Login lub e-mail Hasło   

Uwielbiam McDonald’s

W dobrym tonie jest nie jeść w McDonald’s. Bo to niezdrowo, bo to mega-korporacja, bo jedzenie tam jest straszne i od tego się tyje i w ogóle to badziewie.
Wyświetlenia: 1.044 Zamieszczono 21/10/2011

Przyznaję się: wiem jak wygląda to miejsce od środka, zatrzymujemy się tam w trakcie podróży, gdy ja jestem na wyjeździe też czasem tam się stołuję. I pomimo tego, że nie polecałbym diety tam dostępnej jako podstawy zbilansowanego odżywiania to żywię do tej marki ogromny szacunek. Głównie za inspirację biznesową i oczywiście tą związaną z rozwojem własnym w praktyce.

Nie za każdym razem, ale bardzo często czegoś się uczę o życiu, gdy tam kupuję. Sytuacja numer jeden – kontekst kariera: dwie dziewczyny rozmawiają w kolejce „Jak można tu pracować? Ja bym nie mogła pracować w taki sposób!”. Wygląd dziewoi wskazywał, że rodzice fundują wysokie kieszonkowe i nie tylko w gastronomii, ale też w żadnej innej działce autorka powyższego cytatu nie angażowała swoich talentów. Zastanowiłem się „A co jest takiego złego w pracy w McDonald’s?”. Sam przepracowałem dużo czasu zbierając jabłka, jeżdżąc traktorem, wbijając pale podtrzymujące jabłonki w sadzie, wiążąc drzewka do tychże palików, zrywając jabłka, wożąc je na targ i sprzedając tam. Mogłem sobie wyrobić przekonanie, że chcę w życiu robić coś innego. I jest jedna bardzo ważna rzecz, której to doświadczenie mnie nauczyło: szacunek dla pracy. A oprócz tego docenianie tego jak świetną pracę mam teraz. Morał z tej historii: nie ma pracy, która czegoś nie uczy. Jeżeli masz gdzieś zacząć to tego typu organizacja jest naprawdę niegłupia, bo doświadczysz wszystkiego, co występuje zawsze: konfliktów, pracy w zespole, organizacji swojej pracy, kontaktu z klientem, pracy w stresie.

Sytuacja numer dwa – kontekst biznes. To bardziej przemyślenie odnośnie biznesu. Na jak ogromną skalę ta firma działa! Jak niesamowicie się rozwija! McDonald’s działa na zasadzie franczyzy. Masz odpowiednio duża kasę możesz zostać właścicielem takiego biznesu. Firma dostarczy Ci know-how jak  prowadzić, żeby miał ręce i nogi. Dostajesz gotowca do wdrożenia. Oczywiście masz swoje problemy do rozwiązania, ale to inna sprawa. Dla mnie imponujące jest jak wspierają tę aktywność na poziomie globalnym. Reklamy zatrudnienia, reklamy marki, żeby napędzać biznes dla swoich partnerów (i siebie oczywiście też). Niesamowita skala działania i poziom wykonania. Aż się prosi uczyć się jak buduje się procesy biznesowe na taką skalę! I tak dobrze działające.

Sytuacja numer trzy – kontekst rozwój osobisty. Pewnie wiecie jak to jest. W drodze zatrzymujecie się, żeby odpocząć. Idziecie do kolejki i czekacie, żeby zamówić to, co was interesuje. Jeżeli dorzucicie do tego wygłodniałe dzieciaki i tłum innych wygłodniałych wokół zaczyna się ciekawie. Mam jakoś tak, że atmosfera miejsca szybko mi się udziela. Pośpiech, nerwowość, chęć opuszczenia tej kolejki i chwili spokoju po 400 km drogi. Jeżeli stoisz 20 min. w kolejce to automatycznie zaczyna się budować w głowie negatywny ciąg myślowy: ale mnie to wkurza, ale mnie to wkurza, ale durne miejsce, ale mnie to wkurza, ostatni raz tu jestem, ale mnie to wkurza. Znacie to? Zanim dojdziecie do kasy macie ochotę udusić wszystkich dookoła. Jak odchodzicie od kasy nadal jesteście w tym samym trybie i kłótnia przy stoliku o jakieś pierdoły gotowa. Tak było, gdy jechaliśmy na początku lipca do Łeby.

Zastanowiłem się, jak zwykle, „o co chodzi?”. Jak to się dzieje, że początkowo mam inny zamiar, a co innego wychodzi. Zamiast odpocząć jestem bardziej zestresowany i wkurzony? Oczywiście wszystko jest w głowie. Ilość stresorów w długiej kolejce jest spora, bo dostosowujesz się też do tłumu, który ma dokładnie tak samo negatywne podejście. Jeżeli zdecydujesz się na „płynięcie z nurtem” po prostu dostosujesz swoje zachowanie do otoczenia. A tym samym nie realizujesz swojego celu, tylko to, co wymusza na Tobie otoczenie. Możesz zrobić eksperyment samodzielnie, albo się zastanowić, kiedy stało się podobnie.

Skoro doszedłem do tego wniosku, to kolejne pytanie brzmiało: jak to zmienić? Odpowiedź jest banalnie prosta: skup się na celu, czyli „relaksuję się i odpoczywam, miło spędzam czas”. Co dziwne, albo i nie, to działa! Samo zorientowanie się, że zaczynasz działać wg. zaprogramowanego wzorca powoduje, że odzyskujesz pewien poziom kontroli nad sobą. Spróbowałem kolejnym razem – bez pudła! Sytuacja taka sama, albo nawet gorsza, a ja się relaksuję i cieszę chwilą.

To może banalny przykład, ale takich najwięcej nam się trafia na co dzień. Co ważne ten schemat działania wbity w głowę można wykorzystać w innych sytuacjach. Jest tak, że pewne sytuacje uruchamiają „przełącznik” i zachowanie uaktywnia się samo, natomiast można nad tym pracować. I to jest dla mnie praktyka rozwoju osobistego. Przełóż to co wiesz na małe rzeczy, używaj codziennie, a można oduczyć się szkodliwych dla siebie zachowań. W kolejce i nie tylko.

Jakby to wszystko podsumować? Nieważne gdzie jesteś, ważne czego się uczysz.

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1759
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1703
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1120
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1044
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 957
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 967
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1031
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 677
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 876
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 410
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 569
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 569
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 595
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





"Sam przepracowałem dużo czasu zbierając jabłka, jeżdżąc traktorem, wbijając pale podtrzymujące jabłonki w sadzie, wiążąc drzewka do tychże palików, zrywając jabłka, wożąc je na targ i sprzedając tam. Mogłem sobie wyrobić przekonanie, że chcę w życiu robić coś innego."

"Nieważne gdzie jesteś, ważne czego się uczysz."

Artykuł bardzo rzeczowy i pozbawiony uprzedzeń. Bardzo dobry.

  spiderul,  21/10/2011

Hmm, tytuł tekstu przyciągnął mnie swoją siłą - gdyż jako "pełnokrwisty" wegetarianin - zwyczajnie ciekawy byłem, za co takie uwielbienie?
Tekst przeczytałem z zainteresowaniem, ale mam ogromną trudność z jego oceną.

O ile za cześć 1 dałbym pełnego plusa, o tyle mam bardzo mieszane uczucia, co do punktu 2 i 3.
Punkt drugi wywodu - masz rację, firma faktycznie pokazuje, jak na

...  wyświetl więcej

Nie mam kompletnie żadnych oporów przed Mc'Donaldem, a to zasługa mojego wspaniałego dziecka, które owszem, dostaje białej gorączki na widok tego znaku, ale wyłącznie ze względu na zjeżdżalnie i plac zabaw. Jedzenia nie tknie:)
Tytuł przeraża, ale artykuł bardzo interesujący:)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska