Login lub e-mail Hasło   

Oświata w zapaści

Jest to artykuł, w którym wskazane są najważniejsze bolączki polskiej oświaty
Wyświetlenia: 1.934 Zamieszczono 30/03/2012

OŚWIATA W ZAPAŚCI

 

 

 

            Dramat polskiego systemu oświaty polega na tym, że twórcy zmian w swoim reformatorskim zapale zapomnieli o fundamentalnym pytaniu – co jest istotą edukacji? Czytając bądź słuchając wypowiedzi polityków i tzw. znawców, odnoszę wrażenie całkowitego pomieszania materii. Eksponowane są sprawy błahe, natomiast to co najważniejsze schodzi na plan dalszy lub w ogóle nie istnieje w dyskursie publicznym.

            Na szkolnictwie, podobnie jak na sporcie i zdrowiu, znają się wszyscy. Można bezkarnie wypowiedzieć każdą niedorzeczność, bo jej weryfikowalność jest o wiele trudniejsza niż w przypadku innych dziedzin życia. Kolejni ministrowie mogli wdrażać swoje najbardziej szalone pomysły, ponieważ w przypadku oświaty skutki – pozytywne lub negatywne – ujawniają się po kilku, a nawet po kilkunastu latach. I tak oto kumulują się fatalne decyzje wszystkich rządów III Rzeczpospolitej.

 

***

 

            Zasadnym staje się postawienie pytania, co wyznacza najgłębszy sens edukacji? Co stanowi jej nieredukowalny rdzeń? Otóż wydaje się, że jest nim chęć poszukiwania i docierania do prawdy w  oparciu o relację mistrz – uczeń. Tylko ta relacja jest prawdziwie podmiotowa, bo każdy młody człowiek jest niepowtarzalny, każdy stanowi odrębny mikrokosmos. Mistrz pomaga odnaleźć uczniowi swoją własną drogę bez narzucania czegokolwiek, otwierając go w różnych obszarach i delikatnie stymulując proces samopoznania. Mistrz powinien być nie ze swoim uczniem, ale przy swoim uczniu, stosując się do reguły by przede wszystkim nie przeszkadzać. Podmiotowość adepta winna być szanowana na każdym etapie jego kształcenia. Jest ona wartością podstawową, fundamentem całego procesu, ponieważ u jej podstawy leży przekonanie, że człowiek jest istotą wolną. Wolność jest bezwyjątkowa. Obejmuje całość osoby albo nie ma jej wcale. Jeśli na tym gruncie spotkają się ze sobą mistrz i uczeń, to można być pewnym dobrych efektów.

            Jak to wygląda w polskiej szkole? Nie zamierzam nawet udowadniać, że jest inaczej, bo to oczywistość, której wszyscy doświadczamy na co dzień. Pracujemy w zespołach klasowych liczących nieraz po 35 osób, a na przykład w żywieckich szkołach ponadgimnazjalnych zdarzały się i liczniejsze. Czy można podmiotowo – uwzględniając pełne znaczenie tego słowa – traktować ucznia, pracując w takich warunkach? Próba odpowiedzi na pytania retoryczne jest czynnością jałową, więc nie podejmuję się jej udzielać. Nawet nasz największy wysiłek idzie na marne, jeśli na szali położymy koszty i rezultaty. Męczą się uczniowie, którzy, bardziej instynktownie w większości, odczuwają bezsens systemowych rozwiązań, a pobyt w szkole traktują jako stratę czasu. A oni czasu tracić nie chcą. Męczą się nauczyciele, którzy bezpośrednio doświadczają frustracji młodych ludzi, a równocześnie muszą sprostać wciąż rosnącej skali wymagań. Podlegają kontroli ze strony dyrektora, wizytatorów, rodziców, uczniów i dziennikarzy. Dodatkowo uporać się muszą z zagrożeniami dla ich zdrowia i życia. Z roku na rok zwiększają się obciążenia, którym nauczyciel musi sprostać, a zabiera się mu i tak nieliczne narzędzia. Frustracja rośnie jednocześnie po obu stronach klasowego biurka. To niesłychanie niebezpieczny proces, bo może doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu.

            Polska oświata to kraina absurdu. Płaci się nauczycielowi za lekcje z tzw.siatki godzin, których efektywność jest niska z powodów wyżej wspomnianych, a nie ma pieniędzy na kółka zainteresowań, których efektywność jest wysoka. Dla najbardziej uzdolnionych uczniów uczestnictwo w takich kołach może być jedyną racją ich przebywania w szkole. W momencie gdy przestają one funkcjonować, upada także ta jedyna racja. Starostwa, czyli organy prowadzące publiczne szkoły ponadgimnazjalne, liczą kasę, traktując poziom nauczania jako sprawę wtórną. Mamy tu do czynienia z klasycznym konfliktem interesów, kwadraturą koła. Starostwo żywieckie od kilku już lat nie płaci za zajęcia dodatkowe w szkole.  A to że szkoła nie jest w stanie przedstawić młodym ludziom atrakcyjnej oferty spędzania wolnego czasu lub pracy samokształceniowej, kogóż to obchodzi! Grunt, żeby się kasa zgadzała. Podobnie rzecz ma się z dodatkami za wychowawstwo. Jasne, nie pieniądze są tutaj najważniejsze, ale to one, a raczej ich brak powoduje, że rzeczywistość szkolna jest aż tak siermiężna.

              Patrząc z perspektywy interesów organów prowadzących, najlepiej by było zatrudniać samych nauczycieli stażystów i kontraktowych, bo im płacić trzeba najmniej. Z kolei najbardziej wykwalifikowani, którzy uzyskali już stopień nauczyciela dyplomowanego, są sporym obciążeniem dla budżetu. Czy może zatem dziwić fakt, że tegorocznej matury nie zdało dwadzieścia procent abiturientów, choć stopień trudności nowej matury jest o wiele niższy od wcześniejszego egzaminu dojrzałości?  Dziwić nie może i nie powinien. Tegoroczną klęskę maturalną traktować należy jako wykładnik obecnego stanu polskiej oświaty. Póki polskimi szkołami zarządzać będą starostowie i wójtowie, póty te absurdy nie znikną.

 

***

 

             Dramat polskiej szkoły polega na tym, że system nie tylko nie ułatwia pracy nauczycielowi, ale by dobrze pracować, musi mu się przeciwstawić. Ci, którzy nie przyjmują bezkrytycznie każdego   absurdu wymyślonego w budynku ministerstwa, próbują tworzyć własne obszary sensu.  Prócz rozwiązywania ogłupiających i zupełnie wyjaławiających umysł testów, próbują jeszcze bawić się w teatr albo zorganizować  wycieczkę naukową, próbują pracować indywidualnie z uczniami najzdolniejszymi, by chociaż im umożliwić osiągnięcie sukcesu. Próbują wyjść z tej systemowej strefy szarości, choć płacą za to ogromną cenę. I to oni właśnie tworzą fundament, na którym stoi ten budynek zwany edukacją. Nie politycy, nie kuratoria, nie urzędnicy gminni i powiatowi, ale oni - wykonujący pracę u podstaw.

            Rolą każdej władzy jest takich ludzi wspierać, pomagać im, póki jeszcze do cna nie zgorzknieją lub nie wyjadą z kraju.

 

 

 

Jan Stasica

Podobne artykuły


38
komentarze: 19 | wyświetlenia: 31813
31
komentarze: 21 | wyświetlenia: 3142
22
komentarze: 5 | wyświetlenia: 12518
19
komentarze: 16 | wyświetlenia: 2765
18
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1539
18
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1810
16
komentarze: 10 | wyświetlenia: 9917
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2724
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3493
13
komentarze: 34 | wyświetlenia: 927
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 17149
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 50875
 
Autor
Artykuł



  Sylwia.,  30/03/2012

To prawda. W dzisiejszych czasach, ja bardzo współczuję nauczycielom.

Jako nauczyciel z pasją i pracujący w prywatnej szkole, często nazywaną szkołą z bajki, popieram treści zawarte w tym artykule w całej rozciągłości. Pozdrawiam pięknie:)

Nie wiem, kiedy władza przejrzy na oczy w sprawie zmian w szeroko rozumianej oświacie, włączając w to programy pozaszkolne i kółka zainteresowań, brak prawidłowego finansowania to dramat dla szkoły, uczniów i nauczycieli. Najgorsze jest to, że na społeczników też się krzywo patrzy, "bo jak nie chcą pieniędzy, to co tak naprawdę chcą uzyskać"? Moje spotkania literacko-plastyczne z dziećmi przedszko ...  wyświetl więcej

Dzięki za komentarz. Pracuję w szkole publicznej już ponad 20 lat. Pamiętam szkołę jeszcze z początku lat 90. Wtedy praca miała sens. Od kiedy zaczęło się szaleństwo reformatorskie jest coraz gorzej. Historia praktycznie została zlikwidowana. Wf i religia - oto priorytety. Cóż, albo to głupota, albo celowe działanie. Tracimy kolejne pokolenie.

Racja... jestem nauczycielem od 1987 roku - państwowe i prywatne placówki, 10 lat w systemie kanadyjskim. Wielka różnica jest zauważalna po tych pożal się reformach... Na szczęście, ludzie z pasją mają jeszcze pole do popisu w szkołach prywatnych i placówkach pozaszkolnych, jeśli podejmą inicjatywę i będą potrafili współpracować z rodzicami również, nie tylko z dziećmi...

  swistak  (www),  30/03/2012

Wiedza i informacja to materiały mogące wysadzić świat jak i go uratować. Mądrość to inteligentne posługiwanie się wiedzą w służbie Miłości czyli Boga. Co uczyniłeś bliżniemu Mnie uczyniłeś. Każda dusza, czyli świadomość mieszkająca w świątyni ciała ulega pokusom zmysłów. Ta która nie zainwestuje swojej wolności i zaufania w Bogu jest na łasce Szatana. Ten zaś uwodząc ego człowieka obłudnymi komplementami o jego wielkości i wyjątkowości potrafi zawlec ją do piekła.

Ja jednak uważam, że wiedza może nie uratować świat, ale na pewno go porządkować.

Chciałbym zwrócić uwagę na coś innego. A do czego jest nam potrzebna szkoła? Czy powinniśmy wszyscy iść na studia? Czy to ma sens życiowy? Czy inżynier chemik lub informatyk powinien pracować jako np. taksówkarz
W jakim celu setki kierunków na studiach, skoro nie ma to odzwierciedlenia w gospodarce.
Za moich czasów bardzo popularne było "kulturoznawstwo", wszystkie dziewczęta wzdycha ...  wyświetl więcej

  awers,  31/03/2012

Henryku, czy chciałbyś żyć wśród samych ekspedientek, księgowych, elektryków, szwaczek,urzędników, policjantów i ekonomistów? Fakt, kulturoznawstwo w Polsce jest zbędne, bo na kulturze tu wszyscy się znają i dlatego jest niepotrzebna. Magiczna ręka rynku już nam urządza całą sferę mentalną i materialną w trybie egzekucyjnym. "Takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie", a rynek nawet najlepszy towar czasem wyrzuca na śmietnik.

"Magiczna ręka rynku już nam urządza całą sferę mentalną i materialną w trybie egzekucyjnym."

Ręka rynku nie może działać tak jak powinna, kiedy jest spętana więzami interwencjonizmu. Nie popadajmy tutaj w planistyczno-instytucjonalne postrzeganie wolnego rynku. (ale mi się poetycko udało napisać)

"a rynek nawet najlepszy towar czasem wyrzuca na śmietnik"
Jeśli go wyrzuca na

...  wyświetl więcej

Do awersa.

No to jest zasadnicze pytanie. W jakim celu chodzimy do szkoły? Jeżeli tylko po zawód, to nie studiujmy teorii ale teorię z praktyką i u praktyków zawodu. Jeżeli szukamy erudycji i wewnętrznego rozwoju to możemy studiować cokolwiek z różnymi odjechanymi osobowościami. Unikajmy nadgorliwców. Tutaj można mało skorzystać. W wogóle studia to tylko parę ćwiczeń, powinny być kreatywne i stosunkowo lekkie do zdania. Jak zdaje 20 procent studentów to zajęcia są źle prowadzone.

Bardzo ciekawy i potrzebny komentarz. Ja też wyznaję teorię, że wykształcenie jest nie dla wszystkich. Nie ma w dekalogu przykazania: "Będziesz umiał pisać i czytać". Może najlepszym rozwiązaniem byłaby decentralizacje oświaty? Jestem polonistą i nie umiem pogodzić się z tym, że urzędnicy narzucają mi jakąś listę lektur, które muszą przeczytać licealiści. Z jakiej racji decydować mają o tym ludzie, których oczytanie sprowadza się do "Naszej szkapy" i "Łyska z pokładu Idy"?

Też uważam, że decentralizacja to dobry pomysł.
Napisałem ostatnio o tym artykuł, a konkretnie o decentralizacji na maksa, czyli prywatyzacji szkolnictwa.
Moja propozycja została jednak zrugana więc lepiej uważać z takimi pomysłami tutaj.

A ja uważam, że nie jest to wcale zły pomysł. Rodzice wówczas mieliby większy wpływ na to, czego uczą się w szkole ich dzieci i przez kogo są uczone. Prywatyzacja zyskała w tym kraju niesławę i źle się kojarzy. Ale zadajmy sobie pytanie, czy państwowa szkoła jest bezpłatna? Jeżeli będziemy żyli nadal w kręgu mitów i iluzji, nie dostrzeżemy całego zła systemowego. Lepiej żyć w absurdzie, ale znajomym?

  awers,  31/03/2012

Tak, tak, nic się nie zmienia. W wojsku jest powiedzenie: skąd się biorą głupi generałowie? Z głupich pułkowników. A skąd biorą się głupi ministrowie oświaty? Tylko nie mów, że w pokoju nauczycielskim masz samych mądrych, przesiąkniętych misją kolegów i koleżanki. Sam kiedyś stamtąd zwiałem i żal mi było tylko dzieciaków.

Kiedyś uczyłem w prywatnej szkole policealnej. Kierunek, uczenie zawodu bla, bla. Zdanie moich przemiotów było trywialnie proste, trzeba było przychodzić na zajecia, conajmniej czasami oraz zdać klasówkę na koniec semestru. Poziom klasówki był niski aby cała gawiedź przeszła na następny semestr i pięknie wyglądały sprawozdania. Z innej strony jest to moje lenistwo i nie lubię czytać wypocin bloker ...  wyświetl więcej

Standaryzowane testy to wynalazek amerykański, z którego zresztą sami Amerykanie się powoli wycofują bo widzą już skutki debilizmu tego rozwiązania. Za to my twórczo rozwijamy "systemowe rozwiązania edukacyjne". Młodzież już od podstawówki uczy się rozwiązywać testy - ogłupiające i nieuczące niczego. Na kreatywność i samodzielne rozwiązywani problemów nie ma czasu. Przecież trzeba ich przygotować ...  wyświetl więcej

Mnie pociąga model brytyjski. 16 lat i jesteś dorosły, wyprowadzka z domu i rób co chcesz.. Chcesz wałkonić się, twoja sprawa ale zarabiasz 1000 na miesiąc. Chcesz się dalej uczyć, możesz wziąc kredyt czy stypendium.
Wybierz kulturoznastwo, w bibliotece płacą 22000 rocznie, bruto.
Chodzisz na studia inżynierskie, idź tam gdzie łatwo zdać, wypierdzielą cię z roboty po pierwszym tygodn ...  wyświetl więcej

  ykes,  04/04/2012

W tekście nie ma wzmianki, że system wypełnia rynek ludźmi z niepotrzebnym wykształceniem. Nie sądzę, aby potrzebna była nam armia historyków, filologów, teologów albo znawców wina i kina. W czasach rozrostu sektora przemysłu i usług należy iść w stronę inżynierii i na pewno nie spowoduje to sytuacji, że w kraju zabraknie nam rozrywki. Artystyczne dusze odnajdą się same.

To logiczny i mądry komentarz!

  ,  05/04/2012

Zgodny z współczesną propagandą, której uległ.

  ,  05/04/2012

Niech każdy sobie studiuje co chce i ile chce, uczy się lub zdobywa kolejne literki przed nazwiskiem - nie zamierzam wchodzić w brudnych butach do czyjegoś życia, po to by cokolwiek komuś narzucić, ocenić, etc.
Widzę, że niektórzy lubią się wywyższać w stylu: mój tytuł inżynierski jest bardziej inżynierski od np. jakiegoś innego tytułu inżyniera (zdobytego np. na mniej prestiżowej uczelni, ...  wyświetl więcej

Zawsze twierdziłem, że szkoła obok wojska i kościoła, jest pozostałością feudalną w kraju demokratycznym. Uczeń jest traktowany przedmiotowo choćby dlatego, że zespoły klasowe liczą czasem grubo powyżej 30-tki. System może wciąż poprawiać niedostatki, ale choroby nie uleczy. Myślę, że rząd doszedł do takiego właśnie wniosku - "ponieważ szkoły publicznej naprawić się już nie da, to niech przynajmni ...  wyświetl więcej

  ,  06/04/2012

Jeśli chodzi o podręczniki to może się coś zmieni: http://www.rp.pl/artykul/10,85(...)e-.html

Ja, niestety, nie wierzę w e-podręczniki. To zbyt łakomy kąsek dla wydawców. Lobbying jest zbyt silny!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska