Login lub e-mail Hasło   

I ślubuję Ci...

Jak to jest z tymi poważ nymi decyzjam i. Czy do wszystkich trzeba dojrze ć ? Czy zawsze przychodzi taki moment w życiu, kiedy czł owiek odnosi wrażenie, że jest już pewien? Na...
Wyświetlenia: 750 Zamieszczono 22/04/2011

Jak to jest z tymi poważnymi decyzjami. Czy do wszystkich trzeba dojrzeć? Czy zawsze przychodzi  taki moment w życiu, kiedy człowiek odnosi wrażenie, że jest już pewien? Na przykład, w kwestii instytucji ślubu. Czy wymaga on dojrzałości czy tylko dojścia do innych decyzji, niekoniecznie właśnie dojrzałych?
Kiedy byłam na ś
lubie mojego przyjaciela, zastanawiałam się jak bardzo oni się kochają. Tzn. do jakiego etapu miłości musi dojść, żeby wziąć coś takiego jak "ślub". Nierozerwalnego i poważnego. Być na tyle odważnym, żeby wypowiadać słowa przysięgi zupełnie szczerze i dumnie… Przecież z drugiej strony skoro ludzie kochają się na zabój czy warto i czy trzeba podsumować to od razu białą suknią, płaczącą rodziną i tym całym kościelnym zamieszaniem? Ja rozumiem, że jest to potwierdzenie wzajemnej miłości do siebie, przywiązania i możliwości wylegiwania się przed telewizorem i jedzenia tego, na co w końcu ma się ochotę. Bo, ten ktoś jest już na zawsze z nami… ta pewność w miłości. Kiedy już jest, zastanawiam się wtedy, jak bardzo niezbędna jest ta obręcz, z której człowiek nie może się już potem wyzwolić? Czy nie można być ze sobą w tej niemożliwie głębokiej i pewnej miłości? Zamieszkać razem, prać brudne skarpety partnera, podczas gdy on przebija się przez ogromy kosmetyków na pułkach do swojego jednego dezodorantu, który tkwi samotnie za wszelkiego rodzaju kobiecymi „przysmakami”?  Można też być szczęśliwym, tak samo, a nawet bardziej, bo nie trzeba wydawać nieprzyzwoicie dużych pieniędzy na wesele, zapraszać ludzi, których w połowie się nie zna… a takie przyjęcie urządzić można zawsze. Czy dobrym argumentem sa słowa "ile mozna czekać"?Ale w zasadzie do czego tu sie spieszyć... 
Kiedy jednak rozmawiałam z moją znajomą na ten temat, usilnie twierdziłam to, co piszę teraz. Nie chcę brać ślubu, ponieważ szkoda mi na to czasu, nerwów, a kochać mogę tak samo. Co usłyszałam w odpowiedzi? Muszę dojrzeć, do tej decyzji. Teraz jeszcze raczkuję, ale nie mam czego się bać. Na każdego przyjdzie czas i pora. A jeśli na jednych przychodzi, a na innych nie? Czy właściwie każdy z nas skazany jest na czekanie na TĘ PORĘ, w której podejmę tę jakże ważną decyzję zaobrączkowania się na całe życie? Nie wiem, czy to jest cel każdego człowieka na ziemi, czy tylko jakaś tradycja ludzkości i ślepe jej powtarzanie?
       Czy trzeba, czy wcale nie trzeba. Może wystarczy tylko być i kochać?

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1278
12
komentarze: 68 | wyświetlenia: 1007
12
komentarze: 93 | wyświetlenia: 787
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1415
12
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2040
12
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1613
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1519
11
komentarze: 72 | wyświetlenia: 786
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1018
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 503
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 752
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 450
11
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2113
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jak dla mnie ludzie biorą śluby za szybko. Ich decyzje nie są do końca przemyślane... W głowie mają myśl, że jak nie wyjdzie to istnieją rozwody. Nie wspomnę o tym, że przysięgę małżeńską traktują jako zwykłe słowa. Po ślubie ludzie przestają się starać co powoduje osłabienie związku. Przychodzi nowa, chwilowa fascynacja. Koniec.
PS. Oczywiście są przypadki gdzie dopiero po ślubie człowiek odnajduje te drugą połówkę. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska