Login lub e-mail Hasło   

Jeden punkt

Miłość sprawia, że wznosimy wieżę. To wieża więzi psychicznych i fizycznych. Ale też wieża wyobrażeń przyszłości. Jej upadek czyni duszy potop i trzęsienie ziemi.
Wyświetlenia: 4.067 Zamieszczono 18/06/2011

Oto spóźniony prezent urodzinowy dla Greenway. Nie chciałem dedykować jej byle makabreski... Greenway jest kobietą głębokich emocji. Czekałem na myśl. Oto nadeszła.


Jeden punkt


Moja czerwona róża nagle pobladła
Alistair MacLean Siła strachu


Patrzyłem w punkt.
Jeden i ten sam punkt od pół roku.
Panowała cisza. Po wielu latach odkryłem, że cisza jest dwugłowym bogiem, który na zmianę szarpie duszę zębami albo koi ją wtuleniem. Wszystko zależy od tego, w zasięgu której z głów się znajdziesz.
Wtulenie w ciszę. Czy to nie wspaniałe?
Niekoniecznie. Cisza samotnika jest zazwyczaj tym bogiem, który szarpie zębami.
Moja żona odeszła ode mnie pół roku temu.
Żadna strategia nie mogła mnie przygotować na taką klęskę.
Patrzyłem w jeden punkt.
Milczałem, bo dobrze wiedziałem, co się stanie. I rzeczywiście. Intuicja mnie nie zawiodła. To się miało stać właśnie dzisiaj.
Karol chrząknął, unosząc się z fotela. Moja intuicja mówiła sporo, lecz twarz mojego przyjaciela dużo więcej. Doprawdy mógł już darować sobie wszelkie słowa wyjaśnienia i po prostu wyjść.
Przemówił jednak.
- Damian... Słuchaj...
Nie odrywałem oczu od punktu.
- Damian... Kiedyś odeszła ode mnie narzeczona... Wiem, to trochę nie na miejscu porównywać, ale... To już pół roku, stary. Musisz wstać i otworzyć oczy.
Patrzyłem w punkt. On liczył się dla mnie bardzo. Dużo bardziej niż słowa człowieka, który – obaj to wiedzieliśmy – żegnał się właśnie ze mną po dwudziestu latach przyjaźni.
- Damianie... Na świecie setki tysiące kobiet marzy o takim mężczyźnie jak ty i...
- Ja już mam żonę.
Zapadła cisza. Karol zamilkł, może ostatecznie zrezygnowany wobec czegoś, co tydzień czy dwa wcześniej określił jako dramatycznie beznadziejny upór.
A może wobec mojego głosu – który zafrapował i mnie – a który brzmiał jak chrobot przesuwanej płyty kamiennej. Straszny głos spustoszonego wnętrza.
Czekałem na nieuchronne. Minutę.
Karol wstał i ruszył ku drzwiom, oddychając gwałtownie.
- Psiakrew, chłopie!! - rozkrzyczał się w pół kroku. - To nie jest normalne! Coś ty ze sobą zrobił?! Oszalałeś? Człowieku, żyj! Żyj!!... Pomyśl o swojej matce! O sobie samym! Nie możesz żyć mrzonkami! Zabijasz siebie, bo zostawiła cię żona! Chryste, to się zdarza! Życie jest cholernym poligonem; każdy zbiera kopniaki! Opuściła cię kobieta – nie ciebie jednego! Nie możesz się męczyć, nie możesz się wbrew sobie poświęcać i...
- Ja się nie poświęcam.
Ten osobliwy chrobot, który zastąpił mój głos miesiąc temu. Może dwa.
Powoli i niechętnie oderwałem zmęczony, niewątpliwie skrajnie pusty i żałosny wzrok od punktu i odszukałem nim Karola.
- Ja czekam na żonę.
Wyrównał oddech. Miał smutne oczy. Dlatego nie winiłem go, nawet po tym, gdy cicho powiedział:
- Alicja nie wróci. Nigdy.
Przesunąłem spojrzeniem po jego garniturze.
- To nie było to, co chciałem usłyszeć...
- Wiem – sapnął bezradnie. - Ale przepraszam; dłużej nie będę dotrzymywał ci towarzystwa w tym świecie paranoi. Egzystujesz zamknięty w czterech ścianach... Straciłeś trzydzieści kilogramów wagi. Rok temu drugie miejsce w zawodach kulturystycznych... Cholera jasna, Damian, zabijasz się! Zrozum, że...
- Karol.
Ucichł, patrząc na mnie błyszczącymi oczami winowajcy.
- Wyjdź. Jesteś wolny.
Otwarł usta, uniósł rękę, zrobił jeszcze jakieś tam gesty – i wyszedł.
Przeczuwałem, że dziś go stracę. Kolejnego z wielu.
Został mi jeszcze jeden przyjaciel, Arek. Poza tym brat i matka. Ta trójka. Wiedziałem, że oni będą już ze mną do końca. Tego byłem pewien. Kiedy masz przyjaciela na miarę życia i śmierci, po prostu to wiesz. Nie trzeba nawet, by życie – poligon, jak rzekł Karol – weryfikowało jego gotowość i lojalność. Po prostu wiesz.
Zostali mi prawdziwi przyjaciele. Arek przyniósł mi obiad dziś po południu. Brat przyjdzie rano z pieczywem i kawą. I czekoladą.
Matka... Kilka tygodni temu miała kryzys. Ciężko go przeszliśmy.
- Nie mogę na to patrzeć, syneczku, nie mogę! - zaczęła lamentować, płakać, robić rzeczy, od których ciemniało mi w oczach. - Wybierz życie! Dla siebie, dla mnie! Ja cię urodziłam! Nie wykonuj wyroku na mnie, synku!...
Tak było przez dwa dni. Trzeciego objąłem moją matkę z całych sił i cicho, we wtuleniu, które znane jest na tym świecie tylko matkom i ich synom, powiedziałem jej do ucha:
- Kocham cię nad całe życie i wszelkie wartości tego świata. Dałaś mi życie i światło zrozumienia. Dałaś mi wolę i charakter mężczyzny. Do końca moich dni będę widział cię, nawet, gdy moje oczy będą zamknięte... - Moja matka ani nie drgnęła w moich ramionach. I myślę, że doskonale wiedziała, co usłyszy. - Twój mąż opuścił posterunek. Zostawił cię z dwuletnim dzieckiem. Byłaś istotą, która dźwigała konstrukcję zbyt ciężką nawet dla dwojga. Byłaś istotą, która nigdy nie pozwoliła jej runąć. To dzięki temu jestem tym, kto decyduje i ponosi konsekwencje. Mateczko... Ty nauczyłaś mnie oddania i wdzięczności. One stanowią mężczyznę, w jakiego wierzę. Oddanie i wdzięczność. Będę czekał na Alicję.
Przepłakaliśmy dwa kolejne dni. Od tamtej pory nie uroniłem już żadnej łzy. Przypuszczam, że ta funkcja przepadła na dobre.
Ale i tak znacznie później niż zdolność uśmiechu.
Alicja. Cóż za piękne imię. Nie ma piękniejszego. Nigdy nie będzie.
Czy mieli rację ci, którzy mówili, że związki ludzi są niczym innym niż mniej lub bardziej przedłużającymi się w czasie spotkaniami? Że nie ma spotkania bez pożegnania? Czy powinienem pogodzić się z odejściem Alicji i przygotować serce dla innej kobiety?
Nie. Mężczyzna, którego wychowała najdzielniejsza z matek, będzie stał u bram, czekając powrotu kobiety, którą poślubił. Którą wybrał na żonę. Serce nie zostanie oczyszczone.
Nie poddałoby się temu.
Miłość miłości nierówna. Alicję pokochałem za wiele rzeczy unikalnych. Nawet za to urzekające, magiczne imię...
Kiedy po weselu moja żona zasnęła w szczęśliwym znużeniu, ja nie zmrużyłem oka do rana. Wsparty o łokieć, patrzyłem na nią, głaskając włosy, czoło, oczy, policzki...
- Alicja – mruczałem cicho głosem, który nie kojarzył się jeszcze z płytą kamienną - Alicja... Alicja... Alicja...
Zanim zasnąłem, wymówiłem imię mojej żony kilka tysięcy razy.
Bardzo żałuję, że nigdy jej o tym nie powiedziałem.
Nie miałem pojęcia, że dramatyczne zmiany każą żałować sekretów i niedopowiedzeń, które w chwilach beztroski zdają się banalne... Straszne odkrycie strasznej reguły.
Nie mniej niż najsurowszego z praw życia.
Nieuchronności.
Dziś boję się tego słowa. Chciałbym dostąpić takich mocy, by zepchnąć to paraliżujące słowo z krawędzi urwiska. Wyrzucić z cywilizacji. Pogrzebać.
Pokochałem Alicję za mnóstwo rzeczy...
Wspinaczka alpejska podczas snu... Moja żona nie pozwalała spać mi w oddzieleniu. Mniej lub bardziej przytomnie wczołgiwała się na mnie, oplatała nogami w sposób, który kazał mi sprawdzać czy jest wciąż istotą ludzką, czy ośmiornicą...
Na początku trochę mi to przeszkadzało.
Dziś dziękowałem sobie za to, że na długo przedtem, nim odeszła, pokochałem te wspinaczki, ów cudowny akt miłości i oddania – i że wielokrotnie jej to powiedziałem.
Zrobiłem to. To ważne.
Jeśli zważyć, że każde z niedopowiedzeń jest cierniem w sercu.
Było ich i tak o wiele za dużo.
Pokochałem moją żonę dwa razy mocniej w dniu ślubu. Pamiętam, że gdy składała przysięgę, zmrużyłem oczy i popatrzyłem na nią z błyskiem odkrywczego uszczęśliwienia. Nagle odnalazłem tę wyjątkową wartość wyróżnienia. Przecież Alicja wybrała mnie. Mnie. Oddała się dla mnie – jak i ja dla niej – bez względu na wyzwania jutra. Z całym swym blaskiem duszy i kobiecością, która czyniła półprzytomnym ze szczęścia niewolnikiem.
W dniu ślubu moja miłość spotężniała.
Acz nie pierwszy raz. Nie. Myślę, że jakoś po zaręczynach Alicja zrobiła coś, co nieomal zwaliło mnie z nóg... Oszołomiło, odurzyło...
Ucałowała moje dłonie.
Ucałowała dłonie mężczyźnie.
Nigdy i nigdzie nie widziałem takiego aktu oddania, miłości i niewątpliwej wdzięczności ze strony kobiety. To mężczyźni całują kobiety w dłonie, czyż nie?
Alicja czyniła to wielokrotnie. Nigdy nie przestało mnie to poruszać.
W dniu, w którym zrobiła to pierwszy raz, do późnej nocy tkwiłem w odurzeniu, dzieląc czas to na pieszczoty i rozmowy o przyszłości, to na bicie się z własnymi myślami. Późną nocą, gdy moja narzeczona spała, wyszedłem na taras, by wyrzec słowa mojej pierwszej przysięgi.
- Boże, który mnie obudziłeś ze snu niedopatrzenia i niedocenienia... Przysięgam ci chłonąć twój dar z całych mych sił i rozumu... Alicjo, przysięgam tobie, że będę stał u twego boku do końca moich dni, a serce moje jest przestrzenią, która powstała tylko dla ciebie, jako jedynego znanego jej słońca. Przysięgam.
Żałuję, że nigdy jej tego nie powiedziałem.
Nie popełniajcie błędu niedopowiedzenia.
Moja żona odeszła. Cóż, i tak bywa.
Mogłem zatrzasnąć nad tym bramę. Mogłem odszukać kobietę z samotnym, stęsknionym więzi sercem. Być może byłoby nam całkiem dobrze.
Tyle, że ja złożyłem przysięgę. Właściwie to dwie.
A matka nauczyła mnie, że o mężczyźnie stanowi oddanie i wdzięczność.
Dlatego będę czekał na moją żonę.
Nie, nie męczę się. Nie poświęcam. Oni wszyscy się mylą... Ja to czynię wdzięcznie. Chętnie. Chciałbym rzec: żarliwie, lecz żarliwość nie tli się w zgliszczach.
Ale całkiem dobrze tli się tam nadzieja.
I wdzięczność.
Czy kiedy dostajesz dar, nie pragniesz sam się nim stać?
Patrzyłem w punkt.
Jeden i ten sam od pół roku.
Patrzyłem w punkt i myślałem, że Alicja mogłaby już wrócić... że to dobry czas... Mógłbym jej powiedzieć, że nie zmarnowałem tego czasu. Że odszukałem dwie kobiety, które zraniłem dawno temu i uzyskałem ich przebaczenie. Że moje ciało skarlało, lecz dusza oczyściła się i ujrzała nowe prawa, światła i zależności.
I powiedziałbym jej o tej przysiędze z tarasu.
I o tym, jak całą noc powtarzałem jej imię...
Drgnąłem i podniosłem oczy, gdy poczułem delikatne palce na ramieniu.
- Panie Damianie... - Karolina uśmiechnęła się smutno. - Już późno... Trzeba iść. Już druga.
- Tak... Dobrze – podniosłem się nieporadnie i chwiejnie.
Ze zdziwieniem odkryłem, że Karolina musiała mnie podeprzeć, gdy nagle straciłem równowagę.
Ale nie upadłem. Nigdy nie upadnę. Nie upadłem pobity w ciemnej bramie, nie upadłem uderzony przez motocykl, nie upadłem, gdy przed ślubem doznałem udaru.
Nigdy nie upadnę. Nie wolno mi.
- Panie Damianie... - głos Karoliny zabrzmiał troską.
- Wszystko w porządku. Pójdę już. Wrócę o szóstej rano.
Spuściła oczy, nabierając oddechu.
- Panie Damianie...
Zawsze wiem, kiedy padną jakieś specjalne słowa. Żebym tylko nie widział jej łez...
- Czy mogę o coś spytać?
- Proszę.
- Godzinami siedzi pan w milczeniu. Dzień po dniu. Wiem, o czym pan myśli... Dlaczego jej pan tego nie powie?
Milczałem chwilę. Przez pół roku sporo może się stać z duszą. Może na przykład zgasnąć jak zapomniana lampa z abażurem. To czyni zdrewniałym i oschłym. Wielu ludzi traktuje się z chłodem, większość z nich – jako niepotrzebną – chce się odepchnąć.
Ale Karolina zasługiwała na szczerość.
- Chciałem jej to powiedzieć. Godzinami. Dzień po dniu. Ale matka mi wyjaśniła, że to nieuczciwe. Że nasze żale i błagania zatrzymują tych, którzy podejmują decyzje i utrudniają im nowy początek. - Z trudem wymówiłem ten „nowy początek”. To określenie od jakiegoś czasu zdawało mi się śmiertelnym wrogiem, sprzymierzonym z „nieuchronnością”. - W dniu, w którym mi to powiedziała, stalowe przęsło bólu przebiło mi pierś i wciąż tam tkwi.
- Rozumiem – wyszeptała. - Rozumiem... Ale pan czeka i powie jej, kiedy...
- Oczywiście. Oczywiście, że tak. Jeśli podejmie decyzję o powrocie... Wtedy jej powiem. Mam jej tyle do powiedzenia.
Łzy spłynęły jej po policzkach. Jednak spłynęły. Cóż, jeszcze jedna nieuchronność.
- Panie Damianie... Chcę coś jeszcze powiedzieć...
- Proszę.
- Nie wyobrażam sobie wspanialszego wartownika pośród mężczyzn.
Zamilkłem, popadając w zadumę na kilka sekund. Wartownika?...
Wartownik.
Moja lampa jest zgaszona. W zgliszczach serca brak żarliwości.
Ale przecież coś się tli?... Nadzieja i oddanie.
Jestem wartownikiem.
Stoję u bram w oczekiwaniu na żonę, której złożyłem dwie przysięgi.
Nigdy nie upadnę.
Powoli, bardzo powoli odwróciłem się i popatrzyłem w punkt.
Jeden i ten sam punkt od pół roku.
To właśnie w tym punkcie - kiedy moja żona wybudzi się ze śpiączki i otworzy oczy - nasze spojrzenia natychmiast się spotkają.
A potem opowiem jej to wszystko... Mam jej tyle do powiedzenia.
- Jesteś wspaniałą pielęgniarką, Karolino.
Odwróciłem się i wyszedłem z izolatki.
Jutro wrócę. Jutro moja żona otworzy oczy.
Nie mam żadnych wątpliwości co do tego.
.
Greenway - za duszę pełną blasku.
Kobietom - za wrażliwość. To ona sprawia, że barbarzyńca siedzący w każdym mężczyźnie nie przejmuje nad nim pełni władzy.
I mężczyznom, którzy trwają na posterunku.

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1448
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1559
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2027
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1177
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2617
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2269
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 660
10
komentarze: 65 | wyświetlenia: 3235
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1125
10
komentarze: 36 | wyświetlenia: 625
10
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1394
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2237
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 955
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  18/06/2011

Cóż ja mogę powiedzieć, dwa słowa, ale ważne. DZIĘKUJĘ. ROZUMIEM. Nie oczekując niczego, zawsze będę Cię wspierać.

  Tauryd,  18/06/2011

Pięknie ..... Hussairku otwarzyłeś drzwi i uwolniłeś dusze ... Pozdrawiam

  hussair  (www),  18/06/2011

I ja pozdrawiam - słoneczności.

  ...,  18/06/2011

Hussair!

Zacznij pisać książki.

Bez kitu.

  hussair  (www),  18/06/2011

Dzięki, Łukaszu! :)
(mam już wydany zbiór makabresek, kolejny w drodze - ale to oczywiście mały, ledwie obiecujący początek tego, co się marzy).

  Elba,  18/06/2011

Masz i mój punkt...z refleksją :)))
Hodujemy swoje wartości, jak dobry ogrodnik swoje kwiaty. Lecz one przekwitają...wszystkie bez wyjątku... i te najpiękniejsze także. Zerwane - najszybciej... Niczego nie zatrzymasz... choć żal serce ściska, bierzesz swój los w swoje ręce i wędrujesz dalej... dziękując, że tak hojnie Cię obdarza zdarzeniami.
Każdej wiosny zakwitają nowe róże... i ni ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  18/06/2011

Dziękuję, Elbo. Komentarz przenikliwy (acz i łagodny), jak zawsze.

  greenway,  18/06/2011

Bardzo piękne i wzruszające opowiadanie. Jeszcze raz dziękuję! :-)

  hussair  (www),  18/06/2011

:))

Dziękuję... Piękne to było... i bardzo wzruszające

Piękne, piękne i jeszcze raz piękne opowiadanie . Pozdrawiam ;-)

Hussair... ja nie wiem co powiedzieć... wrócę później...

Odzyskałam stabilizację emocjonalną i wraz z podziękowaniem ten mój wiersz dla ciebie :)

„Piękno”

Piękno emanuje z nas wyczuwalną poświatą
opalizuje aurą dobroci i zrozumienia
jest jak tęcza przeglądająca się
w nasyconych słońcem kroplach deszczu
i w odpowiednim momencie radości i zadowolenia
opromienia miłością wszystko wokół
karmiąc nasze

...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  19/06/2011

Kwiatku. No właśnie. Właśnie. :)

dla takich chwil warto zyc,wielkie dzieki ,wielki szacun

  hussair  (www),  19/06/2011

Odwzajemniony, Panie Robercie.

  Strzyga  (www),  18/06/2011

Aż się popłakałam.

  hussair  (www),  19/06/2011

Ho, ten, co to pisał w środku nocy, to dopiero rozmiękł!

  Gamka  (www),  19/06/2011

Oj Hussair, Hussair !
Ty duszę masz piękną i serce ogromne !...potrafisz skruszyć nie tylko lód ale twarde skały... od makabreski do ściskającej za serce opowieści o miłości...
Przyjmij ten cytat zamiast dalszych słów......bo mi ścisnęło gardło i ......
„...Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  19/06/2011

Przepraszam, że nie odpowiedziałem wczoraj... Ale co ja mogę na takie słowa odpowiedzieć, Gamko??... Mogę tylko potwierdzić, że jest we mnie wrażliwość, że lubię obserwować, a z wyciągniętych wniosków coś czasem spisać... Dzięki...

  Gamka  (www),  20/06/2011

Ano jest w Tobie wrażliwość i to nie da się tego ukryć !!
…Wrażliwość i spokój to swoista para. Jeśli o poranku podziwiasz piękny wschód słońca -a robisz to na pewno – i potrafisz się cieszyć świeżo zakwitającym kwiatem- zapewne- i szum deszczu Tobie nie przeszkadza, tęcza nie kłuje ciebie w oczy no a śnieg jest wspomnieniem wspaniałych chwil radości z synem. Bo kiedy takie zjawiska w życiu ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  20/06/2011

Hmm, Ty to potrafisz przemówić z żarliwością!

  Gamka  (www),  20/06/2011

;-)) no cóż ...etat Eiobowego Anioła do czegoś zobowiązuje ;-)))
Miłego dnia !>>
a ...zapomniałam i eiobowego ministra zbrodni !;-)

  hussair  (www),  20/06/2011

Bardzo ważny etat. I zauważam, że praca sumiennie wykonywana... Podwyżka i "trzynastka"! ;-)

  Gamka  (www),  20/06/2011

........no ja jestem za !!!...i bilet do Irlandii ;-))) może być ;)))

  hussair  (www),  20/06/2011

Aa, to jeszcze troszeczkę, jeszcze troszeczkę starań... ;-)

  Gamka  (www),  20/06/2011

... OK ! ...postaram się jeszcze bardziej postarać ;-)))

I cóż tu napisać? Mam wrażenie, że każde moje słowo będzie tu nie na miejscu. Hussair - DZIĘKUJĘ!

  dalbert,  19/06/2011

I za to Cię kochamy...

  Gamka  (www),  19/06/2011

oj ! ....Wszyscy ? ;D...

  hussair  (www),  19/06/2011

I ja nie wiem, co odpisać na takie reakcje i komentarze. Bo i mnie coś ściska, he...
Powtórzę za Tobą, Januszu - DZIĘKUJĘ!

Wiem coś o tym Hussair, wzruszające i piękne, pisane z głębi serca.
Pozdrawiam.:)

  hussair  (www),  19/06/2011

Oculusie, dzień dobry. :)

Myśle, że ten mężczyzna ugrzęznął, ugrzęznął w świecie wartosci jakie przekazała mu jego matka, w niej i w jej świecie . Nie skonfrontował ich ze sobą samym , całkowicie sie z nimi utożsamił. Nie wychowywał go ojciec, wiec był zdany tylko na nią. Może dlatego właśnie Alicja odeszla- dla niej nie było tu miejsca . Matka i syn. Dla niektórych mężczyzn to pierwsza i ostatnia kobieta...
Hussair ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  19/06/2011

@diamentmind ! napisałeś , że przeczytałeś artykuł do końca ! czy oby na pewno? czy go zrozumiałeś?
czy Ciebie ta opowieść do końca przeczytana nie wzruszyła?.....czy wiesz co stało się z Alicją?.

  Gamka  (www),  19/06/2011

...sory ! za te męskie końcówki ...!
.. przeczytałaś .... zrozumiałaś ...

  hussair  (www),  19/06/2011

Dziękuję za wnikliwe spojrzenie, Diamentmind. Będę szczery - czekałem na taki komentarz. Czekałem na to, aż ktoś napisze, że Damian stał się ofiarą programu, który w znacznej mierze uczyniła mu matka. Specyficzna sytuacja - odejście ojca i szczególne silne uczucie wdzięczności i zobowiązania wobec matki - plus absolutnie unikalna więź z żoną - mogą i zresztą często w życiu okazują się pułapką. Uwa ...  wyświetl więcej

  Bar_ka  (www),  19/06/2011

Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać. Zarówno opowiadanie jak i komentarz. .

  hussair  (www),  19/06/2011

Bardzo to doceniam. Dziękuję.

Mnie również zaskakujesz i to coraz bardziej z artykułu na artykuł.
Pozdrawiam i czekam na następne ;)

  hussair  (www),  20/06/2011

Hmm, to zaczyna ruchy krępować... ;-)) Kłaniam się muszkietersko.

:)

To wpojenie wartości, o którym napisałeś, których przyjęcie może stać się pułapką jest dla mnie ogromną wartością. Kiedy byłam mała ślepo wierzyłam w dorosłych- w sens tego co robią, myślałam, że wszystko jest przez nich przemyślane, że właśnie: każdy idzie swoją ścieżką, nie było w niej miejsca na dziecięcą bezradność, strach, potrzebę pomocy ze strony rodziców. Stosunkowo niedawno weszłam w ten ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  26/06/2011

Piękny, pełny komentarz. Jeszcze dodam coś od siebie - dramat robią nad pojęciami "poświecenie" i "marnowany czas" głównie ci ludzie, którzy odrzucają reinkarnację. Jeśli ją przyjąć, wcale to już tak źle nie wygląda. Istnienie jest nieskończonością, a zatem "poświęcenie" swego życia innemu człowiekowi nie jest żadnym marnotrawstwem - jest po prostu doświadczeniem.
I to przepięknym. :)
PS - zapewniam, że tacy mężczyźni istnieją. Spokojnych snów.

Z całym szacunkiem dla osób, które w ponowne wcielenie wierzą, ja do niech nie należę, jednak wydaje mi się, że życie nie musi być łatwe, przyjemne i usłane różami, żeby było piękne, szczęśliwe i miało sens. Właśnie poświęcenie życia dla kogoś może nadawać mu sens, to nie musi być ogromną katorgą, czekaniem na moment kiedy to się skończy. Jaki sens ma życie, w którym czeka się na następne "lepsze" ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  26/06/2011

I o to chodzi. Z takim podejściem pozostaje tylko zacząć otwierać wszystkie bramy i kroczyć w przód. :)
Kwestia krzywdy, straty, poświęcenia - jeden właśnie to będzie widział, a drugi - w tym samym miejscu - doświadczenie, zysk i zwycięstwo. Czasem to kwestia interpretacji i filozofii. Ale i tak najważniejszy jest głos z duszy...

Dokonujemy wyborów i doświadczamy ich rezultatów. Tu jestesmy wolni, możemy doswiadczać ile wlezie tego samego bólu np.
Co do swiadomości : na tyle jestesmy wolni na ile świadomi swoich uwarunkowań i możliwości innych wyborów niż te dotychczasowe, automatyczne, uwarunkowane, a więc nieświdome.
Każda sytuacja jest naszym nauczycielem, im bolesniejsza tym lepiej, bo ma potencjał przebu ...  wyświetl więcej

  barbarag,  19/06/2011

Nie wiedziałam. że Greenway obchodzi urodziny, zatem najserdeczniejsze gratulacje i wyrazy szacunku dla hussaira za piękny prezent

  greenway,  19/06/2011

Dziękuję za życzenia. :-)

  hussair  (www),  20/06/2011

Pozdrawiamy, balonikami machamy. :)

  greenway,  19/06/2011

Dziękuję za życzenia. :-)

  szszept  (www),  20/06/2011

Piękne. Po prostu.

Eh...:( kto by nie chcial doswiadczyc takiego oddania i milosci. Piekne, oddaje salut.

  hussair  (www),  24/06/2011

Kłaniam się, doktorze. Rozumiem, że darmowe pomiary ciśnienia i płyn Lugola w razie ZACHMURZENIA mam gwarantowane? ;-)

  Forseti,  26/06/2011

Po przeczytaniu zakończenia zamarłem na kilka minut. Najzwyczajniej coś wgniotło mnie w krzesło. To był pewnie ciężar piękna całego opowiadania. Pozdrawiam Wojowniku!

  hussair  (www),  26/06/2011

Salutuję wdzięcznie!...

"To ona sprawia, że barbarzyńca siedzący w każdym mężczyźnie nie przejmuje nad nim pełni władzy." - moze to oznaczać, ze Ona "wgryza sie" w naszą barbarzyńskość a my w jej łagodność... I tak jak kto co gryzie tym się staje - zartuje jak diabli. Kto tam wygryza Twoja barbarzyńskość... a moze juz wygryzł? Miedzy Aniołem a Diabłem - pakt i wspólna radocha. I jak u Francuzów... niech zyje ta różnica! I"m feeling good..

  hussair  (www),  28/06/2011

Lubię Twoje komentarze, Marcinie! ;-))
Oddajesz istotę sprawy...

Znam ten stan odrętwienia, patrzenia w jeden punkt... wierność przekonaniom, myślom, czynom, przysięgom, ideałom, ludziom, stwórcy ... heh... nie dokończę...
Pięknie napisane Hussairze, naprawdę pięknie...

  hussair  (www),  29/06/2011

Nie trzeba kończyć,Meaning... ;)

Biorąc pod uwagę twoje przekonania Rycerzu, śmiem twierdzić, że i w tej kwestii byśmy się nie zrozumieli...

  hussair  (www),  29/06/2011

Meaning - może tak, a może nie. Nie wyrokujmy z góry, jeśli spotyka się dwoje ludzi o otwartych umysłach i sercach. ;)

Hussair,
Zaskoczyłeś mnie. W fanatastyczny sposób!
Dziękuję
Alicja

  hussair  (www),  31/08/2011

Ja dziękuję tym bardziej.

  Fraktal  (www),  15/12/2011

Niespotykany ładunek emocjonalny... dziękuję. Zazdroszczę talentu :)

  hussair  (www),  18/12/2011

Kłaniam się. Jaki tam talent... Coś tąpnęło w sercu. ;)

  elena  (www),  18/05/2012

Pięknie, choćby wszyscy i wszystko mówiło ci nie czuj, nie istnieje nic poza tym... co czujesz. Wrosło czucie jak korzeniem w serce, tęsknota i wiara nierozerwalną częścią ciebie, każdym krokiem, sensem to jedno imię...jej jedynej co porusza zegar twojego serca. Do miłości należy podchodzić na palcach i trzeba z góry zgodzić się na to, że pozostanie ona tajemnicą. Nie fascynacja, nie zakochanie si ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  18/05/2012

Twoje komentarze są jak obłoki; płyną łagodnie i urokliwie, ale rozwiewają się - trzeba je łapać i delektować.
Zaś odpowiedź będzie złożona, ale nadejdzie. ;)

Ostatnie słowa przeszyły mnie dreszczem. Chciałabym coś napisać, ale odebrało mi mowę... Dziękuję :)

  hussair  (www),  20/02/2013

@grazaa: :-)

Ja już dawno utraciłem zdolność do takiego odczuwania świata. Wszędzie widzę tylko grawitację i kwanty ...

A przecież ... a przecież kiedyś żyłem-byłem tylko uczuciem ...

http://webmuzyka.pl/Community/(...)en.html

pozdrawiam

  hussair  (www),  20/02/2013

@gwizdek: Wartości kwantów bywają niestałe, a uczucia jednak zostają, choćby przysypane nalotami. W przeciwieństwie do materii.
,,Stay where you are''.

  Mr. V,  01/09/2013

Piękne. Tylko tyle mogę powiedzieć. ..stan emocjonalny po przeczytaniu jest zbyt trudny do wyjaśnienia. Mogę jedynie napisać "Dziękuję" i dorzucić: "Hussair, pielęgnuj ten talent, to wzrastające źdźbło"

  hussair  (www),  01/09/2013

@Mateusz C: Serdeczne dzięki! :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska