Login lub e-mail Hasło   

Kotwór spod łóżka.

Kot, a właściwie czarne europejsko-perskie kocię, łaskawie raczy przebywać w moim domu od miesiąca kwietnia. Jego poprzednik stracił życie w dość nieciekawy sposób &ndash...
Wyświetlenia: 2.339 Zamieszczono 03/08/2011

Kot, a właściwie czarne europejsko-perskie kocię, łaskawie raczy przebywać w moim domu od miesiąca kwietnia. Jego poprzednik stracił życie w dość nieciekawy sposób – męczył się ponad tydzień przez niekompetencję weterynarza, zarekomendowanego wcześniej przez koleżankę jako „lepszego od najlepszych”. Bo też naprawdę był lepszy od najlepszych konowałów. Cóż, kot został pochowany za miastem, a dzień później na jego miejscu pojawił się nowy lokator.

Ledwo opuścił transporterek, w którym spędził pół godziny jazdy autem, natychmiast znalazł się za kuchenną szafką. Okej, kotek lubi wdychać kurz spod mebli, niech mu będzie. Czekamy cierpliwie, aż wyjdzie. Po godzinie zaczęła się serenada, która w końcu stała się na tyle głośna, że postanowiliśmy odsunąć tą nieszczęsną szafkę i wyciągnąć czarną, wielkooką kulkę o rozdziawionym pyszczku. Od tamtej pory było już tylko gorzej.

Kot błyskawicznie przyzwyczaił się do nowego miejsca i sytuacja z kuchenną szafką więcej się nie powtórzyła. Zwierzak zainteresował się bowiem czym innym. Bardzo szybko zostaliśmy zmuszeni zlikwidować dłuższe firanki i obrusy. Wkrótce w tajemniczy sposób zaczęły znikać różne rzeczy. Najpierw mój ukochany storczyk (później znalazłam go za telewizorem), kilka skarpetek (za telewizorem), szara koszulka (telewizor…), kilka klamerek (cóż… tym razem również telewizor) i pluszowy wąż (już nie telewizor, tylko transporterek). Mimo to zwierzak szybko zdobył serce mojej mamy, która wciąż twierdzi, że nie znosi kotów, ale temu jednemu wciska wszelkie możliwe smakołyki i uwielbia, gdy kocisko wieczorami leży, mrucząc, u jej boku. Ciekawa zmiana poglądów ;) Natomiast mojej przyszywanej siostry kot najwyraźniej nie polubił. Pewnego dnia, gdy niosła do jadalni talerz z rosołem, wredne kocisko wbiegło jej pędem pod nogi. Efekt? Tłuste plamy na podłodze, ścianie i parapecie, mokra bluza i spodnie siostrzyczki. Trzeba jednak przyznać, że sam kot także trochę ucierpiał, gdyż wybił sobie podczas tego ataku tylną łapkę, którą na szczęście daliśmy później radę nastawić samodzielnie. Nawiasem mówiąc, zwierz wiedział, kogo zaatakować. „Siostra” okazała się być podłą jędzą i w niedługim czasie wyprowadziła się z rodzinnego domu, ponieważ wszyscy mieli jej już serdecznie dość. Zresztą, to dłuższa historia.

Największą „radochę” sprawiają nam jednak nocne harce kota. Którejś nocy poczułam, że coś wchodzi mi cichutko pod kołdrę od strony nóg. Było kudłate, ciepłe i bardzo miękkie. Gdy doszło do wysokości mojego biodra, prychnęło głośno. Zaspana nie wiedziałam co się dzieje i krzyknęłam przerażona. Kocisko, spłoszone moim krzykiem, zaczęło szukać wyjścia spod kołdry, rozdrapując mi udo, biodro i brzuch. Od tamtej pory nazywam je kotworem spod łóżka. Doszłam do wniosku, że stanowczo wolę, gdy zwierz ugniata mnie łapami przez kołdrę, niż gdy wydaje dziwne dźwięki będąc pod nią, dlatego zaczęłam szczelnie owijać się w nocy. Nawet w trzydziestostopniowe upały, których na szczęście w tym roku lato nam oszczędza.

Może i mój kotwór jest upierdliwy, może zostawia wszędzie kilogramy sierści, może i nie mogę mieć w oknach pięknych, długich zasłon, ale nie zamieniłabym go na innego zwierzaka. A gdy leży przy mnie z błogą miną pana i władcy, wiem, że żaden pies by mi go nie zastąpił.

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1274
12
komentarze: 68 | wyświetlenia: 1002
12
komentarze: 93 | wyświetlenia: 783
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1411
12
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2038
12
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1596
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1517
11
komentarze: 72 | wyświetlenia: 783
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1011
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 501
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 663
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 446
11
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2106
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Witam w klubie :) Też mam czarnowysrebrzanego półpersa szumnej Rasy Europejskiej... sierściokłaka zwanego Shadow Bear Asfalt - bestia, bez której nie mogę sobie wyobrazić już mieszkania wolnego od kota:) Dziwnym trafem do MOJEGO kota przykolegował się mój syn i potem ojciec, uwspółwlaścicielniając się. I harce twojej czarnej kulki dokładnie mi przypominają pierwszy miesiąc z moim kotem... trzy kwi ...  wyświetl więcej

  Noemi*,  03/08/2011

Nie jesteś tu jedyną zauroczoną futrzanym przyjacielem, jest nas tu zdecydowanie więcej. Nawet, gdyby, odrzucić cały ezoteryzm kotów, tę mistyczną otoczkę cudownych stworzeń, wciąż pozostaje powód, by je szanować, adorować, podziwiać. Niejednego urzekają gimnastyczną doskonałością, wdziękiem, tajemniczością, a przy tym zachowują daleko posuniętą autonomię, to one decydują, kiedy i jak długo odwzaj ...  wyświetl więcej

  Amicus,  03/08/2011

Kolejny kotofil :) zgłasza akces do Klubu :)

Nikt nie odpowiedział, to ja cię przyjmuję :) Klub Kotolubów wita:):):)

A ja zaraz zostanę byłą miłośniczką kotów wrr.. :/

  Noemi*,  03/08/2011

Czyżby kot, przemeblował twoje mieszkanie?...

Niee... zapomniał sobie, że to z "zielonym" to nie kuweta, a doniczka:/

No, miła pani, albo spray z odstraszaczem zapachowym albo spryskiwacz z wodą, by oduczyć go takich manier, albo kwietnik by doniczki na podłodze nie stały :) Polecam kwietnik lub stołki, na których postawisz donice, bo mój kotek na ten przykład uwielbia wodę, więc spryskiwacz nie podziałał, a na odstraszający zapach nie reagował :):):)

Spray z wodą stoi i owszem. Bardziej jednak młodą odstrasza od kota niż kota od kwiatków. A mendzioł mały wybrał sobie właśnie te najwyższe drzewa. Nie bardzo da się je podnieść... Narazie zastosowane zostały "psie" metody:P

  Łobuz,  03/08/2011

Każdy kotek lubi sobie grzebnąć - taka ma naturę:) moja kotka jeśli nie ma akurat kuwety woła o pozwolenie do wyjścia poza dom, a jeśli jej nikt nie słucha - ostrzega już z łazienki (trzeba wtedy szybko reagować!) ale z wiekiem stała się bardzo stonowana i nie pozwoliłaby sobie na jakieś młodzieńcze harce:P to prawdziwa dama:PP;) mogę też być w klubieeee...?

Mój mały oszołom ma dopiero 3 m-ce, więc młodzieńcze harce dopiero przede mną:/ Co do klubu... nie wiem jakie tam zasady panują czy demokracja czy cuś.... Ale jakby co, to Sinatra żyje (jeszcze), znaczy kot i ma się dobrze, więc ja też do klubu chcę:)

  Łobuz,  03/08/2011

Zobaczysz The Meaning, że potem będziesz wspominała te młodzieńcze harce ze szczerym śmiechem:)

Oj, nie wątpię:) Biorąc pod uwagę, że rozpuszczam go jak (tu następuje cenzura:P) to na pewno w przyszłości będzie bardzo leniwym kotem i zatęskni mi się do jego eksperymentów:P

Moniko,
przeczytałam z zapartym tchem i ze śmiechem. Dziekuję za moc miłych wrażen. Ja też mam w domu taką futrzastą dyktatorkę. Wkrótce napiszę o jej wyczynach. Mam nadzieje, że przeczytasz.
Serdecznie pozdrawiam

w tej chwili mam cztery kiciusie i szczerze mówiąc boje się zostawiać je same w domu. zwłaszcza od kiedy ulubioną zabawą jednego z nich stało się wdrapywanie na baardzo wysoką szafę i przeskakiwanie z niej na karnisz :)

Miau...też chodzę swoimi ścieżkami,lecz nie dorównuję mruczkom,spadają na cztery łapy i dalej miauczą..

Moniko,
Wspaniała opowieść, ale za krótka. Sądzę, że inwencja Kotwora zasługuje na dalszy ciag. Bardzo proszę.
Pozdrawiam
Alicja



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska