Login lub e-mail Hasło   

Tam na rogu na Janowskiej przy ulicy Kleparowskiej...

Kleparowska "Jeden z przeciętnych całkiem lokali na rogu ulic Janowskiej i Kleparowskiej zdobył wielką popularność chyba dlatego, że jak mówią słowa piosenki zainstalow...
Wyświetlenia: 2.684 Zamieszczono 17/03/2012

Kleparowska

 

"Jeden z przeciętnych całkiem lokali na rogu ulic Janowskiej i Kleparowskiej zdobył wielką popularność chyba dlatego, że jak mówią słowa piosenki zainstalowano tam dość wcześnie elektryczność.

Tam na rogu na Janowskiej i ulicy Kliparowskiej

Tam jest klawe urządzeni,elektryczne oświetleni.

Tam si bawi panna Frania i ta spuchła krzywa Mania

Tam batiarów pełna sić,tam się będzi browar pić!

 

Ty Ryzuła nie rób hecy bo po Józka ja polecyu

On ci wygarbui plecy ta na co tobi to?

Józku,że był raptus,nerwus,nawet nie powiedział serwus

Na Ryzuły zerka brzuch i scyzoryk puszcz a w ruch!

 

Tak si gości zabawiaju,ino pracy furt zadaju

Kliparowskim policajom i żandarmom tyż!

Przeczytajci sy ,,Wiek Nowy",dwóch zabitych,trzech bez głowy

Zabrał ich wóz ratunkowy,tak Kliparów bawi si!."

(Lwów z pieśnią. Historia w pigułce.)

Od strony ulicy Janowskiej.

Widok na ulicę Kleparowską.

 

Lokal przetrwał do dzisiaj. Dziwne to uczucie (przynajmniej w moich wypadku) wejść na piwko tam gdzie chadzał mój dziadek czy wujkowie. O lokalch lwowskich i galicyjskich to jednak temat na całkiem osobny artykuł. Taki też zobowiązuję się w najbliższym czasie napisać a może i tu umieścić jeśli będzie takie zainteresowanie.

Właściwie to napisać chciałem jak zwykle o czymś innym. Polityce, historii, Cmentarzu Łyczakowskim...Jednak nie ten nastrój. Miasto zwiedzać można też trochę inaczej. Bo to wszystko jest historią. Żałuję bardzo, że instytucje zajmujące się turystyką wycieczki po Lwowie ograniczają tylko do Starówki, Cmentarzy Łyczakowskiego i Orląt (będącego częścią Łyczakowskiego) czy obiektów sakralnych. Bo sam zauważyłem, że taki sposób zwiedzania jaki ja proponuję też się bardzo podoba i sprawdza...Jednak każdego interesuje co innego i to też sprawa jak najbardziej zrozumiała.

Zdjęcia również postanowiłem pokazać trochę inne niż te, które się tu pojawiały.

Widok z Wysokiego Zamku.

 

"Oprócz pracy i nauki Feluś robił to co lubił czyli przyroda i sport w każdym wydaniu. A w wolne dni można było pobawić się na festynach czy na tańcach. Festyny to ciekawe tylko o tyle, że na świeżym powietrzu. Muzyczka przygrywała, byli tacy co przy tym tańczyli, jadło się smakołyki, popijało czymś mocniejszym. Panny lubił zabierać tam wtedy na łódkę. Ale później przestał, to też mogło być niebezpieczne. Wiosłowałeś siedząc tyłem a woda krystalicznie czysta nie była w tych sadzawkach a wręcz odwrotnie. I pełno jakichś starych powbijanych w dno słupów. Jednego razu przyrżnął w taki. Jak chlupnęło do środka tym bagnem! Na nowiutką jasną, elegancką i drogą sukienkę współpasażerki. Zdaje się, że się popłakała. A miało być tak romantycznie, jak w Wenecji.

Za to potańcówki udawały się zawsze! Tańce, hulanki, swawole jak u poety. Kapela grała kawałki w stylu "Wesele Mańki Pryszcz" a na parkiecie wywijali wszyscy bez względu na narodowość, pochodzenie, biedni czy bogaci. Przy stolikach wódeczka i zakąska, bo nie wszystkim tylko zabawa w formie tańca była w głowie. Od jakiegoś czasu ściany podpierało dwóch takich i do tego pilnie obserwowali dziewczyny. W głowach coś im siedzieć musiało, jakiś plan. Wystrojeni w marynarki, kaszkiety i apaszki jak najlepsze lwowskie batiary. W końcu Michał przechodząc do bufetu, bo alkoholu brakować zaczynało, nie wytrzymał i zapytał:

-Chłopcy a wy czego nie tańczycie?

-Ne, my ne tancjory-odpowiedział z powagą jeden z nich po ukraińsku.

-My jebaki.-szybko objaśnił drugi. Cel ich przybycia na zabawę i powód dziwnego zachowania to jest obcinania dziewuch, stał się dla Michała jasny i całkowicie zrozumiały.

 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Do Lwowa też lubił jeździć. To już była znaczna metropolia. Wspaniałe, pięknie rozwinięte miasto. Z alejami, parkami, pełne zachwycającej architektury i zabytków. Uczelnie wyższe kształciły masy studentów. Być Lwowiakiem to coś znaczyło. I za takich wielu się chętnie podawało. Wychodziło jakoś tak, że co szósty obywatel naszego kraju twierdził, że pochodzi z tego wspaniałego grodu. Dopiero po wnikliwszej analizie faktów przeważnie wychodziło, że tak naprawdę to miejscem jego urodzenia i zamieszkania jest jakaś dziura gdzieś pod Tarnopolem czy wręcz w drugą stronę, powiedzmy pod Sanokiem. Oczywiście byli i tacy co irocznie i szyderczo się o Lwowie wyrażali. Feluś z kolegami doszli kiedyś do przekonania, że to tylko Krakusy. Powodował to kompleks wywołany przez upadek znaczenia ich miasta w Galicji. Bo to przeciez Lwów został stolicą a nie Kraków. To lwowskie uczelnie wspaniale się rozwijały. Miasto się rozbudowywało. Szybciej niż w Krakowie jeździć zaczęły tu tramwaje, pojawiła się energia elektryczna, gaz, wodociągi i kanalizacja...Albo dworzec! Ten lwowski to chyba trzeci w Europie, po Paryżu czy Londynie czy jakoś tak. A dworzec w Krakowie? Toż to jak wiejski budyneczek. I jeszcze wiele, wiele, wiele spraw decydowało o przewadze Lwowa nad Krakowem. Nikt tego oczywiście nie podnosił i nie zauważał oprócz tych złośliwych i zakompleksionych. Ale co tam. Jak w batiarskiej przyśpiewce: "a kto Lwowa nie szanui naj nas w dupę pocałui". Chociaż batiary kochający bardzo swoje miasto też potrafili się sprawnie odcinać mówiąc tamtym na przykład, że "w Krakowie to nawet jeszcze psy pitolami wody piją"...

Prawdą jest, że jak w każdym wielkim mieście istniał tu i półświatek, którego symbolem był lwowski batiar. Nie tylko zresztą. "Mieściła" się tu stara, dobra szkoła kasiarzy czyli speców od obrabiania banków i poważniejszych przestępstw. Ostrzegano więc Felka zawsze przed przyjazdem tutaj:

-Pamiętaj, że we Lwowie to tylko kurwa i złodziej! Uważaj na ulicach!-On jednak taki klimat bardzo lubił a i dać sobie zawsze radę też potrafił. W każdej sytuacji. Problemy umiał rozwiązać dyplomatycznie ale i w mordę dać jeśli trzeba. Będąc tu w celach służbowych i edukacyjnych ocierał się więc zarówno o wielki świat, ludzi bogatych, wykształconych, kulturalnych jak i chętnie zaglądał do miejsc odwiedzanych przez batiarkę.

Wysiadając z pociągu, w oczy już na peronach, potrafiły rzucać się dziewczyny uprawiające najstarszy zawód świata. Szukały i tu frajera a ten wcale aż tak często się nie trafiał. Nudę więc zabijały jakoś. Raz dorwały starego Żyda w chałacie, zabrały mu kapelusz i rzucały go do siebe jak piłkę. Ten biedny skakał za nim prosząco pokrzykując:

-Aj, aj, aj, Panie! Oddajcie!

Potem wychodziło się przez eleganckie wnętrza dworcowe, wyłożone pięknymi kamieniami i ozdobione sztukateriami, na ruchliwą ulicę. Chociaż budynek cofnięty był od jednej z głównych arterii miasta, ulicy Gródeckiej, to jednak ruch powodowały kursujące tu dorożki, automobile i grupki ludzi. Ci ostatni oferujący również wszelką pomoc przybyłym do Lwowa.

Wystarczył teraz wskoczyc w dorożkę lub pójść pieszo do Gródeckiej i w lewo do samego ścisłego centrum. To wcale nie tak daleko. Może 20 minut marszu, może nawet mniej i już byliśmy przy budynku Teatru Wielkiego na Wałach Hetmańskich. A to już, wraz z położonym tuż obok właściwie Rynkiem, serce grodu. Po drodze mijało się kościół świętej Elżbiety znajdujący się bardzo blisko dworca, położoną na wzniesieniu cerkiew świętego Jura i siedzibę głowy ukraińskiego kościoła oraz kilka innych ciekawych miejsc jak na przykład Brygidki czyli więzienie. Pozostałe też Felkowi wydawały się znajome ale to dlatego, że słyszał o nich ucząc się o walkach prowadzonych tu w listpadzie 1918 roku. Góra Stracenia, ulica Bema, szkoła Sienkiewicza, całe miasto to jedna wielka historia.

Idąc w drugą stronę od Rynku, mijając starą Wieżę Prochową, wchodziło się na Wysoki Zamek. Najwyżej położony punkt miasta. A widać było calutki Lwów! I pobliski Kopiec Unii Lubelskiej i Górę Lwią. To tutaj wojska kozackie pod dowództwem Krzywonosa ( tak, tego sienkiewiczowskiego) pokonały siły polskiego pospolitego ruszenia. Faktycznie tu historia co krok...

Z Rynku też całkiem blisko na Cmentarz Łyczakowski. Można przejść przy Akademii Weterynarii ulicą Piekarską i już jesteśmy. Chyba najbliżej. Tu Felek też lubił przychodzić. Centrum miasta a cisza i spokój zmuszające do zadumy. Cmentarz położony na wzgórzach. Piękny, zabytkowy. Leży tu wiele znanych osób, Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska...To o ten cmentarz toczyły się walki w 1918 roku, broniły go Orlęta Lwowskie...Tu zginął Jurek Biczan, symbol tych właśnie Orląt...To o nim było w tej piosence:

"Bije się Jurek w szeregu, cmentarnych broni wzgórz,

krew się czerwieni na śniegu, ach cóż tam krew, ach cóż?"...

W części cmentarza wydzielono obszar, na którym pochowano poległych tu w latach 1918-1920. Nazwano go Cmentarzem Orląt.

Zastanawiał się Feluś dlaczego Cmentarz Łyczakowski nazywany jest cmentarzem polskim? Wiele tu polskich mogił ale widział i ormiańskie i niemieckie. A ukraińskich wcale chyba nie wiele mniej niż polskich. Biorąc pod uwagę to, że Ukraińcy stanowią jakieś 20 procent mieszkańców Lwowa to pochowano ich tu bardzo wielu.

Jeśli na obiad to nie do eleganckiej restauracji a najlepiej do szynku jak tu nazywali takie knajpy. Tu gdzie bywa "lwowski ludek", barwne postacie batiarów i zabiegających o ich względy panien. Felkowi bardzo przypadł do gustu zwłaszcza taki jeden mieszczący się w dwupiętrowej kamienicy narożnej łączących się ulic Janowskiej i Kleparowskiej. Prawie, że w samym ścisłym centrum, idąc w kierunku dworca zaraz za Brygidkami. Swoją drogą był to lokal znany bo i o nim od dawna już lwowska ulica śpiewała:

"Tam na rogu na Janowskiej przy ulicy Kleparowskiej

Tam jest nowe urządzeni, elektryczne oświetleni.

Tam się schodzi panna Mania

I ta spuchła krzywa Frania

Tam się schodzi ludzi moc, i się bawią całą noc....."

Wchodziło się przez bramę prosto z klatki schodowej. W środku klientela spokojna ale barwna. W ciągu dnia najczęściej wpadało się tu na "halbę" piwa i coś przekąsić. Wybór był niezły, od rybki po schabowego. Wtedy jeszcze Felek nie wiedział, bo i skąd wiedzieć mógł, że w tym domu na pierwszym piętrze od ulicy Janowskiej, mieszka jako kilkuletnia dziewczynka jego przyszła małżonką, z którą spędzi prawie 50 lat swojego życia ale to już nie w tym mieście tylko zupełnie gdzie indziej.

Bywał też w lokalach o trochę gorszej reputacji. W jednym zwrócił uwagę, że dziewczyna pracująca w kuchni, mięso na kotlety rozbijała butelką. Następnego dnia spacerując zobaczył jakiegoś górala sprzedającego swoje wyroby. Czy to był Hucuł czy Podhalańczyk? Trudno był stwierdzić na pierwszy rzut oka bo wszyscy oni nosili kierpce i takie białe portki, bardzo podobny styl. Ale w jego ofercie były drewniane tłuczki własnoręcznie wystrugane, nabył więc Feluś aż dwa takie. Popołudniem zaszedł na obiad do knajpki i obydwa podarował od razu kucharce. Stał się tam bardzo lubianym klientem. Zaczął spędzać tam więcej czasu. Wśród batiarki. Wsłuchiwał się w ich gwarę, która stawała się bardzo popularna wśród literatów i artystów, zapewne i pod wpływem pojawiających się właśnie audycji radiowych, w których aktorzy takową dokładnie posługiwali się. Tylko, że na żywo nie brzmiała ona aż tak pięknie. To znaczy nie wszystkie słowa nadawały się do używania akurat na antenie a w mowie potocznej musiały chyba miec trochę inne znaczenia. Było oczywiście wszędzie słynne "ta joj" ale ciekawymi zwrotami były też: "nos do dupy...", "naser twoja mater..","ta poszedł żryć..". Dla wzmocnienia efektu na końcu zwrotu dokładało się jakieś słowo, najczęściej "skurwysynku" jeśli pieszczotliwie, lub poważniej "skurwysynu". Brzmiało to tak: "nos do dupy skurwysynu, "ta żryj skurwysynu,"nie wykryncaj mordy", "naser twoja mater skurwysynu, "złam pysk skurwysynu" i tak dalej. A na przykład "laluniu, spójrz cóż to jest za skurwysynek" to pieszczotliwie kobiety do siebie o dziecku bo właśnie coś wesołego maluch wywinął."

(fragmenty dotyczące Lwowa i lokali z tamtych czasów z książki-opowieści kresowej "Feluś".

 

 

Po drodze na Wysoki Zamek. Z lewej Wieża Prochowa.

Z Wysokiego Zamku...

Zachodzi słoneczko nad przydworcowymi uliczkami.

Podobne artykuły


11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 451
11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 458
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1702
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 488
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 727
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 948
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 611
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 473
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 566
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 305
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 437
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 576
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 305
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 359
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 610
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Paweł Malec  (www),  17/03/2012

Bardzo dobre.:) Dworzec w Krakowie już lepszy, nie mogą się czepiać, skurwysynki.:)

  oculus,  17/03/2012

Szkoda tylko, że Lwów ma małe zasoby wody pitnej, zaledwie dla 300 tyś. miasta. Nie wiem jak teraz, ale za komuny, gdy tam bywałem, to moi ukraińscy znajomi, rano napuszczali wody do wanny i musiało starczyć do wieczora.

  greenway,  17/03/2012

Pięknie oddany koloryt miasta.

  mss72,  18/03/2012

dzięki wszystkim:) Green, na foto czy w tekście?:)

  greenway,  18/03/2012

Wszystko razem, drogi Mss, wszystko razem. :-)

:) Lwów został pozdrowiony więc... dzięki, Miłoszu:)

  mss72,  18/03/2012

został, został..oczywiście:)

Wróciłeś do Wrocka?

  barkarz  (www),  18/03/2012

Jak to mówią chłopy na Kujawach - hecowny wpis.

  belfegor,  18/03/2012

Skrobnął byś jakiś knajpiany przewodnik po współczesnym Lwowie - powodzenie gwarantowane :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska