Login lub e-mail Hasło   

Jak nie należy. Czyli mądrości starego tetryka...

Był pierwszy kwietnia. Lata osiemdziesiąte. Ale, który to był rok? Wybaczcie, moja demencja nie pamięta. We Wrocławiu szalała wiosna, bzykały pszczółki...
Wyświetlenia: 1.675 Zamieszczono 07/11/2011

...i forsycje żołto się zółciły.

Gdzieś około drugiej w nocy, gdyśmy o trudach i zagadkach życia “dyskucili”, za pomocą flaszeczki, rzecz jasna, naszła mnie myśl strzelista. Bo innych naówczas nie miewałem...

I, dzięki kolejom naszym, ukochanym a także autobusom, już około dziesiątej znaleźlismy się w Przesiece. A plan był bardzo prosty. Chcieliśmy wejść na grań do schroniska Odrodzenie. Tam mieliśmy napić się browarka,( który nota bene, trza se było przynieść...) tak dla zdrowotności, i zejść spowrotem. Czyli najnormalniejszy odpał...

To, że w Przesiece była regularna zima tylko lekko nas zdziwiło. Bo wówczas trudno nam było o zdziwienie...

W bardzo wesołych nastrojach ale w nie bardzo szybkim tempie weszliśmy na grań. I zupełnie do nas nie dotarło, że pogoda szybko się zmieniała...

Do Odrodzenia doszliśmy już we mgle. No takiej dość gęstej. A i wiatr jakoś dziwnie się wzmagał.

W schronisku zrobiło nam się cieplutko i jakoś nie chciało się schodzić. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy dalej na wschód i, po minięciu Kotów zwanych Śnieżnymi, zejdziemy do Strzechy Akademickiej. To, ostatecznie, jest przecież spacerek...

Na zewnątrz mleko, bardzo silny wiatr i temperatura w okolicach zera. Ale co tam... Słowo się rzekło. Idziemy. Nie ma problemu bo od czasu do czasu widać było następną tyczkę pokazującą szlak, kiedy go nie widać... Kto był wie o czym mówię. A kto nie był, niech będzie...

Po jakimś czasie było jeszcze gorzej. Wiatr często nas przewracał, następnej tyczki nie było widać a prawe strony twarzy mieliśmy regularnie zamarznięte. Tak. Na prawym policzku, prawej stronie nosa i  na prawym oku tworzył się lód, który trzeba było zeskrobywać.

Choć było wczesne popołudnie było ciemno jak o późnym zmierzchu. Wiatr wył przeraźliwie a temperatura wyraźnie spadła. Zaczęła się walka o każdy krok.

Wiedziałem, że nie wolno się zatrzymywać bo każda chwila bezruchu to natychmiastowe wychłodzenie. I... I dupa blada.



Widziałem, że Marek traci siły. Nie reagował już na żarty. Nie udawało mi sie go też zdenerwować. Zdawałem sobie sprawę, że i mnie jest coraz mniej i nie wiedziałem kiedy dorwie mnie kryzys. Ale wiedziałem, że jeśli się zatrzymamy, choćby na pięć minut, to... To będzie po zawodach.

W pewnym momencie tyczki odchodziły wyraźnie w prawo i pod górkę. Zorientowałem się wreszcie gdzie jesteśmy. Wiedziałem, że na lewo jest Kocioł, który trzeba obejść dość szerokim łukiem. I oczywiście, właśnie w tym miejscu, musieliśmy wleźć w kopny śnieg, w którym zapadaliśmy się po kolana. Bywało, że i po pas...

Najgorsze, że Marek przestał się odzywać. Nie klął, nie narzekał. Szedł jak cyborg, bez słowa. I nagle...

- Nie dam już rady... Tyle tylko powiedział i usiadł.

Wiedziałem, że nie udaje. Wiedziałem, że nie dam rady go nieść. Wiedziałem, że nie zrobi już ani kroku pod górę. Wiedziałem, że jeśli zetniemy szlak nad Kotłem to możemy bardzo szybko znaleźć się u jego podstawy. Niekoniecznie w jednym kawałku... I wiedziałem, że jeśli posiedzi jeszcze dwie, trzy minuty to...


Te i dziesiątki innych myśli przebiegło mi przez łepetynę w jednej sekundzie.

Podszedłem do niego. Z moich ust wyrwały się bluzgi, o które nawet się nie podejrzewałem. Uderzyłem go w twarz zdecydowanie zbyt mocno. Zobaczyłem krew. I furię w jego oczach...

To dobrze, pomyślałem. O to chodziło...

Wstał i  krzycząc, że mnie ku... zabije, zaczął mnie gonić.

Nie mogłem biec pod górę. Nie miałem już siły. Biegłem prosto przed siebie prosząc Boga by nie podciąć lawiny. Wiedziałem, że jesteśmy tuż nad Kotłem. Ale nie miałem innego wyjścia. Czułem, że jestem u kresu. Jeszcze jeden krok, jeszcze jeden...

Nie wiem ile to trwało. Ale dziś widzę moment. Nagle zrobiło się jasno i po lewej stronie na dole zobaczyłem Strzechę. I Marek też ją zobaczył.

Złapał mnie. Myślałem, że zaraz uderzy mnie w twarz...

Nie uderzył.

A wszysto to miało miejsce pierwszego kwietnia w Karkonoszach na normalnym, spacerowym szlaku, na którym, w nieodpowiednim czasie, znalazło się dwóch idiotów.

A może jeden? 

Ale i jeden wystarczy...

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1448
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1104
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 807
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1062
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 372
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 653
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1127
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 479
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 864
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 456
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1010
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 667
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 603
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 733
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  07/11/2011

Przygoda taka, że aż mi się zimno zrobiło.Wiedziałeś jak dotrzeć do przyjaciela. A tak na marginesie Grzesiu, czy widziałeś może młodego tetryka? ;-)))

Tak. Widuję ich bardzo wielu. Takie młode jęczące, naburmuszone i wciąż narzekające młode pindy płci obojga...
:-)

  Amicus,  07/11/2011

Pełna zgoda! :)
Wielu ich...

Jak by ich wysłać gdzieś z dala od cywilizacji to by się posmarkali. Dupki!
:-)

  Amicus,  07/11/2011

...żołędne!

Palanty, mamisynki, lalunie...
Howgh!

  hussair  (www),  07/11/2011

Howgh!

  Gamka  (www),  07/11/2011

:-))) och Ty stary tetryku !....chciałabym też być taką starą tetryczką ;-)))
Życie jest takie piękne ... no nie? Grzegorzu ..... ;-)) ... czy to z górki czy pod górkę to zawsze jest ten moment na zadumę ......

Tak się sam nakręcam, bo wreszcie w nadchodzący weekend... Nevis!
Miał być wcześniej ale życie nie pozwoliło...
:-)

  Gamka  (www),  07/11/2011

Czekam na relacje ;-)) i trzymam krzciuki >> powodzenia Grzegorzu !

Sie wlezie...
:-)

Mieliście dużo szczęścia. Karkonosze sa bardzo niebezpieczne o tej porze roku. No ale teraz masz o czym tetryczyć:)))

Takie głupie, małe górki...
:-)

  Tauryd,  07/11/2011

Ale jakie piękne Grzesiu :)) a widoki na Trzy Świnki to już prawdziwy cud natury

A ile z nich mam wspomnień... Co się w Samotni wyrabiało... A co w obnserwatorium meteo w masywie Szrenicy... A co w Szklarskiej i w Jagniatkowie...
Ech!
:-)

Czemu mam "dziwne" skojarzenia??

  Tauryd,  07/11/2011

Grzesiu to miejsca gdzie spadają Anioły ^_^

A, jak najbardziej...
:-)

  Tauryd,  07/11/2011

:)) Spędziłam tam tylko 3 tygodnie ale wpominać będę te wakacje przez całe życie ;) Dziękuję za artykuł :)

@ Meaning
No, nie wiem...
?
Się mi źle kliknęło

A bo to "wyrabianie" w różnych miejscach cholera... Idę się napić:(

Kurcze, nie kuś!
Bo jak bym co nieco opisał to by mnie nadredakcja niechybnie zbanowała...
:-)

Ja kuszę?
Ty kusisz, a teraz zwalasz na mnie:P
No, a teraz ja kusić będę... Opisz, proooooszę:)

  Gamka  (www),  07/11/2011

Ja też prossszę ...:-))) opisz Grzegorzu ...co nie co :D

Ok! Jutro. Dziś mnie życie wzywa już... Kurcze będę musiał ważyć słowa... No i coś tam, coś tam zawoalowywać. Czy jakoś tak...
Hi, hi...
No i wyszło ze mnie prosie...
:-)

Się doczekać nie mogę, a prosie... jakie prosie? Człowiek tylko i aż człowiek:)

  hussair  (www),  07/11/2011

A gdyby tak wydać te historie w książce, brachu? To byłaby książka żywa i charakterna!...

Na książkę to jeszcze ich chyba za mało. A poza tym, nie wiem jak to się robi. I nigdy o tym nie myślałem. Chociaż...
:-)

  hussair  (www),  07/11/2011

A ja nie mam wątpliwości. Nie dość, że samo życie, to jeszcze ta ironia i sarkazm, królewskie po prostu, jak u mistrza MacLeana (który zresztą też w podobny sposób oddawał surowe warunki przyrody i starcie z nią)... Ja tam ubieram jesionkę i wychodzę już pod księgarnię, ogonek otwierać.!
Greg - serio w cholerę mówię.

Muszę przespać się z tą myślą...
Nie wiem czy jestem na to gotowy. Wiesz, tak wewnętrznie. Poza tym znam swoje ograniczenia. Ktoś musiałby to popoprawiać. A nie mam pod ręką takiego ktosia... A, poza wszystkim, ktoś musiałby to wydać. A też nie mam i takiego ktosia. Itede, itepe...
No i kto chciałby to czytać? Wiesz, jakjaś grupa docelowa i takie tam pierdoty...
Ot, popadłem w kałabanię...
:-)

  hussair  (www),  07/11/2011

Na Swaroga, ludzie wydają takie pierdoły... Miałem w ręce książkę na 300 stron, o Polce, co w Egipcie miała romans z jakimś sprzedawcą okularów, ale bardzo tęskniła za mężem i takie tam, bo to miłość jej życia... :0
Grzesiu, ja Ci mówię, że to byłaby wyjątkowej miary książka o życiu. Co ważne - nie drewno, tylko żywe emocje. Jeden akapit ściśnie serce, drugi ubawi... Jestem pewien, że warto ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  07/11/2011

Ja też...ja też... się już piszę ...na czytacza pilota ;)

Ok. Ale potrzebuję czasu... Trochę... I... I, no, dziekuję. Tak zwyczajnie.

  hussair  (www),  07/11/2011

Kumuluj te opowieści, kumuluj. My i tak się upomnimy, co by nie przepadły na poddaszu jak te stosy "Świata Młodych". ;)
Ale już tych historii masz trochę... To naprawdę jest konkret. :)

Zabiłeś mi ćwieka. Ot, co!
:-)

  hussair  (www),  07/11/2011

Przemknąłem sobie pokrótce po Twoich artach - człeku, toż to Biblioteka Aleksandryjska!! I ile sposobnych tytułów na całość... Do roboty, Greg. Pamiętaj, że mamy tu snajperkę. W końcu jej się ten palec na cynglu zmęczy... ;)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska