Login lub e-mail Hasło   

Małżeństwo

WSZYSTKIM KTÓRZY SZUKAJĄ SZCZĘŚCIA W MAŁŻEŃSTWIE
Wyświetlenia: 1.032 Zamieszczono 11/08/2011

 


 

 

WSZYSTKI M    KTÓRZY    SZUKAJĄ    SZCZĘŚCIA  W  MAŁŻEŃSTWIE

Szczęśliwi mężczyzna i kobieta, którzy to pojmują i w miłosnym zjednoczeniu potrafią rozpoznać siebie, podobnie jak Praźródło wszelkiego Bytu rozpoznaje samo siebie jako „męża” i „niewiastę” w wieczystym zjednoczeniu miłosnym.

Błogosławiony dom, który się staje tu na ziemi najwznioślejszą świątynią Boga, gdyż dopełnia się w nim prawdziwe małżeństwo, zawarte w obliczu wieczności przez ludzi świadomych wysokiej godności swego człowieczeństwa. 

  Co się tu dokonuje, jest Pełnym tajemnic cudem, znanym tylko niewielu ludziom na tym świecie, a ukrytym nawet przed tymi, którzy go uprawiają.

Jak bardzo niedorzecznie brzmi to dla mych uszu jak jest nieskończenie dalekie od wszelkiej mądrości jeśli ktoś mówi mi o „doskonałości”, gdy mężczyzna i kobieta unikają się wzajemnie na swych drogach życiowych rzekomo gwoli wyższemu swych dusz rozwojowi.

Twór połowiczny wyobraża sobie, że w ten sposób osiągnie doskonałość a nie przeczuwa, że mógłby ją osiągnąć tylko w stopieniu z drugą połową, niegdyś zjednoczoną z nim w duchu i jedynie tu w życiu ziemskim cieleśnie odeń oderwaną.

Raczej pożałowania godny jest mężczyzna, pożałowania godna kobieta na tej ziemi, jeśli im się nie uda każdej poszczególnej połowie odnaleźć w ciągu tutejszego życia odpowiadającej jej drugiej połowy, z którą dopiero zjednoczona utworzyłaby całość, dopełniona tym, czego własna wibracja pojedynczego jej bieguna dać jej nie może.

Godni są oni pożałowania, jak tyle innych istnień na tej ziemi, które podobnie natrafiają na przeszkody w dążeniu do istotnego osiągnięcia takiego rozwoju, jakiego posiadają ukrytą możliwość...

  Widzący miewają często w takich wypadkach wrażenie, jak gdyby sama natura chciała się ulitować nad tymi nieszczęśnikami, skazanymi na nierozkwitnięte, tylko połowiczne człowieczeństwo, pobudzając ich twórczą fantazję do stwarzania sobie poza światem jakichś bożyszcz płci odmiennej, aby im choć jako tako wyrównały odczuwany tu na ziemi brak cielesnego bieguna przeciwnego.

Kto zna dzieje ekstazy i Mistyki, jakże łatwo znajdzie na to wiele, bardzo wiele przykładów... Jednakże to, co ci nieszczęśni przeżywają, jest później błędnie tłumaczone i uważane za najwznioślejsze doznania duchowe, aczkolwiek wszystko, czego można w ten sposób doświadczyć, zawsze da się objaśnić samą tylko cielesną reakcją i podnieceniem.

Nigdy człowiek tej ziemi czy to mężczyzna, czy kobieta CIELEŚNIE zdatny do małżeństwa, a nie zmuszony wyrzec się go wskutek nieubłaganych wyroków losu lub przeszkód nie do przezwyciężenia, nie będzie zdolny już tu na ziemi przeżywać ostatecznego rozjaśnienia swej duchowości, póki dobrowolnie unikać będzie realnego, przez samą naturę dyktowanego wyrównania płci. Nie ma tu miejsca na „targi”, matactwa ni mędrkowanie .

Nie zdoła dopiąć swego celu nikt z tych, co wyobrażają sobie, że „DOSKONALĄ” się na ziemi, a małżeństwo traktują jako zawadę na drodze do tej „doskonałości” lub zgoła jako coś, czego należy unikać, nie zdołają oni dopiąć swego celu bądź dlatego, że to tylko zamaskowane samolubstwo ich zaślepia, bądź też że urojenia „religijne” skłaniają ich do tego błędnego mniemania, jakoby tutaj, gdzie Boskość tak nisko ku nim zstępuje, winni się wystrzegać sideł „szatana”, aby dostąpić „świętości”. Świętość taka to jedynie złuda, to chimera niezrównoważonych mózgów ascetów, ale niestety w tym świecie ułudy zaznawała, a nawet wciąż jeszcze zaznaje złowróżbnej zaprawdę czci.

Rozpustnik znajduje w najświętszym misterium człowieka tylko pobudkę do stwarzania sobie podniety nerwowej i szukania rozkoszy w zaspakajaniu tej podniety. Jest on człowiekiem zbłąkanym, który nie odczuwa godności swego człowieczeństwa i błotem obrzuca świętość największą.

Ale nie mniej błądzą ci wszyscy, co drogą do doskonałości chcą iść i przyjść pierwsi, a nie rozumieją, iż potrzeba im bieguna przeciwnego, by stać się całością.

Błądzą też owi nierozumni pyszałkowie, którzy sądzą, jakoby ich stan bezżenny stanowił już rękojmię, że znajdują się na właściwej drodze i wznieśli się ponad innych, ponieważ rzekomo dla „Królestwa Niebieskiego” wyrzekają się zjednoczenia z płcią odmienną przez związek małżeński. Kto nie wstąpił w związek małżeński, może też samotnie przemierzyć swą drogą do doskonałości i na swój sposób dojść kiedyś do najwyższego celu, ale tu na ziemi nie zdoła nigdy osiągnąć tego rodzaju spełnianie swych przeznaczeń, które tylko w małżeństwie osiągnąć by zdołał.

Jako twór połowiczny, może zawsze dążyć do zdobycia doskonałości tylko częściowej i nigdy nie dojdzie w życiu doczesnym do takiej jasności, jaką się osiąga tylko tam, gdzie człowiek stworzył w prawdziwym małżeństwie nową nierozdzielną całość ze zjednoczenia pierwiastka męskiego i kobiecego.

Jednakże człowiek bezżenny jedynie wówczas zdoła na swój sposób osiągnąć częściowo doskonałość, gdy istotnie rozumie racje, a nie takie, które obłąkany umysł ludzki dopiero sobie wynajduje, zaświadczą wobec Boga, iż człowiek ten nie z własnej woli wyrzekł się małżeństwa.

Wszelako znacznie rzadziej, niż to się błędnym urojeniom wydaje, można powołać się na tego rodzaju racje przed sądem Boga. Niechże się nimi nie zasłania nikt, kto nie radził się sam z sobą w najgłębszym skupieniu ducha, i nie uzyskał zupełnej pewności, że w ciszy spokojnego zatopienia się w sobie usłyszał głos BOGA.

Lecz z drugiej strony niech też nikt nie dąży do zjednoczenia z biegunem płci odmiennej tylko z cielesnej żądzy i zanim nie pojmie, że takie zjednoczenie jedynie wtedy będzie dlań zbawienne, jeśli świadomie jest gotów sam ponosić za nie wieczystą odpowiedzialność bez względu na to, czy i druga strona w jego małżeństwie zechce odpowiedzialność taką za siebie ponosić, czy też może nie podejrzewa nawet istnienia takiego obowiązku.

Stare to i niedorzeczne urojenie, jakoby „żenić się było dobrze lecz nie żenić lepiej”, a ten, kto nieodporny na podobne głupstwa wygłosił je po raz pierwszy, posiadał zaprawdę głęboki wgląd w pewne tajniki duchowe, tak iż odtąd ciąży to na sumieniach wszystkich następnych pokoleń brzemię duchowe o straszliwej wadze. Czas już,aby błąd owego mędrca stracił tu nareszcie moc swoją. Czas już, aby nareszcie przestano haniebnie znieważać małżeństwo, które ludzie chcą uważać za „Sakrament”, czyli w języku naszym, za środek do osiągnięcia świętości mimo, iż stan bezżenny uważany jest za nieporównanie bardziej swietobliwy.

Znieważanie to znajduje swój wyraz w tym, że stawia się wyżej dojrzałą niewiastę, której obce jest najwyższe i najświętsze zadanie kobiecości,niż małżonkę, która potrafiła osiągnąć godność macierzyństwa jałowego zaś samoluba,trawiącego w sobie swoją siłę męską i pozbawiającego ziemię wartości krwi swojej, usiłuje się wynosić ponad mężczyznę, który się stał tu na ziemi ojcem nowego życia.

Czas już zaprawdę, aby małżeństwo podjęło obronę największej swej świętości, skoro akt płodzenia zwą ludzie: „pokalaniem”, nie wahając się przyjąć od dawnych „pogan” ich legendy, wzorowanej na mitach odwiecznych, a przypisującej „dziewicy” zrodzenie najwznioślejszego, boskiego Człowieka, gdyż nie przeczuwają nawet, że dawne mity podają tutaj w osłonie tajemniczej wieść o narodzeniu Boga w sercu ludzkim o narodzeniu „Syna Bożego” w duszy, którą tylko Duch Boży zdolny jest zapłodzić.

Godna zaprawdę najwyższej czci jest owa niewiasta, co mogła się stać matką Syna, którego świetlana nauka całemu światu zgotowałaby zbawienie, gdyby ludzie zadali sobie trud postępowania wedle niej przynajmniej o tyle, o ile ją jeszcze zaprawdę znają.

Niemniej wszakże należałoby czcić Ojca takiego Syna, albowiem : kto widzi tutaj Syna, widzi też i tego co go spłodził, gdyż dziedzictwo krwi musi przede wszystkim powstać, nim zdoła się stać dziedzictwem.

Zaprzeczenie poczęcia z krwi ojca jest tu tylko wyrazem owej wzgardy, która tez kiedy indziej określa stan bezżenny, jako „świętobliwszy” od stanu małżeńskiego.

Małżeństwo” nie jest oczywiście bezmyślnym, oddanym w niewolę popędów życiem małżonków obok siebie, mającym na celu wzajemne gaszenie w sobie bezdusznego żaru zmysłów. „Małżeństwo” to nie łączenie się płci, przy którym dziecko jest uważane za zło, zagrażające rozkoszy.

Małżeństwo” nie jest tez jednak nieodpowiedzialnym płodzeniem nowego życia, któremu nie można dać warunków błogiego rozkwitania.

Zaiste: nie ma na ziemi stanu życiowego, który by wymagał więcej panowania człowieka nad sobą, więcej współodczuwania z drugim człowiekiem, więcej poczucia odpowiedzialności, niż prawdziwe małżeństwo.

Ten tylko, kto tu spełnia wszystkie wysokie wymagania, może się spodziewać, że znajdzie również szczęście małżeńskie, którego tak wielu przecie szuka, a tak niewielu doświadcza większość bowiem ludzi domagając się go, jako rzeczy osiągalnej, uważa je za swoje „prawo”, zamiast zrozumieć, że jak wszelkie szczęście, musi je człowiek sam zbudować, musi je sobie sam stworzyć. W księdze tej będzie mowa o tym, czym jest prawdziwe małżeństwo i czego ono wymaga.

Wykażę tu, że aczkolwiek trzeba niewzruszonej gotowości, wyszkolonej woli i wyćwiczonej siły, aby uczynić małżeństwo takim, jakim musi być to jednak stworzyć prawdziwe dobre małżeństwo i jego szczęście jest znacznie łatwiej, niżby można było przypuszczać, sadząc z tak wielu małżeństw nieszczęśliwych. Kto jeszcze nie zawarł związku małżeńskiego, temu niech to, co dalej powiem służy ku przygotowaniu.

Ci zaś, co już od dawna żyją w małżeństwie bądź szczęśliwym, bądź niezbyt pogodnym niechaj wybiorą z moich słów, to co im się jeszcze przydać może.

Kto jednak nie widzi dla siebie żadnego wyjścia stojąc przed straszliwie poważnym pytaniem, czy ma oto rozwiązać małżeństwo zawarte niegdyś w radosnej nadziei zaznania szczęścia, gdyż wszelka możliwość szczęścia wydaje mu się dawno stracona, niech po przeczytaniu tej księgi zapyta sam siebie, czy istotnie czuje się uprawniony do rozwiązania małżeństwa i czy gotów jest ponieść za to odpowiedzialność również i w obliczu wieczności.

Rzecz prosta, iż to, co nieodwołalnie zostało zburzone, n i e powinno stać na zawadzie wszelkiemu nowemu szczęściu. Rzecz jasna, że nie powinno się obstawać za wszelka cenę przy związku życiowym, który przynosił zawód za zawodem i teraz już dzień w dzień gotuje tylko nowe zgryzoty i niedole.

Jednakże ile już małżeństw ludzie rozwiązali, choć wobec Boga bynajmniej nie ujawniały takich skaz, które by usprawiedliwiały ich rozwiązanie.

Jakże często ostateczne rozpoczęcie na nowo pożycia małżeńskiego mogłoby założyć podwaliny pod nowe i tym razem trwałe szczęście, gdyby przedwcześnie nie zburzono wszystkich mostów porozumienia między małżonkami, którzy spoglądali już ukradkiem ku owemu szczęściu u boku innego człowieka. Kto ma uszy ku słuchaniu, a czuje, ze jego to dotyczy niechaj słucha.

Lecz kto musi się wyrzec małżeństwa bądź dlatego, że los mu go odmawia,bądźże obowiązek go zmusza do trwania w pozamałżeńskim stanie, bo nie zdołałby nigdy ponieść odpowiedzialności za małżeństwo ten niech odłoży tę księgę, gdyż nie dla niego ją napisałem. Piszę tu dla tych, którym żadna niezwalczona a przez Boga uznana przyczyna nie stoi na przeszkodzie w dążeniu do doskonałości w jedni małżeńskiej. Tylko tych, dotyczy to, co się tu staje słowem.

Zaprawdę znam też dobrze zwodnicze upiory błędnego odczuwania, wstrząsające świętością małżeństwa niby zmurszałym murem, który należy zwalić jeśli się chce znaleźć drogę do wolności. Z całym jednak naciskiem trzeba tu ostrzec przed zgubną omyłka, a żadna w tym względzie przestroga nie może być dość stanowcza.

Od dzikiej społeczności stada, w którym jeszcze mówiąc krótko i bez osłonek każda kobieta musiała się oddawać każdemu mężczyźnie, co potrafił ją zniewolić, niezmiernie daleka droga przywiodła w końcu człowieka ziemskiego do wzniosłej świątyni w świecie Ducha, jednoczącej jednego mężczyznę z jedną kobietą.

Zwierzęcość została poddana Duchowi, aczkolwiek wciąż jeszcze się opiera, nie chcąc mu być poddana. A chociaż po dziś dzień miliony ludzi nie stoją na tym poziomie – choć jeszcze całe ludy widzą w kobiecie jedynie rodzicielkę i narzędzie rozkoszy lub po prostu zwierzę robocze, którym się kupczy jak miłym bydełkiem, tak iż ilość „posiadanych” przez mężczyzn kobiet staje się świadectwem jego zamożności na równi z jego stadami na pastwisku to jednak na wyższym stopniu rozwoju dawno już zrozumiano, że tylko takie małżeństwo, które wiąże jedna kobietę z jednym mężczyzną, odpowiada duchowo boskiemu prawu.

Kimkolwiek jest i jakimikolwiek pobudkami kieruje się człowiek, który się waży zbrodniczo burzyć małżeństwo, wiążące jedną kobietę z jednym mężczyzną, nie zważając na więzy i obowiązki takiego małżeństwa, bierze na swe barki najcięższą winę, popełnia grzech wobec całej ludzkości ziemskiej i stwarza zamęt kosmiczny niezależnie od okropnego zhańbienia Świątyni, która została wzniesiona w czystym, prawdziwym Duchu tam, gdzie się małżeństwo dopełnia.

JEDYNIE ŁASKA Z WYSOKOŚCI może rozgrzeszyć zbrodniarza obarczonego tak bezecna wobec małżeństwa przewiną, i tylko wówczas, gdy sam pragnie oczyścić się z grzechu. Biada tym, co w niepohamowanej żądzy podminowują własne małżeństwo – niezdolni rzucić okiem na człowieka płci odmiennej, aby go nie pożądać.

Nie zwijcie tego „przypadkiem”, lecz dopatrujcie się działania określonej woli w tym, że małżeństwo najskrzętniej chronione od wszelkiego innego zetknięcia płciowego nie ulega owej straszliwej, a wynikającej z kontaktu płciowego zarazie, która przez chwile niepohamowanej żądzy ściąga na całe pokolenia przekleństwo i nieszczęście.

Natura okazuje tu całkiem wyraźnie, czego już sama przez się wymaga od dzisiejszego człowieka ziemskiego! Lecz nie o wiele mniejszą jest również i ta wina, którą się obarcza każdy, kto śmie rozbijać tu formę, która wydaje się „przeżytkiem”, gdyż nie umie jej wypełnić życiem prawdziwym.

Daremne pozostają na tej ziemi wszelkie wysiłki zmierzające do stworzenia jakiejś nowej lepszej formy skojarzenia płci, albowiem to, co ludzkość potrafiła osiągnąć w związku małżeńskim jednego mężczyzny z jedna kobietą, ugruntowane jest w najgłębszym ukształtowaniu Boskości.

Kto chce tu burzyć to, co zbudowało wysokie poznanie, ten nie jest świadom następstw swoich czynów. Zostałoby w ten sposób zniszczone sanktuarium Ducha, które najmędrsi na ziemi wznosili w ciągu tysiącleci.

A gdyby to sanktuarium legło w gruzach, upłynąć by musiały nowe tysiąclecia, zanim by je kiedyś na nowo zbudowano, jeśliby się to okazało w ogóle możliwe.

J.A.S

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1613
15
komentarze: 60 | wyświetlenia: 919
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1192
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 772
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 465
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1038
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 785
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 588
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 737
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 725
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 509
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 997
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1126
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Noemi*,  11/08/2011

Hm... Brzmi jak prawdziwe kazanie.:/

Bo nim jest:) Nowa infolinia docierania do wiernych...

  Sylwia.,  13/09/2011

Bardzo ciekawy artykuł.:)))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska