Login lub e-mail Hasło   

Kościół na s(krzyż)owaniu

Dzisiejszy kościół katolicki przypomina autobus na skrzyżowaniu, który po dalekiej podróży, lekko obity aferami, z coraz mniejszą liczbą pasażerów za...
Wyświetlenia: 2.481 Zamieszczono 28/08/2011


 

 

Dzisiejszy kościół katolicki przypomina autobus na skrzyżowaniu, który po dalekiej podróży, lekko obity aferami, z coraz mniejszą liczbą pasażerów zatrzymał się, a jego kierowca, człowiek z ogromnym doświadczeniem, ale i przytłoczony ośmioma krzyżykami swojego długiego życia musi podjąć decyzję. Ma do wyboru cztery drogi, skręcić w prawo, w lewo, pojechać prosto, uzyskując kompromis lub  zawrócić.

 Decyzja tym bardziej trudna, że oprócz pasażerów są konduktorzy, którzy manipulują kierownicą, skrzynią biegów i hamulcem. Autobus od dawna nie jest monolitem, już w przeszłości ulegał erozji. Pisząc kościół mam na myśli nie wspólnotę wyznaniową, lecz kościół jako organizację. Wpływ ogółu wiernych na jej losy jest tak zmarginelizowany, że można go pominąć.

 Aby zrozumieć dzisiejsze kłopoty należałoby cofnąć się i prześledzić przebytą drogę. Cofnijmy się zatem do przystanku : 

 

Sobór Watykański I – zwołanego przez papieża Piusa IX w latach 1869 - 1870.

 

Sobór uchwalił  De ecclesia Christi, zawierającą doktrynę: "Romani Pontificis definitiones esse ex sese irreformabiles, non autem ex consensu Ecclesiae"

( " definicje Papieża Rzymskiego są same z siebie niezmienne, a nie wynika to ze zgody Kościoła"). To i dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności w połaczeniu z absolutnym posłuszeństwem wobec przełożonych kształtuje do tej pory relacje w kościele katolickim.

Konstytucja De fide catholica, traktująca o Bogu Stworzycielu, objawieniu, wierze, stosunku wiary do wiedzy dopełniały resztę. Odrzucono ateizm, racjonalizm, materializm i panteizm. To zrozumiałe.

 Sobór był dość dziwny, część ojców soborowych na znak protestu opuściło sobór, nie chcąc uczestniczyć w głosowaniu nad dogmatem. Po zajęciu Rzymu przez wojska włoskie obrady przerwano i nigdy nie wznowiono. Wielu hierarchów kościelnych sprzeciwiało się. Niektórych " przekonano", nieprzekonanych ekskomunikowano i doszło do rozłamu i utworzenia kościoła starokatolickiego. Główny cel został jednak osiągnięty. To zapoczątkowało okres dialogu dupy z kijem, trwający do dziś.

 W 1932 r Henri Bergson pisarz i filozof francuski laureat Nagrody Nobla opublikował :" Dwa źródła moralności i religii ", gdzie wyróżnił dwa źródła religii:

 statyczny i dynamiczny. Jego zdaniem religia statyczna jest wynikiem działania psychologicznych reakcji i mechanizmów obronnych. Kształtuje ją obawa i obrona przed dezintegracją społeczeństwa ukształtowanego przez nakazy i zakazy religijne, myśli o śmierci i domysły dotyczące życia po niej, ale także lęk przed przyszłością, który podsuwa idee bóstwa opiekuńczego i kochającego, zaś religia dynamiczna wykracza poza potrzeby tymczasowe, przemijające. Jest uniwesalna, to w niej człowiek wierzący w sposób mistyczny i transcendentny zmierza ku Bogu. 

 

Źródło statyczne powoduje zmienną w czasie ewolucję dogmatów, które są zdeterminowane historycznie. Stąd wniosek, że w miarę postępu naukowego,  ilości nowych informacji, wiedzy zmieniających naszą ocenę rzeczywistości, można i powinno się je ( dogmaty ) zmieniać. 

 

Jego przeciwnicy wykazywali, że bergsonizm zmierza tak naprawdę  ku negacji transcendencji, absolutności i niezmienności Boga.

 

Tak, czy inaczej poglądy Bergsona jednak miały ogromny wpływ na elity intelektualne w tym również katolickie.

 

To właściwie w wyniku tych sporów  papież Jana XXIII powołał :

11 października 1962 Sobór watykański II.

 

Sukcesu i zadowolającego kompromisu jednak nie uzyskano. 

 

Konserwatyści zarzucali soborowi porzucenie wielu dotychczasowych koncepcji, które ich zdaniem sprawdziły się w życiu Kościoła do tej pory i osłabienie pozycji KK w świecie. Dotyczyło to wielu aspektów: ekumenizmu, liturgii, pozycji i organizacji. Konstytucje soborowe to czysty modernizm, niepotrzebnie  złamano wiele ustanowionych wcześniej zakazów. Zmiany w liturgii określano jako jej protestantyzację.

Obawiano się, że mszę św. zastąpi nabożeństwo. Konserwatyści dopatrywali się  wpływów masonerii na decyzje Soboru. Głównym ośrodkiem konserwatywnej krytyki Soboru watykańskiego II był  arcybiskup Marcel Lefebvre, który  odmówił zaakceptowania zmian następujących po Soborze Watykańskim II, pociągając za sobą innych konserwatywnych księży francuskich. Początkowo część dokumentów soborowych podpisał, później odrzucił właściwie wszystkie jego ustalenia.

W czasie Soboru Watykańskiego II arcybiskup Lefebvre uczestniczył wraz z innymi osobami w odrębnej grupie wewnątrz soboru. Wkrótce powstało tradycjonalistyczne seminarium Lefebvre'a w Écône, a niechęć arcybiskupa do koncepcji Kościoła po Soborze (ekumenizm i inna liturgia) spowodowała ostry konflikt z Watykanem. Ruch integrystyczny rozwijał się mimo braku akceptacji ze strony Stolicy Apostolskiej, powstało Bractwo Świętego Piusa X  skupiające najbardziej radykalnych przeciwników soboru.  W roku 1988 bez zgody papieża Jana Pawła II wyświęcił czterech biskupów, za co został ekskomunikowany.

Moderniści zarzucali soborowi to samo i  dokładnie odwrotnie – zbyt małe i płytkie zmiany w Kościele jako instytucji, że Kościół katolicki pozostał instytucją niedemokratyczną, że marginalizuje się wiernych, sprowadzając ich do roli owiec, i że kościół zbyt mało angażuje się w przemiany społeczne po stronie biednych, słabych  i upośledzonych.


Sytuacja na zachodzie Europy.

 W tradycyjnie katolickiej Austrii ( 70 % katolików ) zauważa się bardzo głęboki kryzys religijny i w związku z tym, również kryzys powołań do pełnienia posługi kapłańskiej. Średnio na jedną parafię nie przypada nawet 1 kapłan! W 2001 roku w archidiecezji wiedeńskiej wstąpiło do Kościoła ponad tysiąc nowych wiernych, ale w tym samym czasie wystąpiło z niego 12,5 tysiąca, a w całej Austrii prawie 34 tysiące. W najbliższym czasie w Austrii zabraknie kapłanów. Księża, by objąć puste parafie, przyjeżdżają nie tylko z Niemiec, Polski, Chorwacji czy Czech, ale także z takich  krajów jak Demokratyczna Republika Kongo, Kenia, Nigeria, Filipiny, Indonezja czy Brazylia. W samej diecezji wiedeńskiej pracuje 136 polskich księży. 

 W Austrii niewiele osób korzysta ze spowiedzi w ciągu roku, za to duży ruch panuje przy konfesjonałach w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie i Wielkanoc. Komunia święta, inaczej niż w Polsce, jest podawana nie do ust a na dłonie wiernego. Co ciekawe, ministrantami mogą być również dziewczęta, ponieważ chłopców byłoby za mało.

 źr odło : www.opoka.org.pl/

 

W Austrii na jedną parafię przypada średnio 0,8 kapłana, podczas gdy dla porównania w Polsce trzy razy więcej – 2,4. W Austrii jest całkowicie inny system finansowania Kościoła niż w Polsce. Ludzie muszą z mocy prawa płacić tzw. opłatę kościelną, czyli podatek, który zbiera bezpośrednio Kościół. Wynosi ona 1,15% podstawy opodatkowania przy podatku dochodowym od osób fizycznych. Dla przykładu 87% dochodów Archidiecezji Wiedeńskiej pochodzi z tej opłaty. Pieniądze te idą na pensje dla księży i na utrzymanie świątyń. Proboszcz wraz z dodatkami może zarobić ponad 2000 euro miesięcznie. Ten system finansowania Kościoła w Austrii (wprowadzony w 1939 roku przez narodowo-socjalistyczną III Rzeszę) jest również w dużym stopniu odpowiedzialny za odejścia z Kościoła. Ludzie występują, aby nie płacić podatku kościelnego.

Wszystkie dochody i wydatki parafialne muszą być dokładnie zapisane i omówione. Istnieje specjalna parafialna rada finansowa, składająca się z 2-3 osób, która prowadzi i kontroluje wydatki parafii. W związku z dużą biurokracją parafia musi utrzymać dodatkowo sekretarkę do prowadzenia kasy parafialnej, która również zajmuje się przyjmowaniem intencji, chrztów, pogrzebów, ślubów itp. Ponadto pomagają także asystenci pastoralni, dzięki którym ksiądz nie musi zajmować się robotą papierkową.

 

Problemy, problemy i jeszcze raz celibat.

 

300 austriackich księży katolickich otwarcie domaga się zniesienia celibatu, wyświęcania kobiet i komunii dla rozwodników. Kościół grozi im ekskomuniką. Tak ostrego sporu w powojennym austriackim Kościele jeszcze nie było. Po jednej stronie stoi popierana przez kilkuset duchownych Inicjatywa Księży, która w niekonwencjonalny sposób chce zapobiec odchodzeniu wiernych od Kościoła. Po drugiej stronie stoi episkopat. 

 - Ta akcja doprowadzi nasz Kościół do rozbicia - tak kilka dni temu przestrzegał członków Inicjatywy biskup diecezji St. Pölten Helmut Prader. W powietrzu wisi ekskomunika.

 Założyciele Inicjatywy chcą rewolucji. Domagają się zniesienia celibatu i wyświęcania na księży kobiet. Chcą pozwolić świeckim na wygłaszanie kazań podczas mszy i udzielanie komunii rozwodnikom żyjącym w nowym związku. Protestowali też przeciwko zgodzie papieża na odprawianie mszy według tzw. rytu trydenckiego, czyli tak jak odprawiano je przed Soborem Watykańskim II.

 - Kościół to nie tylko papież i biskupi. To także parafianie, którzy od lat zgłaszają postulaty. W Kościele trzeba wprowadzić więcej demokracji, dać więcej do powiedzenia zwykłym ludziom - mówi ks. Helmut Schüller, były wikariusz generalny diecezji wiedeńskiej i założyciel Inicjatywy. Poparło go 300 księży, czyli co 15. austriacki duchowny katolicki.

 Hierarchowie odrzucają ich żądania. A arcybiskup Wiednia kardynał Christoph Schönborn, który przewodzi episkopatowi, zapytał szefa Inicjatywy, czy jest pewny, że wciąż jest członkiem Kościoła.

 Zbuntowani księża wystosowali pod koniec czerwca "Apel o nieposłuszeństwo". - Będziemy się modlić o reformy w Kościele. Bóg dał nam wolność słowa - zapowiedzieli, dodając, że w ich parafiach każdy wierny będzie mógł przyjąć komunię. - Solidaryzujemy się naszymi kolegami, którzy przez to, że zawarli związek małżeński, nie mogą pełnić posługi - piszą w apelu.

 Po jego publikacji między episkopatem a buntownikami wybuchł otwarty konflikt. - Można głośno mówić o swoich obawach i zastrzeżeniach do parafii. Ale czym innym jest wzywanie do nieposłuszeństwa, wypowiadanie obowiązków i narażanie światowego Kościoła na niebezpieczeństwo - stwierdził biskup Grazu Egon Kapellari.

 Kardynał Schönborn oświadczył, że jest wstrząśnięty treścią apelu, a kilka dni temu zagroził buntownikom ekskomuniką. Obawia się bowiem, że przeciąganie konfliktu doprowadzi do kolejnej fali odejść z Kościoła. W liczącej 5,5 mln katolików Austrii, w zeszłym roku z Kościoła wypisało się prawie 90 tys. ludzi. Zdaniem ekspertów to reakcja na ujawnione skandale pedofilskie, zdjęcie przez papieża Benedykta XVI ekskomuniki z biskupa lefebrysty Richarda Williamsona, który był kłamcą oświęcimskim, czy wyświęcanie na biskupów księży o bardzo konserwatywnych poglądach. Nic nie wskazuje na to, by w tym roku fala odejść miała osłabnąć.

 Natomiast prasa zauważa, że żądania zbuntowanych księży pojawiały się podczas dyskusji o Kościele w ostatnich latach. Episkopat powołał nawet specjalną komisję, która bada sprawę udzielania komunii rozwodnikom oraz zniesienia celibatu, a wnioski ma przesłać do Watykanu. Jak na razie jej praca nie przyniosła efektów.

 Hasła reformy Kościoła jeszcze nigdy jednak nie były formułowane przez tak zwartą grupę. Dotyczy to zresztą nie tylko Austrii, a całego Kościoła. - Nie jesteśmy grupą oszołomów. Popiera nas dwie trzecie wiernych. Mówimy o sprawach, które dotyczą wszystkich wierzących - mówił w kazaniu w zeszłą niedzielę ojciec Udo Fischer, jeden z przywódców Inicjatywy.

 Watykan już dawno wypowiedział się negatywnie o kapłaństwie kobiet. Jedyni żonaci księża, którzy mogą służyć, to anglikańscy duchowni, którzy wrócili na łono Kościoła, lub kapłani z Afryki, którzy otrzymali dyspensę od swoich biskupów. W sprawie dopuszczenia świeckich do ambon lub łagodniejszego traktowania rozwodników Watykan od dawna mówi nie.

 Kardynał Schönborn rozpoczął własne reformy Kościoła. W Wiedniu zamierza stawiać na młodych i wspierać małe stowarzyszenia religijne, a z powodu spadającej liczby wiernych łączyć parafie oraz sprzedawać kościoły, które świecą pustkami.

Jest jednak jasne, że prędzej czy później będzie musiał zdusić bunt w Kościele. Jednak ks. Schüller nie boi się ekskomuniki. - Kościół to nie jest firma, nie można mnie zwolnić. Nie zostawię go na pastwę losu - mówi.

 

źródło : PAP

 

Nieco lepiej jest w krajach, które w przeszłości uchodziły za katolickie jak Włochy, Hiszpania. Liczba powołań do stanu kapłańskiego jednak ciągle spada, nawet w Polsce.

W każdym kraju, w każdym episkopacie i w każdej parafii są konduktorzy konserwatywni i modernistyczni. Walka się toczy o kasowanie pasażerów. W którą stronę zjedzie autobus, tego nie wiem, choć kierowca mrugnąl migaczem puszczając oko do lefebrystów, na s(krzyż)owaniu wszak są jeszcze inne pojazdy, w postaci innych religii, poglądów itp. To proces zmian, które są nieodłączną częścią naszego życia. Ksiądz Rydzyk, ksiądz Natanek to tylko głośne tuby wierzchołka góry lodowej zwolenników poglądów arcybiskupa Lefebvre'a dodatkowo grających na nacjonalistycznych organkach. Konserwatyści zarzucają reszcie zdradę i współpracę z masonerią, reszta im odpowiada, że są oszołomami ciągnącymi kościół w średniowiecze.

 Kierowcy nie zazdroszczę, ani autobusu, ani konduktorów, ani pasażerów. I tak od wielu lat chodzę sobie pieszo.    

 

 

 

 

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2004
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1758
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1162
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1081
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1016
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 997
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 309
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 928
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 738
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1070
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 598
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 917
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Razem na spacer Hamiltonie? :)

  swistak  (www),  28/08/2011

Boga odnaleźć mogę tylko sama i we własnym wnętrzu. Im mniej, pożal się Panie, przewodników i kontrolerów, tym lepiej. A tobie proponuję kawałek czekolady, może magnez w niej zawarty pozwoli na zatrzymanie twojej własnej biegunki.

Prawda to oczywista,doświadczyłem,pisałem też o tym.pochwalam artykuł,z powazaniem

tup tup :-)

  berni*,  02/09/2011

Powiedziałbym że kościół stoi na rozdrożu, nie na skrzyżowaniu i zachowuje się jak początkujący kierowca. Sam nie wie jak się zachować i co robić. Pozdrawiam.

Bardziej przypomina mi to jazdę po "drogach" w Himalajach, albo w Andach, przepełniony wrak autobusu pędzi po krawędzi przepaści, a katastrofa i tak jest nieunikniona. Tak to jest jak się igra z ideą rozwoju i postępu

Mówiąc szczerze też nie zazdroszczę temu kierowcy. Prawda jest taka że jeśli nie przyłoży się prawidłowo do tego co go czeka (być może wzięcia zakrętu) to w najbliższych kilku max kilkunastu latach będziemy świadkami potwornej katastrofy, gdy ten autobus stoczy się w przepaść.

Eee-tam-przesadzacie,kolego!KK-ma-się-i-będzie-miał-się-dobrze-do-końca-dni-tego-świata.Tak-przynajmniej-mówi-Tekst-Źródłowy-Chrześcijaństwa.:-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska