Login lub e-mail Hasło   

Służba zajęcza

Zając prezenty roznosi. Sam. A wzrostem nie grzeszy. Nie wie też, co to znaczy triceps, eskorta i pole siłowe. Heroiczna służba.
Wyświetlenia: 2.134 Zamieszczono 24/04/2011

Atmosfera wielkanocna natchnęła i mnie, bym coś sposobnego dla towarzystwa eiobowego napisał. A że fraszkować nie potrafię, kazań prawić nie lubię... To i wyszło jak zawsze. Groteskowo i makabrycznie.

Wesołego Alleluja!

Służba zajęcza

Czepiec popatrzył na rodziców błyszczącymi oczami pięcioletniego berbecia.
Co było znamienne, jeśli zważyć, że miał lat trzynaście.
- Czy Zając na pewno przyjdzie? - spytał drżącym głosem.
Rodzice wymienili podekscytowane spojrzenia.
- No oczywiście, Czepku! - zapewniła mama żywo. - Przecież byłeś cały rok grzeczny, a w każdym razie ostatnie dwa tygodnie.
Chłopiec zagdakał dziwnie, jakby był kurą, której garść gorczycy niekontrolowanie wtoczyła się w krtań.
- Bo ja kocham Zająca - wybełkotał z wyrazem wzruszenia na twarzy.
Ojciec pokiwał głową, na której tkwił kapelusz z naklejoną kraszanką wielkości piłki do rugby.
- Powinien być lada moment, bo... - przeniósł wzrok na oszklone drzwi wychodzące na taras i nagle zaśmiał się z radością. - Jest! Jest! Patrz, synku, patrz!!
Mama zjechała z fotela, boleśnie uderzając pośladkami o podłogę - Czepiec tego jednak nie zobaczył. Przyskoczył bowiem do szyby i wkleiwszy w nią cokolwiek turkmeńsko urodziwą twarz, z natężeniem wpatrzył się w mur tarasowy.
Od strony patio mur miał ledwie metr wysokości, z drugiej jednak strony - wzniesiony nad szkolnym boiskiem - liczył sobie aż sześć. Rodzina Czepca mieszkała na trzecim piętrze bloku, co pozwalało śledzić rozgrywki sportowe i kraść piłki.
Czasem także strzelać z dmuchawki opiłkami żelaza do sędziów i zawodników, co upodobał sobie zwłaszcza ojciec.
Teraz nikt sobie ostrzałem opiłkowym głowy nie zawracał. Były święta, no i - przyszedł Zając...
I musiał to być Zając dobry we wspinaczce, bo przecież zdobył sześć metrów betonowej ściany i teraz jego długie uszy wystawały nad nim, poruszając się na boki... Zaraz też ukazała się cała głowa poczciwego, niedużego zwierzątka.
- Jezu, Jezu nazaretański - zacierała mama ręce, wciąż siedząc na podłodze.
- Ale gdzie on ma worek? - wydusił Czepiec.
- Spokojnie - uniósł dłoń ojciec. - To rozpoznanie. Worek jest na dole. Musimy schować się w łazience, żeby go nie spłoszyć.
W tym momencie stały się dwie rzeczy. Po pierwsze: turkmeński napór nosa Czepca pchnął drzwi tarasowe, widocznie wcześniej niedomknięte.
Po drugie, Zając, który już nieomal całym swym świątecznym ciałem wdrapał się na mur, nagle zniknął.
Z dołu dobiegło wyraźne - nieprzyjemnie wyraźne - łupnięcie i chrupot.
Ten rodzaj chrupotu, który kojarzy się zawsze jednoznacznie i źle.
Czepiec stężał u rozwartych drzwi, a rodzice wyskoczyli na taras i nachylili się nad murem.
W dole leżało rozkrzyżowane ciało wuja Afrodyna. Obok niego miotła; u końca jej trzonka rzucał się w oczy przywiązany drutem pluszowy zając.
Tuż przy zwłokach leżał worek.
Którego nie bardzo komu było wnieść na taras. Kręgosłup wuja był złamany, a zające pluszowe, drutem miedzianym obwiązane, też z przebojowej wspinaczki skałkowej nie słyną.
Rodzice spojrzeli po sobie wstrząśnięci. Ich twarze były jak z gipsu odlane.
- I co teraz... - wydusiła matka.
- Trzymajmy fason - rzekł ojciec głosem, który kojarzył się z odsuwanym wiekiem krypty.
Czepiec, którego oczy można by było w półmroku pomylić z gruszkami ussuryjskimi, patrzył na nich z zatrwożeniem.
- Co się stało Zajączkowi? - zapytał płaczliwie.
Miał już trzynaście lat i trenował boks tajlandzki, ale był taki wrażliwy... I jak tu takiemu odmówić Zająca czy Świętego Mikołaja?
I Wróżki Zębuszki, która przychodziła często, bo Czepiec na treningach się nie oszczędzał.
A raczej - to jego nie oszczędzano.
- Zając zszedł po prezenty - rzekł chrapliwie ojciec. Jego twarz niepokojąco przypominała twarz kłusownika, który w dwutygodniowym pościgu za odyńcem zgubił pięć kilogramów tłuszczu i dwa kilogramy zmysłów. - Prosi o pomoc... Czekajcie, zaraz przyjdę.
Matka i syn w milczeniu patrzyli, jak ojciec wzuwa kalosze i sięga po szpadel, zwyczajowo trzymany za wieszakiem na płaszcze.
Trzasnęły drzwi.
- Po co tatusiowi szpadel? - zapytał cicho Czepiec.
- Pewnie podkop Zającowi się osunął - chrząknęła matka. - A musi do domu na skróty wracać, rozumiesz...
Ojciec nie wrócił zbyt szybko, nie mniej już dwie godziny później wszyscy bawili się prezentami, które przyniósł od Zająca. Przy czym pluszowe postacie z Doliny Muminków wzbudziły u domowników znacznie więcej entuzjazmu niż magnetowid, sprawiający wrażenie prezentu spóźnionego o dwadzieścia lat.
A w nocy Czepiec wstał, sięgnął po ubłocone kalosze i uwalony ziemią szpadel, po czym cicho wyszedł z domu.
Ciało wuja Afrodyna wykopał błyskawicznie. Przecież ziemia była świeża i mokra od deszczu, a i szukanie mogiły wiele czasu nie zabrało. Ten dureń ojciec przydzielił ją swemu bratu tuż obok mogiły wuja Polikarpa, kuzyna Euzebiusza, ciotki Emmy i dziadka Luka. Dziadek Luk spadł z muru w zeszłym roku. A pozostali... Cóż, co roku ginął jeden nieszczęśnik, któremu rodzice Czepca dzięki perswazji i sowitemu przekupstwu wmuszali odegranie roli Zająca.
Ginęli, odkąd Czepiec wbetonował w mur żelazne klamry, kuszące ofertą wygody i stabilności.
Wszyscy za nie chwytali.
A wtedy wystarczyło uaktywnić przepływ prądu o napięciu 3000 volt, co przy skonstruowanych przekaźnikach i pilocie trzymanym w kieszeni szortów było już tylko przyjemną formalnością...
Czepiec zachichotał, po czym przeszukał ubranie trupa. Komórka, 540 złotych, no i obrączka... Nieźle.
Choć dziadka Luka trudno będzie chyba przebić. Ten to był dopiero szlachetny! Jak sam Zając. Czepiec pozyskał trzy sygnety, dwa telefony (jeden tajny, do kobiet frywolnych), no i ponad 6000 złotych... To była Wielkanoc!...
Teraz pozostały formalności. Ciało znów zakopać, ziemię wyrównać, trawę posiać.
Co było bezpieczne - wszelka działalność pod wysokim murem była niewidoczna dla mieszkańców bloku nawet za dnia. Co innego, gdyby patrzeć z okien szkoły, ale przecież święta, ferie... No i pora nocna.
Czepiec przeciągnął się, a potem spojrzał na małą ciemną plamę dokładnie przy samym murze. Wiedział, co kryła.
Małego, pluszowego zająca, który poległ na służbie.
Przed chwilą pochował go z honorami.
Ojciec, który co roku w pośpiechu grzebał krewnych, zające bez szacunku rozrzucał po boisku.
Czepiec tego nie pochwalał. Każdy został przezeń odszukany i pogrzebany niczym oficer, co misję pełnił do końca.
W przyszłym roku też odda honory. Wszak nikomu innemu Zając takiego bogactwa nie przynosi, jak jemu!

Podobne artykuły


11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 891
9
komentarze: 154 | wyświetlenia: 1154
9
komentarze: 608 | wyświetlenia: 1248
8
komentarze: 38 | wyświetlenia: 745
8
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1196
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 289
6
komentarze: 1 | wyświetlenia: 575
6
komentarze: 2 | wyświetlenia: 564
5
komentarze: 1 | wyświetlenia: 485
294
komentarze: 62 | wyświetlenia: 104894
181
komentarze: 48 | wyświetlenia: 1188094
153
komentarze: 44 | wyświetlenia: 130848
105
komentarze: 29 | wyświetlenia: 114503
102
komentarze: 26 | wyświetlenia: 272307
93
komentarze: 31 | wyświetlenia: 157630
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  24/04/2011

Brawo, brawo jaki świetny Wielkanocny prezent. No i masz, polubiłam makabreskę. :-)))

  hussair  (www),  24/04/2011

Skoro tak... To tylko się cieszę! :)

  jotko49,  24/04/2011

No i wyszło jak zawsze...super.Któż Cię przebije?A że apetyt w miarę jedzenia...W oczekiwaniu na kolejne życzę spokojnych Świąt Tobie jak i wszystkim tu gromadnie zaglądającym Eiobowiczom .

  hussair  (www),  24/04/2011

:))) Życzenia odwzajemniam, za te miłe słowa dziękuję, uskrzydlenie poskutkuje na pewno kolejnym utworem... ;-)

O mamuniu kochana... ty przewrotności makabresko-humorna! Czytałam do końca z niedowierzaniem... i odetchnęłam dopiero przy pochówku pluszaka!!!

  hussair  (www),  24/04/2011

No co te pluszaki winne, kurde balans!
;-)

  barkarz  (www),  24/04/2011

Rodzina Adamsów:)))

  hussair  (www),  24/04/2011

No! Strach być adoptowanym przez takich!!

  Strzyga  (www),  24/04/2011

Hahaha. Baaardzo sprytny chłopczyk...do tego taki wrażliwy :)

  hussair  (www),  24/04/2011

I dziękuję Wam za głosy uznania serdecznie! A Peter to już mnie rozpromienił do reszty - ma przecież worek szczodrości rozplanowany dokładnie na siedemdziesiąt lat i wiadomo, że jego zawartością nie szasta! ;-)

Mina ci zrzednie, kiedy przyślę rachunek za usługę. :))

  hussair  (www),  25/04/2011

Mam puszkę z postaciami z "Toy Story". Teraz już i przeznaczenie dla niej mam. Od dziś odkładam na ten rachunek... ;-)

Hussair ty to masz dryg do pisania . :-) Pozdrawiam

  hussair  (www),  26/04/2011

Psychiatrzy mówią mi to samo.:))
Pozdrawiam... od Zająca!

Bardzo ciekawy sposób pozyskiwania funduszy na święta. Pożyczki żadnej brać nie trzeba a i można się pozbyć kłopotliwych członków rodziny. Trzeba będzie o tym pomyśleć za rok ;) Hussair ja chcę więcej twoich wspaniałych makabreskowych opowiadań!

  hussair  (www),  27/04/2011

Przedsiębiorczość rzecz ważna. ;-) Asiu, od czasu do czasu będzie nowa porcja makabry! Nie odmówię sobie po takich komplementach, a i Darkwater czyta - a ten to przebiera w lekturze, ja coś o tym wiem. ;-))
A nie ma lepszego komplementu i generatora motywacji niż to, co Skalny Kwiat i Greenway napisały - że dzięki mnie polubiły makabreskę i czarny humor. Ho, ho, teraz to dopiero się za szerzenie zbrodni wezmę... ;-)

  Gamka  (www),  27/04/2011

Ha ha ha ! Hussair ... coś w rodzaju ...zabili go i uciekł ? ....dalszy ciąg nastąpi;-))
.... ja coś o tym wiem;-)))) i krew się poleje, pójdą w ruch siekiery, młoty , piły elektryczne ... polecą głowy , rozczłonkują całą siedzibę Pędziwiatra ;-))

Nokiasiu, a ja już mam makabreski Hussaira w mojej biblioteczce :):):)
Hussair, twoje Lwy Nemejskie już mam! Dzisiaj poczta doręczyła to co dawno zamówiłam... nawet Skrzat z ciekawością okładkę oglądał... Wieczorności wszystkim :)

  Noemi*,  27/04/2011

Kasiu jak długo czekałaś na realizację zamówienia?, bo ja czekam na zamówione książki już dwa tygodnie.

  hussair  (www),  28/04/2011

O rany, mój Kwiatku, to ja jestem... powiedziałbym "kontent", ale Piotr mnie zaraz wybatoży, że maniery przedwojenne, że burżuazja... ;-). To więc jestem przeszczęśliwy. Mam nadzieję, że "Lwy..." Cię, Kasiu, ubawią choć trochę. Bo jeśli nie - na pielgrzymkę pójdę karnie.
Do Mekki.

Do Mekki to nie... niebezpiecznie ;) ale do Wrocka to na klęczkach... przez całą drogę na pokładzie samolotu! Jeśli...

@ Noemi - 3 tygodnie - mieli awarię maszyn... chyba wykończyło ich drukowanie moich 50 kolorowych tomików, które potrzebowałam na spotkanie autorskie:) Lwy Nemejskie już nie wydrukowali, by dołączyć do mojego zamówienia, i kartkę dali, że doślą jak to będzie możliwe... Cierpliwości więc, na dniach dostaniesz :):):)

  hussair  (www),  28/04/2011

Dobrze, mogę w samolocie poklęczeć, a że sprytnie lot do Wrocławia wybiorę, nie będzie tak źle!

>ale Piotr mnie zaraz wybatoży, że maniery przedwojenne, że burżuazja<
Jestem w stanie zrozumieć, że różne łośki piszą o mnie bajeczki, do straszenia małych katolików. Ale że ty też ulegniesz wrogiej propagandzie, tego bym się nie spodziewał. ;))
Ja naprawdę jestem łagodny w obejściu, nawet komara żal mi zabić. :P

  hussair  (www),  28/04/2011

Peter, ja dobrze wiem, że dobre i wrażliwe serducho masz!
Też, psiakrew, jakieś tam skanery mam! :))

> psiakrew<
Motyla noga! :))

  hussair  (www),  28/04/2011

A niech to dunder świśnie!

Hussair, nie będziesz klęczał... możesz lecieć rozparty w samolotowym fotelu w pierwszej klasie... Za "Bibliana" daję ci moje absolutnie dożywotnie uznanie :) Kto tej twojej książki jeszcze nie ma, to może się zgłosić do mnie na "pep talk". Przewrotnościo- twisterze... ty!

  hussair  (www),  02/05/2011

Kasiu, "Biblian" to ulubieniec mojego brata:))

Hussair - powtórzę - jesteś jedyny w swoim rodzaju :)). Makabreska-chupacabra...Uffff.... :))

  hussair  (www),  28/04/2011

Hmm:))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska