Login lub e-mail Hasło   

Apteczka domowa

Róbcie od czasu do czasu przeglądy swoich apteczek domowych
Wyświetlenia: 3.335 Zamieszczono 06/10/2011

Jednym z moich hobby są apteczki domowe moich przyjaciół, znajomych, rzadziej nieznanych mi ludzi. Otóż każdy ma w swoim domu takie miejsce, w którym przechowuje swoje leki. Są to szuflady w kuchni, w pokojach, a nawet szafki w łazienkach, najrzadziej na strychach i w piwnicach. Interesują mnie tylko i wyłącznie leki przeterminowane. Zapytacie dlaczego? To proste. Po pierwsze, każdy posiada w swej apteczce domowej jakieś leki, którym upłynął termin ważności. Natomiast nie każdemu starcza odwagi na zużycie ich, bądź pozbycie się ich w jakiś sposób. Niektóre z nich są bardzo drogie. Nieraz trzeba specjalnie czekać na jakąś rzadką chorobę, żeby móc sobie zaaplikować taki lek, który jest już w momencie nadejścia choroby przeterminowany. I wtedy pojawia się dylemat. Wyrzucić, czy zażyć? Jak zażyję, to pomoże, czy zaszkodzi? Niektórzy spośród moich znajomych mają w swoich schowkach bardzo stare medykamenty. Wymienię dla przykładu: owowitynę, akron, madroxin, biseptol, tabletki z krzyżykiem i wiele innych. Z pomocą takim nieszczęśnikom przychodzę ja. Bywa, że chronię też jednocześnie ich dzieci od przypadkowego zjadania niebezpiecznych dla nich leków, które mogłyby się dostać w ich rączyny. Po drugie, jak zaznaczyłem na wstępie, jest to moje hobby, przy którym odczuwam nieodpartą potrzebę konsumowania leków wszelkiej maści, nie ważne na co, byle było dużo i o różnorakim działaniu. Niestety, wpadłem w nałóg, można by go określić “lekożerstwem”, który pozwolił mi przy okazji na zahartowanie swego organizmu i szybką jego odpowiedź na jakąkolwiek modną chorobę. Na kupowanie ogromnych ilości ważnych lekarstw po postu mnie nie stać. Gdy wcześniej odwiedzałem moich przyjaciół, wpuszczali mnie bez obaw, do czasu poproszenia ich o wskazanie apteczki domowej. Tak więc, jak tylko zdzwonię do drzwi przyjaciół, czy znajomych, od razu sieję popłoch i zamieszanie, ale nie wypada im nie wpuścić mnie do mieszkania. Ja zaś, po wymianie pozdrowień i uprzejmości, zmierzam prosto do ich apteczek. A co znajduje? Ho-ho-ho. Czego tam nie ma! Opatrunków nie ruszam, ale badam starannie daty leków, syropów, czopków, rozmaitych płynów do płukania, odkażania, no i wszelkiego rodzaju maści - te przysparzają mi najwięcej problemów, ale o tym później. Co się da, to faszeruję się natychmiast na ich oczach. Odkręcam buteleczki, rozrywam opakowania, czasem same się rozpadają, wyciskam tabletki i połykam popijając kranówą. Czasami trafi się aviomarin, ale najczęściej spotykam rutinoscorbin, raphacholin, antybiotyki, a nawet takie, o których pojęcia nie mam na co są. Co gęby, to to gęby, co do dupy, to do dupy - czopki oczywiście mam tu na myśli. Maści zabieram do domu. Wychodząc z gościny, bywa, że kręci mi się we łbie, robi na przemian zimno i gorąco, lata mi coś przed oczami albo momentami nic nie widzę (raz nawet uderzyłem głową w latarnie, ale na szczęście obeszło się bez obopólnego szwanku). Ale czego się nie robi dla utrzymywania zdrowia i wybawienia przyjaciół i znajomych z kłopotów? Przychodząc do domu, zaraz zaczynam od aplikacji maści. Nie ważne na co, organizm wchłaniając i tak sobie wybierze co mu potrzeba. Nieraz wyciskam na siebie prawie nie zużytą tubkę, np. voltarenu. Ale jak tu się kłaść do łóżka takim natłuszczonym będąc? No więc siedząc na gazetach i popijając jakieś przeterminowane, witaminizowane tabletki musujące, które po wrzuceniu do wody przestały - rzecz oczywista - syczeć i musować, odczekuję parę godzin aż się wchłonie co się ma wchłonłąć i robię sobie kąpiel. Innym razem, wrzucam do wanny jakiś zdobyty środek odkażający, np. nadmanganian potasu. Skutek jest taki, że wychodzę po takiej kąpieli cały brązowy, ale to już mniejszy problem. Nawet, jeśli wzbudzam zaciekawienie sąsiadów swoim niezwykłym kolorem skóry.

A teraz pora na ostrzeżenie. Nie trzymajcie w swych apteczkach domowych leków przeterminowanych, czekając na chorobę, która nie ma zamiaru prędko nadejść. W razie czego, kogo zawiadomić już wiecie.

Podobne artykuły


16
komentarze: 110 | wyświetlenia: 633
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 894
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 954
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 377
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 959
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 728
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1645
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 502
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 428
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 987
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 441
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 915
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 496
10
komentarze: 0 | wyświetlenia: 349
10
komentarze: 13 | wyświetlenia: 362
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  hussair  (www),  07/10/2011

Dzięki za ostrzeżenie! A ja, cholera, trzymałem w apteczce suszone morele i miód Manuka...

Hmm... mnie to też jakby nie dotyczy... Trochę arszeniku, dziurawca, bromu, jadu żmiji... Nie, nic co by można było podciągnąć pod leki:P

  jotko49,  07/10/2011

Stosowane dawki zapewne nie ujawnisz...hehe

Hahaha... To straszak, jakby ktoś chciał mnie odwiedzić:P Ale, ale:) Naskalna przeżyła:) Czarownice są uodpornione:)

  jotko49,  07/10/2011

No ,gościnna to ty jesteś.A tak po cichu...co zaordynowałaś?

Jak to co??? Malinówkę, winko, winko malinówkę...:)

  hussair  (www),  07/10/2011

Też chciałbym takiej trucizny. ;)

Zapraszam serdecznie:P W tym roku z braku dostępu do winogron, serwowana jest malinówka i granatówka, ale znając życie, to termin przydatności do spożycia minie 02.01.2012 roku... Później nie będzie co spożywać:)

  hussair  (www),  07/10/2011

:))

Jotko, ty ciekawskie nasienie... TM zapomniała dodać, ze jeszcze nafaszerowała mnie kulkami homeopatycznymi... które do dzisiaj podżeram:) Dobre na wiedźmowatość, hehe...

Drogi autorze, niech Ci do głowy nie przyjdzie zawędrować do The Meaning, bo żywy stamtąd nie wrócisz :)

  Amicus,  07/10/2011

;) :)

Ee.. Asiu, myślisz, że zaszkodzi?? To tak na odtrutkę z pół szklanki spirytusu duszkiem:P Jak złapie oddech to będzie żył:P

Będzie żył o ile cyjanku przeterminowanego nie znajdzie, chociaż diabli wiedzą jakie ma działanie, po okresie przydatności do spożycia. Tak na marginesie. Jak długo można przechowywać jad żmii?

  jotko49,  07/10/2011

Jad teściowej do czasu jej zejścia lub pozyskania zmienniczki.Z Czarnej Wdowy do uprawomocnienia się wyroku...

:D

  hussair  (www),  07/10/2011

Ups, Jotko, to się nazywa głos fachowca! :)

Rycerzu, a co Ci się stało, że tak wcześnie się pojawiłeś? ;)

  hussair  (www),  07/10/2011

Wstałem, aby odprowadzić syna do szkolnego autobusu. Głowa kiwa mi się jak wejherowski kuter na sztormowej fali, a w oczodołach podpierają powieki dwa drewniane słupy wykradzione z kopalni soli...

Bardzo oryginalne hobby:)))

Jak długo? Nie mam pojęcia... Schodzi na bieżąco:)

  jotko49,  07/10/2011

Wobec tego poleciłbym uzupełnić i poszerzyć asortyment,choćby o botulinę.
Ponoć bardzo skuteczna i wygodna w użyciu.

Wiem:):):):):) Jednak jest mała różnica, jad mięśnie paraliżuje, botulina zwiotcza... Niestety czasami wszystkie zwiotcza... i trzeba sprzątać:(

A co powiecie o teściowej i czarnej wdowie w jednym, mam takie hmmm... zwierzątko w domciu więc mogłabym rozpocząć produkcje masową, bo jadu ma tyle co całe stado ;)

  hussair  (www),  07/10/2011

I co to jest??

Mała podpowiedź Asiu jak się rozprawić ...
Mały wężyk mówi do taty:
-Tato, czy ja jestem jadowity?
-Tak, synku. A czemu pytasz?
-Bo właśnie ugryzłem się w język.

HEHEHE Doskonałe, ale i prawdziwe:))))

  jotko49,  07/10/2011

Fakt.Zero satysfakcji,masa sprzątania.
Wobec tego teoretyk ustępuje pola Praktykowi...
ratunku!

No cóż, nie chwaląc się ... praktyka czyni mistrza:) Jotko czemu ratunku od razu, jak masz ochotę to mogę przyjąć Cię na staż. Wiesz ile jest zgłoszeń?... a to teściowa niedobra, a to mąż zdrajca...:P

  Amicus,  07/10/2011

Znalazłabyś sporo chętnych na ten staż wśród uczestników "modlitwy balkonowej" z pewnego filmu Koterskiego. ;)

eee... to najwyżej jakaś belladonna lub china rubra w większych ilościach... W "tym" się nie lubię babrać:/
A co do chętnych, to nie ma tak. Staż tylko dla tych, co teorię opanowali!:)

  Amicus,  07/10/2011

Hm... Twoja wiedza nt. działania pewnych specyfików coraz bardziej mi imponuje... i trochę niepokoi...
Masz coś wspólnego z medycyną sądową? ;)

Nic mi nie udowodniono:)

  jotko49,  07/10/2011

Skoro używasz przeterminowanego bromu ,nie dziwić się mężom.
Lecz na "wredną Babę" wciąż brak antidotum.

Jak to nie ma??? Druga wredna baba:) Czym się strułeś...:P

  jotko49,  07/10/2011

Toć to byłby podwójny kac i uzależnienie.W mym przypadku potrójny.
Czas do zaklęć wrócić.
Nie słychać tam gdzieś ryku dopalaczy pojazdu nadlatującej czarownicy Eiobowej?

  hussair  (www),  07/10/2011

Nie słychać...Warzy pewnie jakiś straszny eliksir, od którego rogi i ogony kozłów nam powyrastają...

  Amicus,  07/10/2011

...jako i kopytka ;)

  hussair  (www),  07/10/2011

...już mnie coś pantofle pęcznieją, a uwierają...

  Amicus,  07/10/2011

Poczęstowała Cię?

  jotko49,  07/10/2011

Oj ,skuteczna ci ona.
Ostatni wszak, już któryś miesiąc w samotni ,nad ciemną wodą swe rogi prostuje.

Oj Jotko. Heh... jakby to wyjaśnić... jak psa psem poszczujesz, to się same wygryzą... (bez urazy:P)
Hussair: no co Ty,,, Krem według przepisu Asasella jedynie, bo brakło:)

  Amicus,  07/10/2011

.

  hussair  (www),  07/10/2011

...i wyprostować nie zdoła. Ani ogona odciąć - bo w miejscu każdego odciętego ogona wyrastają trzy następne.
Nie, nie poczęstowała, ale opar, znad kociołka porwany wiatrem, dotarł i już zadziałał...

Co to za krem, tam do kata?!

  Amicus,  07/10/2011

Może wywar z postpowidłowych pestek z dodatkiem kłaków wyrwanych z grzbietu czarnego kocura o północku podczas pełni księżycowej? ;) :)

  Amicus,  07/10/2011

"Tam do kota" chciałeś rzec chyba?;)

  hussair  (www),  07/10/2011

Tak, tam do kota (czarnego)!

Ja wam chłopcy zaraz ryknę! A kocura mego czarnego tylko do piersi tulę...włos mu z ogona nie spadnie:) I Hussarzu, słusznie o tych rogach krótkich, średnio zakręconych prawisz... a opary powidlaków cuda potrafią zadziałać...

Oj panowie, iście diabelskie to mazidło i składu zdradzić nie mogę, a jakie ma działanie? Lekturę polecam:)
http://jezyk-polski.cislo.pl/m(...)/20.htm

  hussair  (www),  07/10/2011

To mi krem! Nr telefonu do Asasella, proszę.

Jesteś pewien że chcesz się z wysłannikiem diabła kontaktować? Oni ludzi w prosięta zmieniają, a by namieszać jeszcze bardziej, śpiewać każą, aż do postradania zmysłów:)

  Amicus,  07/10/2011

"...śpiewać każą, aż do postradania zmysłów."
I to by tłumaczyło estradową nadaktywność niektórych naszych wokalistów/wokalistek...

  hussair  (www),  07/10/2011

:))
chrum... chrum...

Znaczy śpiewać nie będziesz?:) Kastaniety czekają:P

  hussair  (www),  07/10/2011

chrum... chrum...

Idę po zatyczki:P

  hussair  (www),  07/10/2011

chrum? :(

  Amicus,  07/10/2011

Tak mi się skojarzyło z hussairowym chrumkaniem:

Blondynka patrzy na gniazdko w ścianie i mówi: biedna świnko, kto cię zamurował?...

Ale was Bułhakowem załatwiła:)

  Gamka  (www),  07/10/2011

Andrzeju !!! ...czy Ty żyjesz jeszcze ?? :D

Tak. Planuje dzis odwiedzic przyjaciól po 22. bo mnie mnie sie spodziewaja, a od czasu ostatniej wizyty uplynelo sporo czasu. Spodziewam sie znalezc przeterminowane zelazo i cynk.

  Areva,  07/10/2011

Kondolencje dla pańskiej wątroby, która przez właściciela narządu ma umiłowanie do szamania (dodatkowo) przeterminowanych leków, ma dodatkową charówę w dekstylizacji organizmu;). Mówię że pańska wątroba to jakiś hardkor że ma jeszcze siłę być w naturalnym stanie;)

Nie jest tak zle. Dostaje wszystko co ma w nazwie hepa...

Zapraszam do Wieży Jaskółki - ja to nawet ziółka z Ukrainy dla szanownego znajdę:) I resztek antybiotyków ci u mnie dostatek, nie chorowalim ostatnio przez trzy lata, wiec akurat przeterminowane wg wymagań:)

Aha... ale powidlaków nie oddam, bo po łasuchowaniu Turkucia Podjadka tylko dwa słoiki mazidła udało się uratować na zimowe depresje... ale szafką lekową służę jak najbardziej:)))

  Rotek  (www),  08/10/2011

Mogło być gorzej. Mógłeś sobie za obiekt upodobania wziąć barek :p wtedy szybko byś przyjaciół stracił :D
Ja lubię ludziom opróżniać lodówki, ale to chyba dość popularna dyscyplina. Wciąż jednak rzadko tolerowana :(



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska