Login lub e-mail Hasło   

Alfabet polskich "kryminalistów"

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.charaktery.eu/blog/5042/Alkom(...)t-90-1/
Co łączy Adama Bahdaja, Mariana Cimoszewicza, Stanisława Lema i Jacka Kuronia,Janusza Głowackiego? Otóż wszyscy oni w latach PRL-u napisali przynajmniej jeden kryminał.
Wyświetlenia: 10.607 Zamieszczono 17/07/2011

Alfabet polskich "kryminalistów"

czyli - kto i jakie kryminały pisał w czasach PLR-u .....

Co łączy Adama Bahdaja, niekwestionowanego króla powieści młodzieżowej, Mariana Cimoszewicza, ojca polityka Włodzimierza Cimoszewicza, Stanisława Lema i Jacka Kuronia?

Otóż wszyscy oni w latach PRL-u napisali przynajmniej jeden kryminał. 

Od kilku dobrych lat w Polsce powieść kryminalna przeżywa prawdziwy renesans. Nie ma chyba wydawnictwa, które w swoim katalogu nie miałoby chociaż jednego kryminału. Powstały oficyny, które zajmują się wydawaniem (prawie) tylko i wyłącznie kryminałów, jak chociażby Albatros – polski wydawca m.in. powieści Dana Browna, powstały też kryminalne serie, by wspomnieć chociażby tylko o „Mrocznej Serii” wydawnictwa W.A.B., „Polskiej Kolekcji Kryminalnej” wydawnictwa EMG, „Sensacji” wydawnictwa superNOWA, czy serii „Ze strachem” wydawnictwa Czarne.

 Na początku wydawcy – może z braku polskich autorów – postawili na „kryminalistów” zagranicznych. Pojawiły się tłumaczenia kryminałów włoskich, hiszpańskich, rosyjskich, szwedzkich, etc. Nieco później obudzili się polscy autorzy. Księgarskie półki zawojowali tacy „polscy kryminaliści”, jak  Marek Krajewski, Konrad T. Lewandowski, Marcin Świetlicki, Zygmunt Miłoszewski, Witold Horwath i wielu, wielu innych.         

Jednak boom na kryminały, jaki można zaobserwować obecnie, nie jest pierwszym kryminalnym boomem w historii polskiej literatury. Prawdziwą złotą erę kryminały przeżywały chociażby w latach PRL-u. Wydawane w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy w kilku seriach, odeszły dziś w zapomnienie. Niektórzy uważają, że słusznie, bowiem były to słabe powieści słabych autorów, których głównym celem było sławienie milicyjnych organów ścigania. Jednak wśród tych „słabych” znajdują się także nazwiska godne i szlachetne. To właśnie dzięki nim – tym, którzy odważyli się zmierzyć z bodaj jedną z najtrudniejszych form pisarskich – o kryminałach z lat PRL-u warto mówić również dziś.

Poniższy alfabet polskich „kryminalistów” to oczywiście niekompletny, lecz spory leksykon osób godnych i szacownych (w kilku przypadkach nieco mniej godnych i szacownych), które w latach PRL-u, pod pseudonimem bądź prawdziwym imieniem i nazwiskiem, pisały kryminały.

Janusz Głowacki

Polski prozaik, dramaturg, felietonista. Największym sukcesem dramaturgicznym Głowackiego stała się "Antygona w Nowym Jorku" - dramat z dużym powodzeniem grany w USA i w Europie. W 1969 roku, w wydawanej przez Wydawnictwo Iskry serii „Ewa wzywa 07”, opublikował kryminał pt. „Dzień słodkiej śmierci”. Był to 12 tom serii, która liczy dziś grubo ponad setkę opowiadań kryminalnych. Seria „Ewa wzywa 07” wydawana była w latach 1968-1989. Powstanie serii związane było z chęcią przybliżenia pracy funkcjonariuszy Milicjo Obywatelskiej czytelnikom, zapoznanie ich z kulisami służby oraz metodami pracy milicjantów. Na potrzeby serii pisali opowiadania, oprócz Głowackiego, m.in. Andrzej Szczypiorski, Aleksander Ścibor-Rylski, dziennikarze Wanda Falkowska i Kazimierz Koźniewski, a głównie klasycy polskiej powieści kryminalnej (milicyjnej): Danuta Frey, Barbara Gordon, Jerzy Edigey, Jerzy Siewierski czy Zygmunt Zeydler-Zborowski.

Kryminał Głowackiego osadzony jest w „słodkich” warszawskich realiach lat 70. PRL-u. Na jego kartach przewijają się drobni kombinatorzy, handlarze walutą, złota młodzież, ludzie sztuki i inne cwaniaczki, a wszystko kręci się wokół morderstwa pewnego biznesmena.

Jacek Kuroń

Polityk i publicysta. Współtwórca Komitetu Obrony Robotników, działacz "Solidarności" i doradca Komisji Krajowej "Solidarności" (1980-1981), więzień stanu wojennego, działacz podziemnej "Solidarności" (1984-1989), uczestnik Okrągłego Stołu, poseł na Sejm w latach 1989-2001, minister pracy w latach 1989-1990 i 1992-1993.

W wydanej przez Kuronia w 1989 roku autobiografii „Wiara i wina. Do i od komunizmu” można znaleźć taki oto passus:  „Znalazłem kogoś, kto stale wydawał kryminały [chodzi o lata 70. XX w. – dop. PB] pod pseudonimem i zgodził mi się go użyczyć. Napisałem trzy czy cztery książki pod jego pseudonimem, po czym nagle ogarnęły mnie wielkie ambicje”. „Ambicje” Kuronia dotyczyły kryminału, który napisał i który chciał wydać pod własnym, a nie użyczonym przez kogoś pseudonimem Elżbieta Borucka w Wydawnictwie Czytelnik. Niestety, do wydania kryminału nie doszło – publikację „zablokowała” Służba Bezpieczeństwa, która obawiała się, iż „dochody z tej książki mogą pójść na cele rewizjonistyczne”. Jednak pod „cudzym” pseudonimem Kuroń wydał kryminały. Jednak do końca życia nie chciał zdradzić, o jaki pseudonim i o jakie kryminały chodzi. Rodzina Jacka Kuronia także sekretu nie chce zdradzić. Dociekliwi internauci-fani polskiej powieści milicyjnej na forum „Gazety Wyborczej” wydedukowali, iż osobą, która mogła użyczyć Kuroniowi swojego pseudonimu mógł być Jerzy Korycki, który wydał pod pseudonimem Jerzy Edigey kilkanaście książek w czytelnikowskiej serii „Z jamnikiem”. Prawdopodobieństwo, iż to właśnie Korycki „podzielił” się z Kuroniem pseudonimem „Jerzy Edigey” jest dość duże, gdyż – jako jeden z nielicznych autorów kryminałów z lat PRL – napisał on kilkanaście książek (skoro Kuroń napisał kilka, to prawowity właściciel pseudonimu musiał mieć ich na koncie „o kilka” więcej. Stąd też, jeśli wydał kilkanaście, na „trzy czy cztery”, jak pisze Kuroń, mógł użyczyć pseudonimu). Poza tym Korycki wydawał je głównie w Czytelniku, a o tym wydawnictwie Kuroń przecież w autobiografii wspomina.  

    

Adam Bahdaj

Polski pisarz, tłumacz z języka węgierskiego, znany głównie z powieści dla dzieci i młodzieży (m.in. „Stawiam na Tolka Banana”, „Telemach w dżinsach”, „Gdzie twój dom, Telemachu?”, „Czarne sombrero”, „Wakacje z duchami”, „Podróż za jeden uśmiech”) .

Pod pseudonimem Dominik Damian opublikował cztery kryminały: "Ruda modelka", "Nieznajomy z baru Calypso", "Drugie dno" i „Portret z paragrafem”. Najbardziej „odjechany” jest kryminał „Drugie dno”. Internauci-fani kryminału twierdzą, że nie ma cudów – Bahdaj, gdy pisał ów kryminał, musiał być na niezłym haju. Więcej szczegółów odnośnie „Drugiego dna” zdradzał nie będę. Pozostałe trzy kryminały Bahdaja bardziej trzymają się już klasycznej konwencji powieści milicyjnej (przekręty, machinacje, szwindle i morderstwa zanurzone w siermiężnej epoce PRL-u, a ich sprawcy pilnie tropieni przez organa ścigania, jak chociażby w wydanym w 1964 roku w serii „Z jamnikiem” „Portrecie z paragrafem” – historii pozorowanego morderstwa i przekrętów w tartaku w Jelnej, gdzie kwitnie proceder kwitowania podwójnej ilości drewna). Jak głosi plotka, Adam Bahdaj jako Dominik Damian napisałby więcej kryminałów, ale poprzestał na tych czterech dlatego, że na łamach jednej z gazet jego kryminalną twórczość „zjechał” Jerzy Putrament, prozaik i krytyk literacki, wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, skądinąd autor opublikowanego w 1958 roku w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej kryminału „Strachy w Biesalu”.

Ireneusz Iredyński

Zapomniany dziś nieco poeta, dramatopisarz, prozaik pokolenia „Współczesności”, do którego należą także m.in. Stanisław Grochowiak, Edward Stachura, Roman Śliwonik czy Marek Nowakowski. Autor m.in. mikropowieści i opowiadań (Dzień oszusta (1962), Ukryty w słońcu (1973), Związki uczuciowe (1970), Człowiek epoki (1971), Manipulacja (1974), a także dramatów psychologiczno-obyczajowych, ukazujących sytuacje skrajne w dzisiejszym świecie, pełnym okrucieństwa, przemocy, okaleczonych psychicznie ludzi (Zejście do piekła (wystawienie 1964), Jasełka-moderne (Dialog 1962, wystawienie Zurych 1968, premiera polska 1975). Stefan Kisielewski w „Abecadle Kisiela” pisał tak o Iredyńskim: „Przedziwny. Zabawny. Trochę bandyta, trochę wariat, duży alkoholik. Ale niesłychanie zdolny chłopak.”

Pod pseudonimem Umberto Pesco (z włoskiego „pesce”, czyli ryba) popełnił kryminał „Ryba płynie za mordercą”. Jak wieść niesie (ale pewności nie ma), ekscentryczny Iredyński, który nie stronił od kieliszka, zapytany kiedyś przez kompana w jednej z knajp warszawskich, co sądzi na temat kryminałów, odparł: - Co?! Co ja sądzę?! Takie gówno można napisać w jeden wieczór!

Ponoć jak powiedział, tak i zrobił. Usiadł wieczorem do maszyny do pisania, a rano „Ryba płynie za mordercą” była już wysmażona. Kryminał co prawda taki sobie (schematyczne, słabo nakreślone postaci, brak pomysłu na wartką akcję), ale mimo wszystko – jeśli prawdą jest, iż pisanie tego kryminału zajęło Iredyńskiemu jedną noc – czapki z głów.

Mikołaj Kozakiewicz

Mało kto dziś pamięta, iż zmarły w 1998 roku Mikołaj Kozakiewicz – polityk PSL, profesor socjologii, poseł do sejmu pierwszej kadencji (tzw. sejmu „kontraktowego”), marszałek sejmu od roku 1989, politolog, autor kilkudziesięciu książek i znany publicysta – jest też autorem dwóch, wydanych w latach 60. przez Wydawnictwo Śląsk (tak zwana „Seria z Buźką”), kryminałów, a mianowicie „Tajemniczego obiektywu” i „Vesta nie zna litości”. Niestety, nie są to powieści najwyższych lotów. Na stronie Klubu Pasjonatów Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd (bo taki klub istnieje!) http://klub-mord.republika.pl/ Anna Raczycka tak pisze o kryminałach Mikołaja Kozakiewicza: „Vesta nie zna litości, nie zna jej również krytyk. Najważniejszym błędem, jaki popełnił prawie debiutujący autor (prawie, bo dwa lata wcześniej, w roku 1958 nakładem oficyny Śląsk wydał „Tajemniczy obiektyw”),  jest nadmierne rozwleczenie akcji, skutkujące dużą objętością dzieła, co jednak nie ma przełożenia na jakość. Owszem, początkowo akcja zapowiada się interesująco, klimat urzeka, ale im dalej w las, tym więcej drzew i to chyba raczej tych do wycinki. Głównym atutem powieści wcale nie jest główny bohater, kapitan Komendy Głównej MO Roman Zawieja, lecz jego „Piętaszek” i szofer zarazem, Jurek Piskorz. To niezmiernie malownicza postać typowego „warszawskiego” cwaniaka z Powiśla , który nigdy nie pogodził się do końca z wojskowymi rygorami panującymi w milicji. Przekrzywiona czapka, rozwiązany krawat i zawsze celna riposta to charakterystyczne cechy tego wesołego zawadiaki. Ale kiedy trzeba, potrafił puścić „wiąchę przekleństw, ale taką czteropiętrową, milicyjną”. Jego przekomiczne powiedzonka stanowią najbarwniejszy element narracji i wartość samą w sobie, cenną szczególnie dla socjologów z zawodu lub zamiłowania.” I to w zasadzie jedyna wartość powieści Kozakiewicza.

Aleksander Ścibor-Rylski

Prozaik, dramaturg, scenarzysta i reżyser. W latach 1972-78 kierownik artystyczny zespołu filmowego "Pryzmat". Autor scenariuszy do takich legendarnych filmów jak „Człowiek z żelaza”, „Człowiek z marmuru”, a także m.in. serialu „Lalka” i „Popiołów”.

W 1974 roku, w serii „Z Jamnikiem” Wydawnictwa Czytelnik, pod pseudonimem Jadwiga Wojtyłło, wydaje kryminał „S.O.S.”. Gwoli ścisłości dodać należy, że pseudonim, jakim posłużył się Rylski to prawdziwe imię i nazwisko jego żony. W tym samym roku Aleksander Ścibor-Rylski na podstawie powieści pisze scenariusz (również podpisany nazwiskiem żony) serialu „S.O.S.”. Bohaterem zarówno powieści, jak i filmowej, sensacyjno-kryminalnej serii, jest dziennikarz, reporter radiowy, Rafał Kostroń. Jest on autorem seryjnego programu radiowego pod nazwą S. O.S., w którym zajmuje się sprawami i problemami ludzi potrzebujących rady i pomocy. Intrygi kryminalnej zdradzał oczywiście nie będę, ale mogę śmiało stwierdzić, że powieść, jak i serial, to jedna z najlepszych propozycji kryminalnych lat PRL-u. Kryminał „Jadwigi Wojtyłło” wydany został przez Czytelnika w nakładzie ponad 100 tysięcy egzemplarzy, dlatego też bardzo łatwo jeszcze i dziś znaleźć go w antykwariatach.

Józef Hen

Znakomity polski pisarz, publicysta, dramaturg oraz scenarzysta. Ma na swoim koncie, wydany po raz pierwszy w 1970 roku, kryminał pt. „Twarz pokerzysty”. Na okładce czwartego wydania z 1990 roku (w serii Klub Srebrnego Klucza) Wydawnictwo Iskry tak reklamuje powieść Hena: „Trzy poprzednie wydania „Twarzy pokerzysty” rozeszły się błyskawicznie i próżno by dziś szukać tej książki nawet na polskich targach. Trudno się temu dziwić, stanowi bowiem wyjątkowo udane połączenie powieści par excellence sensacyjno-kryminalnej i psychologiczno-obyczajowej. Akcja jej rozgrywa się tuż po wojnie. Mówi więc o czasach wielkiego chaosu, wielkich niewiadomych, o czasach, gdy moralnych kodeksów było tyle, ile ludzi. Na tym tle, w scenerii niewielkiej nadbałtyckiej miejscowości (domyślamy się w niej Sopotu) dwóch głównych bohaterów powieści stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, które w dalszej perspektywie jest pytaniem o sens kilku lat walki z okupantem. Śledztwo przez nich prowadzone może przyczynić się do upadku człowieka, któremu w najcięższych latach ślepo ufali, który wydawał im się ideałem. Jego upadek i dla nich może być klęską ostateczną.” Dodać tylko wypada, że kryminał Hena – pomimo czterech wydań – znajduje się na liście „rzadkich i poszukiwanych”. Wydawca nie pomylił się także w ocenie jego treści: dobre rysy psychologiczne głównych bohaterów, wartka akcja i przemyślana intryga, a „pomiędzy” intrygą – ukryte ważne pytania egzystencjalne. Józef  Hen nie potraktował „kryminalnej pracy domowej” per noga. „Twarz pokerzysty”, to naprawdę znakomita powieść. Warto jeszcze dodać, iż w 1974 roku na kanwie „Twarzy pokerzysty” zrealizowano spektakl telewizyjny (o takim samym tytule) w reżyserii Stanisława Wohla, z Zygmuntem Hubnerem, Januszem Gajosem i Emilią Krakowską w rolach głównych. 

Stefan Kisielewski

Znakomity prozaik, publicysta, krytyk muzyczny i kompozytor, autor legendarnego „Abecadła Kisiela”, „Gwiazdozbioru muzycznego” i „Dzienników”, autor kilkudziesięciu kompozycji (m.in. Kwartetu smyczkowego, Symfonii Nr 1, Serenady na fortepian) ma na swoim koncie także i kryminał. O wydanej po raz pierwszy w 1948 roku „Zbrodni w Dzielnicy Północnej” w „Słowie Powszechnym” (wydawanym w latach 1947-1997 ogólnopolskim dzienniku katolickim) z dnia 13 lutego 1958 roku tak pisano: „I w tej książce Kisiel pozostał wierny swoim zasadom Wiecznej Przekory. Tym razem autor wziął na warsztat powieść kryminalną, tworząc jakby rodzaj jej parodii, ale parodii a rebours. (...) Makabryczne nieraz akcesoria typowego kryminału wcale nie psują Ksielowi dobrej zabawy. Bo to fakt: autor patrzy na świat przymrużonym okiem nieszkodliwego ironisty, mruga jakby na czytelnika; jak gdyby chciał powiedzieć: nie przejmuj się, chłopie, my to sobie tylko tak... dla zabawy! Ale taki jest ten Kisiel: niby się bawi, niby żart, ironia, kpiny, niby sobie ot tak – zabawa dla samej zabawy – ale pod tą powłoką nietrudno odnaleźć jakąś nutkę melancholii, zadumy nad światem. (...)”.

Dlaczego Kisielewski z premedytacją popełnił kryminał? Ze „Zbrodni w Dzielnicy Północnej” najtrafniej tłumaczą Kisiela słowa Krzysztofa Masłonia: „W powieściach swoich był Stefan Kisielewski historiozofem i moralistą, ale jako majster pióra wiedział, że czytelnicy źle trawią uczone traktaty. I dlatego pisał romanse i kryminały, takie jak w pewnym sensie „Sprzysiężenie” czy „Miałem tylko jedno życie”, a i takie jak „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej”. Jedni się na to nabierali, inni nie.”

Marian Cimoszewicz

Pewności nie mam, że to ojciec obecnego senatora Włodzimierza Cimoszewicza, ale  poszlaka jest dość silna – wszak ojciec Włodzimierza Cimoszewicza miał na imię Marian. W każdym razie Marian Cimoszewicz wydał w 1972 roku, w serii „Labirynt” Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej,  kryminał (?) pt. „Trzy spotkania”. Wartość literacka – żadna. Gatunek – popularny w latach PRL-u: wspomnienia o sukcesach jedynie słusznej i zwycięskiej Armii Czerwonej, mówiąc w skrócie. Miejsce akcji – Białostocczyzna. 

Stanisław Lem

Również nie oparł się urokowi kryminału. W 1959 roku nakładem Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej ukazuje się powieść „Śledztwo”. Jerzy Jarzębski, krytyk literacki, o „Śledztwie” Stanisława Lema pisał następująco: „Ucharakteryzowane na klasyczny, "angielski" kryminał, Śledztwo jest w istocie swoistym negatywem detektywistycznego romansu w stylu Conan Doyle'a. Jest tam wprawdzie i Londyn, i Scotland Yard, i sympatyczny porucznik prowadzący śledztwo, sama jednak zagadka, nad którą ślęczy bohater, skutecznie broni się przed rozwikłaniem, choć w powieści pomieszczono w stosownych ilościach wizje lokalne, badanie śladów i poszlak, podglądanie podejrzanych, logiczne analizy materiału faktów itd. Lem napisał swą książkę na przełomie lat 1957-58, a zatem w dość wczesnym okresie twórczości, kiedy formułował sam dla siebie nowoczesną teorię poznania. Wzorzec "kryminału" uznał za doskonały model poznawczej procedury w dawnym stylu - i postanowił wywrócić go na nice.”

Sam zaś Lem przygodę z kryminałem tak wspominał: „Śledztwo nie kontentuje mnie w pełni, chociaż jest całkiem przyzwoicie napisane i stwarza spore napięcie. Po prostu zakończenie jest złamaniem wzorca gatunkowego i wdrapaniem się na wysokiego konia, gdyż dorobiona jest tam relatywizująca filozofijka, pokazująca, że mogło być tak, ale mogło też być inaczej. Katar jest lepszy, bo wiarygodny. Sam jestem mu gotów dać wiarę. Nawet w kategoriach naturalizmu i wiarygodności naiwnej jest to lepiej zrobione. A moje przywiązanie do tego pomysłu bierze się po prostu stąd, że zawsze miałem maniakalny stosunek do tego, co potrafi zdziałać przypadek, koincydencja, ślepy traf czy Los.”

Andrzej Szczypiorski

Wybitny polski pisarz, autor m.in. „Początku” i „Mszy za miasto Arras”, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, ma również swój udział w peerelowskim torcie kryminalnym. Wydawał kryminały (m.in. „Dymisja nadinspektora Willburna”, „Zagadka w Punham”) pod pseudonimem Maurice S. Andrews w Bibliotece Srebrnego Klucza Wydawnictwa Iskry. Szczypiorski pisał kryminały osadzone w angielskich realiach. Do dziś niektórzy sądzą, że inspektora Willburna, naczelnika wydziału morderstw Scotland Yardu (bohatera wszystkich powieści kryminalnych Szczypiorskiego), powołał do życia jakiś angielski pisarz! Kryminały Maurice’a S. Andrews’a to lektura lekka, łatwa i przyjemna i – co najważniejsze – trzymająca w napięciu. Dobry pisarz nie napisze złego kryminału, nawet jeśli ich tworzenie traktuje z przymrużeniem oka. To stwierdzenie odnosi się w stu procentach do kryminałów napisanych przez Andrzeja Szczypiorskiego. Szczypiorski pisał także scenariusze na potrzeby peerelowskiego, legendarnego już, telewizyjnego Teatru Sensacji „Kobra”. Sławomir Kmiecik w opublikowanym na łamach „Głosu Wielkopolskiego” tekście „Ukąszeni przez Kobrę” tak o tym pisze: „Teatr Sensacji "Kobra" zaczął się od klasyki gatunku - "Dziesięciu Murzynków" Agathy Christie. Potem był Arsen Lupin według Maurice'a Leblanca, przygody Sherlocka Holmesa, a nawet kryminały takich mistrzów czarnej intrygi, jak Conan Doyle, Raymond Chandler czy Dashiell Hammett. (...) Adaptacje zachodniej literatury sensacyjnej przyciągały widzów, ale stały się pułapką dla Telewizji Polskiej, która nie miała dość dolarów na kupowanie kolejnych, anglosaskich licencji.

W latach 70. w sukurs przyszli jej polscy autorzy, którzy pisali scenariusze udając zagranicznych twórców. Maciej Słomczyński używał pseudonimu Joe Alex, Tadeusz Kwiatkowski podpisywał się jako Noel Randon, Feliks Falk wybrał nazwisko Robert F. Lane, a Andrzej Szczypiorski - Maurice S. Andrews.  

     

Maciej Słomczyński

Urodzony w Warszawie syn Angielki i Amerykanina Meriana Coopera, reżysera i producenta filmowego, twórcy słynnego King Konga - dzięki przybranemu ojcu, Aleksandrowi Słomczyńskiemu otrzymał polskie nazwisko. Wybitny tłumacz na język polski, m.in. dramatów Szekspira i „Ulissesa” Jamesa Joyce’a. Pod pseudonimem Joe Alex opublikował osiem znakomitych kryminałów m.in. „Śmierć mówi w moim imieniu”, „Gdzie przykazań brak dziesięciu”, „Cicha jak ostatnie tchnienie” - utrzymanych w realiach zachodnich. Dla równowagi, pod pseudonimem Kazimierz Kwaśniewski, pisał też, utrzymane w polskich realiach ówczesnej epoki powieści milicyjne (m.in. „Śmierć i Kowalski”, „Zbrodniarz i panna”, „Ciemna jaskinia”, „Gdzie jest trzeci król?”). Na podstawie książki „Śmierć i Kowalski” reżyser Jan Batory nakręcił w 1963 roku film "Ostatni kurs". Grały w nim ówczesne gwiazdy polskiego kina: Barbara Rylska, Stanisław Mikulski, Wieńczysław Gliński, Emil Karewicz i Ryszard Pietruski. Również w 1963 roku nakręcono na podstawie „Zbrodniarza i panny” film kryminalny o tym samym tytule (w reżyserii Janusza Nasfetera), a w 1967 roku ekranizacji doczekała się powieść „Gdzie jest trzeci król?” z Andrzejem Łapickim w roli głównej (film pod tym samym tytułem co powieść wyreżyserował Ryszard Ber). Kryminały Joe Alexa zostały przetłumaczone na 13 języków: białoruski, bułgarski, czeski, litewski, łotewski, niemiecki, rosyjski, rumuński, serbsko-chorwacki, słowacki, słoweński, ukraiński i węgierski. Większość wydań na terenach byłego Związku Radzieckiego (miliony egzemplarzy) ukazała się bez jego zgody lub bez zgody jego spadkobierców. Zarówno kryminały Joe Alexa, jak i Kazimierza Kwaśniewskiego to klasyka gatunku. Po prostu wstyd nie znać.

  

Jerzyna i Kazimierz Słomczyńscy

Kazimierz Słomczyński, bratanek Macieja Słomczyńskiego, z zawodu matematyk, mieszkający na stałe w U.S.A., wraz z żoną Jerzyną Słomczyńską stworzyli tandem kryminalny, ukrywający się pod pseudonimem Jocelyn i Kester Brent. W latach 70. w czytelnikowskiej serii „Z jamnikiem” wydali dwa, utrzymane w realiach zachodnich, znakomite kryminały„Na oczach wszystkich” i „Przeciw sobie samym”. Jak wieść niesie, napisali ich więcej, ale ja trafiłem, póki co, tylko na te dwa.

Aleksander Minkowski

Prozaik, reportażysta, scenarzysta filmowy. Jego obfity dorobek pisarski obejmuje powieści, opowiadania, dramaty, scenariusze słuchowisk radiowych, filmów i seriali telewizyjnych (Dyrektorzy), a także bardzo popularne książki dla młodzieży (Gruby, Szaleństwo Majki Skowron, Księżniczka i mag, Ząb Napoleona). W 1970 roku, pod pseudonimem Marcin Dor, opublikował w Wydawnictwie Iskry kryminał pt. „Major opóźnia akcję”. Ten krótki, lecz treściwy kryminał, którego akcja rozgrywa się w środowisku stołecznego półświatka końca lat 60. śmiało polecam wszystkim miłośnikom polskiego kryminału.

Bruno Miecugow

Dziennikarz, jeden z trzech autorów krakowskiego kabaretu Jama Michalika, prywatnie – ojciec znanego dziennikarza Grzegorza Miecugowa. W 1962 roku w Bibliotece Srebrnego Klucza Wydawnictwa Iskry ukazał się jedyny kryminał Bruno Miecugowa – „Morderstwo w Arce Noego”. - Raz w życiu napisałem powieść kryminalną - "Morderstwo w arce Noego", ale to dlatego, że mnie Maciej Słomczyński zmusił. A potem już mnie nikt nie zmuszał – wspominał po latach Bruno Miecugow. Wypada tylko dodać, że to bardzo dobry kryminał.  

Olgierd Budrewicz

Znany dziennikarz, pisarz, podróżnik i varsavianista. W 1957 roku nakładem Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej ukazał się bodaj jedyny kryminał Budrewicza pt. „Zatarte ślady”. Na stronie Klubu Pasjonatów Polskiej Powieści Milicyjnej MOrd Grzegorz Cielecki tak pisze o kryminale Budrewicza: „Już okładka nadaje „Zatartym śladom” Olgierda Budrewicza charakterystyczny praski sznyt. Naszkicowany kilkoma prostymi kreskami stół, butelka wódki, kieliszek i kawałek szmaty może się nawet kojarzyć z malarstwem socrealistycznym, które właśnie odchodziło w cień. Pamiętajmy, że był rok 1957. (...) Budrewicz to znany reportażysta i forma reportażu przeniknęła także do jego bodaj jedynego kryminału. (...) Dziś duża rzadkość na rynku.  

Zofia Zielniak zostaje znaleziona martwa we własnym łóżku. Mieszkała przy ul. Wileńskiej . Wyrafinowane morderstwo popełniono przy użyciu kabla. Tak się złożyło, że nieopodal ofiary, z zawodu ekspedientki  mieszkał redaktor Magórski, który postanowił, niezależnie od działań milicji, poprowadzić  samodzielne, by tak rzecz dziennikarskie śledztwo. (...) W finale dwie nitki śledztwa zbiegają się i okazuje się, że zarówno dziennikarz jak i milicjanci dopadają sprawców ponurego morderstwa na ekspedientce każdy na swój sposób.”

 
Zajrzyjcie jeszcze tutaj :

 Źródło:
 http://www.charaktery.eu/blog/5042/Alkomat/309/Alfabet-polskich-kryminalistow/kat-90-1/

Podobne artykuły


27
komentarze: 28 | wyświetlenia: 1530
57
komentarze: 15 | wyświetlenia: 55722
31
komentarze: 14 | wyświetlenia: 16803
27
komentarze: 27 | wyświetlenia: 5841
24
komentarze: 15 | wyświetlenia: 2939
23
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2647
20
komentarze: 12 | wyświetlenia: 5113
19
komentarze: 13 | wyświetlenia: 10976
17
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1762
14
komentarze: 31 | wyświetlenia: 1923
13
komentarze: 7 | wyświetlenia: 3103
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1341
 
Autor
Dodał do zasobów: Gamka
Artykuł
Dodatkowe informacje



  hussair  (www),  17/07/2011

Adam Bahdaj i Aleksander Minkowski to książęta, podczas gdy Edmund Niziurski to król.
Dalej: kolekcję "Ewa wzywa 07" posiadam, przy czym zawsze za szczególnie cenne, "krukowate", uważałem numery z "warszawą" na okładce. ;-) Kryminały z czasów PRL zacząłem czytać jako berbeć u babci w Rybniku (miała ich z 1000), czytam i zbieram nadal. Edigey, Zeydler-Zborowski, tak jest... "Bardzo dobry fac ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  17/07/2011

Cieszę się bardzo ;-)) ten artykuł jest dla takich fanów jak Ty Hussair i z przyjemnością go tutaj uczyniłam ;-)))

  hussair  (www),  17/07/2011

Kochom Cie!!!!

  Gamka  (www),  17/07/2011

Jo Cie tyz ;)

  hussair  (www),  17/07/2011

To chodź na śniadanko. Do bułeczek włączam... "Pana Samochodzika i Tajemniczy Dwór". To znamienne, jak to z najbardziej klimatycznej, nastrojowej części z wszystkich, które Nienacki stworzył, można było stworzyć taki... wesoły bazarek. :) Jak to można z jednego bieguna na drugi przeładować...

  Gamka  (www),  17/07/2011

;-) fajnie było ;-)))..... pycha to Twoje śniadanko :P
Też lubię Nienackiego ...a dasz się kiedyś zaprosić na Tolka Banana;) ? nie Nienacki ale Bahdaj, ale klimat też nam znany ;D
A dziś u nas wieczorem Seksmisja !!... mam lody i snickersa ....zapraszam Was na wspólne oglądanie....;]

  drseth,  17/07/2011

Tak, Edigey, Helena Sekula...Dla mnie rowniez kultowa jest seria "Ewa wzywa 07", szczególnie zapadla mi w pamiec czesc pod tytulem "Opowiesc o duchach i Gorejacym Sercu" :)

  Gamka  (www),  18/07/2011

07 zgłoś się ! z niezastąpionym porucznikiem Borewiczem ostatnio nadawano w TV.... łezka się kręci ;)

  hussair  (www),  18/07/2011

"07" oglądam regularnie, KULT. Mam na DVD. ;) Gamko, ile my jeszcze mamy wspólnych upodobań oprócz tych 458???

  Strzyga  (www),  17/07/2011

W pierwszej chwili, po przeczytaniu tytułu spodziewałam się tego, co obie tak lubimy :))) Bardzo fajny zbiór!!!

  Gamka  (www),  17/07/2011

Mam nadzieje, ze o tym co lubimy uda mi się kiedyś napisać ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska