Login lub e-mail Hasło   

Dzieje pewnego biznesmana

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku do milicji w Zakopanem i w Warszawie wpłynęła informacja o porwaniu młodego amerykańskiego biznesmana polskiego pochodzenia Johna D. Ka...
Wyświetlenia: 2.326 Zamieszczono 15/08/2011

 

 

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku do milicji w Zakopanem i w Warszawie wpłynęła informacja o porwaniu młodego amerykańskiego biznesmana polskiego pochodzenia Johna D. Kalinsky.

Był to okres kiedy tzw. firmy polonijno-zagraniczne wyrastały jak grzyby po deszczu i miały wprowadzić dziesiątą  potęgę świata  przejsciowo z octem na półkach  w jeszcze większy świat biznesu i wszechobecnego dobrobytu.  

 Firma mieściła się w  okazałej willi. Zatrudniała asystentkę, kierowcę i tłumacza. Była w trakcie organizacji i miała być wiodącym producentem kosmetyków w Polsce.  Świadków porwania, a właściwie zniknięcia Johna D. Kalinsky było dwóch - jego kierowca i studentka prawa, z którą John dzielił wspólny pokój w najlepszym zakopiańskim hotelu. 

Studentka zeznała, że po obiedzie wyszedł do toalety i już z niej nie wrócił. Miał tyle planów, pomysłów. Nic, tylko porwanie, zapewne dla okupu. Kierowca mieszkał w znacznie tańszym pensjonacie, nieopodal i właściwie potwierdził, że szef był i szefa ni ma. Jak to się stało, nie wie, na obiedzie nie był, a mercedes stoi pod hotelem. Porwany, napewno porwany dla okupu.

Milicja sprawę potrakowała niezwykle poważnie i zaczęto poszukiwania. Firmy polonijne to przyszłość narodu, a sprawa na miarę stosunków międzynarodowych.  Informacja przedostała się do prasy, gdzie doczekała wielu komentarzy, uwag, ostrzeżeń. 

Okazało się jednak, że firma widniejąca na pieczątkach, wizytówkach z obowiązkowym "corporation" w nazwie nie jest nigdzie zarejestrowana. Prowadzący śledztwo zrezygnowali więc z wątku porwania i przyjęli badanie wątku rejterady z biznesu. Należało ustalić tożsamość biznesmana i wyjaśnić okoliczności i rejterady tej przyczyny. 

Po tygodniu 26 - letni biznesman cały i zdrowy odnalazł się w niewielkim mieszkaniu, gdzie zupełnie legalnie mieszkał z żoną, dwojgiem małoletnich dzieci i teściami. Nazywał się Zenon C. i dotychczas pracował w prywatnej firmie produkującej plastikowe gadżety. Kolarzyki, tancerki, plastikowe muszelki itp. Stały one potem na telewizorach, będąc "ozdobą" w niejednego domu. Nastąpił jednak niespodziewany kryzys zbytu. Gusta się zmieniły, lub podaż plastików wzrosła. Tak, czy inaczej Zenon został poinformowany, że od nowego miesiąca zakład zostanie zamknięty, a on Zenon C. zwolniony. Zenon C. poza podstawówką nie miał nic. Nie zarabiał dużo, ale lepiej niż niewykwalifikowany na państwowym. 

Zenon C. poprosił właściciela o rozmowę.  Ten wyjaśnił mu, że magazyn gadżetów jest pełny. Nie jest w stanie sprzedać produkcji. Nic nie idzie. Koniec. 

- - Nie o to chodzi szefie. Ja chcę całą tę produkcję kupić.

-- Zenek, ja w tej branży zęby zjadłem. Jak sprzedasz cokolwiek - zysk pół na pół.

Zenon C. zniknął i pojawił się po dwóch tygodniach. Oczy podkrążone, schudł. Po kolejnych dwóch tygodniach spory magazyn plastikowych ludzików i "biżuterii" zniknął. Tzn. został sprzedany. Towar rzetelnie rozliczony. Zenon zapłacił wszystko co do grosza, a może i  więcej, bo z rachunków był z niego cieńki Bolek  i płacił tyle, ile szef sobie kazał.

 Właściciel nie mógł wyjść z podziwu. Zenonek uchodził za takiego głupkowatego robola. Był co prawda w Stanach przez dwa, ttrzy lata. Tam pracował u swojego wuja. Trochę popisywał się swoją mierną znajomością "amerykańskiego", ale wuj  zrezygnował z jego usług i wysłał go nazad do Polski. A tego czy był tam naprawdę nikt nie wie. Swojej strategii marketingowej zdradzić jednak nie chciał.

Strategię sprytnego Zenonka opiszemy na końcu. Pożegnali się i to wszystko co na ten temat wiedział jego dotychczasowy pryncypał.

Zenon C. ubrany w ciuchy z Peweksu zacząl bywać w wielkim świecie. Tzn. na dancingach w drogich lokalach. Zawsze podobały mu się ładne dziewczyny, no i podrywał. Skutek był mierny. Imponowały mu ładne i wykształcone. On jednak do elokwentnych zdecydowanie się nie zaliczał. Miał też świadomość, że po kilku minutach rozmowy jego intelekt prześwietlony jest niczym rentgenem. Wpadł na genialny pomysł. Udawał polskiego Amerykanina. Akcent, wtrącił słówko po amerykańsku. Troche nierozumieć, Aj dont nał . Tam gdzie to wygodne. I poszło. Nagle poczuł, że budzi znacznie większe zainteresowanie.  Znaczy się głupi Polak - be,  ale głupi Amerykanin cacy.  Był akceptowany.

W oko wpadła mu długonoga blondynka. Studentka prawa. Potańczyli, pogadali, odprowadził ją nawet do domu, ale nie chciała się z nim umówić.

- wiesz w naszych lokalach cudzoziemców w bród. Co drugi to farbowany Szwed, Niemiec, Włoch. Stary i oklepany chwyt.

Zenon C. nie mógł o niej zapomieć. Ona albo śmierć. Znalazł ogłoszenie o wynajmie wilii . Zapłacił z góry za miesiąc 

Zamieścił ogłoszenie do gazety. Przyjął panią ze znajomością języka angielskiego. Asystentka. Na początek zasada. Żadnego english między nimi. On musi poznać ojczysty jezyk, z nim mówić po polski, poprawiać, jak żle poprawiać i jeszcze raz poprawiać. Logiczne i nie wzbudzające podejrzeń.   

Pojechał na giełdę samochodową. Taksówkarz sprzedawał mercedesa. Cena taka, że trochę potrwa zanim znajdzie kupca.

- ja właściciel amerykańka firma polonijna. Aj łont biznes. Nie mieć teraz cała gotówka, ale dać fajf  percent nau. Reszta w dolar jak bedzie transz. I ile zarabiał teraz. To ja trzy razy wieksza. Zero risk. Car dalej jeździć you, ale ty mój driver. OK. 

Auto z kierowcą. Na drzwiach gabinetu szyba, a na niej " MANAGER". Papiery, kilka pieczątek,  teczki. Szampony, kremy, pomadki, perfumy z Peweksu. Kazał zamówić rozmowę telefoniczną ze Stanami. Wówczas nie dzwoniło się normalnie ( jak większość rzeczy w PRL ).

Rozmowy były zamawiane w dwóch kategoriach : błyskawiczna lub zwykła. Międzymiastowe błyskawiczne realizowano już po około 5 - 8 godzinach, zwykłe jak los chciał. Międzynarodowe błyskawiczne już po 2 - 3 dniach, ale uczciwie trzeba przyznać, że informowano o godzinie połączenia co do minuty. 

Wiedział zatem kiedy będzie rozmowa z wujem. Na ten dzień przygotował plan. Pojechał do ministerstwa z asystentką, papierami, pieczątkami. On z reguły chodził po urzędzie, ona siedziała, czasem pytał ją o jakiś szczegół. Kierowca pojechał po studentkę. 

Z kwiatami, a jakże. Mój szef ma zaszczyt zaprosić panią do naszej siedziby. Miał tu być, ale dostał pilny telefon i musiał do ministerstwa. Sam jest bardzo zajęty. Dziewcze zaczęło kupować swe marzenia o księciu z bajki  w białym mercedesie.

Wsiadła. Traf chciał, że podjechali pod ministerstwo i pan John z asystentką właśnie skończyli załatwianie spraw. No, oczywiście przeprosił dziewczynę. 

- Ja tak full chcieć sam zaprosić, a tu minister dzwonić, że OK, ale ja być personal, bo  podpis, umowa,  to office off course.

Poprosił ją do gabinetu. Kawa, herbata, ciastka, owoce, czekoladki  do wyboru.

- To my prodykszyn , krem, pomadky do buzia, szampun, perfume, weż wszystko, jak chcesz. To nasza ameryka produkt. A teraz in Poland.

- Ja padać z nogów na twarz, tyla łork.

Asystentka informuje, że jest połączenie ze Stanami. 

- O yes. Sorry, my father. Trwa niedługo, ale autentyczna z wujem. Bank, transz, many, dolars, yes, kredit, bank, polish, dolars, bank, fiftin tausen dolars, yes father, ok. Za oceanem wuj pewnie był zdziwiony potokiem słów, ale mniejsza z tym.

- o yes, ja tak fink. Money is przelane. Wasz polish  bank musi aż tydzień, by nasza money na konto polish bank. 

- mam tydzień, all week wolny. Zapraszam do Zakopane. Moje znajome Polak mi polecić.

- taki wycieczka bez zobowiązań. Ja musze mieć ktoś zaufany Polak. Najlepi prawnik, adwokat. 

- jutro jade. Musze relaks.

Blond studentka poczuła drżenie serca i przypływ uczuć. Jakże się myliła w ocenie tego człowieka.  Tak nie zachowuje się zwykły podrywacz. Duża firma, minister osobiście zadzwonił. To robiło wrażenie. 

Sielanka trwała niecały tydzień. Zakopane jest i było dość drogim miejscem nawet dla pracujących u prywaciarzy. Money się skończyło i nie było już czym zapłacić za obiad. Zenon C. musiał zniknąć i zniknął. Nie sądził, że ktoś będzie go szukał. Zwłaszcza  milicja. Stało się inaczej. Trójka ludzi - asystentka, kierowca i dziewczyna wytoczyli mu cywilne sprawy za oszustwo. Sąd jednak nie dopatrzył się przestępstwa. Firmy nie było, nie zawarła żadnego konkraktu, asystentka i kierowca dostali wynagrodzenie. Dziewczyna nie została zgwałcona, sama zaakceptowała farbowanego księcia i swoje marzenia.

Jak Zenon C. zdobył pieniądze.

Prosto. Pojechał w Polskę. Wchodził do gminy, sołtysa i pytał o adresy rolników. Tam gdzie napotkał opór lub niechęć wyciągał półlitrówkę  i  niechęć znikała. Zdobył w ten sposób kilka tysięcy adresów. Po powrocie do Warszawy robił paczuszki z plastikowymi gadżetami i wysyłał za zaliczeniem pocztowym. 

 Na wsi chłop dostawał paczkę z samej Warszawy. A na niej stało, że z wielu tysięcy, to on został wybrany do nagrody. Jaka nagroda, ano, jak zapłaci 25 zł, to sie dowie, ale nie musi. Kilka zwrotów na tysiące paczek. Ciekawość jest silniejsza. Po fakcie dowiedział się, że ma co prawda  kolarzyka za 5 zł, ale mógł trafić nawet i telewizor, nie mówiąc o tym, że został  wybrany przez komputer.   

Sądy dały mu spokój, ale regularnie odwiedzali go i jego byłego pryncypała przedstawiciele urządu skarbowego.    

 

 

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   

 

 

 

Podobne artykuły


72
komentarze: 23 | wyświetlenia: 162729
28
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2718
27
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6594
24
komentarze: 36 | wyświetlenia: 13010
17
komentarze: 6 | wyświetlenia: 3176
16
komentarze: 1 | wyświetlenia: 5888
13
komentarze: 21 | wyświetlenia: 4142
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 6051
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 4662
7
komentarze: 0 | wyświetlenia: 470
72
komentarze: 26 | wyświetlenia: 107204
52
komentarze: 21 | wyświetlenia: 16762
51
komentarze: 40 | wyświetlenia: 647410
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jakbyś jeszcze ten tekst w jakieś sensowne bloki pokleił, byłoby pięknie. Teraz ciężko się czyta trochę.

  Hamilton,  15/08/2011

Uciekł mi z kopii w gotowy do publikacji .

Już jest lepiej... edytor dzisiaj trochę fiksuje:)

  Areva,  15/08/2011

Cwany gostek;)

Ładnie się rozpędziłeś po przerwie. Pozdrowienia przesyłam :))))

  irjan,  17/08/2011

Ciekawe czy sam na to wpadł czy przywiózł z USA bo jak tak to był prekursorem bo później wielu dało się nabrać na podobne wygrane i obietnice złotych gór.

  pwz  (www),  08/11/2018

Może i ten "biznesman" nie był najbardziej lotnym zalotnikiem, ale sprytu oraz determinacji w dążeniu do celu nie można mu odmówić ;) Fajna historia.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska