Login lub e-mail Hasło   

Wolne ptaki

o wyborach, niewytłumaczalnych uczuciach i walce z rozsądkiem.
Wyświetlenia: 1.222 Zamieszczono 20/08/2011

Poranne słońce majestatycznie osiadło na policzkach Alicji. Promienie wdzierały się swobodnie przez niechlujnie założoną zasłonę. Dziewczyna kręciła się leniwie na łóżku, po czym otworzyła oczy wraz z pierwszym dźwiękiem budzika.

– To ten dzień. Och, nie... - Niechętnie zwlekła się na podłogę i odsłoniła okno. Widok za szybą nie był jej dobrze znany, dlatego też przyglądała mu się przez dłuższą chwilę. Rozejrzała się dookoła. Słońce wspięło się już wysoko na nieboskłon, na horyzoncie nie płynęła ani jedna chmurka. – To może być dobry dzień. Głowa do góry. – Mówiła sama do siebie. Zawsze starała się odnaleźć pozytywną stronę sytuacji, a ta, w której się teraz znalazła była dla niej zupełnie nowa. Alicja całe życie wychowywała się pod miastem i było jej z tym dobrze. Nie lubiła gwaru i pędu dużego skupiska ludzi. Ciężko nawiązywała nowe znajomości, była osobą dość hermetyczną, zamkniętą w sobie, przy czym jej organizm nie tolerował gwałtownych zmian. Dlatego też od samego rana czuła łupanie i silne pulsowanie w skroniach. Stres znacznie odbijał się na jej samopoczuciu.

Nie miała zbyt dużo do powiedzenia w sprawie przeprowadzki, była już dużą dziewczynką i rozumiała, że perspektywy pracy dla ojca inżyniera były tu znacznie korzystniejsze, niż na przedmieściu.

– Przecież nie jest tak źle. Dom jest przytulny, dzielnica cicha i bezpieczna. Przyzwyczaję się…  – Chciała w to wierzyć, musiała dać sobie radę w nowym otoczeniu. – No tak, ale te zmiany spadły mi nagle na głowę i nie wiem, jak szybko to wszystko poukładam… Boję się, to nie jest łatwe. Kolejne wyzwanie, kolejne próby przezwyciężenia swoich słabości. – Dziewczyna nerwowo drapała się po głowie. – O cholera! Już siódma! – Chwyciła pospiesznie białą koszulę i ruszyła na podbój nowego miejsca.

- Klasa maturalna to nie jest już taka błahostka. Ludzie są dojrzalsi, każdy wie, co chce robić w życiu i do czego dąży. A ja? Ciągle się miotam, obijam o ściany świadomości, gubię w swoich pragnieniach… Mam cichą nadzieję, że odnajdę tu choć cząstkę siebie, jakiś pomysł na życie, niepodważalną ideę, cel, do którego bez zastanowienia będę dążyć. – Alicja krążyła między ludźmi ubranymi w eleganckie czarno – białe kostiumy na dziedzińcu szkoły, szukała swojej klasy. Była niepewna, trochę rozproszona i roztargniona. Obawiała się bezpośredniego kontaktu z nieznanymi osobami. Tylko dzięki swojej wrodzonej uprzejmości i uśmiechowi, który udało jej się wydobyć, nawiązała cienką nić porozumienia z grupką uczniów…

- Uff, oddychaj głęboko. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Zaraz wywołają Twoje nazwisko, musisz wyjść na środek i ukłonić się. Tylko jak zareaguje tłum? Jeśli nie wezmą mnie na poważnie? Może jestem zbyt młody do tej pracy? Nie mam doświadczenia, praktyki… Wszystko się zmieniło. Sytuacja, miejsce, ludzie… Wdech, wydech. Wdech, wydech. W końcu przecież jesteś teraz częścią grona pedagogicznego. –

Wróciwszy do domu Alicja zatopiła się, jak co wieczór w swoim świecie poezji. Z kubkiem gorącej, malinowej herbaty usiadła przy oknie i raz po raz zapisywała stos czystych kartek. Pióro zaznaczało fikuśne slalomy, rysowało w powietrzu szlaczki i fale. Wszystkie emocje zostały przelane na papier, tak było łatwiej.

– Życie gna na łeb, na szyję, wciąż pędzi bez przystanku do przodu , a ja nadal czuję się, jak mała, zagubiona dziewczynka. Nie potrafię nadążyć za tym tempem, jestem osadzona w innej czasoprzestrzeni… Czy wyrwę się kiedyś z tego amoku? Z tego odseparowanego, zamkniętego na innych świata?

Pierwszy dzień. To dziś. Muszę tam iść i stawić czoła zmianom. To dziś. Nie mam wyboru, bo to już dzisiaj! Przecież to nie koniec świata, prawda? Nowa szkoła to nie jest Armagedon. – Alicja w końcu odwróciła głowę od lustra. Poprawiła brunatną bluzkę i  zamknęła drzwi. Wiedziała, że ma w sobie tyle siły, by przetrwać ten dzień.

W gruncie rzeczy nie było tak źle, jak to sobie wyobrażała dziewczyna. Czuła, że jest nieco inna niż reszta klasy, ale ani trochę jej to nie przeszkadzało.

– Lekcja religii? Nie chcę być sceptycznie nastawiona, ale nie bardzo lubię uzewnętrzniać swoje uczucia, emocje i myśli, a tym bardziej przekonania religijne… To, w co wierzę jest sprawą intymną, tylko i wyłącznie moją. Czy muszę się tym dzielić z człowiekiem, którego wcale nie znam i którego tak naprawdę ani trochę nie obchodzi moje zdanie? – Nie była do końca przekonana do tej lekcji. Obawiała się, że może odkryć zbyt dużo, nie chciała tego. Nie chciała by ktokolwiek zbliżył się do niej bardziej, niż to potrzebne. Do klasy wkroczył chwiejnym krokiem starszy, siwy ksiądz, a za nim młody, wysoki mężczyzna.

 – Oddychaj… Przecież Cię nie zjedzą, dasz sobie radę! – Młodzian wyglądał na nieco niepewnego.

– Młodzieży, powitajcie serdecznie świeżutkiego magistra teologii, Waszego nowego katechetę, diakona Piotra. Będzie Was prowadził przynajmniej do końca listopada. Opiekujcie się nim. – Księżulek uśmiał się po pachy spoglądając na przerażonego mężczyznę. Poklepał go radośnie po plecach i wyszedł. Piotr pozostał sam na polu bitwy. Był spięty i przejęty powierzoną mu rolą.

– Daj spokój, niedawno sam miałeś dziewiętnaście lat. Wdech, wydech. Wdech, wydech… - Przywitał się uprzejmie, przedstawił i zasiadł za biurkiem. Wraz z upływającymi minutami czuł się coraz swobodniej. Kilka razy musiał jeszcze tłumaczyć, że uczniowie powinni się do niego zwracać, jak do świeckiego nauczyciela, ponieważ nie mógł uniknąć zwrotów: Proszę Księdza.

– Święcenia mam dopiero za trzy miesiące, więc wstrzymajcie się jeszcze trochę. – Piotr uśmiechnął się w końcu od ucha do ucha. Napięcie zelżało, mięśnie się nieco rozluźniły. Pragnął wzbudzić zaufanie i sympatię uczniów, rozmawiał z nimi bardzo naturalnie, bez zbędnych uprzejmości i ceremoniałów. Chciał zbliżyć się do ich świata, poznać ich punkt widzenia. Był otwarty na nowości, zawsze pragnął pracować z młodymi. Mężczyźnie udało się zaciekawić część klasy, głównie dziewczęta. Słuchali, a nawet uczestniczyli w rozmowie. Nie hamował swojej radości, udało mu się ich zaintrygować swoim innowacyjnym podejściem do świata i wiary.

Z dnia na dzień Piotr stawał się coraz pewniejszy trafności swojego wyboru. Przekonał się, że szkoła to idealne miejsce, by spędzić te ostatnie trzy miesiące przed święceniami.

– Mogę się tu wiele nauczyć, a także poznać środowisko młodych ludzi, z którymi chciałbym pracować. Cieszę się, że mam taką możliwość. Tym bardziej, że jestem człowiekiem szalenie energicznym, a tu mogę dzielić pokłady mojego wigoru między wszystkich uczniów! – To prawda. Piotr potrafił zarazić swym entuzjazmem każdego dookoła. Starał się robić, jak najwięcej, jak najszybciej, jak najlepiej, co budziło poważanie i robiło wrażenie na gronie starszych nauczycieli.

- Dlaczego wybrał Pan kapłaństwo? – Z ust zainteresowanej Alicji padło pytanie. Może niezbyt dyskretne, ale nie budziło to zgorszenia mężczyzny.

– Hmm… Dobre pytanie. Powołanie. Tak, myślę, a właściwie jestem pewien, że to właśnie ono pchnęło mnie do dokonania tego trudnego wyboru.

– Ale to przecież zmienia całe życie!

 – Owszem. Ale czy zmienia na gorsze? Nie możesz tego powiedzieć. Wiesz, powołanie można mieć do różnych dziedzin życia. Do małżeństwa, macierzyństwa, pielęgniarstwa, a nawet do bycia taksówkarzem!

– Taksówkarzem? – Padło z głębi sali.

– Tak! A dlaczego nie? Co w tym złego?  W pewnym momencie trzeba sobie uświadomić, co chce się w życiu robić, do czego się dąży. Dlatego też ja wybrałem kapłaństwo. Ktoś kiedyś nazwał ten „zawód” leczeniem ludzkiej duszy. Duszy zmęczonej tym pełnym grzechu światem. Sami wiecie, jak ciężko jest w dzisiejszych czasach, jak wiele pokus czyha, tym bardziej na młodego człowieka. Stres, ciągła gonitwa, używki, seks, trudne wybory…– Część klasy przestała słuchać, gdyż nie mogła przyjąć do wiadomości, że ktoś może czuć powołanie do bycia taksówkarzem, a druga połowa otworzyła szeroko usta z zainteresowaniem. Tylko Alicja ciągnęła temat.

– A co, jeśli ktoś nie czuje powołania? Jeśli nie wie, co chce robić w życiu i może nigdy nie będzie wiedział? A co, jeśli ktoś czuje się zupełnie pusty i nie wie, w którą stronę ma się odwrócić? – Piotr milczał. Spojrzał głęboko w oczy dziewczyny. Były bardzo tajemnicze, zastygłe, frapujące, zajmujące.

– Co w niej takiego jest? – Zastanawiał się. – Powołanie przychodzi do każdego w różnym ukresie życia. Może warto próbować je odnaleźć? Ale nic na siłę Alicjo, wszystko w swoim czasie. – Uśmiechnął się, a w jej oczach pojawiła się iskierka nadziei. Po klasie przebiegł szmer.

Po lekcji mężczyzna zatrzymał ją przy swoim biurku.

– Miałabyś może ochotę i czas, żeby mi pomóc? Chciałbym zorganizować w szkole koło fotograficzne. Co o tym myślisz?

– To dobry pomysł. – Odparła krótko.

 – Naprawdę? Trochę się tym zajmuję, a tutaj chyba nic takiego nie funkcjonuje. Może później udałoby się zdobyć trochę funduszy na sprzęt dla uczniów? – Z twarzy Piotra nie schodził szczery uśmiech i błysk zapału w oku.

– To naprawdę dobry pomysł. Ale do czego ja jestem Panu potrzebna? Wie Pan, jestem tu nowa, prawie nikogo nie znam, nie wiem, czy będę potrafiła pomóc.

– Wiem. Dlatego właśnie Ciebie proszę o pomoc. – Pogoda ducha mężczyzny poraziła Alicję. – Dla mnie to też nowe miasto, szkoła, ludzie. Może, gdy zajmiemy się tym razem będzie nam raźniej, hm? – Skinęła głową. Mężczyzna chciał wyrwać ją z marazmu, w który wpadła. Dostrzegł to na pierwszy rzut oka.– No, szaleńczego entuzjazmu to w Tobie nie widzę. – Zaśmiał się w głos, przez co i dziewczyna nie mogła opanować uśmiechu.

– Takiego zapału, jak u Pana nie da się wykrzesać chyba u nikogo. – Odwzajemniła jego ciepłe spojrzenie i poczuła się lepiej. – Może nawet nie będzie tu tak źle? – Pomyślała. – Chętnie Panu pomogę.

– Cieszę się. A jeśli miałabyś ochotę porozmawiać, wymienić myśli – służę radą. Umiem słuchać. – Uśmiech Piotra sprawiał, że kolana dziewczyny miękły. Bała się, że straci grunt pod nogami.

– Być może kiedyś skorzystam, kto wie. – Alicja z zalotnym chichotem wyszła z klasy.

- Dlaczego ten facet wydaje się taki niezwykły? Jego uśmiech jest zupełnie nie z tego świata. Potrafi skruszyć najgrubsze lody, roztopić najtwardsze lodowe serca! To naprawdę zastanawiające i fascynujące. – Myślała wracając do domu.

Następnego dnia na długiej przerwie dziewczyna czekała na nauczyciela w sali. Mieli się tak spotykać przynajmniej na początku, by ustalić niezbędne szczegóły dotyczące kółka fotograficznego. Gdy Piotr otworzył drzwi wsunęła się za nim mglista woń kawy. Alicja zaciągnęła ją głęboko do płuc i zamknęła oczy. Od tej pory ten właśnie zapach zawsze kojarzył jej się z Piotrem.

Przez kolejne dni spotykali się na lekcjach i długich przerwach. Dziewczyna w końcu była czymś naprawdę zainteresowana. Spełniała się w organizacji tego przedsięwzięcia, a także w rozmowach z nauczycielem. Każda z nich dawała jej bardzo dużo pewności siebie i wiary w marzenia. Gdy skończyła projektować plakaty zapraszające uczniów na zajęcia miała przynieść je przed lekcjami do szkoły. Mężczyzna przyjechał, jak zwykle punktualnie swoim starym, zielonym, holenderskim rowerem. Przywitał ją promienistym uśmiechem.

– Czy on kiedykolwiek jest znudzony, smutny, zaspany? Pierwszy raz spotkałam tak pozytywnie nastawionego do życia człowieka. Jest fenomenalny! – Alicja nie potrafiła powstrzymać przy nim emocji, była rozluźniona i rozradowana. Piotr przesyłał jej niesamowite pokłady energii. Miał na nią bardzo dobry wpływ. Stała się pogodniejsza i łagodniejsza w spojrzeniu na świat. Kiedy przeszli przez próg budynku, by rozwiesić przygotowane wcześniej plakaty Piotr stanął nagle, jak wryty, po czym zaczął się śmiać.

– Alicjo, musisz mi wybaczyć… - Dziewczyna spojrzała na niego zupełnie zbita z tropu.– Zapomniałem dzienników. Wziąłem je wczoraj do uzupełnienia, totalnie się nie nadaję do tej „papierkowej” roboty. Gdzie ja mam głowę?! – Mężczyzna coraz bardziej zanosił się śmiechem. – Może zechciałabyś towarzyszyć mi w spacerze?

– Jak mus to mus. – Radosny chichot udzielił się także dziewczynie. Tak więc ruszyli – ona z ulotkami w dłoniach, on prowadząc rower. Rozmowa ciągnęła się bardzo gładko, oboje byli rozluźnieni, swobodni. Po dwudziestu minutach marszu doszli do mieszkania Piotra.

– Nie mieszka Pan w seminarium? – Spytała zaskoczona dziewczyna.

– Lubię niezależność, tym bardziej, że pracuję u Was w szkole. – Przesłał jej ciepły uśmiech i uchylił ciężkie wejściowe drzwi.

Mieszkanie nauczyciela było naprawdę przytulne. Półki uginały się pod ciężarem książek o tematyce przeróżnej, a na ścianach widniało mnóstwo czarno-białych zdjęć. Dziewczyna  przyglądała się idealnie wykonanym fotografiom.  Perfekcyjna gra światło-cieni, ciekawe motywy i perspektywy. Od każdego z tych obrazów biła niesamowita emocja, uczucie i poświęcenie autora. Alicja była szczerze zaciekawiona i poruszona .

 – Robisz naprawdę dobre zdjęcia! Yy, to znaczy… - Wyprostowała się i skruszonym wzrokiem zerknęła na Piotra.  – Przepraszam. Robi Pan fantastyczne fotografie. – Poprawiła się zażenowana. Mężczyzna zatrzymał się na chwilę, spojrzał na nią i zaśmiał się w głos.

– Mogę być po prostu Piotrem, w końcu mam dopiero dwadzieścia pięć lat. – Jego szczery, ciepły uśmiech uspokoił dziewczynę.  – Ale tylko po szkole! – Udawał powagę, po czym nadeszła kolejna fala śmiechu. Dziewczynę zalał palący rumieniec.

 – Tak… To naprawdę niezwykły człowiek. – Pomyślała.

W trakcie szukania dzienników Alicja dowiedziała się, iż roztrzepanie mężczyzny wynika z ogromu zajęć, których się podjął. Godziny w liceum, seminarium, Dom Spokojnej Starości, w którym zapragnął być wolontariuszem, no i koło fotograficzne.

- Ma tyle zapału, pomysłów i niesamowitą chęć pomagania innym. Oj, nieczęsto spotyka się takich ludzi… - Po dziesięciu minutach intensywnego przetrzepywania pokoju i wszystkich znajdujących się w nim półek, dumny Piotr majestatycznie uniósł nad głowę stos zaginionych dzienników.

– Jeszcze raz przepraszam za to zamieszanie. – Uśmiechnął się niewinnie. Wychodząc Alicja zerknęła na krzesło stojące w rogu w korytarzu. Leżała na nim czarna, jak smoła alba.

– Czy Bóg musi zgarniać dla siebie samym najlepszych facetów? – Pomyślała.

Do końca dnia nie mogła zapomnieć o nauczycielu.

– Czy istnieje więcej takich ludzi, jak on? Nigdy nikogo takiego nie spotkałam… Dlaczego nie potrafię o nim nie myśleć? To ciekawe zjawisko… Dziwne… Tak, zdecydowanie jestem dziwna i pokręcona. Moje relacje z ludźmi pozostawiają wiele do życzenia. Nie potrafię rozmawiać z nieznajomymi, jednak dogaduję się z nauczycielem, który jest zarówno przyszłym księdzem! Bosko. Czy to jest normalne? A czy można określać coś mianem normalności lub odstępstwa od niej? Kim ja tak naprawdę jestem, skoro przez 19 lat żyję bez motywacji, zupełnie jałowo, a w jednej chwili, nagle odnajduję coś pasjonującego? I wszystko dzięki… – Pomimo owych rozmyślań Alicja była całkowicie zaabsorbowana kołem fotograficznym i osobą Piotra. To właśnie te dwie rzeczy zajmowały cały jej umysł, myśli. Na lekcjach słuchała go w pełnym skupieniu, starała się wyłapać spojrzenia wysłane w jej stronę, co momentami go peszyło. Uwielbiała go słuchać. Mogłaby zatapiać się w jego głosie. Delikatnym, mądrym, głębokim. Był dla niej skarbnicą wiedzy i życiowej energii.

- Zapraszam wszystkich chętnych uczestników koła fotograficznego na wycieczkę rowerową. Pojedziemy pod miasto, będziemy robić zdjęcia w plenerze. Sobota rano przed budynkiem szkoły. – Piotr był pełen zapału. Chciał pokazać młodzieży, jak dobrze można się bawić na powietrzu i jak pouczające może być obcowanie z naturą i aparatem.

W sobotę przed południem czekała tylko Alicja, która pod pachą ściskała rower. Była nieco zmartwiona, nie chciała, by Piotrowi było przykro, by stracił zapał do tego, co robi. Rzeczywiście, gdy podjechał na swym zielonym rowerze i zobaczył prawie pusty chodnik, mina mu zrzedła. Jednak natykając się na łagodny wzrok dziewczyny w kremowym płaszczyku nie mógł powstrzymać uśmiechu.

 – Czyżby z moją wycieczką wygrał grzech lenistwa? – Spytał żartobliwie.

– Raczej alkohol i wczorajsza impreza u Norberta.

– No tak, mogłem przewidzieć, że sobotni poranek może nie być do końca dobrym pomysłem… A Ty? Nie lubisz takich rozrywek?

– Wolę poranne przejażdżki po lesie. – Uśmiechnęła się zalotnie. – I tak nie bardzo znam tych ludzi… A im chyba nie zależy na tym, by poznać mnie. – Zazwyczaj pogodna twarz Alicji nieco posmutniała, ale gdy uniosła wzrok i ujrzała łagodne oczy Piotra od razu się rozchmurzyła.

– Może porozmawiamy o tym w drodze? – Spytał wsiadając na rower.

– Jak mus to mus. – Odparła dziewczyna. Tak więc całą drogę do pobliskiego lasu wymieniali myśli. O relacjach międzyludzkich, o problemach z nawiązywaniem kontaktów. Alicja nigdy przed nikim się tak nie otworzyła i momentami czuła się z tego powodu niezręcznie. Zapadła brzęcząca w uszach cisza, a dziewczynę przeszedł zimny dreszcz.

– Dlaczego tak mi dziwnie w towarzystwie tej dziewczyny? Dlaczego tak nagle ktoś zupełnie obcy, nowy stał się dla mnie taki ważny? To naprawdę miła, intrygująca osoba. Uspokaja mnie jej głos, jej bliskość. Ma taki ciepły uśmiech, taki łagodny wyraz twarzy. To… to chyba niestosowne. Przecież nie mogę tak o niej myśleć… To uczennica, to… to niestosowne. – Piotra dręczyły myśli, nie wiedział, co ma z sobą zrobić. Kiedy tylko dojechali na miejsce pognał przed siebie.

– Co się stało? Zrobiłam coś nie tak? – Alicja w zaniepokojeniu obserwowała mężczyznę, który oparł się o drzewo i milczał.

– Przecież nie robię nic złego. Zaprzyjaźniłem się tylko z przemiłą uczennicą, dogadujemy się, odnaleźliśmy wspólny język. Czy to złe? Czy to nie fair? Boże… Boże, odciągnij ode mnie myśli o jej kobiecości. O jej głębokich oczach i gładkiej skórze. O włosach, które powiewają na jesiennym wietrze i o tym promienistym uśmiechu… Och, pomóż mi... – Przełknął z impetem ślinę. Czuł, jakby stanęła mu w gardle i drążyła dziurę. Odwrócił się do dziewczyny i mrugnął. Jej obawy i strach prysły w jednym momencie.

Przez kolejne godziny chodzili po lesie i robili zdjęcia. Drzewa już pożółkły i poczerwieniały, część liści usłała ścieżki, a reszta falowała jeszcze w rytm wiatru. Dźwięki przyrody docierały do nich bardzo intensywnie.

– Ptaki są bardzo płochliwe, trudno je uchwycić na zdjęciu, trzeba być bardzo cierpliwym… - Wyszeptał w skupieniu Piotr.

– Trochę mi przypominasz ptaka. – Dziewczyna wpatrywała się w niego, jak w obrazek. – Wydajesz się taki wolny, swobodny, ponad światem. Robisz to, co kochasz, spełniasz się w tym… Rozkładasz tylko swoje niezniszczalne skrzydła i możesz dotrzeć wszędzie gdzie tylko chcesz. – Mężczyzna nieco zarumieniony schował się za aparatem. Ukradkiem robił jej zdjęcia. – Ptaki zawsze wracają do domu. Ty też tak potrafisz? – Piotr odpowiedział jedynie uśmiechem i ruszył dalej.

- Co on ze mną zrobił? Zupełnie niechcący stał się dla mnie kimś niestosownie ważnym. Przez dwa miesiące nauczył mnie więcej niż ktokolwiek inny… Dlaczego tak rzadko spotykamy na swojej drodze takich ludzi? Zastanawiam się, czy ja w ogóle potrafię jeszcze bez niego żyć? Czy ja potrafię o nim nie myśleć? Czy potrafię funkcjonować bez tych rozmów, bez jego szczerego uśmiechu, który rozmywa wszystkie moje wątpliwości? Bez tych oczu, które palą się przy każdym pomyśle, bez tych męskich dłoni, delikatnych, a jednak niesamowicie silnych? Nie… ja… Czy ja jeszcze myślę logicznie? Czy ja patrzę na niego,  jak na przyjaciela, nauczyciela, duchowego przewodnika? A może jest już dla mnie kimś bliższym? Czy tak powinno być? Boję się… - Alicja do późnej nocy pisała. Została zainspirowana, ogarnęło ją niesamowite natchnienie, które przyszło wraz z niepewnym uczuciem i wątpliwościami.

- Co się z Tobą dzieje, Piotrze? Coś się zmienia i brnie zbyt szybko… tylko czy w dobrym kierunku? Czy moje priorytety ulegają nagłemu przewrotowi? Dlaczego wszystko stało się takie szalone, nowatorskie, nierealne? Ta dziewczyna poznana w szkole niespodziewanie stała się dla mnie bardzo ważna…  Może zbyt ważna? Młodziutka, zagubiona, a przy tym nieopisanie pogodna z niezwykłą chęcią do życia. Tak łatwo, miło się z nią rozmawia, wydaje się taka dojrzała. Tak dobrze się rozumiemy, choć tyle nas dzieli. Znamy się krótko, a ona jest mi bliska, jak nikt inny… Co ja robię? Co ja czynię, Panie?! Ja, człowiek z jasnym celem, z ideą, która przyświeca mi przez cały byt… Przecież chciałem tylko pomóc młodym ludziom odnaleźć siebie w dzisiejszym świecie i co? Nagle pojawia się taka delikatna, drobna osóbka i zaciera wszystkie twardo postawione granice… Chyba sam się trochę zagubiłem… Czy moje uczucia są słuszne? Czy są prawdziwe? Nie, nie mogę… Nie mogę się z nią widzieć! Na pewno nie dziś, o nie… - Mężczyzna nerwowo chwycił słuchawkę telefonu i poprosił dyrekcję o kilka dni urlopu.

Niestety nawet rozłąka nie pomogła zapomnieć. Senne marzenia o dziewczynie bez końca zaprzątały umysł Piotra. Nie potrafił się od tego oddzielić, wymazać z pamięci obrazu jej promiennej twarzy. Wciąż słyszał w swojej głowie jej kobiecy, spokojny, wywarzony głos.

- Sny… W snach nie muszę uciekać. W snach jesteśmy blisko. Jesteś na wyciągnięcie ręki, na odległość szeptu, oddechu. Mam Cię dla siebie, a Ty jesteś przy mnie bezpieczna i spokojna. W snach głaszczę Cię po głowie, czuję w nozdrzach perfumy i muskam Twoje nadgarstki, Alicjo… W snach to uczucie jest czyste, bez skazy. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Tak chciałbym poczuć bicie Twego serca. W snach robię to zupełnie bezkarnie. W rzeczywistym świecie dzieli nas tak wiele… zbyt wiele. Ludzie, szkoła, nawet Bóg, którego tak kocham. Czy nie mogę kochać Was oboje? W snach nie dzieli nas nic. Jesteśmy na odległość mrugnięć. Tak blisko, że słyszę cichy trzepot Twoich rzęs i łykaną przez Ciebie ślinę. Nie chcę rezygnować z drogi, którą obrałem, ale czy muszę wybierać? Czy muszę Cię stracić? W snach nie wybieram, tu mogę mieć wszystko. Wszystko bez wyrzutów sumienia. A może jestem zbyt zachłanny? Czy grzeszę? Czy śniąc o tej dziewczynie jestem niewdzięczny? Nie chcę jej pragnąć, nie chcę, by wciąż obijała mi się po głowie! Przecież Ty, Panie masz w tym jakiś cel, czyż nie? Zawsze zsyłasz na naszą drogę ludzi w konkretnym zamiarze. Ukaż mi swe plany, nie chcę się już tak męczyć! -

Nocami i Alicja nie potrafiła odciąć się od mężczyzny, który wciąż pomieszkiwał w jej głowie. Uczucie do niego zagnieździło się głęboko w jej duszy i choć często niepewności nie dawały jej spać, teraz była absolutnie pewna, iż jej emocje są jak najbardziej słuszne.

– Przybyłeś tu, by mnie uratować, Piotrze. Uratować ze szponów wszechogarniającej beznadziei. Ze szponów wstydu, strachu, egzystencjalnego bezsensu. Jesteś moim aniołem. Moim prywatnym, osobistym stróżem. Tak bardzo się cieszę, że Cię spotkałam… Jedyne tylko co mnie przytłacza to bezwzględna chęć zatrzymania Cię przy sobie. Tak szaleńczo chciałabym mieć Cię zawsze blisko. Czy w ten sposób zabieram Ci go, Boże? Tylko proszę nie mów mi, że zesłałeś mi go tylko na chwilę, jeden krótki moment. Chcesz mnie doświadczyć? Chcesz mnie czegoś nauczyć? Czy całe życie mam latać bez celu? Być zagubionym, pozbawionym instynktu ptakiem? A może to właśnie Piotr ma mi wskazać drogę do domu? –

Kolejne dni ciągnęły się w nieskończoność. Każda sekunda była wiecznością nie do pokonania. Każdy oddech był wysiłkiem graniczącym  z niemożliwym. Alicja snuła się po szkolnych korytarzach, jak cień. Po jej głowie krążyły wciąż powracające obawy, wątpliwości, zachwiania, myśli, o których trudno było zapomnieć. Zadręczała się swoimi uczuciami, bała się, że są tylko jednostronne, że to zwykłe, głupie, platoniczne zauroczenie w nauczycielu, choć wiedziała, że tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Jej pewność siebie została gdzieś głęboko pogrzebana. Czuła się tak po szpik kości zwyczajnie, idiotycznie wręcz. Chciała choć raz być wyjątkowa, dla niego.

– A może zbyt dużo wymagam? Od niego, od siebie? – Dziewczyna nie mogła przezwyciężyć niepewności, które bezwzględnie zżerały ją od środka. Postanowiła odwiedzić Piotra. Wiedziała, że to niestosowne, bezczelne, może nawet mu się narzucała, ale w tej krótkiej chwili nie chciała o tym myśleć. Wzięła ze sobą list, a właściwie wiersz, który napisała przed dzień wieczorem i dwa najlepsze zdjęcia, które udało jej się wywołać po wycieczce do lasu. Były specjalnie dla niego. Przedstawiały ptaki, o których mężczyzna tyle mówił. „Potrzeba mnóstwo uczucia i cierpliwości, by dobrze ująć je na fotografii”.

– Jesteś, jak ten wolny ptak, Piotrze. Dam Ci całe pokłady cierpliwości i uczuć. – Po drodze kupiła kawę w przydrożnej budce, w dużych, brunatnych kubkach. Denerwowała się, do końca nie zdawała sobie sprawy, czy przekracza tę granicę, którą mężczyzna wyraźnie postawił, czy nie. Nie wyobrażała sobie zbyt wiele, po prostu obawiała się odrzucenia.

Gdy Alicja nacisnęła przycisk dzwonka, serce podskoczyło jej do gardła i łopotało rozpaczliwie. Dziewczyna myślała, że rozerwie jej krtań, próbowała przełykać ślinę. Nerwowo pocierała dłońmi uda, czekała na reakcję.

– Alicja? Co Ty tu robisz? – Mężczyzna był nieopisanie zaskoczony tą niezapowiedzianą wizytą, lecz na twarzy bezwiednie pojawił się także uśmiech. Szczery, delikatny, trochę zażenowany tą sytuacją.

 – Przepraszam, jeśli nadużywam Twojej gościnności i anielskiej cierpliwości do mnie, ale… nie ma Cię w szkole i pomyślałam, że może jesteś chory… - Dziewczyna miotała się i jąkała, nie potrafiła dobrać słów. Jej i tak rozchwianą uwagę rozpraszała jeszcze niedopięta, ciemna koszula na piersi Piotra i potargane włosy. Na korytarzu rozniósł się zapach świeżych perfum i świeżo mielonej kawy. Alicja na chwilę zamknęła oczy i dała się ponieść magicznej woni.

– Rzeczywiście wziąłem parę dni wolnego, nienajlepiej się czuję. Wejdź. – Rozchylił szerzej drzwi.

– Może ja jednak nie będę przeszkadzać? – Przez głowę przebiegł jej pomysł, by się wycofać.

– Nie, skąd! Nie przeszkadzasz, zapraszam! – Twarz mężczyzny wyraźnie się rozpromieniła, po czym speszony zaczął dopinać koszulę.

– Kawa. – Wysunęła rękę z dwoma kartonowymi kubkami. Piotr przejął jeszcze gorący napój i położył na stoliku w pokoju dziennym.

Nieco spięci usiedli na jasnobeżowej kanapie i w ciszy liczyli upływające sekundy. Dziwne napięcie między nimi można było wyczuć z drugiego krańca miasta. Mężczyzna wziął łyk stygnącej kawy.

– Skąd wiedziałaś jaką kawę pijam? – Spytał zupełnie rozładowując sytuację, przez co na twarz dziewczyny powrócił lekki, nieśmiały uśmiech.

– Och, Panie Profesorze! Zdążyłam zauważyć, że na każdej długiej przerwie robił Pan sobie czarną kawę z niewielkim dodatkiem brązowego cukru. – Alicja żartobliwie akcentowała zwrot „Pan”, co szczerze rozbawiło oboje. Napięcie zelżało, oddychało im się nieco swobodniej.

– Nie spodziewałem się, że zauważasz takie drobnostki, jak rodzaj cukru, który dodaję do kawy. To dobre oko przyda Ci się w fotografii.

– Diabeł tkwi w szczegółach, drogi Profesorze. Czasem zdarza mi się po prostu bywać spostrzegawczą. Wbrew pozorom zauważyłam dużo, dużo więcej.

– Tak? Mm, a co na przykład?

– To niech już pozostanie moją słodką tajemnicą. – Dziewczyna lekko się zarumieniła zdając sobie sprawę z niewinnego flirtu, jaki prowadzi z nauczycielem. Piotr nie wiedział, jak ma się zachować w stosunku do Alicji. Z jednej strony wiedział, że uciekanie, chowanie się przed nią jest żałosne, kompletna dziecinada i tak nie zachowuje się dojrzały, inteligentny człowiek, jednak z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że ciężko mu zachować przy niej dystans, co byłoby wskazane w tej sytuacji. Był przyparty do muru, gdzieś między młotem a kowadłem, między rozsądkiem, a uczuciem. Nie wiedział, w którą stronę się obrócić. Natłok rozmyślań i dręczącą oboje ciszę przerwał głos dziewczyny.

– Mam coś dla Ciebie. – Sięgnęła do torebki. Jednym ruchem wyciągnęła zaklejoną kopertę i dwa, duże zdjęcia. Piotr wpatrywał się w nie przez dłuższą chwilę. – Te zdjęcia zawsze będą mi się kojarzyły z Tobą. Zatrzymały czas, który znaczył dla mnie bardzo wiele. Za każdym razem, kiedy na nie spojrzę, będę widziała Ciebie. Wolnego ptaka, który pomógł mi odnaleźć drogę do domu. Dzięki Tobie wreszcie wiem, czego chcę od życia. Wiem, że mogę osiągnąć wszystko, o czym naprawdę marzę. To właśnie dzięki Tobie w to uwierzyłam! – Piotr był poruszony, nie mógł oderwać wzroku od fotografii. Wsłuchiwał się w głos Alicji i drżał, w jego wnętrzu burzyły się emocje, wybuchały w nim szczere pokłady uczuć. Wzruszył się. Dziewczyna wstała. – Chyba już pójdę. – Ruszyła do wyjścia, ale zatrzymała się, gdy w korytarzu przy drzwiach zobaczyła zdjęcia. Leżały porozrzucane na drewnianym stoliku. Na samym wierzchu widniały te z nią na pierwszym planie. Nie wiedziała, kiedy mężczyzna je zrobił, dlatego tym bardziej ją poruszyły. Serce mocniej zabiło jej w piersi, poczuła, że drżą jej dłonie. Uniosła zdjęcie i nagle na karku osiadł jej ciepły oddech Piotra. Odruchowo się odwróciła i byli tak blisko siebie, jak nigdy. Po szyi przebiegł jej dreszcz, ciarki opiewały skórę. Krew zawrzała, oddech stał się płytszy i znacznie przyspieszył. – Te zdjęcia… - Wyszeptała. – Są cudowne… - Nie mogła powiedzieć nic więcej. Mężczyzna po raz pierwszy objął Alicję w talii, a drugą rękę wplótł w jej włosy. Po korytarzu rozniosła się woń mięty z pomiędzy pasm loków. Była świeża, rześka.

– To Ty jesteś cudowna. – Szepnął ciepło wprost do ucha dziewczyny, po jej ciele przebiegł silny, miły skurcz. Czuła, że uniosła się nad ziemię, gdzieś ponad tą przestrzeń. Nigdy nie była tak podniecona, jak w tej chwili. Ekstaza i amok, w jaki wpadła sprawiły, iż zapomniała o wszystkich rozterkach, które zaprzątały jej głowę od kiedy spotkała Piotra.

Gdy zatopił swoją twarz w jej lśniących włosach zahipnotyzowało ją. Nie była w stanie się poruszyć, nawet drgnąć. Chciała pogrążyć się w tej chwili na zawsze, rozpłynąć się w powietrzu, jak mleczna mgła. Mężczyzna przytulił jej twarz do swojej, nie mógł opanować swojej reakcji. Była dla niego zbyt ważna, za bardzo chciał ją chronić, za bardzo chciał mieć ją blisko siebie.

– Nie, nie, nie! Nie mogę! Przecież…  Co ja robię? Dlaczego się tak zachowuję? Co się ze mną dzieje?! – Po głowie kołatały mu się myśli wszelakiej maści, nie mógł nad nimi zapanować, gnały, jak dzikie zwierzę.

Nagle zastygł, musiał się uspokoić, trzymać na wodzy swoje emocje. Alicja pełna ufności wtuliła się w niego całą sobą, objęła go, a twarz ułożyła na klatce piersiowej mężczyzny. Dokładnie słyszała głośne, intensywne bicie serca. Żałowała, że nie może usłyszeć także jego myśli. Tak chciałaby wiedzieć, co teraz kołacze się po nieograniczonych połaciach jego umysłu. Dobrze wiedziała, jaką wewnętrzną walkę prowadzi w tej chwili z samym sobą. Nie miała zamiaru mu jej ułatwiać, nie potrafiła pozbawić siebie jego ciepła. Tej czułości, na którą czekała tak długo. Chciała zatrzymać tę chwilę w dłoniach i mocno ścisnąć, chciała czerpać z niej garściami i sycić nią swe pragnienia.

Ale Piotr nagle chwycił ją za ramiona.

– Idź już. – Rzucił krótko, szorstko, bez emocji. Jednak w jego oczach było widać wszystko, wszystkie lęki i obawy. W tęczówkach Alicji pojawiło się jego odbicie, oczodoły poczerwieniały, zaszły łzami. W głębi duszy wiedziała, że uczynił dobrze, musiała się z tym pogodzić.

– Tak, tak… Masz rację. – Wyszeptała i wyszła. Nie odwróciła się. Nie chciała znowu na niego patrzeć, ranić się tym widokiem. Na zimnej klatce schodowej rozpłakała się z całych sił, nie dbała o echo, które niosło jej szloch wysoko, na kolejne piętra. Piotr zbladł, zesztywniał. Był wycieńczony. Fizycznie i psychicznie. Stoczył ciężki bój, ale czy… Czy dokonał słusznego wyboru?

Alicja nie potrafiła skupić się na najprostszej czynności. Jej głowę wciąż zaprzątały myśli o nauczycielu. Spacerowała bez celu chłodnymi, kamiennymi uliczkami, nie chciała wracać do domu. Jej policzki zarumieniły się od niskiej temperatury, a palce stóp nieco zdrętwiały.

– Ja wiem, jestem pewna, że tak właśnie wygląda miłość. Prawdziwa miłość. Nie ta książkowa, encyklopedyczna, nie ta filmowa, czy bajkowa. Ta moja. I jego. Nie chcę z niej rezygnować! Całe moje życie uległo diametralnej zmianie! Zmieniło się, jak za pstryknięciem palcami. Jego palcami. To jego sprawka! Świat stał się interesujący, magiczny. Wiem, że przyszłość wcale nie musi nas przerażać. Wręcz przeciwnie! Nie boję się, tylko bądź tu ze mną… - Rozpłakała się. – Dlaczego miłość jest taka trudna? Gdybym mogła wybierać, nigdy nie śmiałabym obdarzyć go takim uczuciem, ale teraz? Teraz co? Mam rezygnować, czy walczyć? Walczyć z Bogiem? Z powołaniem? Z jego życiowym wyborem? Czy będzie wtedy szczęśliwy?...

Piotr siedział w wielkim, miękkim fotelu. Cisza wisiała mu nad głową, opiewała jego ciało. Nie ruszał się, nie wiedział, co ze sobą począć. Po nieskończenie długiej godzinie zbierania się w sobie, układania pokruszonych myśli w całość, podniósł ze stołu kopertę, którą otrzymał od Alicji. Dłonie odmówiły mu posłuszeństwa, drżały niemiłosiernie, dygotały, jakby w pokoju panowała wieczna zima. W środku był wiersz, kartka wciąż pachniała dziewczyną. Wiersz mówił o zakazanej miłości, o rozterkach, uczuciu, tęsknocie i ciężkich życiowych wyborach.

– To osoba dużo dojrzalsza, niż myślałem… Dużo rozsądniejsza niż ja. Jestem idiotą, sam na to pozwoliłem. Pozwoliłem na to, by ona pomyślała, że… Pozwoliłem sobie samemu pomyśleć, że może… to niedorzeczne. Zawiodłem ją. Zawiodłem tak wspaniałą osobę, która we mnie wierzyła. Zamiast być jej przyjacielem, przewodnikiem, ja… - Rozpłakał się rzewnymi łzami, zakrył twarz drżącymi ciągle dłońmi. Nie potrafił powstrzymać palących od środka emocji. W głowie miał obraz śmiejących się oczu dziewczyny, zapach jej włosów. Na ten jeden krótki moment chciałby zapomnieć o tym, co robi w życiu i wziąć ją w ramiona. Chciałby przez chwilę żyć na niby, poza realnym światem i posmakować jej słodkich ust, poczuć jej delikatne dłonie na karku. Nigdy nie przeżył tak silnego przypływu pożądania, przez co stał się jeszcze bardziej zagubiony.

Niedziela. Alicja nie mogła dłużej czekać, nie potrafiła zapomnieć, nie wytrzymała. Musiała go zobaczyć, choć zdawała sobie sprawę, iż to niestosowne i bolesne dla nich obojga. Postanowiła wybrać się na poranną mszę do kościoła przy sanktuarium. Dobrze wiedziała, że on tam będzie, jest przecież diakonem. I to raniło najbardziej.

Weszła do budynku, odruchowo ściągnęła rękawy swojego wełnianego swetra aż za przeguby. Czuła się nieswojo, jak grzesznica. Tak, jakby miała na celu odciągnąć Piotra od Kościoła. Nie chciała tego. Marzyła tylko o tym, by był szczęśliwy. Zauważył ją. Speszony spuścił wzrok, po czym znowu go podniósł i uśmiechnął się. Do niej. Do jej smutnego wyrazu twarzy. Pragnął tylko radości w jej oczach, a teraz nawet z tak daleka dostrzegał w nich rozżalenie.

-On… Taki jakim widziałam go przed kilkoma dniami. Wysoki, rozczochrany, z łagodną twarzą. Tylko w tej chwili stoi przy ołtarzu w czarnej albie wraz z innymi przyszłymi księżmi. Tu nie mogę go kochać, tak jak robię to poza murami kościoła. Tu nie mogę patrzeć na niego w taki sposób, jak robię to będąc z nim na spacerze. Tu muszę trzymać swe emocje na wodzy. Tu mogę być dla niego tylko zwykłą dziewczyną, która przyszła na mszę… Tu on może być dla mnie tylko nauczycielem, duchownym… - W oczach Alicji znowu pojawiły się łzy. Nie potrafiła tak po prostu przełknąć tego gorzkiego brzemienia, które ciążyło na jej sumieniu. Sytuacja była zupełnie niezręczna, nierealna, całkowicie dziwna. Nie mogła znieść tego widoku. Pozostała jej tylko modlitwa o wybawienie z tej pułapki uczuć. Zagryzła wargi.

Po mszy czekała na niego przed kościołem. Kiedy wyszedł wraz z innymi diakonami wstrząsnęło nią uczucie bezsilności.

– Chciałam się tylko przywitać. – Powiedziała, gdy ten stanął przed nią z niepewną miną. – Nie chcę Ci robić problemów. – Nie chciała zawracać mu głowy, nie chciała, by ktoś pomyślał coś niestosownego, więc odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. W głębi duszy miała szczerą nadzieję, że jednak ją zatrzyma.

– Poczekaj! – Złapał ją za rękę. –Może spacer? – Na twarzy Piotra pojawił się nieśmiały uśmiech. Dziewczyna skinęła tylko głową. – Muszę wpaść jeszcze na chwilę do Domu Spokojnej Starości, a potem możemy porozmawiać.

– Mogę iść z Tobą? – Spytała.

– Oczywiście, myślę, że zostaniesz przyjęta z wielkim entuzjazmem. – Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej, a Alicja wreszcie puściła rozciągnięte rękawy.

W drodze zamienili ze sobą raptem parę zdań. Dziewczyna opowiadała, że zamierza wysłać swoje wiersze, które zawsze chowała tylko do szuflady, na konkurs. Mówiła, że wie, co chce robić w życiu. Piotr był bardzo dumny, że tak wiele osiągnęła przez tak krótki okres.

Gdy dotarli na miejsce mężczyzna przedstawił Alicję, jako swoją przyjaciółkę, po czym zajął się paroma pensjonariuszami. Rozmawiał z nimi, dawał im mnóstwo ciepła.

– Cóż za cudowny człowiek… jest taki cierpliwy, spokojny, pełen miłości i siły. Zajmuje się tymi ludźmi, jak swoją rodziną. Daje im tyle nadziei, uczucia. Dzięki niemu każdemu chce się żyć. Dzięki niemu i ja chcę być lepszym człowiekiem. Jak można go nie kochać? No jak?! –

Poszli na spacer. Napięcie między nimi rozmyło się nieco, zaczynali się powoli uśmiechać, żartować. Usiedli gdzieś na ławce między drzewami. Robiło się coraz chłodniej, wiatr zacinał jeszcze bardziej niż rano, był koniec listopada. Piotr poprawił dziewczynie szal. Chciał o nią dbać, w tej chwili była dla niego najważniejszą istotą na tym świecie. Alicja patrzyła mu głęboko w oczy, w te pełne jasności tęczówki, które dodawały jej otuchy.

– Mam dużo szczęścia, że Cię spotkałem w moim życiu.

– Ty? – Spytała z niedowierzaniem.

– Och, tak! – Był poważny, ale twarz miał niesamowicie pogodną i pełną miłości. – Możesz nie wierzyć, ale nauczyłaś mnie bardzo wiele. Jesteś całkowicie niespotykaną osobą. Pamiętaj o tym, zawsze. – Chwycił ją za już nieco zmarzniętą rękę i zaczął ogrzewać.

– Będę pamiętała. Tylko nie mówi mi, że to pożegnanie. – Dziewczynie łamał się głos. Tak naprawdę nie chciała usłyszeć odpowiedzi. Nie usłyszała. Piotr tylko się uśmiechał i milczał. – A co jeśli spotkamy się za parę lat i będziemy już zupełnie innymi ludźmi? Nigdy nie będzie już tak jak tu, teraz, w tej chwili. Nigdy nie będziemy w tym miejscu, moje uczucia już nigdy nie będą tak żywe!  – Nadal milczał. – Cieszę się, że się tu sprowadziłam. Ktoś chyba specjalnie mnie tu ściągnął… Zmieniłeś moje życie. – Starała się odgarnąć złe myśli i uśmiechnąć się przez łzy.

– Twoje życie zmieniło się tylko i wyłącznie dzięki Tobie samej. Ja starałem się tylko wnieść w nie trochę światła i nadziei. – Zaśmiał się, a ona wtuliła się w jego ramiona. Dokładnie czuła, jak pulsuje jego tętnica tuż pod żuchwą. Słyszała, jak drży powietrze w jego nozdrzach. Ich twarze były tak blisko, że czuła zapach jego skóry, ich oddechy łączyły się w symbiotycznym obłoku, który unosił się ponad głowami, a dłonie zacisnęły się mocniej. Gdy zbliżyli się na tyle, by czuć kąciki swoich ust, Alicja zatopiła się w rozkoszy. Patrzyli sobie głęboko w oczy, ich wzrok stał się jednością. Piotr jednak nie pocałował dziewczyny, objął jej twarz obiema rękoma, a na jej pełnych, jasnoróżowych wargach ułożył kciuki. Nic nie mówił, patrzył tylko w jej oczy. W milczeniu, we wszechogarniającej ciszy, która aż piszczała w uszach ucałował jej czoło. Ciężko było mu się z nią rozstać. Musiał. Ten pocałunek znaczył więcej, niż miliony najszczerszych słów. Był ciepły, kojący nerwy. Oddawał wszystkie uczucia, które dręczyły ich oboje. Temperatura ust Piotra, aż parzyła skórę dziewczyny. Skronie pulsowały niemiłosiernie mocno, krew wrzała. Czuła jego usta przy swoim ciele jeszcze długi czas. Mężczyzna wiedział, co ma zrobić, był przekonany co do racji swoich działań. Powoli wstał cały czas trzymając w dłoniach twarz Alicji.

– Uważaj na siebie. – Szepnął, po czym ruszył przez park.

Dziewczyna siedziała na ławce jeszcze kilkadziesiąt minut. Nie mogła otrząsnąć się z ekscytacji, podniecenia i żalu jednocześnie. Nie powiedzieli sobie, że się kochają, ale miłość przelewała się między zdaniami, unosiła się, jak chmura ponad ich głowami. Alicja wiedziała, że przydarzyło jej się coś całkowicie niezwykłego.

Kolejnego dnia w szkole na lekcji religii do sali zawitał nowy katecheta.

– Będę zastępował diakona Piotra na czas nieokreślony. Czekają go teraz święcenia i mnóstwo innych zajęć w parafii do której ześle go biskup. Nie obiecuje, że wróci, ale serdecznie Was pozdrawia. Może i jestem trochę starszy… - Tu po sali rozniósł się cichy chichot, gdyż nowoprzybyły kapłan był grubo po pięćdziesiątce. - …ale mam nadzieję, że także przypadnę Wam do gustu. –

Gdy Alicja wróciła milcząca do domu w drzwiach przywitała ją matka z okrzykiem:

-  Dostałaś list! – Rzeczywiście, dostała. Od Piotra. Bez zbędnych ceremonii napisał: „Pamiętasz, jak mówiłaś, że przypominam Ci wolnego ptaka? Właśnie wróciłem do domu.”

Dziewczyna uśmiechnęła się. Tak, jak zawsze robiła to do niego.

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1510
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1144
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1115
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 855
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 712
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 404
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1178
13
komentarze: 62 | wyświetlenia: 572
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 521
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 935
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 929
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1533
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1056
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Rozsądek ,czy kariera?

może i kariera, a może plan ułożony dawno temu, rozchwiany przez niespodziewaną sytuację.

Miłość jest wszystkim... najwyższym prawem, jeśli prawdziwa. Ciekawam tych paru lat w przyszłość... Wzruszyłaś mnie Aleksandro delikatnością opisów. Dziękuję.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska