Login lub e-mail Hasło   

Operowanie zasobami naturalnymi, a operacje na zasobach naturalnych.

Przy okazji mojej ostatniej wizyty w Polsce spotkałam starą dobrą znajomą. Zajmuje się fotomodelingiem. Ostatnio miałam możliwość jedynie oglądać ją na zdjęciach z profesjonalny...
Wyświetlenia: 596 Zamieszczono 07/06/2012

Przy okazji mojej ostatniej wizyty w Polsce spotkałam starą dobrą znajomą. Zajmuje się fotomodelingiem. Ostatnio miałam możliwość jedynie oglądać ją na zdjęciach z profesjonalnych sesji w typie: dobrze wyglądam w tej bieliźnie czy lepiej jeśli ją zdejmę?, dobrze wyglądam przy tym eksluzywnym samochodzie, oboje jsteśmy drogim towarem eksportowym, jestem aniołem o czarnych skrzydłam, z błyskiem photoshopu w oku. Nie przesadzę, mówiąc że na fotografiach prezentowała się bajecznie. Oczywiście byłam świadoma, że każde zdjęcie przed publikacją zostaje poddane kosmetyce i tunningowi. Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy konfrontacja moich wyobrażeń z rzeczywistością przywiodła mnie do smutnych wniosków, że osoba, którą mam przed sobą nie jest podobna ani do tej ze zdjęć, ani do tej, którą zapamiętałam. Po krótkich oględzinach na mojej twarzy odmalowało się pełne dezorientacji pytanie: co się stało z twoją śliczną buźką? Dziewczyna zwykła wyglądać na mniej lat niż miała, bardzo świeżo. W nowej wersji przekroczyła zarówno swój wiek sugerowany jak i faktyczny. Niezdrowy, ziemisty kolor cery z pojedynczymi plamkami na skórze, nienaturalne naciągnięcie skóry w niektórych miejscach, spuchnięte usta, jakiś zgrabniejszy acz nieco zdeformowany nosek i to wrażenie, że jedno z jej oczu się podniosło, a może to drugie opadło - wyraźna krzywizna, w dwóch słowach. Botox, zabieg korekcyjny, lifting, operacja plastyczna? Coś na pewno, jakaś ingerencja w jej urodę. Zapewne dała się złapać w tę samą pułapkę, co wiele osób w jej branży - przekonano ją, że to konieczne. Kolejne pytanie, które ciśnie mi się na usta to: po co? W czasie realnym, kiedy patrzę na efekt zaimplikowanych zmian, stwierdzam, że dziewczyna się zeszpeciła odrobinę. Jedynym logicznym zatem argumentem, który przychodzi mi do głowy jest to, że przedsięwzięcie miało ułatwić obóbkę zdjęć, czyli zaspokojono potrzebę obiektywu, etatowego kłamcy.

 

Satysfakcjonującej /pozytywnej/ przyzwalającej odpowiedzi na pytanie: po co (to robić)?, udzieliło sobie w 2011 roku w UK ponad 40 000 pacjentów, kobiet i mężczyzn. Zapewne dlatego pomimo recesji gospodarczej - ten biznes przeżywa rozkwit, a jego cyferki w rubrykach wciąż rosną, współmiernie z puchnięciem kont bankowych wskutek zainkasowanego przychodu. Od conajmniej 4 lat (2008-2011) niezmiennie (a tendencja ta zapewne ma o wiele dłuższą historię) największą popularnością cieszą się zabiegi na biuście, dodatkowo ta kategoria wykazuje również największy przyrost z roku na rok na przestrzeni wymienionych lat. W 2011 roku Breast augmentation wykazało wzrost o 6,2 % w stosunku do roku poprzedniego. Rok wcześniej wskaźnik ten powalał okrągłą dziesiątka - wzrost o 10% w porównaniu z rokiem 2009. Nie należę do grona wielbicieli sztucznie uformowanych ktszałtów, takowych jednakże nie krytykuję, a przynajmniej się staram. Zastanawia mnie jednak czy panie, nasze rodaczki przede wszystkim, które decydują się na zabieg, w ten sposób odejść chcą od wizerunku matki polki (obwisłej/karmiącej). Wielbiciele widzą w sztucznych biustach esencję perfekcji: zawsze jędrne, zawsze sterczy, tego samego kształtu i na identycznej wysokości. Usłyszałam kiedyś takie oto słowa, że perfekcja wieje chłodem i obawia się bliskości - dotyku, który mógłby ją zdemaskować - co sprowadza pojęcie perfekcji do powierzchownego wrażenia. Wyobrażam sobie poza tym, że przeciętny mężczyzna, kiedy wróci z pracy, woli wtulić się w przysłowiowego miękkiego cycka niż odbić od piłki kauczkowej większego kalibru.

 

Kobieta powinna być świadoma swojego ciała. Nie uważam, aby to oznaczało, że wie, co powinna w sobie zmienić/poprawić (tę energię bardziej opłaca się zainwestować w pracę nad swoim charakterem oraz podejściem do świata). Kobiety potrafią manipulować, wrodzony talent - mogą  również z powodzeniem stosować tę taktykę w aspekcie zarządzania mankamentami swojej  aparycji, tak aby czerpać z nich korzyść. Nie na darmo mówi się, że ze swoich słabości można uczynić potężną broń (również rażenia wizualnego, tak aby na usta samo cisnęło się zdanie: oślepia mnie twój blask). A i prawdą jest, że to one wyróżniają nas z tłumu pełnego ładnych-takich-samych, manekinów. Wystarczy spojrzeć na sławną Cindy Crawford. Pieprzyk stał się jej znakiem rozpoznawczym, a wręcz firmowym, marką. Cindy Crawford? Aaaaa, ta modelka z pieprzykiem! - prawda? Nie wszyscy zapewne wiedzą, że miała w swym życiu etap, gdzie chciała się pozbyć sławnego pieprzyka, bo go nienawidziła. Jak potoczyłaby się jej kariera bez niego? Na szczęście zdążyła odkryć, że charakterystyczne znamię w karierze jej pomoże, a przynajmniej na pewno nie przeszkodzi. Z własnych obserwacji wynoszę, że pieprzyk Cindy stał się trendem, bo spotkałam się z tatuażami kosmetycznymi naśladującymi go. Jak wiele emocji ów pieprzyk wciąż wzbudza, dowodzi fakt, że celebryckie portale publikują artykuły spekulujące o ponownym rozważaniu przez modelkę zabiegu usunięcia. Powodem ma być obawa o zrakowienie pieprzyka. Obawa realna, która czyni z kwestii już nie fanaberię i wątpliwą ingerencję w dary natury, a sprawę zdrowotną, co zmienia postać rzeczy.

 

Hołduję zdroworozsądkowej zasadzie, że naturze można pomóc, zresztą tak samo jak szczęściu. Aczkolwiek z zachowaniem umiaru, bo ten świat rządzi się dwoma prawami w tym zakresie: po pierwsze - Lepsze wrogiem dobrego, po drugie - Jeśli wystarczająco długo coś ulepszasz, to na pewno to w końcu zepsujesz (jedno z Praw Murphyego, jak to w przypadku tych Praw bywa - złośliwie prawdopodobne). Polecam proste i przyjemne ćwiczenie zamiast radykalnych rozwiązań: stań przed lustrem, przyjrzyj się sobie i powiedz przekonująco - Jestem piękna. Powtarzaj do skutku. Jeśli nie działa, powtórz procedurę raz jeszcze, ale poprzedź ją spożyciem lampki wina. Musi zadziałać, to połączenie działa cuda. Autosugestia wspomagana. Bądź co bądź - butelka wina jest opcją tańszą niż zabieg plastyczny/kosmetyczny, a efekty jej zastosowania - przede wszystkim te niepożądane - trwają krótko i znikają bez śladu.

 

Źródła:

1) http://www.pudelek.pl/artykul/20376/crawford_usunie_slawny_pieprzyk/

2)http://www.guardian.co.uk/news/datablog/2012/jan/30/plastic-surgery-statistics-uk

 

Podobne artykuły


13
komentarze: 49 | wyświetlenia: 1469
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1579
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 2040
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1200
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 2805
11
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2408
10
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1137
10
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1439
10
komentarze: 156 | wyświetlenia: 794
10
komentarze: 123 | wyświetlenia: 971
10
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2316
10
komentarze: 69 | wyświetlenia: 671
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 526
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





No cóż... w konsumpcyjnym świecie kupuje się także, a może przede wszystkim złudzenia...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska