Login lub e-mail Hasło   

Rolnicy pod ścisłym nadzorem

Zapraszam do zapoznania się z częścią 2. raportu na temat GMO opublikowanego w listopadowym numerze "Znaków Czasu".
Wyświetlenia: 5.125 Zamieszczono 13/12/2011

Przemysł biotechnologiczny rzuca szczytne hasła: pomagamy rolnikom zwiększać plony, produkować zdrowszą żywność, dbać o środowisko, nakarmić Trzeci Świat. Włóżcie to między bajki, mówią oponenci, prawdziwe cele są ukryte. Chodzi o uzależnienie rolnika od patentów i monopol na nasiona.

Po dziesięciu latach komercyjnych upraw transgenicznych prawda jest inna — twierdzą członkowie Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC). I punktują: uprawy GMO przyczyniły się do zwiększonego globalnego zużycia środków chemicznych, a nie ich ograniczenia; modyfikacje genetyczne nie chronią całkowicie przed szkodnikami i chwastami, bo te potrafią wytworzyć odporność na toksyny w roślinach transgenicznych; nie ma możliwości współistnienia upraw modyfikowanych genetycznie z tradycyjnymi — pyłki roślin GM są przenoszone z wiatrem na bardzo duże odległości i zanieczyszczają tradycyjne uprawy; rośliny GM nie dają ani lepszych, ani większych plonów, często są mniej odporne na lokalne warunki klimatyczne. Warto też dodać, że w wielu przypadkach uprawy genetycznie modyfikowane zamiast obiecanego eldorado przyniosły rolnikom bankructwa i śmierć — jak w Azji czy Ameryce Południowej. A niektórym z tych, którzy mimo nacisków pozostali przy uprawach konwencjonalnych — procesy sądowe.

 

Patenty i bankructwa

Potrzeba GMO w rolnictwie została sztucznie wykreowana — uważa doc. dr hab. Katarzyna Lisowska z Instytutu Onkologii w Gliwicach. Reklamuje się ją jako „zbawczą technologię przyszłości, która pozwoli wykarmić rosnącą populację, bo jest rzekomo bardziej wydajna i opłacalna. W rzeczywistości za tymi pięknymi hasłami kryje się wielki biznes wykorzystujący prawo patentowe, ściśle uzależniający rolnika od umów licencyjnych i swoich produktów, a hasła humanitarne i troskę o środowisko traktujący jako mechanizmy marketingowe”. Dr Lisowska wyjaśnia, jak największa firma biotechnologiczna przekonywała w latach 90. do swej technologii: „Monsanto urządzała pokazy technologii upraw Roundup Ready: opryskiwano zagon kukurydzy Roundupem, potem serwowano poczęstunek, a potem rolnicy obserwowali, jak chwasty giną na ich oczach, podczas gdy GM kukurydza pozostaje nietknięta. To robiło kolosalne wrażenie i akceptacja tej technologii była początkowo wielka. Potem przyszły procesy sądowe i kary finansowe dla rolników, którzy złamali zapisy umowy licencyjnej”.

Rolnicy, którzy zdecydują się na kupno ziarna GM, zostają uzależnieni od korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane, a rolnik nie ma prawa wysiać ich ponownie. Co roku musi dokonywać nowego zakupu i wnosić opłaty licencyjne i technologiczne. Co więcej, jest często zmuszony do zakupu produkowanego przez koncern środka ochrony roślin. „Przykładowo w 2003 roku Monsanto zarobiło 1,6 miliarda na sprzedaży ziarna GM i aż 3,1 miliarda dolarów na sprzedaży pestycydów! W okresie do roku 2007 Monsanto złożyło w sądach ponad 112 pozwów przeciw 372 rolnikom i 49 drobnym przedsiębiorstwom rolnym o łamanie praw patentowych. Wyroki w 57 wygranych sprawach przyniosły Monsanto łącznie ponad 21,5 miliona dolarów. Średni wyrok opiewał na ok. 385 tys. dolarów” — mówi Lisowska[1].

Nasiona GM są droższe od tradycyjnych, i to wielokrotnie. Rolnik musi zaciągnąć kredyt na sfinansowanie uprawy — pod zastaw własnej ziemi. W przypadku nieudanych zbiorów rolnicy nie są w stanie spłacić pożyczek. Tak się stało w Indiach, gdzie zbankrutowały setki tysięcy rolników uprawiających bawełnę GM, a tysiące farmerów popełniło samobójstwo. Podobnie działo się w Argentynie, Brazylii, Paragwaju czy krajach afrykańskich. W sumie zbankrutowało koło miliona rolników.

 

Śmierć zmodyfikowana genetycznie

Gdy ponad trzy lata temu książę Karol mówił o globalnej kwestii moralnej, informując świat o dramatycznej sytuacji indyjskich rolników, stwierdzono, że przesadza. Skrytykowało go wpływowe lobby GMO, przeciwko wypowiedzieli się znani politycy. Jednym głosem zapewniono, że genetycznie modyfikowane uprawy przekształciły rolnictwo Indii, zapewniając wyższe niż kiedykolwiek zbiory. Zapomniano tylko dodać, że 150 tysięcy omamionych wizją niebotycznych zysków indyjskich rolników popełniło samobójstwo. Większość wybrała konanie w bólach po wypiciu środka owadobójczego. Przeciwnicy biotechnologii nazwali ten kryzys ludobójstwem GMO.

„Wioska po wiosce rodziny opowiadały mi, jak wpadały w długi po tym, jak zostały zachęcone do zakupienia nasion genetycznie modyfikowanych, by zastąpić nimi tradycyjne nasiona bawełny — pisze Andrew Malone, który pojechał do Indii, by przekonać się, jaka jest prawda. — Różnica cen między tymi rodzajami jest dramatyczna: 100 mg genetycznie modyfikowanych nasion kosztuje 10 funtów. Za tą samą cenę można kupić tysiąc razy więcej tradycyjnych nasion. Jednak sprzedawcy nasion GMO i urzędnicy państwowi obiecali rolnikom, że te magiczne nasiona przyniosą lepsze zbiory, wolne od pasożytów i insektów”. Ale nasiona nie były ani magiczne, ani odporne na pasożyty i wiele upraw zostało zdewastowanych przez szkodniki. Rolników nie poinformowano też, że nasiona GMO wymagają dwukrotnie więcej wody niż nasiona tradycyjne. Z powodu suszy uprawy nie obrodziły i rolnicy zostali z megadługami do spłacenia. „W przeszłości, gdy zdarzały się klęski nieurodzaju, rolnicy zachowywali część nasion i wysiewali je w roku następnym — pisze Malone. — Nie mogą tego robić z nasionami GMO. Nasiona te oparte są na technologii terminator, co sprawia, że rośliny nie produkują nadających się do wysiewu nasion. W rezultacie rolnicy muszą kupować nasiona co roku po wysokich cenach. Dla wielu oznacza to balansowanie na krawędzi życia i śmierci”.

 Indyjskie wadze promują nasiona GM, więc tradycyjne odmiany roślin zostały zakazane w wielu rządowych bankach nasion. Rząd Indii pozwolił gigantom biotechnologicznym na sprzedaż swoich produktów, bo jak wyjaśnia Malone, za danie dostępu zachodnim korporacjom do drugiego najbardziej zaludnionego kraju świata, gdzie żyje ponad miliard ludzi, Indie otrzymywały w latach 80. i 90. pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, co pozwoliło na rozpoczęcie ekonomicznej rewolucji. Kosztem rolnictwa.

„Te magiczne nasiona go stłamsiły — mówi brat Sulesha Bhamasy, jednego z tysięcy farmerów, którzy bankructwo przypłacili życiem. — Sprzedają nam je, mówiąc, że nie będziemy musieli używać drogich pestycydów, a potem okazuje się, że są jednak potrzebne. Musimy kupować te same nasiona od tej samej firmy. To nas zabija. Proszę, powiedz światu o tym, co się tutaj dzieje”[2]. Ale światu informacje przekazali nie tylko dziennikarze. Broniąc się przed krytyką, władze zleciły analizy, które nazwano naukowymi. „Eksperckie” komisje ustaliły na zamówienie rządu, że przyczyną większości samobójstw był... alkoholizm. Ale najgorsze chyba jeszcze przed rolnikami. Od jakiegoś czasu amerykańskie koncerny patentują części genomu roślin naturalnie występujących w Indiach. USA, które zacieśniają swoje związki ekonomiczne z subkontynentem indyjskim, zapowiadają, że będą naciskać na respektowanie praw własności w tym kraju...

 

Strategia doskonała

„Przyjechałem do Polski, by mówić ludziom o tym, co się stanie, gdy wprowadzi się uprawy genetycznie modyfikowane — opowiada Percy Schmeiser, rolnik z Kanady, laureat nagrody fundacji Right Livelihood, zwanej potocznie alternatywnym Noblem[3]. — Prowadzimy z żoną farmę, na której uprawiamy rzepak, ale nigdy nie uprawialiśmy roślin GM. Nasze pole zostało jednak zanieczyszczone przez GMO i w ten sposób moje uprawy stały się w pewnym stopniu genetycznie modyfikowane. A jeśli farma została zanieczyszczona przez GMO, rolnik nie może sprzedać upraw ze względu na zanieczyszczenia. Musi zapłacić firmie, która jest właścicielem patentowych nasion. Farmer traci wszystkie swoje nasiona, całą swoją uprawę”. Schmeiser jest chyba najsłynniejszym rolnikiem świata. Jako jeden z nielicznych wygrał z Monsanto przed sądem. Koncern wytoczył mu proces, a jednocześnie po cichu zaproponował, że wycofa pozew, jeśli Schmeiser podpisze z Monsanto kontrakt na uprawę rzepaku GM. Schmeiser się nie zgodził. Został więc oskarżony o kradzież własności intelektualnej. Na mocy wyroku sądowego musiał oddać całe plony rzepaku koncernowi i otrzymał zakaz wysiewania własnych ziaren. Farmer się jednak nie poddał. Zastawił dom i po pięciu latach procesów i odwołań wreszcie usłyszał od Sądu Najwyższego: nic nie jest winien Monsanto. Teraz jeździ po świecie i dodaje otuchy innym, przestrzegając przed uprawami GM.

Inni jednak nie mają tyle szczęścia co Schmeiser. I wie o tym Monsanto, które tropi uprawy tradycyjne. Jeśli tylko wykryje gdzieś zanieczyszczenie, oskarża farmera o „nasienne piractwo” i wymusza opłaty licencyjne. Na działalność blisko stuosobowego departamentu, który zajmuje się tropieniem i oskarżaniem farmerów, koncern przeznacza rocznie 10 milionów dolarów. Ma dwie metody na opanowanie rynku nasion. Po pierwsze, systematycznie przejmuje producentów tradycyjnych nasion — zakupy ostatniej dekady to największy światowy producent nasion warzywnych Seminis oraz bawełniany gigant Delta and Pine Land Company. Druga metoda: presja prawna. „Niesione wiatrem nasiona Monsanto rozsiewają się na pola przypadkowych farmerów, a firma oskarża ich o kradzież. U Bogu ducha winnego delikwenta zjawia się inspektor Monsanto i informuje o dwóch możliwościach: albo zawieramy ugodę i podpisujesz z nami umowę licencyjną, albo mobilizujemy naszych prawników i rozpoczynamy długą batalię sądową. Zanim się skończy — będziesz zrujnowany. Według danych organizacji Center for Food Safety, która od lat monitoruje działalność Monsanto, większości farmerów nie stać na prawniczą wojnę i idą na układ z firmą. Ci niepokorni — jak 85-letni Vernon Gansebom z Nebraski — nazywają Monsanto rolniczym gestapo. Gansebom jest jednym z około 500 rolników, którym korporacja każdego roku wytacza proces”[4].  

Jest jeszcze metoda trzecia. Są kraje jak Brazylia czy Paragwaj, gdzie mimo oficjalnych zakazów uprawy GM stały się faktem. Rolnicy kupowali modyfikowane nasiona, a koncern dla zachęty nie domagał się od nich opłat licencyjnych. „Z czasem rządom tych krajów nie pozostało nic innego niż zalegalizować istniejące uprawy GMO. Ledwie jednak je zalegalizowano, Monsanto upomniała się o swoje — opłata patentowa jest teraz inkasowana w punktach skupu ziarna GM. Tylko z tego tytułu w roku 2004 Monsanto zarobiła w Brazylii około 160 milionów dolarów” — wyjaśnia dr Lisowska. Dla drobnych rolników był to cios, ale wielkoobszarowym gospodarstwom w Ameryce Południowej uprawa nadal się opłaca. Co gorsza, taki scenariusz wydaje się być realizowany w Polsce, gdzie uprawy kukurydzy GM obejmują już kilka tysięcy hektarów, a może więcej, bo z powodu bałaganu legislacyjnego upraw tych rolnicy nie muszą zgłaszać.

 

Argument ostateczny

Jeffrey M. Smith opisuje w swej demaskatorskiej książce pt. Nasiona kłamstwa przypadkowe spotkanie z naukowcem pracującym dla przemysłu biotechnologicznego. Gdy w przerwie lekcji tańca udał się na obiad, zapytał siedzącego z nim przy stoliku innego kursanta, czym się zajmuje. Okazało się, że jest biologiem molekularnym z Monsanto. Jak przyznaje Smith, to nie była debata naukowa. Po prostu zadawał pytania koledze ze szkoły tańca. Szczegółowe. Mówił o sekwencji DNA,  kształcie spirali, jej możliwych związkach z prawami mechaniki kwantowej lub efektem pola, zaburzeniach części struktury łańcucha... słowem — mówił o zagrożeniach, jakie niesie manipulowanie w genach. Biolog nie miał argumentów. „Mój rozmówca zamilkł, przy całym stoliku zapadła cisza — pisze Smith. — Przez chwilę po prostu gapiliśmy się w talerze, po czym wróciliśmy do jedzenia. Ktoś w końcu powiedział: — To było głębokie. I znów cisza. Wtedy ów biolog odparł: — Ale wie pan, że inżynieria genetyczna jest nam niezbędna? (...) — Dlaczego? — zapytałem go wprost. — Po to, by zlikwidować głód na świecie”. I zaczął tłumaczyć, jaka wkrótce będzie liczba ludzi na świecie i że nie wykarmi się wszystkich przy pomocy tradycyjnego rolnictwa. „Wiedziałem, że ów biolog z Monsanto jest ze mną szczery — komentuje Smith. — Wiedziałem też, że głęboko wierzy w to, co mi mówił. Wiedziałem też, że się myli”.

Ten chwyt biotechnologicznych korporacji nazwano w książce Dinner at the New Gene Café ostatecznym argumentem. Gdy wszelkie zapewnienia koncernów o bezpieczeństwie żywności i upraw GMO zostaną podważone, zostaje im jedno: moralna konieczność genetycznej modyfikacji żywności celem wykarmienia ludzkości, pisze Smith. Ale jak się okazuje, i ten argument bardziej niż na nauce opiera się na propagandzie. To efekt wartej 250 milionów dolarów kampanii reklamowej przemysłu biotechnologicznego i amerykańskiej polityki, a nie rzetelnych badań. Prawda jest taka, że — jak informuje w swym raporcie organizacja Stop Hunger Now — mamy nadmiar światowych zasobów żywności. Na każdego mieszkańca ziemi przypadają ponad dwa kilogramy żywności dziennie, najwięcej w znanej historii. W obliczu nadprodukcji żywności jasne jest, że to nie jej ilość, lecz zła dystrybucja i bieda odpowiadają za głód na świecie. Przykładem mogą być Indie, gdzie 320 milionów ludzi chodzi codziennie głodnych, mimo że kraj ten ma rezerwy żywności, a nawet ją eksportuje.

Opublikowany trzy i pół roku temu na konferencji w Johannesburgu raport IAASTD, międzynarodowej organizacji zajmującej się oceną naukowych i technologicznych strategii w rolnictwie, który powstał przy wsparciu m.in. Banku Światowego, FAO i WHO oraz przy współudziale 60 państw i 400 ekspertów agronomii — stwierdza, że przemysłowa produkcja żywności w dłuższej perspektywie nie tylko nie rozwiąże problemu głodu, ale wręcz się do niego przyczyni. W raporcie podkreślono, że wesprzeć należy małe gospodarstwa rolne w krajach ubogich i rozwinąć programy badawcze w dziedzinie agroekologii. Największe korporacje agrochemiczne konferencję zbojkotowały, a USA pod rządami administracji G.W. Busha, mecenasa biotechnologii, wyniki badań odrzuciły.

Z raportu ONZ Agro-ecology and the Right to Food wynika, że przestawienie się rolników w krajach Trzeciego Świata na uprawy ekologiczne może podwoić produkcję żywności w ciągu dekady. Wprowadzone w blisko 60 biednych krajach programy rolnictwa bio skutkowały zwiększeniem plonów o 80 proc.!

 

Złoty PR

Uśmiechnięte azjatyckie dzieci, pola ryżu i troskliwi lekarze — taką reklamą przekonywano Amerykanów do żywności GM. O tzw. złotym ryżu, modyfikowanym genetycznie i wytwarzającym beta-karoten, narrator z zachwytem mówi, że „pomaga zapobiegać ślepocie i infekcjom u milionów dzieci cierpiących na niedobór witaminy A”. Koncern biotechnologiczny Syngenta straszył: miesiąc opóźnienia dostaw ryżu Golden to 50 tys. więcej ślepych dzieci! I tak opinia publiczna, jak pisze Smith, została postawiona przed moralnym dylematem: jeśli nie przestaniemy wybrzydzać na żywność GM, dzieci z Trzeciego Świata oślepną. Tymczasem jak wykazał raport Greenpeace’u, ryż ten zapewnia tak mało witaminy A, że dwuletnie dziecko musiałoby każdego dnia jeść go około 3,5 kg, by pokryć dziennie zapotrzebowanie na tę witaminę. Benedikt Haerlin, koordynator Greenpeace’u ds. GMO, nazwał to świadomym oszustwem. Nawet sam prezes Fundacji Rockefellera, która sfinansowała badania nad ryżem Golden, określił kampanię reklamową przemysłu biotechnologicznego jako wprowadzanie mediów i odbiorców w błąd. Tymczasem organizacja Vitamin Angel Alliance, zajmująca się rozprowadzaniem suplementów, rozdaje niedożywionym dzieciom tabletki z witaminą A o potencji tak wielkiej, że jednemu dziecku starcza ona na pół roku, chroniąc je przed ślepotą — pisze Smith. Jedna tabletka kosztuje pięć centów, zatem za 50 tys. dolarów można pomóc pół miliona dzieciom! Stworzenie ryżu Golden kosztowało 100 milionów dolarów. Azjatyckie organizacje humanitarne napisały we wspólnym raporcie zatytułowanym Ziarna złudzeń: „Głównym powodem stojącym za produkcją i reklamą ryżu Golden nie jest położenie kresu niedożywieniu w Azji, ale zyskanie sobie większego poparcia dla modyfikacji genetycznych wśród ludzi, w środowiskach naukowych i instytucjach przyznających fundusze”.

 

Puszka Pandory

O tragicznych skutkach dla środowiska od dawna przestrzegają ekolodzy. Prof. dr hab. Ludwik Tomiałojć, biolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody i Komitetu Ochrony Przyrody PAN, mówi: „Udowodniono niedawno, że u około 25 proc. organizmów roślinnych dochodzi do wymiany genów. Wobec tego wszczepiony przez biotechnologów gen np. do rzepaku przejdzie do 14 gatunków spokrewnionych z nim roślin. Aż strach pomyśleć, do jakich zmian ekosystemu może to doprowadzić. Grozi nam wymknięcie się tych genów spod kontroli. Przeniknięcie ich do dzikich gatunków roślin”[5].

Transgeniczne rośliny rozprzestrzeniają się samoczynnie w środowisku, czyniąc nieskutecznymi wszelkie strefy buforowe. Publikowane na zamówienia koncernów wyniki obserwacji nad rozsiewaniem się pyłków i nasion dotyczą krótkiego czasu i stabilnej pogody, mówi Tomiałojć, dodając, że w tych „badaniach” nie bierze się pod uwagę wichur, trąb powietrznych czy powodzi, które mogą przenosić nie tylko pyłki, ale i całe organizmy takie jak żaby i ryby na setki kilometrów.

„W USA i Kanadzie skażenie upraw tradycyjnych sąsiadujących z uprawami transgenicznymi wyniosło 80 proc. Wielu rolników zbankrutowało. To dowód na to, jak łatwo dochodzi do zapylenia roślin konwencjonalnych pyłkiem GMO przenoszonym przez wiatr lub owady” — dodaje prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska z SGGW. Badacze z Uniwersytetu  Manitoba w Kanadzie przetestowali 33 próbki z zasobów certyfikowanych nasion rzepaku Canola i 32 z nich były skażone odmianą genetycznie modyfikowaną.  Uczeni z The Union of Concerned Scientists (Unia Zaniepokojonych Naukowców), którzy testowali tradycyjne zasoby amerykańskich ziaren kukurydzy, soi i rzepaku Canola, stwierdzili, że 50 proc. kukurydzy, 50 proc. soi i 83 proc. rzepaku było skażonych genami odmian modyfikowanych genetycznie. Stuprocentowa czystość jest już prawdopodobnie nieosiągalna w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. W pięć razy gęściej niż USA zaludnionej Polsce i pokrytej niemal nieprzerwanie drobnopowierzchniowymi uprawami tym bardziej nie ma warunków dla odizolowania upraw modyfikowanych od tradycyjnych i dzikiej przyrody. „Raz wprowadzone geny pozostaną w przyrodzie na zawsze jako zanieczyszczenie powodujące nieznane jeszcze skutki. Dlatego poraża cynizmem zalecanie przez służących koncernom badaczy i urzędników tworzenia wirtualnego prawa o kilkudziesięciometrowych strefach buforowych. To jawna kpina!” — mówi prof. Tomiałojć.

Zagrożeń jest więcej. Badania wykazały, że zmieniony chemizm GMO może wpływać poprzez pyłek lub zjadane tkanki rośliny na współżyjące z nią gatunki zwierząt bezkręgowych i kręgowych, zmieniając selektywnie skład całych zespołów organizmów żywych, tłumaczy Tomiałojć, dodając, że ten fakt przemilcza się w pracach sponsorowanych przez korporacje. „Ludzkość nie zna funkcji ekologicznych ponad 95 proc. gatunków. Nie wiemy, jakie skutki w ekosystemie może wywołać wyginięcie gatunków nawet niepozornych”.

Ale wiemy, co może się stać, gdy znikną pszczoły. „Nie ma pszczół, nie ma zapylania, nie ma roślin, nie ma zwierząt, a w konsekwencji nie ma także człowieka” — przestrzegał Albert Einstein. Pszczoły zapylają bowiem 85 proc. roślin. Tymczasem w ostatnich latach obserwuje się zmniejszenie populacji tych owadów w wielu krajach, w tym w USA. Naukowcy podejrzewają, że odpowiedzialne za to są uprawy GM, bowiem zawarte w modyfikowanych genetycznie roślinach toksyny Bt Cry uszkadzają pamięć pszczół i ich zdolności nawigacyjne. Pszczoły giną, gdyż tracą orientację (tzw. pamięć drogi) i nie są w stanie wrócić do ula. Okazało się też, że pszczoły spożywające toksynę Bt są mniej odporne na patogeny, co również prowadzi do ich zwiększonej śmiertelności[6]. Giną zresztą nie tylko pszczoły, ale i motyle, biedronki, skorupiaki. Obumarłe szczątki roślin GM podczas gnicia i rozkładu uwalniają toksyny, które zabijają drobnoustroje glebowe. Zatruciu ulegają również owady wodne oraz żywiące się nimi płazy i gady. Powoduje to zubożenie całego ekosystemu.

Jest też druga strona medalu, równie zła: podczas gdy pożyteczne organizmy giną, te niepożądane mutują i uodparniają się na trucizny. Plagą stają się tzw. superszkodniki. Słonecznica amerykańska zagraża ponad stu gatunkom roślin, głównie kukurydzy i bawełnie, także owocom i innym warzywom, a nawet roślinom ozdobnym i szklarniowym. Superchwasty są zmorą w USA, Kanadzie i Argentynie. Niektóre osiągają trzy metry wysokości, rosną szybko, a jedna roślina wytwarza ponad 200 tys. wiatrosiewnych nasion. Nawet dwukrotnie większa dawka pestycydów w trzykrotnie większym stężeniu nie jest w stanie ich zabić. Dr inż. Roman Śniady z Koalicji „Polska wolna od GMO” uważa, że technologie GMO mogą być dużo groźniejsze dla natury i człowieka niż technologie związane z energetyką jądrową: „Bo przecież nikt — w imieniu konsumenta —  nie sprawuje tak naprawdę dokładnej, uczciwej i niezależnej kontroli nad GMO. GMO mogą  być wkrótce praktycznie  wszędzie! Czy »GMO-Czarnobyl« jest w przyszłości możliwy? Jeśli będziemy dalej na to pozwalać, to za chwilę na każdym  polu, w każdym ogrodzie będą rosły małe »GMO-reaktory« szkodliwe dla świata roślin i zwierząt, a przede wszystkim szkodliwe dla ludzi, dla przyszłości całej ludzkości”.

 

Polska szansa

„Polska jest zagłębiem żywności czystej chemicznie i o wysokich walorach smakowych — podkreśla prof. Tomiałojć. — Jej eksport rośnie o jedną czwartą rocznie. Konkurentom może zależeć na wmuszeniu Polsce upraw i surowców z GMO choćby po to, aby podważyć nasz atut czystej produkcji rolnej”. Prof. Tadeusz Żarski z SGGW tłumaczy, że pamięć gleby zostaje — np. pozostałości po pestycydach czy nieorganicznych nawozach. Tak samo jest z GMO. Dlatego nasze tradycyjne rolnictwo jest bardziej ekologiczne niż w innych krajach Zachodu. I dlatego jest cenne. Dr Katarzyna Lisowska mówi wprost: „Trzeba pamiętać, że za technologią GMO stoją potencjalne ogromne zyski. Polska, jako jeden z większych krajów rolniczych UE i blisko 40-milionowy rynek konsumencki, w oczywisty sposób znajduje się w polu zainteresowania koncernów”. I dodaje, że parlamentarzyści tematu nie rozumieją, nie doceniają jego wagi i łatwo ulegają czarowi korporacyjnego lobbingu. Naukowcy podkreślają, że dopuszczenie w Polsce upraw GMO jest sprzeczne z długofalowym interesem polskiego rolnictwa i doprowadzi do szybkiego wzrostu bezrobocia. „Zyski grupki kontraktatorów amerykańskiego ziarna trzeba zbilansować ze stratami tysięcy mogących bankrutować, jak w Indiach, wykonkurowanych drobnych polskich rolników” — ostrzega prof. Tomiałojć

Po tragedii w Indiach Vandana Shiva napisał: „Rolnik jest teraz konsumentem kosztownych ziaren i chemikaliów sprzedawanych przez potężne globalne korporacje za lokalnym pośrednictwem ogromnych posiadaczy ziemskich i pożyczkodawców. To połączenie prowadzi do najbardziej nieludzkiego, brutalnego i wyzyskującego połączenia globalnego kapitalizmu korporacyjnego z lokalnym feudalizmem (...). Trzeba powstrzymać tę wojnę przeciw małym rolnikom. Trzeba napisać na nowo zasady handlu dobrami rolnymi. Trzeba zmienić nasz paradygmat produkcji żywności. Żywienie ludzkości nie powinno opierać się na wyginięciu rolników i wyginięciu gatunków. Inne rolnictwo jest możliwe i jest potrzebne — rolnictwo, które chroni źródła utrzymania rolników, które chroni ziemię i jej biozróżnicowanie i które chroni zdrowie publiczne”[7].

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

 

[1] Wywiad z Katarzyną Lisowską opublikowany w: „Dzikie życie”, maj 2011. [2] http://www.mailonsunday.co.uk/news/worldnews/article-1082559/The-GM-genocide-Thousands-Indianfarmers-committing-suicide-using-genetically-modified-crops.html. [3] Fundację Right Livelihood założył w 1980 roku Jakob von Uexkull, pisarz i wykładowca, parlamentarzysta europejski, absolwent wydziałów filozofii, polityki i ekonomii. Uznał on, że formuła Pokojowej Nagrody Nobla jest niewystarczająca, aby zwrócić uwagę świata na najważniejsze problemy współczesnej cywilizacji. [4] Maciej Jarkowiec, Żywność masowego rażenia, „Przekrój” 12/2010. [5] Wywiad z Ludwikiem Tomiałojciem opublikowany w: „Superexpress” 24.08.2011. [6] Badania zespołu Ramireza-Romero oraz naukowców z uniwersytetu w Jenie. [7] Vandana Shiva, The Suicide Economy of Corporate Globalisation.

 

 

 

 

Podobne artykuły


70
komentarze: 59 | wyświetlenia: 16917
42
komentarze: 6 | wyświetlenia: 16642
32
komentarze: 76 | wyświetlenia: 12554
28
komentarze: 27 | wyświetlenia: 3429
21
komentarze: 21 | wyświetlenia: 16788
20
komentarze: 5 | wyświetlenia: 4229
20
komentarze: 26 | wyświetlenia: 7404
19
komentarze: 27 | wyświetlenia: 6310
18
komentarze: 6 | wyświetlenia: 13374
19
komentarze: 19 | wyświetlenia: 4482
18
komentarze: 20 | wyświetlenia: 15750
17
komentarze: 13 | wyświetlenia: 3464
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 6618
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 5096
27
komentarze: 19 | wyświetlenia: 4888
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  ulmed,  13/12/2011

"Nasiona kłamstwa" zostały zasiane w tylu mózgach, że już nie ma odwrotu. Zapuściły korzenie i wyrastają z nich, coraz nowe, coraz większe, coraz sprytniejsze kłamstwa.
Tylko interwencja samego Boga lub powrót do jego "technologii" może być szansą dla człowieka. I całej reszty.
Jakie to szczęście, że są tacy ludzie jak Katarzyna Lewkowicz-Siejka. Jeśli są to jest nadzieja.

  swistak  (www),  13/12/2011

GMO i aspartam dopuściła KE. W Polsce cały PSL z Komisja Rolnictwa są korumpowane przez Monsanto

Generalnie GMO to totalne świństwo! Ja nie rozumiem, jak bardzo trzeba być zaślepionym własnym zyskiem, by nie widzieć długofalowego negatywnego działania i opłakanych skutków dla rolnictwa, jakie wprowadzanie GMO z sobą niesie.

A karawana idzie dalej...,pozdrawiam

Kolejny absurd ludzkiej egzystencji .
Człowiek bawiąc się w Pana Życia , będzie siał nic poza śmiercią....

  Cicho,  14/12/2011

Bardzo ciekawy artykuł, jednak nie na moje nerwy. Nie potrafię znieść swojej bezsilność.
Idę ukoić nerwy - nielegalnie,

kto ma kasę ten ma władzę.

Dlaczego zabito Kadafiego?

Niestety my jesteśmy bezsilni wobec monsanto, bo tak naprawdę to tylko ta jedna korporacja rządzi wszystkim. Polecam film "królowa kukurydza"

wystarczy wpisać w YouTube ''jak USA obala dyktatury''



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska