Login lub e-mail Hasło   

Koniec kija u ołtarza

Mamy w tym kraju starą skłonność rzucania się ze skrajności w skrajność. Zupełnie, jakby kij miał tylko końcówki i nic pomiędzy nimi. Z pozdrowieniem dla Bachira
Wyświetlenia: 1.970 Zamieszczono 18/01/2012

                                           

     Mamy w tym kraju starą skłonność rzucania się ze skrajności w skrajność. Zupełnie, jakby kij miał tylko końcówki i nic pomiędzy nimi. Dzieje się tak dlatego, że końcówkę nawet małpie łatwo uchwycić, żeby kijem po wywijać .  Zmierzenie go wymaga już zastosowania wyższego poziomu intelektualnego, a cóż dopiero mówić o zastosowaniach. Teoria Darwina usprawiedliwia ten atawizm u ludzi, ale nie skutki społeczne.

      Są w Polsce tacy, którzy wiedzą najlepiej i tacy, którzy nie chcą nic wiedzieć; co nie oznacza, że nie istnieje cała inna reszta. Dotyczy to także wiedzy o nas samych, wiedzy socjologicznie niezbędnej dla funkcji cywilizacyjnych. Pewien Japończyk ogłosił koniec historii, bo pewnie uwierzył, że zastąpi ją ekonomia – jakby ta nie była składową procesów dziejowych rozmieszczonych na osi czasu.

    Tu historia wciąż ma znaczenie szczególne, ponieważ zbyt długo nie mieliśmy, a i wciąż nie wiemy czy mamy, szanse obiektywnej oceny skutków naszych zbiorowych poczynań. Zapominamy czasem, że za czasów plemiennych historia mówiona przez dziada do wnuka była podstawą przekazu doświadczeń. Dlatego szczególnie ta najnowsza stała się narzędziem manipulacji ludzi cynicznych, egoistów z bardzo krótkim, lecz zadartym nosem. Rocznice Powstania Warszawskiego stają się niestety przykładem  politycznej nekromancji z żenującą zamianą postu na odpust z jarmarkiem grzechów oraz inscenizacjami zbiorowej golgoty. Tylko czekać, aż nas przyjezdni obśmieją, albo co gorszego. A wystarczyłoby ciszej nad tymi trumnami.

    Ostatni wyrok w sprawie stanu wojennego też jest tak kuriozalny, jak ostatnie lata tematycznej dyskusji publicznej. Bo, czy obywatele tego kraju stosujący się do zarządzeń, są wobec wyroku, wspólnikami zbrojnych bandytów, czy może ich ofiarami? A ówczesne Wojsko Polskie to też bandyci w zmowie z kacykami? Dawno oddaliśmy sprawiedliwość tym co odsiedzieli (przynajmniej mentalnie), ale indywidualnych oprawców żaden kij nie sięga.

    Czy ktoś pamięta czym na przykład groziła wtedy w wojsku odmowa wykonania rozkazu? Nie znamy postaw ludzi, którzy nazwani „huntą” w rzeczywistości starali się jej przeciwstawiać, a warto się zastanowić na ile realna była groźba kary. Kto nie wie niech sprawdzi.

     Od lipca 1981 roku jednostki lądowe ćwiczyły na poligonach zajmowanie miast. Do manewrów podano im mapy konturowe bez nazw miejscowości. Oczywiście każdy żołnierz rozpoznał swoje lub znane mu miasto i wielu po powrocie powiadomiło kolegów z Solidarności. Najczęściej otrzymali odpowiedź, że to celowy cyrk na destrukcję Związku. Po ogłoszeniu stanu  cyrk okazał się realny. Wielu z młodej kadry wojskowej podjęło akcję „zasypania jaruzela blachami”, wysyłając odznaczenia w kopertach do sztabów na Jego nazwisko. Naturalnie akcja nie mogła się przedrzeć do wiadomości publicznej. Zdarzały się strajki w pododdziałach jednostek, zdarzały się próby samobójstw wśród kadry, bo próśb o zwolnienie nie przyjmowano. Powszechna była postawa bojkotu działań milicyjnych i wszelkich ekstremalnych rozkazów. Kto, przeżywszy tamten czas, nie zna takich przykładów z autopsji? Niechęć wojska wobec milicji była widoczna na co dzień i znana władzom. Oczywiście kontrwywiad działał w szeregach i po stanie wielu „rozliczono” skutecznie, a pod byle pretekstem. Dziś nie chcą mówić, bo „nie warto”. Czy zatem można powiedzieć, że nie miało to znaczenia dla przebiegu zdarzeń? Wobec braku zagrożenia z zewnątrz. Zadziwiające ilu ludzi wierzy wciąż miłemu dziadkowi Jaruzelskiemu… że musiał.

     Zapominamy, że państwo ma armię, każdy żołnierz ma karabin, a karabin lufę. Komu przypisać skutki tej zależności, jeśli państwo to „oni’? Chyba tylko grabarzowi, sądząc po naszych ostatnich krucjatach.

     Z tematem trzeba się zapoznać, żabo go ogarnąć, ale nie koniecznie na sali sądowej. Zaniedbań na tej ziemi są całe hektary. Niech fachowcy wezmą się do roboty, wszak instytucji jest już trochę. Ostatnio administracja znów sama próbuje nazywać się Państwem, wyszukując dla „reszty” coraz to nowych określeń typu: petent, klient, czy kapitał ludzki. Znosimy te inwektywy bez buntu jak muchy latem, a sprzeczamy się o stare karabiny. „A jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści” – jak mawiają strażnicy tradycji, chwytając za jego koniec.

     Nasi bohaterowie są zbyt zmęczeni, żeby protestować albo politykują. Nie klękajmy więc przed historią; od tego są ołtarze i bliskie nam kobiety. Poznawajmy ją raczej dla wzajemnego zrozumienia, bo nikt nam go nie da w prezencie. Daleko stąd jeszcze do wybaczenia, ale też trudne i przy tym, niestety, trzeba świadczyć i dokumentować prawdę. Ona rzadko daje się wynieść na ołtarze; łatwiej do kosza. Dlatego warto go w domu sprawdzać przed wyniesieniem na śmietnik, albo gdzie indziej.

                                                      alt

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1281
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 787
16
komentarze: 71 | wyświetlenia: 602
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 750
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 664
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 767
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 713
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 849
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 560
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1104
13
komentarze: 75 | wyświetlenia: 1083
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 688
12
komentarze: 15 | wyświetlenia: 940
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 566
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Dzięki za art , który pobudza nasze myślenie, nasza historia jest tak piękna , w niej tak wielu ludzi wartościowych dla tego kraju nie jednego dokonało. Czego z trudem przychodzi powiedzieć o dniu dzisiejszym . Znalazłam w domu pewien artykuł z Pamiętnika Warszawskiego rok 1816 - temat ; mąż stanu. Zapis uczyniony dla przyszłości narodu, jednak nigdy nie wykorzystany w życiu. Tłumaczę go na język ...  wyświetl więcej

  awers,  18/01/2012

Już jestem ciekaw...

  Iwona Akwas  (www),  19/01/2012

Moje relacje z żołnierzami "wprowadzającymi/realizującymi" stan wojennny wyglądały tak:
Już na tydzień przed jego ogłoszeniem, w lesie obok mojej wsi rozlokowali się żołnierze. Moja siostra przyjechała na nasz studencki strajk i powiedziała, że będzie wojna albo coś takiego i mama każe wracać do domu. Oczywiście - wyśmiałam ją. Niemniej przywódca naszego strajku dał sobie utlenić i ściąć wł ...  wyświetl więcej

"Gdyby ktoś dał nam karabiny - strzelalibyśmy do wszystkiego, co stanęłoby przeciw nam".

I właśnie tu jest pogrzebany nie tylko pies, ale cały śmierdzący hipopotam.
Nawet wiem, gdzie mieli te karabiny koktajle Mołotowa.

"Śmierdzący hipopotam"... jesssuuuu, Zbysławie, ty to masz porównania:)))

  awers,  20/01/2012

A ci, co mieli - nie chcieli... Ładna refleksja Iwono, warta przeczytania

Dowództwo obawiało się reakcji żołnierzy służby zasadniczej. Otóż w 1981 roku po wprowadzeniu stanu wojennego żołnierze wychodzący poza teren koszar, byli uzbrojeni. Mam na myśli drużynę(12) lub pluton(36), ponieważ pojedyncze wyjścia były sporadyczne. W tym czasie połowę służby miałem już za sobą. Byłem w łączności, więc do pracy na sprzęcie chodziliśmy na obiekt oddalony od koszar około 1 kilome ...  wyświetl więcej

Bo reżim nikomu nie wierzy, zachowania paranoiczne są na porządku dziennym. Wszyscy są wrogiem i każdego należy sprawdzić wielokrotnie. A co by było gdyby wojsko przeszło na strone narodu?

  awers,  23/01/2012

I tak by się pewnie stało w przypadku interwencji "sojuszniczej". W wojsku już przed stanem krążył wtedy taki dowcip: " Jak wejdą Niemcy i Rosjanie - do kogo będziesz strzelał? Odp: najpierw do Niemców, bo to obowiązek, potem do Rosjan, bo to przyjemność ". Dziś brzmi ponuro, ale wtedy był popularny.

To nie jest takie pewne jak serca zmącone. Jak brak poczucia wspólnoty, jak wyśmiewaja naszą narodowość. Jak bohaterów opisuje się jako morderców. To nie jest takie pewne. Może łączyć nas wiara wielowyznaniowa, tak jak głosił Jan Paweł II i ponadczasowe przesłanie "Bóg, Honor i Ojczyzna" - tylko że to dzisiaj opluwane przez różnego rodzaju mentalnych zboczeńców, próbujacych zmienić naszą historię, zmieszać ją z błotem.

Wtedy byłem nieco młodszy i bardziej porywczy, więc za takie "dowcipy" dawałem po pysku. Dziś już bym nie mógł...

Może pan rozwinąć myśl, bo jestem zakłopotany.

Powinno to być pod wpisem "awersa".

  awers,  24/01/2012

każda może być nasza, zależy ile się wypije i na czyim weselu. Trójki czeki oceniały mentalność bez względu na motywy obiektu, a po pysku można se dać bez papieskich ryngrafów.... Gentelmani nie polemizują z faktami - ok?

O czym to?

  awers,  24/01/2012

I jeszcze słowo: serca zmącone mogą być z niewiedzy, bo za wiedzę się płaci, choćby porzuceniem złudzeń, a le i zrozumieniem przeciwieństw. Hasełka kibole wlepiają na szyby w tramwajach. Kłaniam mocium Panie Henryku po imieninach

  awers,  24/01/2012

Zbysławie każda historia może być nasza, sorry za zwłokę....

  alodia1949  (www),  23/04/2012

Młodzi żolnierze pilnowali, z bronią nabitą, Ośrodka Odosobnienia kobiet w Goldapi, powiedziano im, ze jesteśmy ekstremistkami zlapanymi z bronią w ręku, ha,ha,ha. Broń w ręku to ja miałam w liceum na PeWu - kabekaes się nazywala ta broń.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska