Login lub e-mail Hasło   

Pielgrzymka, dzień V

Etap z Żyrzyna do Łagowa.
Wyświetlenia: 882 Zamieszczono 01/09/2011

Dzień V:

Zrywam się na dźwięk budzika, nie wiem dlaczego uderzyła mnie adrenalina. Jestem gotów uciekać lub bić się. Szybko orientuję się, że jest 4.20, dopiero świta. Jesteśmy w szkole w Żyrzynie i już czas wstawać. Znowu to ja budzę wszystkich. Od wczorajszej nocy czuję się jak lokalny porządkowy… Szybko ogarniamy nasze rzeczy, jemy zupki chińskie. Chyba pierwszy raz od początku pielgrzymki. Mycie kubka i zębów. Oddaję bagaże. Po powrocie widzę kilka rzeczy chłopaków walających się po podłodze i w ogóle syf jak na pobojowisku. Wszyscy wracamy i elegancko sprzątamy.

Idziemy na Mszę, mamy dość spory kawałek do przejścia. Nie wziąłem bluzy. Trzęsę się z zimna. Na szczęście jest prawie bezchmurnie i wychodzi Słońce, więc będzie ciepło. Msza jest w czymś, co nazwałbym parkiem, lub nawet lasem. Tak czy siak jest tu pełno drzew. Siadam z chłopakami na naszych płaszczach. Celebransem Mszy Świętej jest nasz ksiądz biskup. W homilii mówi o tym, że pielgrzymka to stawanie się na obraz i podobieństwo Pana Boga. Nie głupie… idziemy na Jasną GÓRĘ. Ta góra… czyli idziemy po coś wyższego, aby stać się kimś lepszym.

Po hymnie (codziennie na rozesłanie śpiewamy nasz hymn „Lud Twój Panie”) szykujemy się do wyjścia. Moja grupa, 10a prowadzi kolumnę. Niewiar nie idzie, coś mu się stało z nogą. Łapię się za gitarę i idę do muzycznych. Ruszamy…

Gramy ładne piosenki. „To mi Boga przypomina”… to chyba moja ulubiona. Szybko orientujemy się, że ks. Biskup idzie na czole naszej grupy. Mały stresik, ale co tam… Na szczęście szybko nas opuszcza. Wchodzimy na ruchliwą trasę. W oddali widzę jakieś kominy, to chyba już Puławy.

Śpiewamy godzinki, po czym dalej gramy. Mijamy centralny porządek. U nas jak zwykle wszystko dobrze :) Pierwszy postój jest w Osinach.

Siadam z siostrami z trzynastki. Dziewczyny z mojej klasy, Nela i Doma. A także dwie jakieś nowe. Nazywają się Kasia i Olga. Jemy jakieś cukierki. Jak głupek usiadłem na mokrej trawie, cała pupa zmoczona. Wychodząc widzę naszego psa „Pielgrzyma”. Okazało się, że to suczka. Więc zmienili jej imię, tylko nie pamiętam na jakie. Żartuje sobie o niej z bratem pijarem z 14b. Taki z brodą, zapomniałem jak się nazywa.

Do kolumny dołączają się grupy: 16 (Parczew) i 17 (Włodawa). Tym sposobem uformowała się cała kolumna bialska. Są już wszystkie grupy: 10a, 10b, 11, 12, 13, 14a, 14b, 14c, 15a, 15b, 16, 17. Ciągniemy się chyba na 2 kilometry.

Idziemy dalej. Nadal ja gram. Od tej chwili, gdy schodzimy na postój, to przemarsz nie mówi już „odpoczynek 30 minut” tylko „odpoczynek na czas przemarszu kolumny”. Na tym etapie są rozmyślania. Idziemy trasą na Puławy. Jest trochę niebezpiecznie, ale wspaniały porządek czuwa nad wszystkim.

Kolejny postój jest w lesie przed Puławami. Pierwszy raz na tej pielgrzymce odwiedzam zaopatrzenie, czyli takiego busa z pączkami, piciem, słodyczami itp. Drogo, ale gdzie indziej kupię sobie takie wspaniałe bułeczki…

Na kolejnym etapie jest konferencja. Ksiądz mówi o posłuszeństwie Słowu Bożemu. Autorami ksiąg biblijnych byli ludzie, jednakże zostali natchnieni Duchem Świętym. Pismo Święte jest uniwersalne, wartości i prawdy w nim zawarte są niezmienne od wieków. Bóg mówi…

Brat techniczny niosący mikser wyjmuje kabel od gitary. Coś jest nie tak jak powinno, końcówka „jacka” została w wejściu w mikserze. Kabel od braci technicznych nie posłużył nam zbyt długo. Wyjmuję więc z plecaka kabel od ks. Wiesia. Ostatni jaki mamy, ma działać do końca pielgrzymki. Zatłoczona trasa do Puław. Spore miasto…

Wchodzimy śpiewając radosne piosenki. Ludzie przy drodze nam machają i pięknie się uśmiechają. Nawet biją brawo. Znowu czuję się jak ktoś ważny. Postój mamy w przy jakimś kościele. Cała kolumna bialska rozbiła się na trzy parafie (jesteśmy tacy fajni, że wszędzie nas chcą). Godzinny postój obiadowy. „Puławy, nad całym światem…” Jest jeszcze sporo jedzenia. Mieszkańcy są gościnni. Siedzę z Karoliną, Edytą, Anią itd. Przysiada się Mateusz, z powodu bolących pleców proszę go, żeby on trochę pograł. Cały postój ustala z dziewczynami co i jak.

Wychodząc gadam jeszcze z Nelą i Domą z mojej klasy. Idziemy dalej. Gra Mateusz. Przechodzimy przez most. Tak! To już pewna granica. Mijamy Wisłę… Za rzeką ludzie są o wiele mniej uprzejmi i ciężej znaleźć mycie, a co dopiero nocleg.

Mati szybko kończy, więc ja muszę grać dalej. Modlitwa Anioł Pański. Jest ekstremalnie gorąco. Wszyscy mają już dość, nie ma czym oddychać, pot leje się litrami. Odmawiamy różaniec. Dzisiaj tajemnice bolesne. Jezus także szedł w największej spiekocie, zamiast ciężkiego plecaka miał ciężki krzyż (poniekąd upodobniamy się do Niego). Wcześniej został ubiczowany. Każde uderzenie biczem jest moim grzechem… czy byłbym w stanie uderzyć Jezusa gdyby się nagle przede mną pojawił w ludzkiej postaci? Nie… więc dlaczego grzeszę?

Kolejny postój jest w Pachnowoli. Mieli do nas przyjść centralni muzyczni, ale okazuje się, że to nieprawda i ja muszę grać dalej mimo zmęczenia. Idę w pola kukurydzy załatwić pewną ważną sprawę. Siedzę z Justyną, Pauliną, Kingą itd. Obiecuje im, że pójdę z nimi któryś etap. Ale teraz nie mogę, muszę grać…

Idziemy dalej… Koronka do Bożego Miłosierdzia. Nadal strasznie gorąco. Kolumna blokuje nieco ruch pojazdów. Na tej trasie jest ich sporo, często stajemy… Jest ciężko, ale jednocześnie wreszcie czuje się pielgrzymkę. Jakby było zbyt łatwo, to by się to nazywało „spacer”.

Kolejny postój jest w Pająkowie. A dokładniej przy jakimś lesie, w rowie… Siedzę z Agnieszką i z Matim. Oblazły nas jakieś robaki. Nie zwracam na to uwagi, można powiedzieć, że się już trochę przyzwyczaiłem J Ostatni etap również gram ja. Wychodzimy, po chwili schodzimy z trasy i wchodzimy na jakąś małą, wiejską drogę. Jest już grubo po południu, więc upał nieco ustępuje.

Dzisiaj mamy piąty dzień pielgrzymki, więc po modlitwach wieczornych zostaje rozpoczęta nowenna do Matki Boskiej Częstochowskiej. Grupy czepiły się jakieś dzieciaki na rowerach. Ks. Wiesio pożycza „pojazd” od jednego z nich. To wygląda dość śmiesznie J Ks. Wiesio jedzie obok grupy na ciut za małym rowerze.

Oczywiście ma miejsce „radio bambino”, czyli codzienne wiadomości. Wchodzimy już do dzisiejszego celu, do Łagowa. Śpimy w remizie razem z grupą trzynastą. Znajduję sobie piękny kawałek podłogi na górze budynku, na dole jest sklepik przy którym gromadzi się lokalna, wiejska mafia. Jacyś starszy panowie degustujący tanie piwo. Obok bawią się dzieciaki. Przypomniałem sobie jak się grało w klasy (takie głupie skakanie).

Ja, Mateusz, Maro, Kamil i ktoś tam jeszcze idziemy szukać mycia. Przyjmuje nas taki starszy facet. Niestety jedyne co ma do zaoferowania to szlauf z naprawdę zimną wodą. Rozbieramy się do majtek. Jeden nas ochlapuje, a wszyscy biegają jak głupki, bo „zimno”. Takie mycie jest bardzo efektywne. Głównie dlatego, że jest szybkie. A to z dwóch powodów: po pierwsze, jest zimna woda, po drugie, reszta pielgrzymów idących drogą obok patrzy się na nas jak na ostatnich idiotów. Oczywiście zapraszamy ich do nas J Starszy pan, który nas przyjął jest chyba ateistą. Będziemy się za niego modlić. Oprócz tego strasznie dużo klnie. Po wyjściu mieliśmy niezły ubaw. Niezłe orzeźwienie po tak ciężkim dniu…

Rozpoczynamy china party pod remizą. Gotujemy wodę i jemy zupki chińskie. Mamy przy tym sporo radości, choć sam nie wiem z czego. Dzwonię do rodziców, podobno Andrzej Lepper popełnij samobójstwo…

Rozmawiamy także z siostrami z trzynastki. Naprawdę fajna grupa, prawie tak fajna jak nasza dziesiąteczka J

Najedzeni nadal siedzimy w tych samych miejscach czekając na apel jasnogórski. Ania twierdzi, że nie dam rady jej podnieść. Szybko udowadniam jej, że jednak dam radę. Niezła zabawa J To chyba jak dotąd najfajniejszy nocleg na pielgrzymim szlaku.

Zbliża się godzina apelu, prowadzi trzynastka. Wzruszający moment, trzymanie się za ręce. To naprawdę mocno buduje poczucie wspólnoty wśród nas. Po apelu jeszcze krótkie sacro. Śpiewamy i tańczymy pełni radości. Nie wiem jakim cudem, ale każdy znajduje jeszcze trochę siły w nogach, aby się bawić. Po tej krótkiej zabawie aniołki. Do medycznych kolejka aż do tej pory. Jedna dziewczyna zasłabła i musiała przyjechać po nią karetka. To znaczy, że nie pójdzie z nami dalej. Szkoda mi jej trochę…

Idziemy spać, układamy się elegancko w naszych śpiworach. Patrzę przez okno na horyzont. Ciemne chmury, czyżby jutro miała być brzydka pogoda? Przed snem opowiadamy sobie jeszcze brzydkie dowcipy, nie będę ich tutaj cytował J

Przetrwałem kolejny dzień, nadal bez żadnych bąbli. Jedyne co mnie boli to dłonie (od gitary) i plecy (od plecaka). Zasypiam… Bogu niech będą dzięki!

Podobne artykuły


14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 861
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 339
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 920
13
komentarze: 105 | wyświetlenia: 255
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 932
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 694
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1807
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1530
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 405
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 464
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 390
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 874
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 388
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 958
10
komentarze: 4 | wyświetlenia: 770
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  02/09/2011

Wszystkiego dobrego. :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska