Login lub e-mail Hasło   

Odeszli niezauważeni

Wokół nas żyją ludzie, których brak zauważamy często dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Wyświetlenia: 2.508 Zamieszczono 19/06/2012
Syn swojej matki
Po środku wielkiego PRL-owskiego osiedla, jeszcze kilka miesięcy temu, stał mały, przedwojenny domek, który był dawniej jednym z wielu na tej ulicy. Wciąż istnieją „kocie łby” drogi przy której te domy się znajdowały.
 
W jednym z tych domów wraz ze swoją mamą mieszkał Stasiu. Był to człowiek dobry, ale należał do grona tych, którzy nie nadają się ani do małżeństwa, ani do systematycznej pracy. Miał ok. 60-ciu lat. Ze swoją mamą często przesiadywał przed domem na zbitej z desek ławce. Przed sobą mieli kilka metrów kwadratowych ogródka, który miasto pozostawiło im na pamiątkę po lepszych dla nich czasach. Wokół domu zawsze biegała gromada rozkrzyczanych, osiedlowych dzieci oraz parkowały coraz to nowsze samochody ludzi, którym udało się znaleźć swoje miejsce w nowej Polsce. Na tej betonowej pustyni dom Stasia stał niczym oaza, w której czas się zatrzymał.
 
Stasia nie trzeba było długo szukać. Zawsze był w pobliżu, uśmiechnięty i gotowy, aby powiedzieć komplement. Pewna starsza pani miała słabość do tego człowieka. Czasami specjalnie dla niego gotowała zupę. Odwdzięczał się jej kwiatami ze swojego małego ogródka.
 
Pewnego dnia Stasiu zachorował i wkrótce zniknął z krajobrazu ulicy. Niedługo potem zmarła też jego mama. Tuż po tym zdarzeniu ich dom został zburzony. Ucieszyło to okolicznych mieszkańców, bo uzyskany w ten sposób plac dostarczył dodatkowej powierzchni do parkowania na wiecznie zatłoczonym osiedlu.
 
Nie wiem czy Stasiu czegoś w życiu dokonał. Nie wiem czy jego życie komuś na coś się przydało. Wiem natomiast, że kiedy odszedł pozostała po nim jakaś pustka. Być może tutaj na Eiobie jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy wspominają jego imię.
 
 
Cicha dobroć
Gienka spotkałem w kościele. Siedział w ławce pod oknem. Rzadko się odzywał, ale zawsze łagodnie się uśmiechał. Miał ponad 70 lat. Nigdy z nim nie rozmawiałem, ale jego obecność sprawiała mi radość. Pewnego razu Gienek nie pojawił się na spotkaniu. Zaniepokoiłem się. Gdy przyszedł tydzień później, ulżyło mi i po raz pierwszy z nim porozmawiałem.
 
Życie, Gienek, spędził na wsi. Dawniej pracował jako operator projektora, z którym objeżdżał w okresie PRL-u wioski pokazując ludziom filmy i kroniki filmowe. Gdy się pojawiał schodzili się wszyscy. Seanse w remizie były zawsze wielkim wydarzeniem kulturalnym, znacznie większym niż dzisiejsze pójście do multipeksu. Gienek niósł ludziom radość otwierając przed nimi okno na świat w czasach, gdy nie było jeszcze TV ani internetu.
 
Gdy pewnego razu mój przyjaciel nie miał jak dostać się na obóz koła Drawska Pomorskiego. Gienek, pomimo swojego wieku, zaoferował mu pomoc. Jego Trabant był zawsze sprawny i czysty. Przez wiele godzin jechali z prędkością 40 km na godzinę, ale w końcu dojechali.
 
Gdy Gienek zachorował, z Frankiem pojechaliśmy go odwiedzić. Bardzo się ucieszył. Zaparzył nam herbaty i przyniósł jakieś ciastka. Mówił, że jest bardzo słaby i czuje jak uchodzą z niego siły. Na szczęście mógł chodzić. Uścisnęliśmy go na pożegnanie. Byliśmy ostatnimi osobami, które go widziały, gdyż kilka godzin później Gienek zmarł. Minęło wiele lat od tamtego czasu, ale gdy spotykamy się z Frankiem wciąż wspominamy tego cichego, skromnego człowieka, który z jakiegoś powodu zapisał się w naszych sercach.
 
Uśmiech, który przetrwał
Aśka była dziewczyną mojego kolegi z liceum. Mieszkała na przeciwko mnie. Dopiero co ukończyła studia i rozpoczęła pracę w szkole. Uwielbiała dzieciaki, które uczyła. Często rozmawialiśmy ze sobą i bardzo się lubiliśmy. Czasami zastanawiałem się czy mój kolega nie był zazdrosny, gdyż spędzałem z nią chyba więcej czasu niż on. Miała piękny uśmiech i potężną siłę życiową.
 
Julek i Asia w końcu pobrali się. Dziewczyna zaszła w ciążę. Bardzo cieszyła się z tego powodu, ale czym więcej czasu mijało tym więcej pojawiało się w niej lęków. Miesiąc przed porodem bardzo płakała, bo  czuła, że wydarzy się coś niedobrego. Pocieszałem ją jak mogłem. Uspokajała się wtedy. Wkrótce wyjechałem za granicę .
 
Gdy siedziałem przy biurku w moim pokoju w Waszyngtonie i pisałem dziennik, dostałem telefon z informacją, że Asia nie żyje. Zmarła podczas porodu. Dziecko przeżyło. Jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiłem po powrocie do Polski to poszedłem na cmentarz. Ciężko było patrzeć na grób osoby, którą ostatnio widziałem jako żywą i energiczną, a teraz ze łzami czytałem: "Joanna B., 16 marca 1968 - 9 lipca 1992". Miała tylko 24 lata. Obok daty znajdowało się zdjęcie z jej uśmiechniętą twarzą. Nie zdążyła podzielić się swoją energią z innymi. Nie zdążyła nawet zobaczyć swojej córeczki. Minęły się w drodze.
 
Życie toczy się jednak dalej. Julek przyniósł ze szpitala małą dziewczynkę, dla której od tamtej chwili stał się ojcem i matką. Spisał się, bo dziewczynka wyrosła na piękną, mądrą kobietę, która nosi ten sam uśmiech co matka. 
 
Cieszmy się, szanujmy i zachwycajmy się także zwykłymi ludźmi, których historia nie będzie oceniała, ani nie wystawi im pomników. W dalszym ciągu są oni cenni i niepowtarzalni. Dzięki pamięci o nich kiedy już odejdą będziemy bogatsi i szlachetniejsi. 
 
Maciej Strzyżewski
 

 

 

Podobne artykuły


26
komentarze: 6 | wyświetlenia: 5331
40
komentarze: 9 | wyświetlenia: 7499
38
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6028
33
komentarze: 69 | wyświetlenia: 10697
49
komentarze: 8 | wyświetlenia: 8481
43
komentarze: 12 | wyświetlenia: 6391
37
komentarze: 60 | wyświetlenia: 13011
34
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6525
32
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3347
61
komentarze: 19 | wyświetlenia: 24703
32
komentarze: 68 | wyświetlenia: 11990
30
komentarze: 7 | wyświetlenia: 4128
32
komentarze: 98 | wyświetlenia: 9913
28
komentarze: 4 | wyświetlenia: 3018
 
Autor
Artykuł



Z przyjemnością czytam o takich ludziach, którzy zapadają nam w serca i pamięć. Masz rację, że każdy człowiek jest niepowtarzalną istotą, od której zawsze czerpiemy naukę - nieważne czy przyjemną czy nie, doświadczenia z każdej lekcji wzbogacają nasze wnętrze.

  Elba,  20/06/2012

Chwała rozmawiającym, ciągle nad czymś rozprawiającym, o coś walczącym i zabiegającym. Dopóki tacy są jeszcze między nami możemy być optymistami, że nie wszystko umiera bezgłośnie i po cichu...

  ananke50,  21/06/2012

Cóż, cały ten świat nie znaczy nic...
W związku z powyższym, przypomniały mi się słowa:
"Sunt lacrimae rerum ut mentem mortalia tangunt"
Zostały same
naparstek
talerz płytki i głęboki
lusterko po wesołej babci
trzy srebrne widelce
kogut z czerwonej gliny
fotografie chore na serce
mgr dr hab.

Rzeczy ryczą po tobie

  awers,  22/06/2012

Podoba mi się przesłanie. Masz trochę wyrzutów sumienia, czy raczej się rozliczasz?

Ale właśnie ich wspomniałeś. . . i teraz żyją wśród nas. To wielka siła natury : pamięć .

Jeden z najbardziej wzruszajacych i poruszajacych eiobowych artykulow jakie kiedykolwiek przeczytalem.

Nie wiem dlaczego przypomnial mi sie dzien ze szkolnych lat kiedy to wracajac po lekcjach do domu i przechodzac obok zaniedbanego poniemieckiego cmentarza (ewangelickiego) widzialem buldozery rozjezdzajace ("niwelujace teren") nie tyle miejsce spoczynku ludzi tam pochowanych ale resztki o nich pamieci... Pamietam, ze dlugo nie moglem dojsc do siebie... Mialem moze 10 lat...

Fajnie, że tak mocno odebrałeś to przesłanie. W każdym mieście, w którym bywam odwiedzam stare cmentarze. Szczególne wrażenie robią na mnie te żydowskie. Po tej olbrzymiej wspólnocie pozostały setki cmentarzy, na które nie przychodzą ich rodziny, bo też nie żyją. Lubię tam chodzić, aby pomyśleć, że kiedyś było inaczej. Pozdrawiam Cię youngcontrarian

@Maciej Strzyżewski:
Lubilem ten cmentarz...bawilismy sie tam w chowanego... Nagrobki byly przecudowne zarosniete pnaczami...Wcale sie nie balismy nawet wieczorem...Bylo tam zawsze cicho i cudownie...atmosfera przypominala nastroj, znanej Ci zapewne, ksiazki Tajemniczy Ogrod...
Dziwila mnie postawa doroslych...wszyscy byli ludzmi gleboko wierzacymi w boga... gdy zrozpaczony powiedzia ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska