Login lub e-mail Hasło   

Rozwój duchowy a samoświadomość – opis książki

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://sites.google.com/site/samoswiadomosc/
Niebawem ukaże się moja książka pod tytułem „Rozwój duchowy a samoświadomość”. Chcę nią zainteresować czytelników raz, jak każdy autor z powodu jej wyd...
Wyświetlenia: 1.600 Zamieszczono 18/05/2012

Niebawem ukaże się moja książka pod tytułem „Rozwój duchowy a samoświadomość”. Chcę nią zainteresować czytelników raz, jak każdy autor z powodu jej wydania, dwa, z powodu jej szczególności. Mówiąc wprost – takiej książki nie ma jeszcze na świecie, to pierwszy przewodnik po samopoznaniu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy autor mówi to samo o swojej książce, iż jest „jedyna taka” i każdy ma rację. Każda książka jest inna, każda wnosi coś nowego, jedna trochę, inna bardzo wiele. Ta jest „jedyna taka” w szczególny sposób, jest nowatorska. Znając temat samopoznania, nie poznałem naprawdę dobrej książki omawiającej to zagadnienie, tym bardziej objaśniającej metodę na to jak poznawać siebie. To, co zdołałem poznać i na co trafiłem należy do filozofii i duchowości naszej kultury Zachodu lub filozofii i duchowości Wschodu. Różne to są prace, w filozofii znajdują się opisy fenomenologiczne omawiające zagadnienia świadomości, pisane w specjalistyczny sposób, opisujące „technologie filozoficzne” z trudnymi wyrażeniami. W obszarze duchowości Zachodu nie spotkałem jakiejś ciekawej książki opisującej zagadnienia duchowe „od środka”. Opisujące to, co się poznaje, kiedy zagląda się do środka siebie. To, co można pomyśleć o sobie samym, co można dostrzec i poznać we własnym myśleniu. Duchowość Zachodu rozumiana bardzo szeroko w zasadzie zajmuje się wszystkim poza bezpośrednim opisem i wyjaśnieniem myślenia, samej duszy w jej działaniu przed sobą.

Na Wschodzie jest już nieco inaczej, ta tradycja ma zresztą więcej doświadczenia w poznawaniu siebie, w samooglądaniu. Tak zwani Oświeceni, Wyzwoleni, czy „Znirwanizowani” doszli do swojego stanu właśnie przez długi szereg wglądów w siebie, przez intensywne „użytkowanie” własnej samoświadomości i poznawanie tego podstawowego „mechanizmu” myślenia. Dlatego z tamtej kultury pochodzi więcej informacji na temat poznania siebie. Zresztą słowa „poznaj siebie” nabrały szerszego znaczenia, kiedy prace indyjskich, buddyjskich, czy starożytnych chińskich myślicieli zaczęły napływać do naszej kultury. Okazało się, że można o poznaniu siebie pisać w „głębszy”, czy wyższy i wyraźniejszy sposób, niż robi się to u nas.

O poznaniu siebie mówili starożytni grecy, mówiło scholastyczne chrześcijaństwo, ale brzmi to na ogół powierzchownie. Mówiono „poznaj siebie”, ale nie wyjawiano tego, co dzieje się po, czy chociaż w trakcie poznania siebie, poza ogólnymi stwierdzeniami o Dobroci, Szlachetności, itp. Najciekawiej ze wszystkich mówił chyba Sokrates, ale względem tego, co dotarło do nas ze Wschodu czy wreszcie tego, co piszę w swojej książce wiedza naszej kultury na temat faktycznego, namacalnego samopoznania jest uboga.

Mówiło się „poznaj siebie” i o tym, co ma to ze sobą przynieść, na przykład cnoty, które były celem w starożytnej filozofii greckiej. Ale nie mówiono jak poznawać siebie, jaka jest metoda poznawania siebie, mówiono ogólnie ażeby to robić. Brak tej metody świadczy o tym, na jakim poziomie znajduje się wiedza o nas samych. Świadczy o tym ile dowiedzieliśmy się w tym temacie. Tyle, że właściwie kwestionuje się możliwość poznania siebie, przynajmniej nie rozważa poważnie, tymczasem jest inaczej, o czym przekonujemy się na co dzień poznając siebie w każdej refleksji nad sobą i doświadczeniem, co jednak następuje mimochodem, z małym udziałem naszej świadomej uważności w poznaniu.

W zasadzie najlepiej znana metoda poznawania siebie, która nie mówi, bo nie wie widocznie, że jest metodą poznawania siebie, to fenomenologia, która dotyczy wglądów w świadomość i w „rzeczy” z akcentem w postaci redukcji transcendentalnej położonym na to, aby przed poznaniem oczyścić się z odgórnych założeń przyjmowanych przed poznaniem. Wskazać trzeba na Kartezjusza, który swoim cogito ergo sum w ogóle otworzył możliwość zaglądania we własną świadomą mentalność i myślenie. Psychologia tak jak i filozofia zresztą, która wydaje mi się powinna specjalizować się w poznawaniu siebie mówi niewiele. Wszędzie spotykamy rozmaite teoretyczne konstrukcje „rzeczy” i zjawisk poznane przy pomocy aparatu myślowego jakim jesteśmy. Ale bardzo mało możemy znaleźć wyjaśnień, a jeszcze mniej czytelnych, o samym tym samoświadomym aparacie, którym jest każdy z nas. Co ciekawe Kant odpowiedzialny za „przewrót kopernikański” w filozofii polegający na postawieniu pytania o aparat poznawczy, czyli o to jak poznane zostało to, co jest wyjaśniane, nie wywołał dostatecznego zainteresowania „poznaniem poznania” w naszej kulturze, choć dokonany przez niego przewrót uznaje się za kluczowy.

Na Wschodzie także nie jest tak „cudnie”, byłoby lepiej gdyby tamtejsza filozofia i psychologia na ogół okołoreligijna zajęła się opracowaniem metody naukowej podobnie jak nasza nauka. Wtedy stałaby się czytelniejsza dla nas – innej kultury, bo nasza większa staranność w nauce pozwoliła pewne spojrzenia wyostrzyć. Gdy tymczasem Wschód, o ile zajrzał wyżej czy „głębiej” od nas, to właśnie „wyłożył” się na swojej uproszczonej metodologii. Sprawiło to, że postrzegany jest przez nas - naukę Zachodu, bardziej ezoterycznie niż naukowo.

Jednak można na pewnych myślicieli wskazać palcem, wśród wielu przede wszystkim widzę tu Sri Ramanę Mahariszego. On opracował najlepszą metodę poznawania siebie, z jaką się spotkałem streszczając ją w jednym zdaniu „zadawaj nieustanne pytania o to, kim jest ja”. Wskazywał, aby medytować te pytania, dokonywać nad nim namysłu, szukać siebie w sobie, nieustannie zajmować się szukaniem raczej, niż znajdowaniem. Ale względem tego, co zawarłem w swojej książce jest to niewiele i odziane w garnitur pojęć kultury nam odległej. Można wskazać na Buddę, który opowiadał o różnych zjawiskach umysłowych, stanach umysłu, jakie można spostrzec poprzez wgląd w siebie. Ale wydaje się, że nie wypełnił przejścia pomiędzy tym, co mówił o „zasadach doczesnego życia”, na przykład „ośmiorakiej ścieżce”, „szlachetnych Prawdach”, czy filozoficznej doktrynie buddyzmu, a tym, co znajdował we własnym myśleniu, kiedy w nie zaglądał opisując różne stany. Zabrakło u niego przejścia pomiędzy tymi skrajnymi punktami „życiem skierowanym na świat” i „życiem skierowanym do siebie” – mostu, po którym można przejść ze świata zmysłowego w świat mentalny – zabrakło przejrzystej metody mentalnej. Naturalnie można jeszcze wymieniać wielu różnych myślicieli stąd i stamtąd, ale nie poznałem takiego, który opisywał zjawiska umysłowe, który spenetrował myślenie na tyle, aby dać opis „pomiędzy jakimi meblami przyjdzie przechodzić i przez jakie korytarze, na które rogi i progi ma uważać każdy kto wybierze się w podróż poznania własnej świadomej siebie mentalności” – to właśnie opisuję w swojej książce.

Praca ta składa się z pięciu rozdziałów, w treści jest naukowa, w formie nie. To znaczy, że opisywane tam zjawiska można zweryfikować. Z większością dzieje się to od razu podczas czytania, bo opisywane sposoby myślenia o sobie i doświadczeniu myśli się i sprawdza już podczas czytania, czy ma się podobne spostrzeżenia. Formy naukowej nie zachowuje, czyli w zasadzie nie odnosi się do innych prac naukowych i nie zachowuje „garnituru” specjalistycznych pojęć, całego aparatu powszechnego w podręcznikach akademickich, bowiem dedykowana jest każdemu, kto chce poznać siebie. Uważam, że służba nauki ludziom wyraża się bezpośrednio. Nauka sama z siebie ma starać się o to, aby być dostępna, najłatwiejsza jak potrafi, zamiast budować wieże pojęć, po których wspinać trzeba się przez lata, po nich orientując się, że jest się niezrozumiałym dla większości ludzi. To jedynie uwaga mówiąca o istniejącym i rosnącym odstępie pomiędzy zwykłym człowiekiem, a nauką. Uważam, że tak być nie powinno, rosnący formalizm od dawna „zajmuje ziemie” należące się treści. W tej książce podejście to zmieniam, szczególnie, biorąc pod uwagę doniosłość przedmiotu rozważań – własnej podmiotowości i jej poznania, którą poznając u siebie spostrzegłem, że jest najważniejszym przedmiotem poznania dla każdego człowieka, bo wszystko zmienia (ta) zmiana siebie. Dlatego opisuję tam odkrycie naukowe w niesformalizowany sposób i przy użyciu potocznego języka, bo tak pozwala się ściśle wyrazić. Odkrycie, które dostałem od Boga, ponieważ poznanie siebie, przejrzenie przez zasłonę, którą się w sobie nosi jest poznaniem, że za nią spotyka się Boga, o czym szerzej piszę w tej pracy.

Pierwszy rozdział ogólnie wprowadza w temat, wskazuje dopiero, o czym będzie mowa dalej. Drugi to „otwarcie bramy własnej mentalności” – eksperyment psychologiczno-filozoficzny. „Wrzucam” w nim czytelnika bezpośrednio na przedmiot rozważań - na własną samoświadomą podmiotowość. To tak jakby wpaść na kogoś na ulicy, ale tym kimś jest się samemu i spogląda się sobie w oczy. Rzekłbym, że ten rozdział to kartezjańskie cogito ergo sum na miarę XXI wieku i uzupełnione o to, czego Kartezjusz w swoich „Medytacjach o pierwszej filozofii” nie spostrzegł – to zupełnie nowe cogito, uświadomienie własnej samoświadomości, płaszczyzny istnienia mentalnego.

W trzecim wprowadzam czytelnika w najważniejsze zagadnienia, to już studia nad własną świadomością i myśleniem. Wyjaśniam w nim to, co pojawia się, kiedy poznajemy własną mentalność, chodzi o podmiot, czyli siebie, przedmiot, jakim jest doświadczenie, a także podmiot, kiedy patrzy na siebie i o relację, jaka występuje pomiędzy podmiotem, a przedmiotem. To, co wpływa na kształtowanie naszych zachowań, opinii na temat wszystkiego, na co opinie kształtujemy, a co najczęściej obarczone jest nieuświadomionymi założeniami.

Rozdział czwarty to dalszy etap poznawania siebie i ogólniejsze spojrzenie na ten proces rozwoju świadomości, o czym w istocie jest ta książka mówiąc o samopoznaniu. W zasadzie w całym tym rozdziale tłumaczę termin „pozycjonalność”, bo to zjawisko umysłowe, stan umysłu, a wyjaśnienia prowadzę przez opis stanów świadomości jakie poprzedzają ten najwyższy.

Piąty rozdział jest inny, to opis ćwiczenia medytacyjnego, tłumaczy jak spinać uwagę i przy jej pomocy wzbudzać węzły energetyczne popularnie nazywane czakrami przy pomocy energii z hindi nazywanej kundalini. Objaśniam w nim ćwiczenie, które praktykuję. Zajmowało się tym wielu starożytnych i zajmuje się wielu współczesnych joginów. Słynny opis czakr należy do Pantańdźalego hinduskiego jogina, Wyzwolonego, współautora traktatu jogicznego – „Jogasutry”. Tłumaczeniem symboliki czakr i podnoszenia w ciele energii kundalini śakti zajmował się w naszej kulturze znany psycholog Carl Gustaw Jung, najszerzej w pracy naukowej „Psychologia kundalini-jogi”.

Książka napisana jest w najprostszy sposób jaki zdołałem, z góry przeznaczona jest i była dla przeciętnego odbiorcy, nie zaznajomionego z terminologią filozoficzną. W zasadzie występują tam tylko dwa typowe pojęcia filozoficzne. Pierwszym jest transcendencja, która tam jest transcendemcją, bo nieco zmieniam znaczenie tego terminu, wskazuję na mentalność transcendencji i pozbawiam odcienia opozycyjnego. I jest tam wspomniany termin pozycjonalność, który jak powiedziałem wyżej jest wyjaśniany w zasadzie w całej pracy, bo to cel. Reszta pisana jest w sposób potoczny, łatwy pod względem językowym do zrozumienia dla każdego człowieka. Nie znaczy to, że treść jest zupełnie łatwa, w zasadzie jest trochę trudno – właściwie – niezwykłe i nowatorskie dla przeciętnego odbiorcy może się okazać wrzucenie go w jego mentalność ze świadomością, w obszar myślenia, co właściwie nie występuje w takiej postaci jak opisałem to w swojej książce w znanej mi literaturze, poza wspomnianymi wyżej próbami i innymi, dalekimi od tego, co uczyniłem.

Zachęcam każdego do zaznajomienia się z tą pozycją, bo jak myślę, każdy zainteresowany jest poznaniem swojej świadomości, samoświadomości, mentalności, duchowości, każdy szuka pewnego gruntownego uzasadnienia siebie, swojej obecności w świecie, która w dodatku odwrotnie do materialnego świata jest mentalna. Doszedłem do wniosku, że książka, którą napisałem jest tą, którą chciałem otrzymać i przeczytać kiedyś, dawno temu, ponieważ nie doczekałem się to napisałem ją sam i czym siebie zaskakuję, choć powinna mnie już nudzić, kiedy ją czytam wciąż czynię to z zaciekawieniem.

Więcej i praktycznych informacji znajduje się na mojej stronie internetowej Poznanie

Zapraszam!

Podobne artykuły


159
komentarze: 44 | wyświetlenia: 45297
72
komentarze: 75 | wyświetlenia: 27359
25
komentarze: 50 | wyświetlenia: 3264
45
komentarze: 29 | wyświetlenia: 7281
43
komentarze: 12 | wyświetlenia: 6384
56
komentarze: 83 | wyświetlenia: 11502
39
komentarze: 18 | wyświetlenia: 5831
35
komentarze: 17 | wyświetlenia: 19542
34
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6522
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22609
26
komentarze: 35 | wyświetlenia: 5154
32
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3344
41
komentarze: 55 | wyświetlenia: 4627
20
komentarze: 16 | wyświetlenia: 6581
 
Autor
Artykuł



  swistak  (www),  18/05/2012

Cegieł ci u nas dostatek. Raczej więcej czytaj i słuchaj niż pisz. Polecam http://eiba.pl/z Różnicą między Buddą a Jezusem jest Miłość. Budda się rozpuszcza i zatraca świadomośc w absolucie, a Jezus nam proponuje duchowe małżeństwo i Miłość Wieczną

  swistak  (www),  18/05/2012

tengel ! Do małżeństwa trzeba dojrzeć duchowo, a czeka cię długa droga, jak od ameby do osła co klęczał przed Jezusem

  ,  19/05/2012

Bardzo zachęcająca recenzja. Gratuluję, życzę wielu czytelników i kolejnych książek.

  Paweł Malec  (www),  19/05/2012

Powodzenia!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska