Login lub e-mail Hasło   

Ostatnia taka barka

"Taka" czyli holowana, bez własnego napędu. Nie produkowana seryjnie, tylko jednostkowo, nie spawana, a nitowana. Stoi w Bydgoszczy na Torze Regatowym jako pływająca przystań Kl...
Wyświetlenia: 1.413 Zamieszczono 12/09/2011

"Taka" czyli holowana, bez własnego napędu. Nie produkowana seryjnie, tylko jednostkowo, nie spawana, a nitowana. Stoi w Bydgoszczy na Torze Regatowym jako pływająca przystań Klubu Motorowodnego "MORS".

Funkcję przystani pełni dopiero (!!!) 29 lat i tylko dzięki temu przetrwała do dzisiejszych czasów. Dzięki staraniom „morsów” ciągle utrzymuje się na wodzie i ciągle jest w dobrym stanie technicznym. W przeciwieństwie do wszystkich innych barek tego typu posiadanych w przeszłości przez Żeglugę Bydgoską, które zostały pocięte i sprzedane jako złom. 



Barka, która obchodzi w tym roku swoje 82. urodziny, ma oczywiście długą i bogatą w wydarzenia historię. Zbudowana w 1929 roku w Gdańsku, zwodowana została jako „ELLA” – własność szypra z Bydgoszczy. Eksploatowana była przy wożeniu towarów po Wiśle do wybuchu wojny i podczas okupacji. Była wtedy bardzo nowoczesną jednostką, można było na nią załadować jednorazowo około 700 ton ładunku. Po wojnie została oddana Polakom przez bratnią armię radziecką, w jakim stanie, dokładnie nie wiadomo. Przemianowana na „Ż 6004” służyła przez pewien czas na Odrze, a później znowu wróciła na Wisłę i pływała w Żegludze Bydgoskiej do 1978 roku. 



Obecnie jest przystosowana do funkcji, które pełni: przystani i hangaru. Dobudowano do niej specjalny pomost, wszystkie jej cztery ładownie zostały połączone wewnętrznym korytarzem. Zamontowany na niej elektryczny dźwig służy do wyciągania z wody jachtów i wkładania ich do ładowni, gdzie są hangarowane poza sezonem. W pomieszczeniach rufowych znajduje się świetlica i warsztat.


Barka jest unikatowa w skali kraju, ale w Bydgoszczy niewielu ludzi o niej wie. 

Podobne artykuły


14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 861
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 339
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 920
13
komentarze: 105 | wyświetlenia: 255
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 932
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 694
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1807
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1530
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 405
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 464
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 390
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 874
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 388
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 958
10
komentarze: 4 | wyświetlenia: 770
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  andrzejs,  15/09/2011

Pracowałem kiedyś barkarzu w "Stoczni Koźle". I różne cuda widziałem, np. robioną dla Niemców barkę o długości 120 m.

Ciekawe czy ktoś widział kierat? Do podnoszenia i "rzucania na wodę", świeżo zmajstrowanych barek, albo statków wycieczkowych? U nas rozebrali go dopiero w latach '80.

  barkarz  (www),  15/09/2011

Też pracowałem w stoczni remontowej w Bydgoszczy. U nas na pochylnię mówiliśmy po prostu - wózki. Jak jakaś barka miała dziurę w poszyciu "szła" na wózki.

  andrzejs,  16/09/2011

U nas Barkarzu na "wózku" wywoziło się barkę przed halę. A potem podczepienie do dźwiga i... kierat. A jak juz "podnieśli, to inni ciągnęli liny, żeby skierować ramię dźwiga nad wodę i spuszczali. Spuszczanie było trudniejsze od podnoszenia, bo musieli "hamować".



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska