Login lub e-mail Hasło   

Jak rozmawiać z dzieckiem o pieniądzach?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://nasza-pociecha.pl/index.php?optio(...)emid=41
Chodzisz z własnym dzieckiem na zakupy i wracasz znerwicowana/any? Przeczytaj artykuł.
Wyświetlenia: 917 Zamieszczono 16/01/2012

Mówi się, że ludzie uczą się na błędach – owszem, ale nie zawsze. Otóż mam prawie codziennie okazję być świadkiem, jak rodzice po nerwowych zakupach, stoją w kolejce do kasy i mówią, że już nigdy nie przyjdą na zakupy z dzieckiem. Taaaaa, na pewno :) Kup mi to, kup mi tamto, a ja chcę samochodzik i ciastko itd. a co rodzic na to?

Czasy są takie a nie inne, ogół  naszego społeczeństwa mocno trzyma się za kieszeń. Coraz częściej słyszę mamę która mówi wprost i bez ogródek do dziecka: nie kupię ci zabawki  bo nie mam pieniędzy, zabawka jest zbyt droga – co więcej mogę dodać. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu był świadkiem reakcji dziecka (cudzego a może własnego), histeria, płacz, rzucanie  się na ziemię. Po takiej akcji często  padają słowa związane  z groźbami karalnymi, ciśnienie niebezpiecznie wzrasta. Jednym słowem co za wstyd. Ale za jakiś czas mama wróci z synkiem na zakupy i historia się powtórzy.

Spróbuj, nic nie ryzykujesz

Pomyślałam sobie ostatnio, że wystarczy naprawdę niewiele wysiłku, by tego typu zachowaniom dziecka  zapobiec. Czy potrafimy rozmawiać z naszymi pociechami na trudne tematy? Do każdej takiej  dyskusji trzeba się przygotować, nie iść na żywioł. Postaram się przytoczyć tutaj jak przebiegła moja pierwsza rozmowa o pieniądzach, z moim wtedy 5 letnim synem
-Synku nie mogę ci za każdym razem kupować zabawki, bo nie mam tyle pieniędzy. Przecież musimy z tatusiem zapłacić rachunki, opłacić twoje przedszkole, zrobić zakupy. To wszystko kosztuje.

Wtedy straciłam czujność, dałam się zwieść jego niebieskim oczętom. Kiedyś czytałam, że prokurator i adwokat podczas przesłuchania nie powinni zadawać pytań na które nie znają  odpowiedzi, ponieważ mogą sobie strzelić samobójczego gola. Ja popełniłam ten błąd i zadałam pytanie skąd mamy brać fundusze na jego zabawki. Młody odpowiedział, że z bankomatu. To brzmi jak żart, ale mi wcale do śmiechu nie było. Skąd takie małe siwe ma znać mechanizm działania sektora bankowego, jestem realistką i wiem co mogę zacząć tłumaczyć przedszkolakowi. Mąż mój stwierdził odkrywczo, że źle się do tego zabrałam i on by to zrobił inaczej, tylko chwilowo jeszcze nie wie jak.

Doszłam do wniosku, że to ciężki temat a Młody jest zbyt młody by ruszać sprawę od strony formalnej. Wymyśliłam wtedy, że trzeba go nauczyć  „wartości pieniądza”.  Skarbonkę zamieniliśmy na pewien czas na portfel. Syn dostał kilka złotych na początek i zaczęło się szkolenie. Tak więc mając świadomość rosnącego ciężaru portfela, syn stwierdził, że fajnie jest mieć go przy sobie. Któregoś dnia w czasie zakupów, powiedział, że chce wafelka

- To tylko 1 przecinek 40 kosztuje, wiesz? Uśmiechnęłam się i powiedziałam (pamiętam to doskonale), że skoro to kosztuje „tylko tyle” to zapłać ze swoich pieniędzy, przecież masz je przy sobie. Dziecko w trybie natychmiastowym zrozumiało o co w tym wszystkim chodzi. Młody załapał zależność między zachcianką, wartością  zachcianki i zmniejszającym się ciężarem portfela.

Znajoma z placu zabaw opowiadała jak ona rozwiązała kwestię finansową w swoim domu. Podobnie jak ja zamieniła skarbonkę na portfel. Jednak córka na zakupy swoich funduszy nie brała. Kup mi mamo – to się ciągle powtarzało i za każdym razem padała obietnica, że pieniądze odda w domu. Po kolejnym razie mama upomniała się o zwrot  funduszy. Dziewczynka powiedziała, że jeśli odda to sama będzie miała mniej lub wcale. Nie wiem z czego to wynika, ale dzieci w takich momentach zaczynają kojarzyć mnóstwo rzeczy, ogrom zależnych od siebie kwestii staje się oczywisty.

Ja od wielu lat nie słyszę żądań typu „kup mi”, tylko zapytanie  „czy możesz mi kupić”, różnica jest zasadnicza. Z mężem nie ukrywamy  przed dziećmi wydatków, które mamy w bieżącym miesiącu. Książki do szkoły, wyprawka do przedszkola, buty, kurtka itd. Dzieci muszą wiedzieć, że są wydatki które są niezbędne i nie wynikają z kaprysu. Najpierw obowiązek a potem przyjemność – to wg mnie zasada która służy dobremu rozwojowi naszych dzieci. Raz na jakiś czas mogę ci coś kupić ale ty też daj coś od siebie, pociecha niech dołoży część pieniędzy. Musimy rozmawiać z dziećmi o wydatkach i kosztach życia.

Jednak bycie dzieckiem to przywilej  chroniący  nasze skarby od zmartwień i przejmowania się sprawami, które powinny obchodzić dorosłych. Są bardzo wrażliwe maluchy dla których zdanie o braku pieniędzy na jutrzejsze zakupy spowoduje silny stres – uważajmy na to co mówimy. Pieniądze to dorosły problem z którym mamy do czynienia od dziecka. Oswajajmy naszych milusińskich z tematem, tłumaczmy ale nie ulegajmy zachciankom tylko dla swojego świętego spokoju.

UWAGI AUTORA

W przypadku publikacji artykułu u siebie w serwisie proszę o umieszczenie informacji o źródle: artykuł pochodzi z serwisu http://nasza-pociecha.pl

Podobne artykuły


44
komentarze: 36 | wyświetlenia: 14689
28
komentarze: 29 | wyświetlenia: 17833
229
komentarze: 178 | wyświetlenia: 243127
25
komentarze: 55 | wyświetlenia: 7486
36
komentarze: 11 | wyświetlenia: 44405
32
komentarze: 74 | wyświetlenia: 3537
62
komentarze: 67 | wyświetlenia: 13414
54
komentarze: 15 | wyświetlenia: 7630
50
komentarze: 27 | wyświetlenia: 50126
41
komentarze: 10 | wyświetlenia: 2491
33
komentarze: 10 | wyświetlenia: 3539
31
komentarze: 31 | wyświetlenia: 5247
27
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2331
26
komentarze: 3 | wyświetlenia: 17902
 
Autor
Artykuł



Czekam na więcej.

Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Właściwe podejście do pieniądza należy wpajać dzieciom od najmłodszych lat.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska