>

  hussair  (www),  07/03/2011

Tak, to przyrównanie do wody to chyba najbardziej znane słowa Bruce'a. Doskonałe odniesienie!

Mnie się on jednak bardziej kojarzy z "sztuką walki bez walki". :))

  hussair  (www),  07/03/2011

Potrafił powalczyć narzędziem ironii...

<Każdy z nas wnosi Energię. Każdy z nas może stanowić Inspirację – nawet, jeśli nie jest tego świadomym> ten i jeszcze wiele innych cytatów tworzy ten wspaniały artykuł. Dziekuję że przedstawiłeś Bruce'a Lee z innej strony. Mnie zawsze wprawiła w zachwyt nad ludzkim dążeniem do doskonałości jego klatka piersiowa gdzie widać było każdy mięsień. Potrzeba wilekiej determinacji, poświecenia, pracy by wyrzeźbić takie ciało.

  hussair  (www),  07/03/2011

Tak, jego praca nad ciałem to coś bez precedensu. Przesuwał granice wydolności i obciążenia, czasem za wysoką cenę. W swojej wilii w Hong-Kongu trenował nawet na maszynach samodzielnie zaprojektowanych. Biorąc pod uwagę takie zaangażowanie oraz bogactwo duchowe, nazwałbym Lee da Vincim w świecie sztuk walki. Zmieniał i ulepszał dosłownie wszystko. To on wprowadził rękawice do sparringów kung-fu, w ...  wyświetl więcej

  Noemi*,  07/03/2011

@hussair: Dla mnie ludzie wielcy są jak potężne drzewa, bo jest w nich rodzaj witalności sprawiającej, że do końca potrzebują światła. Nie upadają, nie chcą i nie potrafią się poddawać, są jak opoka. W tych ludziach, na co dzień jest jakiś patos. Namiętność. Pasja. Światło. Są piękni i autentyczni w tym, co robią i chociaż umierają, nie przestają istnieć. Natomiast w jednym się z Tobą nie zgodzę, ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/03/2011

To świetne, Noemi - i budujące. Nie widziałem takich zbyt wielu, ale niech i tak będzie. Być może nadchodzi Epoka tak Duchowa, że nieograniczona warunkami Materii?... Nie wykluczam tego - czekam, obserwuję...
W końcu kiedyś pewnie zmęczę się przerzucaniem ciężarów i będę starał się podtrzymać sprężystość medytacyjnie;-).

  oculus,  07/03/2011

Niezależność, wolność, swoboda, duma i nieugiętość a także pokora, obowiązkowość, solidność, prawość i uczciwość, o tym wszystkim piszesz hussair, pisz tak dalej, miło jest czytać.:)

  hussair  (www),  07/03/2011

Oculusie - respect;-)

Być może istnieją zasady, które pozwalają pogodzić wolność/swobodę z obowiązkowością oraz dumę z pokorą, jednak cechy te z definicji się wykluczają.

  hussair  (www),  07/03/2011

Nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe;-)

To widocznie bardzo wąska i kręta droga, w sam raz dla smoka. :))

  hussair  (www),  07/03/2011

Możliwe, stary (choć młodszy)! I może dlatego Smoków już nie ma:)

Taa, coś jest w tym co napisałeś. Choć pewnie ja widzę tam coś zupełnie innego niż ty. :)

  hussair  (www),  07/03/2011

A to tradycyjna rozbieżność, jak się wydaje:).

  ulmed,  07/03/2011

Smoki są! Leć smoku, leć!
Ruch to... istnienie. Bez niego nie ma życia. Leć!

Promyczek dla Ciebie :)

  hussair  (www),  07/03/2011

Ulmed - w każdym z nas tkwi Smok, oto jest prawda!
:))

Naukowcy wcale nie twierdzą, że smoki nie istniały:
http://www.youtube.com/watch?v(...)XF0blco

Fake, ale bardzo wiarygodny.

  hussair  (www),  07/03/2011

Ciekawa sprawa. Kiedyś widziałem kawałek tego filmu. Co do podejścia naukowców do smoków właśnie - mały prztyczek wymierzyłem im przy okazji opowiadania "Chatka czarownicy" na mojej stronie. Zapraszam do lektury, uprzedzając z góry, że klimaty toporowskiej makabry.

Napisałeś, hussair, przepiękne epitafium, swoisty hołd złożony MISTRZOWI, który stał się INSPIRATOREM.

CYT.: "(...) trzymam dystans wobec autorytetów."
CYT.: "Nie uznaję autorytetów."
CYT.: "Stawiam natomiast wyraźną różnicę między autorytetami, a inspiratorami."
CYT.: "stawiam nacisk na niezależność istoty ludzkiej. Na wolność wyboru i przekonań."

Hussair - co

...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/03/2011

Panie Januszu! - to, że my mamy COŚ wspólnego, odkryłem już wcześniej. Cudowny rodzaj odkrycia:). Przeczytałem "O autorytetach". Adekwatny komentarz też tam po sobie zostawiłem. Pełny salut!
[swoisty hołd złożony MISTRZOWI, który stał się INSPIRATOREM. - tak jest...]

  Kamil B,  07/03/2011

Podobno został zamordowany przez swoich, za "wydawanie sekretów". W końcu to on rozpoczął falę zafascynowania kung fu w Stanach, a ludzie z jego otoczenia znali sporo sposobów na morderstwo bez zostawiania śladów. Ale to tylko teoria, gdzieś o tym kiedyś czytałem.

"Swoi" w tym kontekście oznaczałoby Triady, a to nieco kłóci się z wizerunkiem uduchowionego mistrza, czyż nie? :)

  hussair  (www),  07/03/2011

Nic się nie kłóci, o ile Lee nie był członkiem tych szacownych ugrupowań. A nic o tym nie wiadomo. Oczywiście takie chińskie zgromadzenia mędrców były tak samo konserwatywne i "święte" jak odpowiadające im wszelkie kliki "jedynie właściwych religii" czy ołtarzowo wyznawanych szkół tradycyjnej walki. Dlatego, gdy Bruce zaczął nauczać kung-fu Białych, uznano go za zdrajcę, profanatora, odszczepieńca ...  wyświetl więcej

Nie będę spierał się nt. biografii Lee ze znawcą. Chodziło mi o użycie słowa swoi, które z definicji niejako, oznacza przynależność danego osobnika do tych "swoich". A skoro chcieli mu skórę przetrzepywać, to chyba nie do końca był taki "swój", co nie? :)

  hussair  (www),  07/03/2011

No już nie był - wszak "zszargał świętości". Jak każdy reformator...

Czyli dochodzimy do punktu pt. Bruce Lee jako ponowne wcielenie Mesjasza. Dla mnie to jest moment w którym mówię PASS.
Bo do Marksa albo Darwina go raczej nie porównujesz, czyż nie? :))

  hussair  (www),  07/03/2011

Paradoksalnie dziś jest w Chinach bohaterem narodowym - uratowało go niezmożone podkreślanie pochodzenia, którego nigdy się nie wyparł. Po prostu okoniem stanął betonowym tradycjom i skostniałemu skrywaniu starej wiedzy pod skulonym ciałem skąpstwa i zacofania. Nie dam, bo nie! Doskonale wiedział, że trening sztuk walki czy gimnastyki poprawia nie tylko sprawność fizyczną, ale krążenie energii po ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/03/2011

Jeśli nie odróżniasz wyrażenia uznania za walkę z trudnościami od wznoszenia bezkrytycznych ołtarzyków, muszę odesłać Cię do ponownego odczytania tekstu - bo wyraźnie o tym mówi.

Oj tam, przecież o żadnych ołtarzykach nie wspomniałem. Ale, każda (wielka) postać, z czasem zaczyna "obrastać" mitem, niezależnie czy chce tego czy nie. Ludzie są spragnieni cudów, niezwykłości, a prostować kolejnych dokładanych "cudownych" szczegółów nie ma już kto.
Nie była to uwaga złośliwa w zamyśle, raczej wskazanie pewnej tendencji.

  hussair  (www),  07/03/2011

A to prawda. Zresztą nie popieram tego. Przez kilkadziesiąt lat pozłacano na przykład majora Sucharskiego... Co prawda nie jestem też za tym, by rzucać mediom i masom ludzkim na żer czyjeś upadki i załamania. Po prostu prawda w oszczędnym raporcie, albo nawet wymowne przemilczenie. Ale wynoszenie na półboga - najgorszy scenariusz, bez dwóch zdań.

I w ten oto sposób znów wracamy do Jezusów i Siddharthów tego świata. Zaryzykuję opinię że przynajmniej temu drugiemu nie zależało na posągach, świątyniach i milionach wyznawców. A mimo to ...
No ale to już jakby mało związane z Lee, przepraszam za OT.

  hussair  (www),  07/03/2011

Ja też myślę, że Jezusowi nie zależało. Powstaje pytanie, na ile prawdziwy jest Jezus, jakiego przedstawia nam katechizm i inne nagromadzone kroniki/księgi. Nie sądzę, by Jezus nakłaniał ludzi do wznoszenia pomników, czy nawet świątyń. Zresztą nie będę tu mędrkował - powyżej przytoczony artykuł Janusza trafia pięknie w ten temat.
Tak, dzięki za wymianę z arkebuzów, Piotrze, jak zawsze;-). Teraz kolacja i rozrywka. Film i lektura. Do następnego;-).

>Powstaje pytanie, na ile prawdziwy jest Jezus<
Dla mnie pytanie brzmi właśnie tak, a odpowiedź nie jest bynajmniej tak prosta, jakby się niektórym wydawało.

Do następnego. :)

  Tomasz Het  (www),  08/03/2011

Bardzo interesujący artykuł

  hussair  (www),  08/03/2011

;-)

niech żyją smoki! (chyba kiedyś byłam smoczycą... ;))

  hussair  (www),  11/03/2011

Może jeszcze wrócą...
:)

  ,  20/03/2011

Kiedy zaczelam czytac ten artykul, przyszedl mi do glowy Dan Millman, chociaz wiedzialam, ze nie o nim piszesz. Bruce Lee....lat temu dziesci bylam w kinie na "Wejsciu smoka" wiecej niz dziesiec razy. W telewizji ogladam ten film, kiedy tylko leci. Nie wiedzialam, ze interesujaca mnie duchowosc moge tak scisle polaczyc z jego osoba, chociaz wcale mnie to nie dziwi :-) Dzieki za te informacje hussair.

  hussair  (www),  21/03/2011

Proszę bardzo - to był między innymi mój cel. Cieszy mnie, że Bruce jest dla Ciebie tak magnetyczną postacią.
Pozdrawiam ciepło:).

  szszept  (www),  27/05/2011

Nie miałam pojęcia, że Bruce był tak niesamowitym człowiekiem. Oglądając jego filmy podziwia się go za umiejętności i wiedzę dotyczącą sztuk walki, ale nie myśli się o nim jak o tak niezwykłym i mądrym filozofie. Dziękuję za ten artykuł.

  hussair  (www),  30/05/2011

Ja też dziękuję! Zależało mi szczególnie na tym, by duchowość Bruce'a odsłoniła się osobom, które podziwiały (lub znały) go tylko ze względu na (mistrzowską) formę gimnastyczną.

  barbarag,  08/06/2011

Piękne epitafium. Ale przekonanie, że smoki wymarły, pozostaje w sprzeczności z zasadą niedopuszczania do siebie negatywnych myśli. Ja wierzę, że smoki są wśród nas. Tekst wskazuje na to, że w żyłach Husaira płynie smocza krew. No i ma skrzydła...

  hussair  (www),  13/06/2011

Ciii... miałem je na dobre rozłożyć w jakimś szczególnym momencie. ;-)

  ingvar,  16/09/2011

Zaiste wspaniały człowiek ! Wielkie dzięki, właśnie "tego" poszukiwałem od dawna : )

  hussair  (www),  17/09/2011

Cieszę się całą piersią!

Bruce Lee. Przyznaję, że słabo znam jego losy, ale jego styl walki to było naprawdę coś. Niesamowita szybkość i lekkość poruszania się. Można uczyć się całe życie i nie poruszać się tak jak on. Nie chodzi mi o jakieś wyskoki, kopnięcia, uderzenia czy cokolwiek innego. Przyjrzyjcie się samym jego krokom. Jakby ważył tyle, piórko.

  hussair  (www),  27/08/2012

Klawo, że to zauważasz. Oglądam jego filmy często i nie sposób nie patrzeć, jakim krokiem się porusza... ł. No, z ociąganiem dodałem to "ł", z ociąganiem.
Rzekłbym: człowiek-motyl, ale czy motyl potrafi jednym grzmotnięciem przewrócić kilku ludzi? ;)

Jak już niedawno pisałem, trenowałem trochę aikido. Lekkie drobne i płynne kroki są podstawą w tej sztuce walki i w większości innych. Bruce Lee opanował to do perfekcji. Dzięki temu zwiększa się refleks i pole manewru przy obronie i ataku. W aikido owocuje to brakiem wyczucia przy bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem i próbą bardziej siłowego niż technicznego obezwładnienia przeciwnika. Lubię f ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  27/08/2012

Widziałem te filmy, pewnie, że klasa. Zresztą nawet "Yip Man 2" jest bardzo dobrze zrobiony.
"Wejście Smoka" pozostaje najlepszym filmem sztuk walki - przynajmniej dla mnie. Upływ lat nie zaszkodził mu wcale, bo scenariusz amerykański i choreografia Lee oparły się temu. A klimat lat 70. tylko dodaje smaku tej znakomitej strawie.
Nie udało się to już, niestety, z "Drogą Smoka", która ...  wyświetl więcej

To zależy od człowieka. Potrzebujesz tylu lat, aż konkretne techniki zaczniesz stosować jako odruchy, bo w prawdziwej walce nie będziesz miał czasu na myślenie. Niestety nie miałem czasu na regularne chodzenie na treningi, bo w tym czasie musiałem być w pracy, ale zaczynam szukać czegoś innego. Właściwie każda sztuka walki jest dobra, jeśli dobrze ją opanujesz. Mi osobiście "Yip Man 2" w ogóle się ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  27/08/2012

Tak, miałem podobny odbiór... zresztą każdy chyba. :) Anglicy be, Chińczycy uciśnieni i wrażliwi. Ale w sumie Anglicy kolonialni mistrzami kindersztuby może też nie byli. ;) Bokser angielski parszywy aż do groteski. Poza tym druga część to już nie historia Yip Mana, w każdym razie znacznie mniej.
Mimo to film i tak jest znakomity. Sam Donnie Yan - już tylko jego chce się oglądać. Choreograf ...  wyświetl więcej

Dokładnie tak... to nie dotarcie do celu jest najważniejsze, tylko dążenie do jego osiągnięcia. Ta droga to pokarm dla duszy. Czasami nawet myślę, że nie chciałabym zrealizować wszystkich swoich marzeń, bo co byłoby dalej?
A przeszkody to kolejne lekcje, a nie kary.
Inspirowac, a nie narzucać...
Żyć chwilą obecną, tu i teraz, dostrzegać te odrobinki, które czasami umykają.
Nie dopuszczać do siebie złych myśli...
... dokładnie tak :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska