Login lub e-mail Hasło   

Przypowieść o zakonnikach i milczącej medytacji

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://swami-center.org/pl/text/przypowi(...)1.shtml
Dlaczego myślisz ojcze, że jedynie na starość o Bogu i sensie życia swego warto wiedzieć? Jeśli jest mi sądzone niedługie życie, to w ogóle nie zdążę dowiedzieć się, po co żyję?
Wyświetlenia: 1.470 Zamieszczono 19/11/2011

 Żył raz sobie pewien młodzieniec. Jego rodzina była bogata i znamienita. On zaś z powodzeniem studiował różne nauki. A wszyscy wokół przepowiadali mu błyskotliwą karierę na dworze cesarskim…

Jednak pragnienie jego serca było inne. Nie pragnął i nie szukał bogactw, nie dążył do sławy i honorów! Zastanawiał się często młodzieniec nad przeznaczeniem ludzkiego życia. Rozmyślał o Bogu i starał się zgłębić boskie tajemnice istnienia!

I prosił on ojca o pozwolenie na udanie się do klasztoru, by tam pobierać nauki i doznać oczyszczenia duszy.

Ojciec oburzył się na taką prośbę syna! I tak mu powiedział:

„Jesteś młody! A do klasztoru idzie się na starość, lub po to jeszcze, aby modlitwą wypraszać przed Bogiem przebaczenie za wykroczenia swoje! Opamiętaj się! Przed tobą otwarte są wszelkie inne drogi!”.

Młodzieniec zaś mu odpowiedział:

„Dlaczego myślisz ojcze, że jedynie na starość, u progu śmierci, o Bogu i o sensie życia swego warto wiedzieć? Jeśli jest mi sądzone niedługie życie, to w ogóle nie zdążę dowiedzieć się, po co żyję?

Chcę wiedzieć o sensie istnienia, o Bogu, a wcale nie o tym, jak dogadzać władcy czy wielmoży, albo też jak zająć pozycję wyższą lub bogactwo twoje powielić dziesięciokrotnie albo stokrotnie!

Widziałem zmarłych, zarówno młodych jak i starych. Każdego, kto żyje teraz, takie same przeznaczenie czeka! Więc jeśli człowiek nie wie, po co żyje, jaką zatem odpowiedź on może dać Bogu, gdy czas śmierci nadejdzie?!”.

Jednak ojciec synowi nie pozwolił odejść do klasztoru. I młodzieniec usłuchał jego zakazu, choć poszukiwań Boga i sensu życia ludzkiego nie zaprzestał.

Pewnego razu udał się do świątobliwego starca — przeora klasztoru. Starzec ten przez wszystkich był bardzo poważany. Przyjął młodzieńca, który opowiedział mu o swoim dążeniu do życia zakonnego i o zakazie ojca. Starzec łagodnie spojrzał na młodzieńca i rzekł:

„Po co ci żyć w klasztorze, jeżeli i tak nie wabią cię pokusy świeckie, a przyciąga cię miłość do Boga? Prowadząc życie świeckie, możesz to wszystko, co w klasztorze, czynić!

Kim jest prawdziwy zakonnik? Przecież to wcale nie ten, kto ukrył się przed światem w ciemnej celi, żeby nikogo nie widzieć i nie słyszeć!

Przecież dusza, nie przez bycie zamkniętą za ścianami klasztoru, uświadamia sobie realne istnienie Boga w swoim życiu!

Zakonnikiem jest ten, kto Bogu poświęca wszystkie swoje uczynki i pomysły swoje i stara się oczyścić duszę przed Ojcem Niebiańskim!”.

Poprosił zatem młodzieniec starca o naukę: jak żyjąc w świecie, przestrzegać stanu zakonnego.

„Powiedz, jak mam odtąd żyć? Z czego zrezygnować, do czego dążyć?”

A starzec odpowiedział:

„Zrezygnuj z pobłażania sobie we wszystkim, co jest złe! A co jest złe? O to zawsze swoje sumienie będziesz mógł spytać. Sumienie nigdy cię nie zawiedzie!

Wyrzeknij się lenistwa oraz gniewu!

Pozostaw pustosłowie! Na próżno nie mów słów i milczeniem okiełznaj mowę!

Nie obrażaj innych!

I sam nie obrażaj się!

Wybaczaj, gdy wobec ciebie są niesprawiedliwi! Tym bardziej ustąp i o wybaczenie proś, gdy sam nie masz racji!

Jezus uczył miłości do bliźnich naszych! Spróbuj to wprowadzić w czyn!

To ci wystarczy na początek.”.

Młodzieniec pytał dalej:

„A jak się modlić? Przecież zakonnicy cały dzień spędzają na czuwaniu przed Ojcem Niebiańskim, powtarzając modlitwy na głos, a przez to doświadczają błogostanu!”.

I starzec odpowiadał:

„Cóż, jeżeli pragniesz nieustannego czuwania przed Bogiem, nauczę cię cichej medytacji milczącej, którą czynić możesz zawsze.

Powinieneś nauczyć się ciszę — serdeczne milczenie zachowywać! A potem, nie przed ikoną, a we własnym sercu duchowym, zapal lampion miłości do Ojca Niebiańskiego. I w serdecznej ciszy niech zawsze pali się ogień miłości!

Każdego czynu dokonuj z cierpliwością i gorliwością! Jednak medytacji tej cichej nie przerywaj!”.

Młodzieniec zaczął do nauk starca się stosować. Okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe! Postrzegał, jak nie zdążył w sobie powściągnąć cienia rozdrażnienia albo gniewu… Zauważał, jak zbędne słowa pospiesznie lub nie na miejscu wypowiadał… Albo też, że obrażał się, gdy wobec niego ludzie są niesprawiedliwi… Dostrzegał też lenistwo swoje. Zdarzało się też, że o medytacji milczącej zapominał…

Jednak pracować nad sobą-duszą nie ustawał.

I tak bacznie zaczął młodzieniec pilnować swoich myśli i czynów, ze sam się przemienił w krótkim czasie.

Zaś ta milcząca medytacja radością w jego sercu zaczęła płonąc! Pilnował tego, aby trwała ona nieprzerwanie. I zawsze teraz palił się w jego duszy lampion — dla Boga zapalony!

Przyszedł młodzieniec do starca i powiedział:

„Jest mi tak dobrze dzięki milczącej medytacji, jak gdyby widział ją Bóg”.

„Czemuż miałby jej nie widzieć? — rzekł mu starzec. — Bóg wszystko widzi, wszystko jest dla Niego wiadome. Myśli i czyny każdego z nas! Wystarczy o Bogu pomyśleć, a On jest gotowy Swoją odpowiedzią ci pomóc. Dlatego tak się dzieje, gdyż On zawsze jest tu! I milcząca medytacja twoja jest Mu miła! Bowiem w takiej medytacji, niczego człowiek nie pragnie dla siebie, ale tylko wysławia Boga i dziękuje Mu!”.

I tak się przemienił młodzieniec w krótkim czasie, że też i ojciec jego złagodniał: odstąpił od zakazu swojego i pozwolił swojemu synowi jego pragnienie spełnić i wstąpić do klasztoru, by dalej uczył się u mądrego starca.

* * *

I starzec go dalej uczył: „Nauczyłeś się pierwszej milczącej medytacji — medytacji serdecznej! Nauczę cię też drugiej milczącej medytacji — stopienia się duszą z Duchem Świętym.”.

Zaprowadził go starzec do miejsca w świątyni, gdzie przez okno spływał potok promieni słonecznych, i rzekł:

„Patrz, ten promień słońca jest podobny do Światła Wszech-Świętego, co od Ojca emanuje!

Ciało człowieka jest świątynią, a Bóg jest Światłem! I powinieneś tą swoją świątynię duszy Potokiem Światła Bożego wypełnić!

Jakie jest owe Światło, jaka jest Jego natura? Tym Światłem jest Miłość, Która pochodzi od Ojca Niebiańskiego. Wejściem dla Światła Miłości Ojca jest twoje serce duchowe. Zostało ono otwarte poprzez pierwszą medytację.”

I poczuł tu młodzieniec, że Światło… jest Żywe!

A Światło owe jest Potokiem Miłości Bożej!

W tym Świetle dotknął on Czystości Wielkiej!

I na krótką chwilę stał się z tym Światłem jednością!…

* * *

Sporo czasu minęło od tamtej pory. Długo starał się młodzieniec opanować drugą milczącą medytację. Dopóty nie mógł on ponownie odczuć wypełnienia się Duchem Świętym, dopóki nie zrozumiał, że z Potokiem Miłości Bożej połączyć się może tylko ten, kto sam stał się taką samą Miłością — czułą, szczerą, ofiarowującą!

Przecież całkowicie połączy się jedynie podobne z podobnym!

* * *

Młodzieniec, żyjąc w klasztorze, widział, że tu dzieje się to samo, co w świecie: gniew, obrazy, próżność, zazdrość… Widział on w bractwie zakonnym to, co uważał za niegodne zakonnika. A zdumienie jego było ogromne!

Zatem do starca zwrócił się o radę: jak postępować, aby nie osądzać to, co widzi? Jak w tym nieszczęściu pomóc?

A starzec mu rzekł:

„Kto jest zakonnikiem? Ten, kto ku Bogu skierował wszystkie swoje zamierzenia umysłu i całą duszę!

Jednak nie może dusza w jednej chwili zdjąć wszystkich ciężkich zasłon, które mocno się z nią zrosły w ciągu wielu lat. Zasłaniają one oczy, zalepiają uszy, przykrywają rany i skazy, pętają duszę ciężarem i nie pozwalają Światło Boże widzieć i odczuwać!

Niełatwo zasłony te się usuwa, nie prędko dusze się oczyszczają i uzdrawiają!

A tylko ten, kto zasłony te oraz skazy ludzkich dusz widzi, lecz nie osądza, może stać się lekarzem dusz.

Zamierzam ciebie — na swoje miejcie — na przeora tego klasztoru powołać. Ja niebawem będę musiał odejść…

Młody jesteś, ale czystość twoja i szczerość przed Ojcem Niebieskim będą poręczeniem, że lepiej niż inni potrafisz troszczyć się o dusze w tym domu Bożym! Będziesz potrafił udzielać pomocy tym, którzy oczyszczenia duszy i miłości do Ojca Niebieskiego na sobie wymogli!

Jeżeli widzisz, że chociaż jedną zasłonę ciężką można z duszy zdjąć, ranę duchową uleczyć, skazę naprawić, czyń to na chwałę Boga! Odtąd to będzie twoim głównym powołaniem!

Ludzi świeckich ucz spokoju, miłości, przestrzegania przykazań Jezusa.

A braci zakonnych nauczaj przed Bogiem czuwania i uświadomienia siebie, jako duszy.

Pozyskasz mądrość jedynie wówczas, kiedy ludziom pomagać będziesz czystość przed Bogiem osiągać.

Powinieneś umieć nie osądzać, ale budzić w duszach świadome dążenie do pozbycia się wad.

I zawsze Pan ci podpowie, jakie lekarstwo owej duszy przepisać!”.

Starzec zamilkł…

A młodzieniec ośmielił się jeszcze zapytać:

„Mówiłeś mi, że jest trzecia milcząca medytacja… Opowiedz o niej!”.

„Trzecią medytację wtedy poznasz, kiedy się zatracisz…”

* * *

I starzec odszedł.

Został młodzieniec przeorem klasztoru.

Mając świadomość wielkiej odpowiedzialności, jaką mu powierzono, pytał on zawsze Boga, jak ma postępować? I rady Boże słyszał. I widział Światło Jaśniejące Boga Ojca, niczym Słońce!

Duch Święty płynął przez niego, a słowa jego i czyny wypełniały się mądrością.

Wówczas druga milcząca medytacja stała się jego istotą, gdyż Duch Święty był w nim, mówił i działał poprzez niego.

* * *

Płynął czas… Wielu ludziom pomógł pozbyć się zasłon ciężkich, co duszę krępowały, Światło zasłaniały, oddech duszy zatrzymywały… Rany na duszy uzdrawiał i uczył, jak pozbyć się na niej skaz.

… W tym czasie zmarł ojciec jego. I cały jego majątek przejął w spadku.

Jednak nie uczynił bogactwa ojca swojego ziemskiego własnością braci zakonnych, jak niektórzy o tym marzyli. Nie zaczął pokrywać on złotem i kosztownymi kamieniami ikon i ozdób w świątyni. Otworzył natomiast szkołę dla dzieci, szpital i przytułek dla samotnych staruszków.

Nie wszystkim braciom zakonnym się to spodobało. Byli to ci, którzy żyli w klasztorze, jak w świecie, szukali dla siebie stanowisk, tytułów, przychylności od tych, co posiadali władzę, a od niżej postawionych — oddawania sobie czci… Natomiast wybawienia od ciężkich zasłon duszy, od strasznych skaz nie szukali…

I powzięli oni zamiar wypędzić swojego przeora z klasztoru. Napisali oni doniesienie, że ulega on pokusom szatańskim… Bowiem widzi Światło, podobne do słonecznego! Słyszy też jakby od Ducha Świętego rady i pouczenia! Oprócz tego hymny, w swym szaleństwie, dla Boga układa!

Został więc on ze wspólnoty klasztornej wyłączony. Zdjął ubrania przeora i poszedł, nie mając ze sobą niczego innego, prócz drugiej milczącej medytacji, którą właśnie opanował.

* * *

Kiedy opuszczał bramę klasztorną, już nie młody, o włosach przyprószonych siwizną, zapytali go ludzie: „Kim jesteś?”.

Odpowiedział: „Zakonnik Boży”…

I poszedł na brzeg morza.

Znalazł miejsce ustronne, jaskinię w skale i zaczął tam żyć.

A Bóg był z nim.

I widział on Boga!

I słyszał on Boga!

A Bóg był z nim zawsze!

A zakonnik Boży był zawsze z Bogiem!

I gdy nie opuszczał on już Światła Ducha Świętego, to wówczas otworzył Ojciec Niebiański przed nim na oścież Wrota Domu Swojego!

I przyoblekła się dusza w szaty Chrystusa.

Wtedy poznał on trzecią milczącą medytację. Nie było dla niego teraz niczego, oprócz Boga. Jedynie Bóg był Wszystkim i we wszystkim!

Tak, teraz Bóg żył w nim. I to dokonywał poprzez niego, co było Jemu potrzebne…

Wokół niego działy się znaki Łaski Bożej…

I zaczęli ludzie nazywać go świątobliwym starcem. A pielgrzymów było tak wielu, że jego czciciele wybudowali nowy klasztor obok jaskini, w której on mieszkał.

I starzec nikomu nie odmawiał rady i pomocy.

* * *

Pewnego razu przyszedł do niego młodzieniec i spytał:

„Powiedz, mądry starcze, co było celem twojego życia?”.

Odpowiedział starzec:

„Najpierw żyłem, aby miłość serdeczną poznać!

Potem żyłem, aby miłość ofiarować ludziom i miłości ich nauczyć. Aby opieki — od Stwórcy naszego się uczyli.

A teraz Bóg we mnie mieszka, a ja w Nim. A to, co czynię, to On czyni…”.

Powiedział młodzieniec:

„Naucz mnie żyć tak, jak ty żyjesz!”.

I zaczął mu starzec opowiadać o pierwszej milczącej medytacji…

 

Przekaz medytacyjny od Symeona Nowego Teologa

zanotowała Anna Zubkowa

Przekład: Irina Lewandowska

Redakcja przekładu: Grażyna Bednarek

Podobne artykuły


43
komentarze: 19 | wyświetlenia: 5569
31
komentarze: 39 | wyświetlenia: 16865
40
komentarze: 32 | wyświetlenia: 6992
26
komentarze: 15 | wyświetlenia: 4182
28
komentarze: 15 | wyświetlenia: 11836
40
komentarze: 55 | wyświetlenia: 4476
38
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6806
31
komentarze: 29 | wyświetlenia: 5779
31
komentarze: 68 | wyświetlenia: 11468
19
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1780
29
komentarze: 47 | wyświetlenia: 5213
26
komentarze: 6 | wyświetlenia: 5084
25
komentarze: 8 | wyświetlenia: 3451
 
Autor
Dodał do zasobów: Irina Lewandowska
Artykuł



I znów - przepiękna opowieść. I znów - jak nie dziękować za ten wielki, z serc przepełnionych miłością, DAR? DZIĘKUJĘ więc serdecznie :).

Świadomość obecności Boga w nas, wiara, że z Bogiem możemy wszystko, że przepełnia nas Boska Miłość, że jesteśmy Doskonałymi Dziećmi Doskonałego Boga, że jesteśmy podobnie jak Bóg – źródłem dobra i miłości dla każdego stworzenia, świadomość jedni z Bogie

...  wyświetl więcej

  greenway,  19/11/2011

Januszu jakie piękne natchnione słowa. I jaka PRAWDA przez Ciebie przemawia. :-) Jestem pod ogromnym wrażeniem. :-)

Do: greenway.
Bóg przemawia przez każdego z nas. I nadal niech to robi, niech działa w nas i poprzez nas - WSZYSTKICH! :).

  greenway,  19/11/2011

Wspaniałe. :-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska