Login lub e-mail Hasło   

Opowiastka filozoficzna

Przechodził korytarzem, budowla ta była mu zupełnie obca. Zza mijanych przez niego drzwi usłyszał hałas. Bankiet jakiś? – pomyślał. Zastanawiał się czy wejść. Chwila wahan...
Wyświetlenia: 1.177 Zamieszczono 10/12/2011

Przechodził korytarzem, budowla ta była mu zupełnie obca. Zza mijanych przez niego drzwi usłyszał hałas. Bankiet jakiś? – pomyślał. Zastanawiał się czy wejść. Chwila wahania i odważył się nacisnąć klamkę – w końcu tam są ludzie, lepiej już ich spotkać niż błądzić tu dalej. Wszedł i usłyszał:

- Lepiej już wierzyć w Boga, nawet jeśli go nie ma. Po śmierci mniej stracimy, niż w sytuacji gdy nie wierzymy, a okaże się że Bóg istnieje – ozwał się Pascal.

- Ależ od rzeczy Pan mówi – zareplikował Kant – Co to za moralność oparta na własnym naszym interesie? Nasza moralność powinna być czysta, oddzielona od pokus tego świata i niezależna od korzyści. Rozum ma nam mówić, co jest dobre…

- Dobre, złe, jakie to ma do diabła znaczenie?! – zakrzyknął Nietzsche – Chrześcijaństwo nauczyło was myślenia w tych kategoriach. Ja was uczę nadczłowieka, istoty będącej poza dobrem i złem.

- Nietzsche ma rację – wtrącił się Fichte – Może nie myślmy w kategoriach dobro-zło. Ja uważam, że sam czyn jest dobry, bez względu na to czy jest dobry czy zły. Czyn jest lepszy niż jego brak.

Niechybnie jestem w doborowym towarzystwie – myślał. Rozmówcy spojrzeli na niego.

- A kim Pan jest? – spytał Kant.

- Jestem… to dla mnie zaszczyt. Czy jest tu gdzieś Sokrates?

- Jest, o tam dalej – wskazał mu Nietzsche.

Poszedł we wskazanym kierunku. Usłyszał inną rozmowę.

- Sokratesie kochany, rozprawiaj nam dalej. Teraz o czymś nowym – prosił Platon.

- Może pomówimy o państwie? – odparował Sokrates.

- Na Zeusa, kiedy mi to wybaczysz, Sokratesie? Pisałem to, co czułem, że jest prawdziwe, więc włożyłem to w Twoje usta w tym dialogu – tłumaczył się Platon.

- Pomówmy o miłości – wtrącił się wreszcie do rozmowy nowoprzybyły gość.

- I o miłości wam mówiłem nieraz – odpowiedział Sokrates – A pamiętasz, Arystofanesie, co wymyśliłeś, o połówkach pomarańczy? Śmiałeś sobie żartować wtedy… A kim Ty jesteś, młodzieńcze?

- Jestem waszym wielbicielem. Czytałem o was wiele. Ty Sokratesie jesteś taki mądry, tak wiele wiesz…

- Wiem, że nic nie wiem.

- Co tylko z pozoru może wyglądać jak sprzeczność wewnętrzna – dołączył się Arystoteles.

To Arystoteles, on wynalazł logikę – pomyślał.

- Jakże mi miło zobaczyć i Ciebie, Arystotelesie.

- Starałem się zawsze mówić prosto, a nie każdy zrozumiał. Zobacz tam stoi ten stary głupiec, Hegel, co przeciwieństwa ze sprzecznościami myli.

Istotnie trochę dalej stał Hegel i Sartre. Wykłócali się w jakiejś sprawie.

- Co jest w życiu najważniejsze? – spytał filozofów.

- Trzeba we wszystkim zachowywać złoty środek – odrzekł Arystoteles.

Poszedł trochę dalej, chciał zobaczyć kogoś jeszcze. Usłyszał wnet Marksa:

- Religia jest opium ludu – powiedział.

- Jakże śmiesz mówić takie rzeczy, na Boga! – zaatakował go święty Tomasz – Obrażasz Boga. Znasz moje dowody, że on istnieje?

Niesamowite, co się tutaj dzieje – pomyślał.

- A więc to Ty – powiedział Nietzsche – A ja Ci powiadam, że Bóg umarł.

Zaczynało się robić nieprzyjemnie, na szczęście wszyscy zwrócili uwagę na nadchodzące właśnie dwie postacie, które podchodziły do nich.

- Wszystko się zmienia. Wszystko płynie – westchnął jeden z nich, Heraklit.

- I tak właśnie jest. Nawet z gatunkami zwierząt. Jeden przeobraża się w inny poprzez mechanizm doboru naturalnego – pouczał Darwin.

- Jak to jest - spytał Platon, który do nich dołączył - Przecież jest świat idei, a tam są formy wszystkiego, co jest tutaj. Jak więc jedno może się zamieniać w drugie? Jak koń może zamienić się w coś innego, gdy on się opiera na idei, a idee się nie zmieniają.

- Ideały się nie zmieniają, ale gatunki tak – odpowiedział Darwin – Nie dziwię się, że tego nie możesz pojąć, Platonie. W Twoich czasach…

Nagle wszystkich zamurowało. To niemożliwe – pomyślał – To niemożliwe.

Zbliżali się do nich Jezus i Budda.

- Wiesz przyjacielu, że ludzie mi przypisali wiele z Twoich myśli – mówił Jezus.

- Nic dziwnego, wszak to ja jestem oświecony – uśmiechał się do niego Budda.

No teraz to się zacznie – pomyślał. Zobaczył Nietzschego, który patrzył oszołomiony na Jezusa.

Nagle wszyscy usłyszeli awanturę. To Kant z Berkeleyem się kłócili. Obecny przy nich Schopenhauer próbował ich uspokoić.

Poszedł w tym kierunku, nie zważając nawet na obecność Pana Jezusa.

- Co się dzieje – spytał Schopenhauera.

- Pokłócili się, bo jeden sądzi, że cały świat jest w jego umyśle, a drugi, że jego umysł poprzez swoje kategorie ten świat kształtuje.

- Nareszcie widzę walkę. Ujawnia się ich wola mocy – skomentował Nietzsche.

- Świat to wola i przedstawienie – zaznaczył Schopenhauer.

- Głupcze! – odburknął Nietzsche.

- Przestańcie - wtrącił się Jezus - Powinniście się wzajemnie miłować.

- Musicie dążyć do nirwany – oznajmił Budda – Świat jest przykry i pełen cierpień. Naprawdę nie mogę pojąć, czemu się tak kłócicie o niego.

- Dosyć już! Przestańcie się kłócić. Każdy z was jest przekonany o swojej racji, a wszyscy nie możecie jej mieć. Ja bym wasze twierdzenia poddał falsyfikacji – powiedział Popper, który pojawił się nagle w tym gronie.

- Co Pan mówi? – odparł Kant.

- Ma prawo mówić co chce, nawet jeśli się z tym nie zgadzamy – stwierdził przyglądający się wszystkiemu Wolter.

- Nie, nie! I Pan niech nic nie mówi – odezwał się wreszcie stanowczo ich gość – Wszyscy myślicie, że znacie prawdę, ale tak być nie może. Snujecie swoje wymyślne teorie i mam wrażenie, że często brak wam po prostu zdrowego rozsądku. Co wy w ogóle wiecie.

- Zawsze uważałem, że filozofowie to głupcy – potwierdził Nietzsche – Ale mnie Pan racji odmawia?

- Tak! Wam wszystkim. Mam brzytwę Ockhama i nie zawaham się jej użyć!

Zaczęli się śmiać wniebogłosy. Ustały wszelkie awantury. Śmiech filozofów był potężny, aż wszystko dookoła zaczęło się trząść. Wreszcie wszystko co widział zdawało mu się jakby rozmywać i tracić ostrość. – Ja znam sens życia – kontynuował – Wy go znacie?

- Słuchamy, mów! – odpowiedzieli zgodnie niektórzy, ciągle się śmiejąc. Wyglądali niewyraźnie, coraz bardziej przypominali rozmazujące się plamy.

- Wreszcie zgodę widzę – odpowiedział nasz bohater zadowolony ale i zdziwiony tym co widzi. Wnet wszystko dookoła zaczęło znikać – A więc wam mówię, że sensem życia jest…

 

Podobne artykuły


24
komentarze: 14 | wyświetlenia: 5113
77
komentarze: 112 | wyświetlenia: 36886
159
komentarze: 44 | wyświetlenia: 44924
56
komentarze: 83 | wyświetlenia: 11415
54
komentarze: 32 | wyświetlenia: 5068
39
komentarze: 18 | wyświetlenia: 5762
35
komentarze: 87 | wyświetlenia: 4362
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 4566
14
komentarze: 7 | wyświetlenia: 4720
11
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1006
25
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6262
24
komentarze: 12 | wyświetlenia: 2194
25
komentarze: 4 | wyświetlenia: 4728
24
komentarze: 76 | wyświetlenia: 4998
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska