Login lub e-mail Hasło   

Chór Alexandrowa, czy jednak Aleksandrowa?

Skąd ten iks w nazwie?
Wyświetlenia: 1.032 Zamieszczono 01/11/2011

Aleksandrow

Brawurowo wystąpił chór Aleksandrowa w Polsce 25 października 2011, który przybył na granicę Gdańska i Sopotu (wielka hala „Ergo Arena”, choć czy odpowiednia do przeżywania takich wydarzeń?). Wspaniały i wzruszający występ, zwłaszcza patetyczne pieśni oraz wielki ukłon w stronę Polaków – „Maki na Monte Cassino” (za PRL-u i ZSRR nie do pomyślenia) śpiewane po polsku z lekką rosyjską naleciałością. Widzowie wstali i wielu uroniło.

Już przed wojną zespół zyskał sympatię i uznanie (W 1937 zdobył Grand Prix Wystawy Światowej w Paryżu).

W hali zaśpiewano również przewodni motyw muzyczny z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (i oczywiście nie pochodzi ten utwór ani z pamiętnika Adolfa, ani Józefa, choć to właśnie oni ją rozpoczęli!).

Z racji miejsca, w którym odbył się koncert - na terenie byłego Wolnego Miasta Gdańska - nie można było pominąć historycznych wątków, zwłaszcza że na płytach chóru, sprzedawanych w przerwie, widniała angielska nazwa „Red Army”, czyli „Armia Czerwona”, która nie zawsze kojarzyła się nam z armią wyzwoleńczą.

Armia ta, jakże ceniąca sobie chór pana/towarzysza Aleksandrowa, celowo zniszczyła Gdańsk po przegonieniu hitlerowców i koszmarnie rozprawiła się z wieloma mieszkańcami, których (omyłkowo?) wzięto za rodowitych Niemców.

Gdyby Hitler nie naruszył przyjacielskiej granicy ustalonej z Sowietami w 1939, to nie zginęłoby 600 tysięcy radzieckich bohaterów za naszą wolność podczas parcia na Zachód, ludzi niosących hasła (żeby tylko!) swej (niefortunnej od samego początku) rewolucji. Ilu z nich strzelało wcześniej do naszych? O czym myślała rosyjska matka poległych dwóch synów, z których drugi zginął za wolność Polski, ale pierwszy stracił życie za jej zniewolenie? Dla niej obaj są ważni, ale kogo mamy bardziej  szanować my, Polacy?

Gdyby wódz III Rzeszy nie napadł zdradziecko na swych sojuszników, niewykluczone, że chór występowałby w podobnym składzie, jednak nie na granicy Gdańska i Sopotu, lecz w Danzigu i Zoppocie, czyli nieopodal przedwojennej granicy WMG z Polską, zaś jego trzeciorzeszański odpowiednik, na zasadzie wymiany (sic!) kulturalnej, występowałby w Moskwie.

Nie byłoby jednak różnicy w posiadaniu samochodów - rewelacyjni pieśniarze obu sojuszniczych armii jeździliby doskonałymi niemieckimi mercami i innymi autami z Niemiec/Rzeszy, chyba że w Sowietach obowiązywałyby do dziś twarde komunistyczne reguły, zabraniające posiadania luksusowych dóbr.

Na początku, podczas wykonywania wzruszających patriotycznych (rosyjskich) pieśni, na telebimach ukazano filmiki z walk okresu rewolucji, jakże podobne do zmagań przedstawianych przez naszych reżyserów realizujących swoje dzieła z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Obrazy z czasów wojny ojczyźnianej (pędzące pociągi) kojarzyły się z masowymi wywózkami naszych rodaków na Wschód, której to podróży oraz pracy ponad siły w niewolniczych warunkach, wielu z nich nie przeżyło.

Chór Aleksandrowa był wielką patriotyczno-propagandową bronią, zatem był nieustannie emitowany przez radzieckie rozgłośnie, zresztą podczas wojny jakież to niby utwory miały być propagowane w eterze, skoro dżez był zabroniony już podczas rewolucji, zaś roka jeszcze nie było. Z pewnością katyńscy siepacze, po swej ciężkiej pracy (likwidacja wrogów nie tylko Rosji, ale i rewolucji - oficerowie burżuazyjnego sąsiedniego państwa), w ośrodku wczasowym NKWD koili swoje nerwy i oszukiwali sumienie nie tylko przy spircie, ale także słuchając pięknych pieśni chóru Aleksandrowa. A czego niby słuchali żołnierze transportujący w bydlęcych wagonach polskie rodziny na nieludzką wschodnią ziemię?

Wraz z Rosjanami tworzymy wielką słowiańską rodzinę i wszyscy powinniśmy o tym pamiętać, zatem zawsze powinniśmy współdziałać. Szkoda, że obie strony (jednak częściej strona rosyjska) o tym zapominały.

Rosyjska strona także jest pamiętliwa, wszak za parę dni, 4 listopada, w całej Rosji obchodzony będzie kolejny Dzień Jedności Narodowej. Ustanowione w 2004 przez Putina święto narodowe przypada w rocznicę wyzwolenia Kremla spod polskich rządów (1612). Uznano to za tak doniosłe historycznie wydarzenie, że zastąpiło ono dotychczasowe święto 7 listopada, które upamiętniało rocznicę przewrotu bolszewików z 1917 (przez lata to listopadowe święto nazywane było bardziej uroczyście - Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa). Pamiętliwi ci Rosjanie... I całkiem prowokacyjne to święto.

Ponieważ Rosjanie nie tylko śpiewają, ale ponadto tańczą, zatem określenie „chór” nie jest zbyt ścisłe, jednak nawiązuje do początków działania tej artystycznej grupy (w niektórych językach, w Wikipedii, grupę tę określono jako zespół).

Zaskakująca jest nazwa tego chóru. Otóż podczas koncertu oraz w artykułach prasowych i internetowych określany był jako „chór Alexandrowa”, co jest błędem niekonsekwencji. Z angielska „Alexandrova”, ale z polska „Aleksandrowa”. Pisanie „Alexandrowa” albo „Aleksandrova” jest omyłką, dziwacznym miksem! Podobny błąd popełniono w Gdyni, w której mieści się „Yacht Klub”. Młode pokolenie nie pamięta towarzysza Leonida Breżniewa (po polsku), ale po angielsku to Brezhnev. Cóż byśmy powiedzieli na pisownię np. „Brezhniew”? A podobnie napisano „Alexandrowa” - pierwsza część po angielsku, druga po polsku...

Wikipedia podaje tę nazwę w innych językach – po polsku „Chór Aleksandrowa” („ks” oraz „w”, nie „x” oraz „v”), po angielsku „Alexandrov Ensemble”, po niemiecku „Alexandrow-Ensemble”, po włosku „Complesso Aleksandrov”, po fińsku „Aleksandrovin yhtye”, po węgiersku „Alekszandrov-kórus”. Jak widać, zastosowana a krytykowana pisownia nawiązuje do nazwy... niemieckiej, ale dlaczego?

Chór (zatem) Aleksandrowa był prowadzony przez Aleksandra Aleksandrowa i po jego śmierci przez syna Borysa, jednak polska internetowa strona ma również błędną nazwę - http://www.chor-alexandrowa.pl (inne nazwisko i inna nazwa chóru). Na głównej stronie pochwalono się – „Jedyny, oryginalny, niepowtarzalny”. Zaiste, i to w dwóch aspektach – twórczość artystyczna (rewelacyjna) oraz... oryginalna pomyłka w nazwie.

Tamże również przypomniano, że „W ciągu całej historii zespołu 126 aleksandrowców za swą działalność zostało wyróżnionych honorowymi tytułami”, czyli nie nazwano artystów alexandrowcami – skąd więc ów iks wzięto? Kto teraz poprawi błąd? (O)błędna komuna trwała kilkadziesiąt lat i w końcu ją poprawiono...

Nasze sąsiednie narody powinny rozwijać się pokojowo, bogacić i przyjaźnić - dzisiaj Chór Aleksandrowa opowiada się po właściwej stronie i z pewnością służy dobrej sprawie, czyli przyjaźni polsko-rosyjskiej, dlatego należy mocno akcentować dobre strony naszego współistnienia, jedynie delikatnie wspominając ciemniejsze strony przeszłości. Naród, który zapomina o swej historii...

Podobne artykuły


16
komentarze: 110 | wyświetlenia: 678
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 959
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 386
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 900
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 963
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 518
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1663
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 736
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 501
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 433
11
komentarze: 24 | wyświetlenia: 485
11
komentarze: 298 | wyświetlenia: 450
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 992
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 921
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 782
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Cóż - generalnie uwagi jak najbardziej prawidłowe. Ów miszmasz językowy wprowadza mnie w amok. Świadczy o zwyczajnej nieznajomości naszego, polskiego języka.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska