Login lub e-mail Hasło   

Dobro dziecka niejedno ma imię

Nic mnie tak nie zadziwia jak przekonanie, że najlepszym sposobem na rozwiązanie poważnych problemów jest przeczekanie ich. (F.Dostojewski)
Wyświetlenia: 1.564 Zamieszczono 28/11/2011

Wszystko zaczyna się w szkole podstawowej.

To tu dziecko dowiaduje się, że ma swoje prawa, które powinien przestrzegać cały świat. Jeśli ma to szczęście, że trafia na wrażliwych, mądrych i przewidujących rodziców, dziadków, nauczycieli i sąsiadów, dowiaduje się również, że ma wobec tego świata obowiązki. Należy do nich najpierw „Dzień dobry”, „Proszę”, „Przepraszam”, „Dziękuję”, „Do widzenia” (tak, to obowiązki!), a potem pomoc w pracach domowych, ustąpienie miejsca w autobusie, pomoc osobom starszym (tak, obcym też!). Banał? No jasne, ale nie tak oczywisty jak byśmy chcieli.

W wielu domach nie żąda się od dziecka uprzejmości, tylko spełnia jego życzenia. Nie oczekuje się pomocy, lecz wyręcza we wszystkim. Albo i nie. Są takie domy, gdzie nikt nie zaprząta sobie głowy duperelami pod tytułem: uprzejmość, życzliwość, uczynność, wrażliwość czy wychowanie... Takie dziecko dorasta więc beztrosko i radośnie, a jeśli nie ma większych problemów z nauką – świat nie ma do niego większych zastrzeżeń.

A potem idzie do gimnazjum...

I tu – zwróćmy uwagę – dzieje się rzecz zastanawiająca: nagle okazuje się, że w większości szkół gimnazjalnych pracują dyrektorzy-kretyni, nauczyciele-debile, psychologowie-popaprańcy. Epidemia?

Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nasze słodkie dzieciątka już u zarania nauki w gimnazjum przeistaczają się w jakieś nowe stwory: pyskate, drażliwe, wrzaskliwe, nawet agresywne lub mrukliwe, niekomunikatywne, obojętne? Epidemia?

Media, jak warchlaki na kupie gnoju, pieczołowicie wyszukują smacznych kąsków i rzucają nam pod nogi dramaty nastolatków i ich rodzin, a potem pławią się w chwale, jako ci, którzy powiedzieli o tym pierwsi lub jako ci, którzy w końcu o tym powiedzieli, lub jako ci, którzy też powiedzieli... W każdym razie ta pracowitość pracowitych pracowników środków masowego przekazu utwierdza nas w przekonaniu, że młodzież jest coraz agresywniejsza, nauczyciele coraz debilniejsi, psychologowie coraz popaprańsi :)

Epidemia?

Może. Ale zanim ściągniemy szczepionki z Na-Pewno- Zaprzyjaźnionej- Sąsiedniej -Galaktyki spróbujmy znaleźć jej źródło.

Po pierwsze: gimnazja nie były dobrym pomysłem. Dzieci kończące szóstą klasę wchodzą w trudny wiek, kiedy nie powinny być narażone na zbyt wielkie zmiany, zwłaszcza takie, które wymagają od nich wywalczenia sobie miejsca w grupie, zaistnienia w nowej społeczności. Pozostanie pod skrzydłami tych samych nauczycieli aż do piętnastego roku życia nie pozwalało na ekstrawagancje i eksperymenty, które w tym wieku usiłują zasiedlić niewielki jeszcze rozumek młodego człowieka. Nawet, jeśli rodzice nie utrzymywali kontaktu ze szkołą, szkoła na tyle znała swojego ucznia, że nie miał szans udawać kogoś innego tylko dlatego, że jest o klasę wyżej. A gdy już wyfruwał na podbój świata, miał piętnaście lat, ale nikt mu nie mówił jak dzisiejszym dwunastolatkom „Jesteście gimnazjalistami, to zobowiązuje”, bo one słyszą tylko tyle, że przeskoczyły jakiś próg, za którym zostało dzieciństwo i ... czują się tacy dorośli!

Po drugie: w epoce n i e i s t n i e n i a gimnazjów dzieci wiedziały jakie obowiązki mają do wykonania – często pomagały pracując w rodzinnej firmie czy gospodarstwie, miały do wykonania określone zadania w domu (zakupy, przyniesienie opału, sprzątanie, opieka nad rodzeństwem) i – nauka – ale nikt im nie mówił „Masz się PRZEDE WSZYSTKIM uczyć”, mówiono: „Masz się dobrze uczyć i nie przynosić nam wstydu”, a za nagrodę wystarczał dumny uśmiech matki i ojca. A gdy nauka szła nie najlepiej, dziecko nie szło na studia. Niesamowite, co? Za to zdobywało zawód, w którym pracowało sobie jak długo chciało, a jak nie chciało to robiło coś innego. Naprawdę!

Po trzecie: dzieciaki, które się źle uczyły - nie zdawały z klasy do klasy. Tak było! Przysięgam!

Po czwarte: dzieciaki, które się źle zachowywały, były karane przez nauczycieli. Kary były nie tyle dotkliwe co nieuchronne, nie poniżały, a dyscyplinowały i mniej uważnym uczniom pomagały ustalić hierarchię. Bezcenne...

Po piąte: rodzice wspierali nauczycieli w ich postanowieniach, nie kłócili się o oceny, nie podważali decyzji, nie roztrząsali ich życia prywatnego, lecz stali z nimi po tej samej stronie barykady, bo wiedzieli, że dla DOBRA DZIECKA tak trzeba.

Po szóste: jeśli nauczyciel okazał się niesprawiedliwy, świat dalej się kręcił. Serio! To były czasy, gdy wszyscy wiedzieli, że nikt nie jest nieomylny.

Po siódme: gdy nauczyciel zadawał dużo lekcji, w dodatku trudnych, a na dokładkę nie obsypywał ucznia pochwałami za to, że je łaskawie odrobił – uchodził za nauczyciela ostrego i wymagającego, a nie popie.......go. Jak bum-cyk-cyk! I takich się pamięta do śmierci.

Dlaczego więc dziś jest jak jest? Dlaczego gimnazjaliści są – wydaje się, że w większości - tacy wulgarni, hardzi, agresywni, bezrefleksyjni, pretensjonalni?

Internet temu winien?

Telewizja?

Dom?

Szkoła?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Mówią, że od internetu nie ma już odwrotu. Ale nadzór wciąż jest możliwy, pewnie, że nie permanentny, ale przy odrobinie konsekwencji wiele można osiągnąć. To samo z telewizją. Wszystko zależy od rodziny. Umiejętność korzystania z telewizji i internetu to też element wychowania.

A szkoła?

A szkoła – zauważcie – nie jest już tą szkołą, jaką znamy sprzed lat nie tak znowu wielu. Do szkoły wlazła Europa z pomysłami, których zaczyna żałować i Unia ze swoimi dyrektywami, imponowała nam nawet Ameryka, która już zamienia szkoły w obiekty pod specjalnym nadzorem...

Czy u nich zaczynało się tak samo?

Czy tam też nauczyciel nie mógł wygonić ucznia do domu „po rodziców”, bo biedne dziecko na pewno właśnie wtedy wpadnie pod samochód?

Czy tam też nauczyciel nie może kazać uczniowi przeszkadzającemu w zajęciach wyjść za drzwi, bo biedak może sobie wtedy zrobić krzywdę?

Czy tam też zawieszenie w prawach ucznia dotyczyło tylko zakazu reprezentowania szkoły na zewnątrz i korzystania np. z dożywiania czy pobytu w świetlicy szkolnej?

Czy tam też szkoła nie mogła zawiesić ucznia (w jego prawie przychodzenia na zajęcia) póki nie zjawili się rodzice?

Czy i tam nauczyciel nie mógł sprawdzić plecaka ucznia nawet, jeśli wiedział, że jest tam broń, narkotyki, skorpiony i odbezpieczony granat?

Czy tam też lepiej było przepychać ucznia z klasy do klasy i zawyżać oceny, bo w razie pogorszenia średniej ocen czy wzrostu liczby uczniów nie otrzymujących promocji do następnej klasy szkoła musiała pisać programy naprawcze? Nawet jeśli trafił się rocznik z przewagą dzieci z jednoznaczną opinią Poradni Psychologicznej?

Czy tam też nauczyciel musiał tolerować ucznia, nawet jeśli był bucem deprawującym resztę klasy, wysłanym do hufca pracy, a wracał po paru miesiącach, ponieważ... w hufcu deprawował resztę grupy, a obowiązek szkolny „trwa do ukończenia gimnazjum, nie dłużej jednak niż do ukończenia 18 roku życia”?

Czy tam też nauczyciel nie mógł wyznaczyć kary w postaci wykonania jakiejś użytecznej pracy, bo to naruszało godność osobistą ucznia?

 

Uwagi do nadwrażliwych czytelników: Nie twierdzę, że każde dziecko, które chodzi do gimnazjum to potwór z piekła rodem. Nie twierdzę, że Wasze dzieci są takie – a jednocześnie mam nadzieję, że świat gimnazjalny nie dzieli się na agresorów i ofiary, mam nadzieję, że wciąż jest tam miejsce dla dzieci, które po prostu chcą się uczyć i robią to choć nie jest im łatwo.

Twierdzę jednak, że na naszych oczach zachodzą niepokojące zmiany. Zaliczam do nich także upadek autorytetu nauczycieli i uważam, że duża w tym wina rodziców, którzy w obecności dzieci mówią niepochlebne rzeczy na ich temat.

Nasze dzieci są gwałcone nie tylko przez internet, telewizję i bilboardy – za często biorą udział w „dorosłych” rozmowach jako równorzędni partnerzy lub niemi świadkowie. I nie chodzi mi tylko o rozmowy na temat nauczycieli.

 

Nie jestem nauczycielką. Za kilka lat będę matką gimnazjalisty (nie ma na to szczepionki:)

Nie wiem co gorsze.

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1769
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1706
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1121
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 961
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1045
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 967
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1032
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 682
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 877
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 410
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 570
11
komentarze: 34 | wyświetlenia: 877
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 571
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Barbaro, podpisuję się pod tym artykułem w całej rozciągłości. Zwróciłaś uwagę na niepokojące zmiany w wielu aspektach wychowania i nauczania dzieci i ich przyczyny. Gimnazja to był największy błąd ministerialnych zmian - właśnie ze względu na trudny wiek uczniów, którzy ze znanego środowiska wkroczyli w nieznane i to tylko na 3 lata przed następna zmianą. Pchanie wszystkich na studia, to następny ...  wyświetl więcej

  barba13,  28/11/2011

Dziękuję.
Szkoda mi nas wszystkich kiedy tak o tym myślę. Czy jest jakś szansa na zmianę?
Masz rację: dobrze, że odpuścili sześciolatkom, ale co krwi napsuli - to ich.
Pozdrawiam

Tia... bo to niby takie proste. Odpuścili, zmienili zdanie, a moje dziecko jest nastawione, że idzie, bo przecież miało iść, obowiązkowo. Więc może niech jeden jełop z drugim teraz przyjedzie do mnie łaskawie i wytłumaczy sześciolatce, że oni tak tylko żartowali.

  barba13,  28/11/2011

Spokojnie, moje poszło. Ale fakt, że mogło być teraz w zerówce. Póki co problemów nie ma, ale naprawdę boję się co będzie w gimnazjum... Mam nadzieję, że damy radę. I Wy i my :)

  hussair  (www),  29/11/2011

Nie mam już nic do dodania, artykuł wyraża moje myśli w sprawie OPTYMALNIE.

  barba13,  29/11/2011

No, no... Zaniemówiłam. Pozdrawiam ostatkiem sił :) Dzięki

  hussair  (www),  29/11/2011

:))

  greenway,  29/11/2011

Moja córka jest gimnazjalistką i chcę Ci powiedzieć, że nie jest aż tak strasznie jak piszesz. Chociaż obserwacje masz naprawdę trafne. :-)

  barba13,  29/11/2011

Cieszę się, że zdarzają się normalne szkoły. Może to o czym piszę jest zjawiskiem przejściowym? Może jednak ktoś uczy się na cudzych błędach? A może kilkanaście szkół, które miałam okazję poznać, nie są grupą reprezentatywną? Oby... Pozdrawiam

Kiedyś w szkole dostałam od nauczyciela linijką po rękach, poszłam poskarżyć się rodzicom i to był mój błąd, bo dostałam pasy od rodziców. Od tej pory wiedziałam czym pachnie olewanie nauczyciela. Teraz, jeżeli nauczyciel podniesie głos na ucznia, to rodzice gimnazjalisty robią wielki harmider i mnóstwo nieprzyjemności nauczycielowi. Gimnazjaliści są tacy, BO MOGĄ. Nikt nie uczy ich ani szacunku d ...  wyświetl więcej

  angel74,  01/12/2011

Dasz radę Barbo13, dasz radę. Słowo :)
I są normale szkoły i młodzież też jest.
Gimnazjum jest pomyłką, to fakt, ale na razie nie widać możliwości zmian, to trzeba sobie radzić z tym co jest.
No i damy radę :)

  barba13,  02/12/2011

Dzięki za słowa pokrzepienia, bo już się miałam wyprowadzać :) Damy radę, mówisz...

  angel74,  02/12/2011

No właśnie tak mówię :)
Najpierw powalczmy trochę o lepszą przyszłość, a wyprowadzić to się przecież zawsze można ;)

  barba13,  02/12/2011

Kurcze! Ja się zgadzam, że trzeba powalczyć, ale jak? Jakieś propozycje? :)

  angel74,  02/12/2011

Co do konkretnych propozycji, to pewnie musiałbym znać konkretny problem.
Co do walki z "systemem gimnazjum", to ciężko samemu walczyć, musieliby się skrzyknąć wszyscy zainteresowani rodzice. Choć ten system i tak kiedyś upadnie, jak wszystko z resztą ;)
Co do walki ogólnie, to ja robię tak: najpierw po dobroci, potem po złości, a najlepiej własnym przykładem, który działa najlepiej (o ile to oczywiście dobry przykład ;)

  barba13,  02/12/2011

Taaaa.... Najlepszy przykład działa najlepiej o ile to najlepszy przykład... Mogę Cię cytować? To naprawdę głęboka myśl. Wcale się nie nabijam. To coś w rodzaju: "Jeżeli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie" (chyba Woody Allen - w każdym razie w jego stylu - albo Murphy). No proszę jaka pouczająca rozmowa :)
"Najpierw po dobroci, a potem po złości" - też mi się podoba, ...  wyświetl więcej

  angel74,  03/12/2011

Cytować ? Moje słowa ?! No pewnie, że możesz. Będzie mi miło :)
Znaleźć się w gronie Allena i Murphego, któż by nie chciał !
Wiesz, głupota i mądrość to bardzo względne pojęcia. W sufiźmie istnieje stwierdzenie "mądrość głupców", a książka o tym tytule, to jedna z najmądrzejszych rzeczy jakie czytałem w życiu.

Po dobroci, nie do wszystkich dociera, niestety. To wtedy biorę na

...  wyświetl więcej

  barba13,  03/12/2011

Racja - nie jest poprawna politycznie. Trzeba ją jakoś inaczej nazwać i będzie :) Np. coś w rodzaju "środki bezpo średniego przymusu" albo "alternatywne wyrażanie troski" albo coś... A tak poważnie, lepiej żeby nie trzeba było w ogóle rozważać takich metod, działajmy tak, żeby naszym dzieciom rozum wracał na hasło "Jest taka nowa metoda wychowawcza..." :)
Pozdrawiam serdecznie

  angel74,  03/12/2011

Wychowanie dzieci, związki miłosne, jak i samo życie, to największe wyzwania człowieka.
Nie ma tu jednej, cudownej recepty.
Wczoraj było inaczej, dziś jest inaczej, a jutro znów będzie inaczej.
Po prostu trzeba to wszystko przeżyć, jak najlepiej się potrafi. Tyle, i aż tyle.
Wiary, nadziei, wytrwałości i szczęścia możemy sobie tylko życzyć :)
I tego Ci życzę :)

  barba13,  04/12/2011

"Wiary, nadziei, wytrwałości i szczęścia możemy sobie tylko życzyć" - zgadzam się, dodałabym jeszcze: i poczucia sensu... Ale po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że jest ono blisko spokrewnione z nadzieją :)

  angel74,  04/12/2011

Wiesz, tak sobie myślę, że poczucie sensu powinniśmy odnajdywać we wszystkim co dotyczy naszego życia.
Bo cóż warte życie bez sensu ?
A to poczucie sensu, niech będzie spokrewnione i z nadzieją, i z wiarą, i z wytrwałością, i niech prowadzi do pełni szczęścia :)
I wtedy będzie komplet :)

  barba13,  05/12/2011

Nic dodać, nic ująć :)
Amen

A już myślałem, że coś więcej popiszemy ;)
Ale jak amen, to amen;)

  barba13,  06/12/2011

Popisać zawsze można :)
Ale naprawdę dużo to się pisze jak ludzie myślą inaczej, a my zbyt jednomyślni jacyś... Cieszyć się czy martwić - oto jest pytanie!

W sumie racja z tym pisaniem. Piszemy jednomyślnie, to ciężko się "pokłócić" i rozwinąć temat ;)
Wiesz, ja ciągle "zapominam", że to ogólny portal, i piszę jak do Dobrej Znajomej, na maila, czy naszą klasę :)
Ja osobiścię sie Cieszę :) Wszak w życiu wiele innych zmartwień jest.
Miło, że ktoś myśli podobnie. I znów pomyślałem o pokrewnej duszy :)
Pozdrawiam :)

Bardzo dobrze napisane ,popieram w pełni.Sama przeżyłam i doświadczyłam jako matka gimnazjalisty, ze spokojnego i zrównoważonego dziecka aczkolwiek nieukształtowanego zrobili psychicznego idiotę czyli go dokształcili ,moja współpraca z psychologiem i szkołą skończyła się kuratorem i sądem rodzinnym ,na który wnioskowałam. Kurator fajna babka często przychodziła laboraty pisała i w głowę się stukał ...  wyświetl więcej

Dziś wulgi zaczynają się już w przedszkolu...Do szkoły podstawowej wystarczy wejść a pierwsze co się usłyszy to wyzywające się dzieci...
Gimnazjum to już synonim słów : "poprawczak" i "psychiatryk" . Uczniowie wariują a nauczyciele też ludzie i po iluś latach pracy w takich warunkach , też zaczynają powoli wariować

  Bar_ka  (www),  21/06/2012

Do czego są zdolne nastolatki?
http://wiadomosci.gazeta.pl/wi(...)sy.html



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska