Login lub e-mail Hasło   

Bieguny przemocy i zbrodni

Pod wpływem zmian ustrojowych wahadło społecznych nastrojów opuściło lewą stronę i powędrowało pod skrajnie prawicowy znak.
Wyświetlenia: 689 Zamieszczono 28/07/2011

 

Koniec II wojny światowej rzucił nasz kraj w objęcia systemu, którego korzenie tkwiły w ideologii lewicowej przemocy, niecofającej się nawet przed zbrodnią. Z upływem czasu lewicowy terror systematycznie słabł, lecz mimo cyklicznych buntów trzeba było dziesiątek lat, żeby ostatecznie opadł z ludzi, podtrzymujący komunistyczny ustrój strach. Wtedy pozbawiony spoiwa system rozsypał się niemal w jednej chwili jak dziecinny domek z kart.

Pod wpływem fundamentalnych zmian ustrojowych wahadło społecznych nastrojów opuściło lewą stronę i powędrowało pod skrajnie prawicowy znak. Chwała tym, dzięki którym przemiany społeczne i ustrojowe miały pokojowy przebieg i łagodny charakter. Niestety na solidarnościowej przemianie zaczęła wyrastać prawicowa ekstrema.

 

Zamiast osądzić funkcjonariuszy reżymu winnych totalitarnej przemocy, potraktowano lewicowość, jako przestępczą ideę i gnębiono wszystkich, którzy ośmielili się mieć lewicowe poglądy. Z postsolidarnościowych elit wyłoniła się radykalna frakcja, która bezlitośnie zaatakowała nie tylko postkomunistów, ale też dawnych kolegów, którzy przejęli w Polsce władzę.

 

Symptomatycznym przykładem prawicowego odchylenia było złożenie hołdu w Londynie przez wywodzących się z Solidarności, prominentnych polityków, chilijskiemu, prawicowemu dyktatorowi Augusto Pinochetowi, który rozprawił się krwawo z legalnym rządem i jego zwolennikami. Innym przykładem była nominacja na ministerialne stanowisko dla zadymiarza, który w Paryżu rozbijał jaja na wizytujących Francję osobach polskiego prezydenta i jego małżonki.

 

Sygnały przyzwalające na wybryki prawicowych ekstremistów płynęły z najwyższej, politycznej półki. Wysokie odznaczenia i pomniki dla kontrowersyjnych, prawicowych bojowników, prowadzących po wojnie zbrojną walkę z uznanym przez najważniejsze kraje świata państwem polskim, przyjmowane były ze zdumieniem przez żyjących jeszcze ludzi, od nich pokrzywdzonych.

 

W ferworze i zgiełku bezlitosnej walki politycznej jej głowni uczestnicy cynicznie wykorzystują każdą, nadarzająca się okazję, żeby mocno przyłożyć przeciwnikowi, nie zważając na negatywne skutki społeczne własnych poczynań. W ramach bijatyki postsolidarnościowych elit oglądaliśmy ostatnio żenujące spektakle z udziałem polityków, którzy nad merytoryczny spór przedkładają zwykłą, słowną rozróbę.

 

Szczególnie obłudnie zabrzmiały w ustach niektórych, czołowych polityków argumenty, podniesione w obronie stadionowych bandytów, którzy rzekomo są dyskryminowani przez władze za publiczne prezentowanie swego przywiązania do patriotyzmu i tradycji narodowych.

 

Czym innym, jeśli nie wezwaniem do szerzenia nietolerancji i nienawiści są cykliczne marsze nieprzejednanych fanatyków na Krakowskie Przedmieście, ze złowrogo płonącymi pochodniami? Czy okrzyki o narodowej zdradzie i zaprzaństwie dawnych kolegów z antykomunistycznej opozycji to naprawdę godny sposób uczczenia pamięci tragicznie zmarłego prezydenta?

 

Opamiętanie na elity krążące w orbicie władzy, nie przyszło nawet po morderstwie dokonanym przez fanatyka na pracowniku łódzkiego biura prawicowego europosła, mimo oddania mu pośmiertnego hołdu przez najwyższych dostojników w państwie i nawoływań trzeźwo myślących ludzi do politycznego pojednania.

 

Zamiast tego oglądaliśmy w Brukseli prawdziwą bitwę na głosy a w założeniu o głosy w jesiennych wyborach. Na forum Parlamentu Europejskiego, podczas posiedzenia inaugurującego polską prezydencję w Unii były prokurator generalny bronił jak lew prawa do wolności słowa pewnego nawiedzonego internauty, który z politycznej antypatii zaprogramował i upublicznił grę, polegającą na szybkim zastrzeleniu polskiego prezydenta.

 

Masakra w Norwegi to kolejny, ostry sygnał do wzmożenia czujności wobec potencjalnych dewiantów szukających moralnego potwierdzenia do traktowania swoich morderczych instynktów, jako narzędzi do rzekomej naprawy świata w imię jakiejś chorej idei. Polityków, którzy ich utwierdzają w słuszności, powinny demokratyczne społeczeństwa nie tylko jak najszybciej odsuwać od władzy, ale w ogóle eliminować z życia publicznego. 

Quieta non movere.

Podobne artykuły


83
komentarze: 25 | wyświetlenia: 72186
72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 107809
72
komentarze: 36 | wyświetlenia: 91481
40
komentarze: 24 | wyświetlenia: 5296
37
komentarze: 11 | wyświetlenia: 44575
30
komentarze: 19 | wyświetlenia: 4771
27
komentarze: 31 | wyświetlenia: 38956
27
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3250
22
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6688
21
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1270
26
komentarze: 32 | wyświetlenia: 18216
20
komentarze: 11 | wyświetlenia: 11270
22
komentarze: 10 | wyświetlenia: 49430
19
komentarze: 2 | wyświetlenia: 2577
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska