Login lub e-mail Hasło   

Wyprzedaż godności

Życie polityczne dostarcza na co dzień niezliczonych przykładów potwierdzających niskie morale ludzi.którzy bądź co bądź reprezentują państwo polskie.
Wyświetlenia: 654 Zamieszczono 30/08/2011

Scena polityczna pełna jest miernych aktorów gotowych grać nawet poślednie role za bodaj czapkę gruszek w oczekiwaniu aż któryś z ważnych reżyserów zwróci na nich uwagę i być może zaangażuje do przedstawienia o większej randze. Przedmiotem marzeń rozpolitykowanych pretendentów jest eksponowane miejsce na partyjnej liście wyborczej gwarantujące występy na scenie głównej, czyli sali sejmowej.

 

 Niełatwo wspiąć się na polityczny piedestał przy obowiązującym obecnie porządku prawnym preferującym wyłącznie liderów dużych ugrupowań politycznych, którzy osobiście układając listy wyborcze praktycznie jednoosobowo decydują o składzie osobowym naszego parlamentu i karierach działaczy swoich partii. Przypomina to do złudzenia organizację struktur mafijnych, gdzie o wszystkim decyduje szef a żołnierze tylko wykonują rozkazy.

 

 Dlatego w polskiej polityce podobnie jak mafii nie ma miejsca na myślenie i wygłaszanie własnych opinii nawet na wewnętrznych forach partyjnych. Musiało to doprowadzić do znacznego zubożenia myśli politycznej skoro liderzy słuchają tylko specjalistów od politycznego pijaru a kierownicze gremia partyjne zajmują się niemal wyłącznie podejmowaniem takich działań, które mogą zaowocować podniesieniem słupków sondażowych.

 

 Trudno się dziwić, że w tych realiach wszyscy politycy danej formacji występujący w mediach mówią wyłącznie językiem swoich szefów nie wysilając się nawet do ubrania we własne słowa ich złotych myśli. Towarzyszy tym wypowiedziom obawa, żeby coś nie przekręcić i nie narazić się niepotrzebnie suwerenowi. Słuchając tych medialnych popisów politycznych klakierów człowiekowi patrzącemu trzeźwo na świat pozostaje tylko uśmiechnąć się z politowania.

 

Zycie polityczne dostarcza, na co dzień niezliczonych przykładów potwierdzających niskie morale ludzi bądź, co bądź reprezentujących państwo polskie. Zdarzają się jednak bardziej spektakularne przypadki politycznego samo upokorzenia. Bardzo pouczająca jest tu historia błyskotliwej kariery i bolesnego upadku pewnego sędziego z małego powiatowego miasta.

 

 Na fali bezprzykładnego sukcesu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego w wyborach parlamentarnych1993 roku nikomu nieznany działacz ludowy z głębokiej prowincji awansował na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli, czyli objął jedno z kluczowych stanowisk w państwie.

 

 Ludowcy nie utrzymali się przy władzy w następnej kadencji, lecz po niefortunnych rządach Akcji Wyborczej Solidarność zarysowała się perspektywa powrotu do władzy w koalicji z postkomunistami.  Usunięty ze stanowiska przez wywodzącą się z Solidarności ustępującą większość sejmową Janusz Wojciechowski, /bo o nim mowa\ związał swoje nadzieje ze spodziewanym zwycięstwem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, bowiem marzyło mu się objęcie teki Ministra Sprawiedliwości.

 

 Kiedy niepełne zwycięstwo SLD otworzyło drogę do ponownego objęcia władzy przez układ lewicowo-centrowy panu sędziemu marzyło się nawet wtedy stanowisko szefa rządu. Ostatecznie musiał się zadowolić godnością wicemarszałka Sejmu, co pozwoliło mu jednak utrzymać się w kręgu największych osobistości życia politycznego a po wpadce Waldemara Pawlaka awansować na niekwestowanego lidera ludowców.

 

 U szczytu kariery zawiodła go jednak polityczna intuicja i niekompetentni doradcy a może zaszkodziło też owocujące próżnością i arogancją upojenie skalą sprawowanej władzy. Coś w tym musiało być skoro przez nikogo nie atakowany zabłądził na własne życzenie wśród życiowych meandrów. Zapędził się w kozi róg przeprowadzając sie do Brukseli i pozostawił partię niejako na łasce losu i na pastwę żadnych zemsty rywali.

 

 W efekcie popełnionych kardynalnych błędów, które nie powinny się przytrafić tak doświadczonemu politykowi, cała władza wymknęła mu się z rąk. Na pocieszenie jednak pozostała wysoko opłacana posada posła Parlamentu Europejskiego, lecz niestety tylko do końca kadencji, Szukając ostatniej deski ratunku dla zachowania unijnej synekury były dygnitarz wpadł w objęcia Jarosława Kaczyńskiego, przyjmując posadę jednego z jego pretorianów.

 

 Chcąc ratować resztki dawnego splendoru Janusz Wojciechowski powołał do życia polityczną kanapę pod nazwą Polskie Stronnictwo Ludowe Piast i mianował się jej marionetkowym prezesem. Nadeszła jednak chwila, kiedy suweren, który sam znalazł się w opałach zażądał od wasala odrzucenia pozorów i formalnego potwierdzenia przynależności do Prawa i Sprawiedliwości.

  Wezwany do złożenia hołdu eurodeputowany pokornie i bez szemrania uczynił to, bredząc coś przed kamerami o wywodzącej się z Żoliborza skrajnie prawicowej formacji braci Kaczyńskich, jako o jedynej, prawdziwej partii ludowej.

 

 Jako przegrany polityk mógł Wojciechowski z honorem wrócić do swego, prestiżowego przecież zawodu a jednak połykając dla pieniędzy dławiące go upokorzenie postanowił trzymać się nadal klamki znanego z politycznego awanturnictwa lidera PiS-u, przyjmując do wiadomości, że fata nolentem trahunt. 

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2054
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1767
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1176
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1085
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1027
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1005
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 362
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1079
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 750
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 936
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 923
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 631
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





"Typowy polityk: mężczyzna po przejściach - z partii do partii." — Stanisław Fornal



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska