Login lub e-mail Hasło   

Jezus zmienił moje życie!

"Chodź wielu ludzi mówi dziś, Gdzie jest twój Bóg czy pomógł Ci? Co On Ci może w zamian dać? Może na próżno tracisz czas?"
Wyświetlenia: 2.645 Zamieszczono 23/06/2011

Urodzona w 'normalnej' z pozoru rodzinie katolickiej. Mama często czytała mi biblie dla dzieci, co tydzień chodziłam do kościoła. Jednak z biegiem czasu, jak dorastałam, rzeczy dotyczące Boga przestały mnie interesować. Nie obchodziło mnie czy taki Ktoś istnieje, a jeśli tak, to jest starym dziadkiem siedzącym na chmurze, czekającym na mój upadek, żeby mnie jeszcze rozdeptać...

Sytuacja w domu nie była jakaś rewelacyjna. Rodzice często się kłócili i tak wychodziło, że winą obarczali mnie lub moje rodzeństwo. Mama często mi powtarzała, że to przeze mnie dzieją się złe rzeczy w domu. Wzrastałam w bardzo niskim poczuciu własnej wartości, w różne sposoby próbowałam zwrócić na siebie uwagę rodziców żeby zobaczyli, że coś jest nie tak. Próbowałam zachorować, żeby mnie ktoś dostrzegł. Kładłam się na zimnej ziemi, chciałam zasnąć i już się nie obudzić. Moje relacje z mamą były tragiczne. Całymi dniami krzyczałyśmy, kłóciłyśmy się. Czasami dochodziło do szarpania. Nie potrafiłam nawet jej lubić. Marzyłam o tym aby jak najszybciej uciec z domu.
Moje życie było nie było szare. Miałam przyjaciół, marzenia i ogólnie zdawało się, że wszystko jest w porządku, ale czegoś było brak. I wtedy jeszcze nie wiedziałam czego. Wolałam chodzić do lasu, gdzieś na łąki niż być w domu. Poza domem, poza granicami czułam się wolna i szczęśliwa.

Zawsze żyłam blisko mojej rodziny, ponieważ mieszkali w tym samym domu. Z czasem zaprzyjaźniłam się z moją kuzynką K., która jest protestantką. Miałyśmy długie rozmowy. Mama chętnie wysyłała mnie do niej, bo wracałam trochę odmieniona, ale wcześniej zabroniła jej mówić mi o Bogu, lub o ich kościele. Opowiadała mi więc jakie niesamowite rzeczy robi w jej życiu Bóg, co jej daje, jak o nią dba. Było to coś nowego, realnego, co zaczęło mnie fascynować. Zaczęłam patrzeć na sprawy duchowe z całkiem innej perspektywy. Zazdrościłam jej jednak, że zna Boga, i On ją zna, że ma z Nim prawdziwy kontakt. Przysłuchiwałam się jak modlili się w większym gronie. To było niesamowite, takie prawdziwe. Bóg chciał ich słuchać, ale co więcej odpowiadał im, czynił niesamowite rzeczy. Też tego chciałam. Jednak za każdym razem, kiedy chciałam poznać bliżej Boga, sytuacja w domu pogarszała się, były większe kłótnie itd.

Od małego rodzice zabierali mnie do bioenergoterapeuty, który leczył za pomocą wahadełka, co było skuteczne. Po kilku wizytach mogłam być zdrowa. Mama rozmawiała z miejscowym księdzem, ale ten powiedział, że jeżeli człowiek jest wierzący – chodzi do kościoła, to nic złego w tym nie ma. Czasem napadała mnie ogromna wściekłość i nie potrafiłam tego zahamować. Nie raz sama sobie chciałam zrobić krzywdę, ale na szczęście nie miałam tyle odwagi.
Ale moje pragnienie Boga, takiego prawdziwego Boga było coraz większe... Starałam modlić się własnymi słowami (kiepsko mi szło) Podczas modlitwy Bóg pokazywał mi jaki jest. Z każdym dniem rozumiałam bardziej Jego wielkość, co się mu podoba, a czym się brzydzi. Lecz ciężko było mi zrozumieć, że można kogoś kochać tak po prostu. W domu oznaki jakiejkolwiek miłości dostawałam za wykonanie jakiejś pracy. Tata nigdy mnie nie przytulił, nic miłego nie powiedział. Nie wiedziałam jak się zachowuje dobry ojciec. Od małego musiałam się nim opiekować, kiedy nie był w stanie sam się sobą zająć po jakiejś imprezie.

Po jakimś czasie trafiłam na YouTube na chrześcijański koncert, gdzie pastor krzyczał z radości, że Bóg go zbawił, że jest wielki! Wyłączyłam to z uczuciem wstrętu, myśląc że jest na tym świecie jeszcze sporo świrów. Chodziłam dalej na msze, podczas których czytałam w ławce Pismo Święte. Ksiądz mi mówił, że chodząc co tydzień do kościoła, uczestnicząc w komunii będę miała zagwarantowane życie wieczne. W Biblii tego nie widziałam („Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” Rzym.10,9). Szukałam Boga w tamtym miejscu, lecz to co oferował mi Kościół Katolicki było dla mnie niewystarczalne.
Chciałam chodzić na nabożeństwa do kuzynki, ale spotkałam się z ogromnym sprzeciwem od strony rodziny. Zaczęłam dostawać coraz więcej zakazów na spotykanie się z kuzynką. Nie mogłam wychodzić z pokoju i z nią rozmawiać. Moją ucieczką był Bóg, mówiłam mu wszystko co czuje i w mgnieniu oka czułam, że jest blisko i mnie pociesza. Modliłam się sama i Bóg mnie zmieniał, zobaczyłam, że bez Niego jestem nikim, że nie potrafię żyć bez Jezusa. Moje życie było całkiem zależne od Niego. Pewnego wieczoru znów natknęłam się na ten sam koncert. Po obejrzeniu go do końca zaczęłam płakać, na kolanach modliłam się o ratunek, wiedząc jak wiele nabroiłam grzesząc przeciwko Bogu. Rodziców nie było w domu więc, korzystając z okazji poszłam do kuzynki. była u niej przyjaciółka, razem zaczęłyśmy się prosić Boga o miłość do mojej mamy. Pierwszy raz czułam tak blisko Boga. Chciałam iść za Jezusem, być jak On. To był moment zwrotny w moim życiu. Zapragnęłam przyjąć chrzest, o czym nigdy wcześniej nie myślałam. Byłam wtedy na początku trzeciej klasy gimnazjum. Mój stosunek do rodziców zmienił się. Zaczęłam ich szanować i im pomagać. Wszystkie moje marzenia, wartości się zmieniły. I ta dręcząca ciągła pustka nareszcie się wypełniła!
Chodziłam na chór gospel i tam poznałam dziewczynę z mojego liceum, która była nawrócona, i z którą bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. To był prezent od Boga, bo długo Go prosiłam o przyjaciela, a dał mi taką cudowną osobę. Chciałam przychodzić na nabożeństwa do kościoła baptystów, ale mama zamykała mnie w domu, całkowicie się nie zgadzając. Wiele osób prosiło Boga o zmianę tej sytuacji i po dwóch latach pokazał swą wielkość - mogę wychodzić i spotykać się z wierzącymi. Gdy skończyłam osiemnaście lat, przyjęłam chrzest!

Ostatnie lata są najpiękniejszym okresem w moim życiu. Ciężkie chwile w domu bardzo wiele mnie nauczyły. Wiem, że Bóg mnie nigdy nie opuści. Pragnę mu codziennie dziękować za to, że mnie wyciągnął z tego świata, mimo że Go nawet nie szukałam, nie prosiłam. Sam przyszedł i mnie uratował. , nauczył żyć na nowo. Czasem jest ciężko, ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę, ale i tak każdy kiedyś stanie przed Bogiem i zda sprawę ze swojego życia, a tylko przez krew Jezusa mogę żyć, bo ON UMARŁ ABYM JA MOGŁA ŻYĆ!

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1473
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1580
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1200
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2410
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2041
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2822
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 672
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 975
10
komentarze: 156 | wyświetlenia: 795
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1139
10
komentarze: 65 | wyświetlenia: 3379
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2318
10
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1572
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 528
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





„Wszyscy, którzy się Boga boicie,
chodźcie i słuchajcie, chcę opowiedzieć,
co uczynił On mojej duszy!
Do Niego wołałem moimi ustami
i chwaliłem Go moim językiem.
Gdybym miał w sercu nieprawość,
Pan by mnie nie wysłuchał.
Lecz Bóg wysłuchał,
dosłyszał głos mojej modlitwy.
Błogosławiony Bóg,
co nie odepchnął mojej prośby
i nie odjął mi swojej łaskawości.”
Ps.66.16-20

Piękne świadectwo. Powodzenia! :)

Dzięki! To historia pisana przez Boga, bo to On stanął na mojej drodze i bez Niego przejść dalej nie mogłam. Każdego dnia teraz poznaje Go na nowo i coraz bardziej zachwycam się jego miłością i mocą, którą chce nas obdarzyć, a trzeba tylko poprosić!

  berni*,  24/06/2011

"Siła wiary czyni cuda "Jeden z księży nauczył mnie że Bóg jest zawsze blisko mnie, Bóg jest moim przyjacielem. Zawsze mogę zwracać się do niego o rade, pomoc i silę. To naprawdę działa, wiele razy miałem problem -pytałem wprost : jak byś to rozwiązał ? zawsze znalazła się rada. Wiele osób pytało mnie jak ja radze sobie z problemami technicznymi? odpowiadałem że pracuje z przyjacielem. Serdecznie ...  wyświetl więcej

Berni wskazał Normana Peale'a "Moc pozytywnego myślenia". Przyłączam się - jest to świetna pozycja, warto ją przeczytać, przemyśleć i stosować się do wskazówek w niej zawartych.

Myślę, że nie siła wiary czyni cuda, bo ważne w co (w kogo) się wierzy, a nie sam fakt wiary.
Jezus chce o nas wiedzieć wszystko, to co czujemy, czego pragniemy, każdy problem. Więc się bardzo cieszę, że pytasz Boga o różne sprawy, Jemu zależy na tobie!
Książka mnie zaciekawiła, postaram się więc przeczytać. :))

  Psst,  25/06/2011

Zgadzam się z Tobą. Jezus nie czynił cudów. Pomagał uwierzyć tym, którzy tego cudu potrzebowali. Zawsze mówił: "Idź, wstań, twoja wiara cię uzdrowiła".

  Psst,  25/06/2011

Dodam jeszcze, że Bóg jest tym, który pomaga nam okazywać siebie poprzez nas. Jesteśmy jego ciałem. Jeśli mamy jakiś problem, oddajmy sprawę jemu, a sami pozostańmy w przejawianiu Boga w nas.
Dlatego nie mam problemu w dostrzeżeniu Boga we wszystkim co na tym świecie, bo widzę w tym cel, boskie prowadzenie do lepiej, mądrzej. Dzisiaj dostrzegłem go w tobie i innych osobach na tym portalu, b ...  wyświetl więcej

Jezus dokonywał cudów!! Niesamowitych cudów! Np. Łazarz był już martwy i jego wiara by mu już nic nie pomogła.. ale oczywiście jak piszesz, wiara ludzi w moc Boga jest konieczna ("wstań, twoja wiara cie uzdrowiła") w każdym przypadku uzdrowień możemy zobaczyć wielką wiarę tych ludzi. :)
Chodziło mi o to, że trzeba wierzyć w Jezusa, żeby to wszystko miało jakiś sens. A nie po prostu mieć wiarę w siebie, to nie da życia wiecznego, my nie jesteśmy w stanie.

  Psst,  26/06/2011

Masz rację. Jeszcze wiele muszę się nauczyć :))

  berni*,  24/06/2011

Miło mi Januszu ze podzielasz moje zdanie , z radami zawartymi w tej książce naprawdę łatwiej się żyje, a już z przyjacielem przy boku !

  Psst,  24/06/2011

Piękne wyznanie. U mnie było trochę inaczej. Od małego czułem tą wewnętrzną pustkę. Wieczny emocjonalny głód. Nienasycone pragnienie czystego serca, poczucia pełni. Kiedy czuję to boskie prowadzenie radość wypełnia moje oczy i zalewa łzami wzruszenia tak głębokiego, że uzależniającego. Teraz kiedy patrzę wstecz widzę, że to wszystko co mnie spotkało było perfekcyjnym biegiem zdarzeń. Drogą do Ojca.

Chwała Jezusowi za to, że zmienił Twoje życie. Niech Bóg Cię błogosławi i prowadzi nadal.

A bóg za pomocą rodziców Ci je dał :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska