Login lub e-mail Hasło   

Jedno zdanie za dużo

Obudził się zwykłym facetem, poszedł spać mordercą. Jak niewiele trzeba, by zniszczyć swoje lub cudze życie.
Wyświetlenia: 3.354 Zamieszczono 06/07/2012

„Nie będzie się spierał i nie będzie krzyczał, i nikt na ulicach nie usłyszy głosu jego. Trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu tlejącego nie zagasi, dopóki nie doprowadzi do zwycięstwa sprawiedliwości. A w imieniu jego narody pokładać będą nadzieję” — tak pisał o Jezusie ewangelista Mateusz. A jak jest z nami?

To się stało rok temu w Krakowie, 30 lipca. Ona była 21-letnią studentką. Miała podwójne obywatelstwo — polskie i brytyjskie. Studiowała historię sztuki, a w Krakowie była na wakacyjnych praktykach. Znajomi pamiętają ją jako osobę inteligentną i dobrze wychowaną. Miała marzenia, plany. Tamtej feralnej nocy wszystko się skończyło.

On był krakowskim 45-letnim kierowcą miejskiego nocnego autobusu. Nie był nigdy karany. W pracy nie stwarzał problemów. Pomyślnie przeszedł wszystkie testy psychologiczne wymagane od kierowców. Normalny facet. W sąsiedztwie miał dobrą opinię. Rozwiódł się, ale na dzieci płacił alimenty.

Ona wracała nad ranem do domu ze spotkania ze znajomymi. Wsiadła do jego autobusu. Była ostatnią pasażerką. Zmęczona przespała miejsce, gdzie miała wysiąść. Po przebudzeniu zażądała od kierowcy, by ją odwiózł na poprzedni przystanek. On odmówił.

Twierdzi, że „pyskowała”. Miała mówić, że jest nieuprzejmy, że złoży na niego skargę. Wtedy w nim — jak sam mówi — coś pękło. Chwycił za 35-centymetrowy gumowy przewód hamulcowy z metalową nakrętką. Nosił go ze sobą od czasu, gdy pewnej nocy został napadnięty i pobity. Ruszył za dziewczyną. Dogonił ją przy ostatnich drzwiach i zaczął bić przewodem po głowie. Broniła się. Wypadli z autobusu. Szamocząc się, wpadli do pobliskiego rowu z wodą. Oprzytomniał. Przestał bić. Wyszedł z rowu, opierając się nogą o ciało nieprzytomnej dziewczyny. Zostawił ja tam, leżącą twarzą w dół. Udusiła się.

Zatrzymano go po miesiącu. Przyznał się. Mówi, że nie chciał zabić. Wie, że nie zasłużyła na śmierć. Nie wie, dlaczego to zrobił. Ona go zdenerwowała, a on przestał nad sobą panować. Żałuje. Chciałby cofnąć czas.

Wyjaśniał, że był tego dnia bardzo zestresowany. Podczas poprzednich kursów miał wielu pijanych i awanturujących się pasażerów. Ktoś mu ubliżał, ktoś miał pretensje o opóźnienia, ktoś rzucał się do bicia. To się stało po 12 godzinach jego pracy. Bolała go głowa. Był bardzo zmęczony. Chciał już tylko wrócić do domu. Do tego  — jak wyjaśniał — przeżywał bardzo swoje problemy osobiste i finansowe. W pracy wyśrubowane normy. Kredyt za mieszkanie, którego nie dawał już rady spłacać. Wysokie opłaty. Alimenty. Wykończyły go nerwy.

Gdy to piszę, wyrok jeszcze nie zapadł. Nie zazdroszczę sędzi. Będzie musiała wybrać między ośmioma latami a dożywociem.

Ale nie to jest najważniejsze w tej ponurej historii. Najważniejsze jest to, że bestią okazał się nie jakiś wyrokowiec, recydywista, człowiek dogłębnie zdegenerowany, zepsuty, czy jakiś alkoholik, narkoman na głodzie lub niewyżyty kibol. Bestia wyszła ze zwykłego człowieka.

Do tej pory takie rzeczy kojarzyły nam się z doświadczeniami wojennymi, kiedy to w czasach pokojowych całkiem zwykli ludzie — wydawałoby się wykształceni, kulturalni, wrażliwi — przeradzali się podczas wojny w bezwzględnych zabójców, żeby nie powiedzieć w rzeźników. No, ale to wojna, taki czas, żadnych reguł, wszelkie normy cywilizacyjne zawieszone — tak to się tłumaczy.

Ale jak wytłumaczyć taką historię? Rano obudził się zwykłym facetem, który chciał tylko zrobić to, co do niego należało, zarobić trochę grosza na siebie, dom i dzieci — a poszedł spać mordercą.

Czytam tę historię i zaczynam się bać... o siebie. Też jestem zwykłym facetem. Budzę się. Chcę zrobić, co do mnie należy... Czy coś takiego może przytrafić się i mnie?

Okazało się, że wystarczy kumulacja sytuacji stresogennych, problemów, które po prostu wszystkie naraz zwalają się na głowę człowieka, do tego paru nieżyczliwych ludzi, którzy potrafią skutecznie zatruć jeśli nie życie, to chociaż jeden cały dzień — a wybuch gotowy. Przecież doświadczamy tego. Najczęściej przybiera to formę zwykłej domowej kłótni, takiego bezmyślnego wyżycia się na kimś będącym ostatnim w „łańcuchu pokarmowym” danego dnia — na domowniku: żonie, mężu, dzieciach. Za co? Za nico! Za to, że mi źle, że ktoś mnie źle potraktował, nie docenił, dopiekł mi, zdenerwował.

Zwykle — jak wspomniałem — kończy się to kłótnią, ale czasem zabójstwem. Okazuje się, że większość osób odsiadujących wyroki za zabójstwa, to nie zawodowi mordercy czy typowi kryminaliści. To zwykli ludzie, tyle że z problemami, którzy w trakcie domowej kłótni, w przypływie nieopanowanych emocji, amoku, chwycili, co podeszło pod rękę, by uderzyć. Gdy rzecz dzieje się w kuchni, tym czymś często bywa nóż. Te zbrodnie mają już nawet swoją nazwę — „zabójstwa kuchenne”.

W takich sytuacjach czynnik, który bezpośrednio wywołuje taką wybuchową lub zabójczą reakcję, może być nawet niezbyt wielki, wręcz drobny. W istocie jest jednak tą kroplą, która przelewa czarę goryczy, zapoczątkowując reakcję nie do opanowania.

Jedni mogą zareagować na to agresją wobec drugiej osoby, inni agresją wobec siebie, samobójstwem.

W maju Katolicka Agencja Prasowa doniosła oficjalnie o kilkunastu przypadkach samobójstw katolickich księży w Polsce w ostatnich kilku latach. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego? zwrócono uwagę na jeden z możliwych czynników, który mógł pchnąć tych ludzi do takiego kroku — a mianowicie na niemożliwą do zniesienia presję środowiska. Generalnie zdecydowanie więcej samobójstw popełniają mężczyźni, gdyż ich naturalna duma nie pozwala pogodzić się z własną słabością, poniżeniem ze strony innych, upokorzeniem czy porażką. Do tego — jeśli chodzi o duchownych — można dodać publiczne, często niesprawiedliwe, piętnowanie ich przez parafian, klimat plotek, wyolbrzymianie problemów, niekiedy autorytatywne rządy w diecezji czy w prowincji zakonnej,  pozbawione dialogu, konsultacji personalnych. To wszystko — jak pisze KAI — stwarza napięcie, którego słabsze psychicznie jednostki po prostu nie wytrzymują.

Jak widać skóra duchownego nie jest jakoś specjalnie impregnowana na ciosy losu. Wszyscy jesteśmy ludźmi w sumie kruchymi, których splot nieszczęść, problemów i złych zdarzeń (nawet jednostkowo drobnych) może w końcu złamać i doprowadzić do czegoś, czego nigdy nie zakładaliśmy, czego byśmy nigdy nie chcieli.

Boję się więc nie tylko, że sam mogę paść kiedyś ofiarą czegoś takiego, ale również — a może nawet bardziej tego, że bezwiednie mogę się stać jednym ze „złych czynników”, które kogoś innego mogą doprowadzić do progu szaleństwa.

Zastanawiam się, co po zeznaniach krakowskiego kierowcy muszą dziś czuć pasażerowie tego nieszczęsnego autobusu — ci konkretnie, którzy się z tym kierowcą wykłócali o resztę za bilety, pięciominutowe opóźnienie, ubliżali mu, chcieli się z nim bić. Co czują? Czy w ogóle poczuwają się do jakiejś współodpowiedzialności za śmierć tej studentki?

Kiedy więc następnym razem przyjdzie nam ochota powiedzieć komuś coś niemiłego, wyrządzić przykrość, odgryźć się, pokazać mu, gdzie pieprz rośnie, wyrąbać „prawdę” między oczy w sprawie oczywiście słusznej, bo własnej — to się raczej nad tym zastanówmy, przypomnijmy sobie kierowcę z Krakowa, to, do jakiego stanu doprowadziły go głupie docinki, i lepiej zamilczmy. A jeśli nawet nie mieliśmy ochoty na takie zachowania, ale z głupoty, z przyzwyczajenia, z naszej cielesnej natury mimo wszystko się tak zachowaliśmy, to nie czekajmy z przeprosinami. Pośpieszmy się, nim będzie za późno.   

Andrzej Siciński

[Artykuł ukaże się jako felieton redakcyjny w dwumiesięczniku „Głos Adwentu” 5-6/2012].

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1588
17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1212
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1011
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 842
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 952
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 883
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 927
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 545
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 879
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 761
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 764
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Kumulacja jednych zdań za dużo, jednych gestów za emocjonalnych, jednego krzywego spojrzenia może wywołać bestię naszej ciemnej strony... Wszystko zależy od progu odporności psychicznej i naszego poziomu świadomości człowieczeństwa z atrybutami wyboru i wolnej woli.
Z uwagą przeczytałam ten artykuł, Andrzeju... Pytania, jakie tu zadałeś, powinny być poddane osobistej refleksji.

  ewfor  (www),  06/07/2012

Niestety w każdym z nas drzemie bestia. Nawet najbardziej opanowane osoby kiedyś mogą zachować się tak jak opisany kierowca. Często śmiejemy się z ludzi chodzących do psychoterapeutów, a jak często właśnie nam taka wizyta mogłaby pomóc. Czasami wystarczy mała kropla, aby woda się przelała.

Długo już Cię tutaj nie było, Andrzeju. Dobrze, że znów jesteś...
Twój tekst aż boli, rozrywa. Świetnie napisany, ma moc. Stawiasz pytania. Czy jest szansa na odpowiedzi - te jedyne, celne?

„Każdy człowiek, choć postrzega siebie fizyczne, porusza się po kontynencie zwanym polem elektromagnetycznym. Jest to subtelne pole, w którym każda myśl czy też impuls ma natychmiastowy skutek dz

...  wyświetl więcej

  awers,  07/07/2012

Indywidualne zagrożenie egzystencjalne w naszej tzw. "strukturze społecznej" nie jest monitorowane, ale wiemy, że jego poczucie jest wysokie. To znów walka z cieniem, musi rodzić lęki odreagowywane agresją. To powinno wreszcie stać się obiektem badań i wskaźnikiem porównawczym do założeń strategicznych w naszym kraju. Nie jest i chyba jeszcze długo nie będzie. Celnie napisane Andrzeju.

  hussair  (www),  07/07/2012

Apokaliptyczny głód zrobi z bibliotekarzy i profesorów hordę polujących kanibali, a spotęgowany stres i odczucie osamotnienia mogą zrobić szaleńca z łagodnego obywatela. Psychika człowieka jest bardzo delikatnym kwiatem.

Do: Hussair.
Komentarz dnia II. Niestety...

Do: Hussair.
CYT.: "Apokaliptyczny głód zrobi z bibliotekarzy i profesorów hordę polujących kanibali (...)" Ufff... Nie wytrzymałem - co za zdanie!

  hussair  (www),  07/07/2012

No tak, mój czarny humor znów wypłynął... Oczywiście, ujmując to innymi słowami, rzecz ma się tak, że zasady, kodeks postępowania, postawa humanisty, kindersztuba - wszystko to może ulotnić się w jednej chwili, gdy najbardziej szacowny dżentelmen znajdzie się na dnie i będzie patrzeć w twarze głodujących dzieci. Dużo zależy od nas samych, od pracy nad wnętrzem itp., ale od otoczenia, od tego, jak ono nas "ugości", też, niestety, zależy sporo...

  awers,  07/07/2012

Praca nad sobą -- owszem. Ale trzeba mieć choćby azyl, nawet jeśli to izolacja. A tu chodzi o nieprzewidywalność zachowań i utratę kontroli osobowości. Spokojny, śliczny staw, ale pod wodą piranie. Wariat tkwi w każdym z nas, wystarczy zablokować stabilizatory.Są na to psychotechniki, a psychiatria zna opisy łamania gwarancji biologicznych. Nie bez powodu w Polsce brak pracy dla psychologów i bari ...  wyświetl więcej

  hussair  (www),  07/07/2012

Słusznie piszesz.

  awers,  07/07/2012

Husarzu, dzięki, ale wolałbym nie mieć racji. Mój syn kończy psychologię i problem ma nawet z głupimi praktykami, a durnych rekruterów w jeszcze durniejszych agencjach najgorszych robót próbuje się tymczasem humanizować podstawami psychologii - dla formalności. Bo oni znają tylko najgorsze chwyty na ogłupianie. Gdzie rozum, etyka, odpowiedzialność społeczna? To maszynki do robienia zupy z mózgów, a z ludzi małp. Gdyby dodać do tego tzw. "liderów" to już masz łańcuszek łapaczy do cyrku.

  hussair  (www),  08/07/2012

I znów powtórzę: słusznie piszesz.
Powodzenia życzę synowi. Moja mama jest psychologiem i przez te lata sporo widziałem, sporo słyszałem...

  ,  08/07/2012

Polecam wam do obejrzenia eksperyment Derrena Browna z napadem na bank: http://www.youtube.com/watch?v(...)dE9WLBk
"Czy da się zaprogramować normalnych ludzi tak, by samodzielnie podjęli decyzję o napadzie na bank?
Derren Brown postanowił to sprawdzić. Jak zwykle, mistrzowsko użył bujnej mieszanki swych umiejętności, by bezwsty ...  wyświetl więcej

13-letni syn znajomych miał odejść od komputera i wyprowadzić psa. Wściekły, że musi przerwać grę, wyszedł z psem na dwór na 2 i pół minuty, a kiedy matka mówiła, że to za krótko, że pies potrzebuje więcej czasu, chłopak odpowiedział, że nienawidzi tego psa i że trzeba go uśpić. Ma tego pieska i bawi się z nim od lat. I co było przyczyną jego negatywnych emocji: pies, matka czy komputer? I czy dużo potrzeba, by emocje i słowa zamieniły się w działanie?

  ewfor  (www),  07/07/2012

I tu jest właśnie sens tego artykułu. Nigdy nie wiadomo, co człowieka tak naprawdę doprowadzi do bestialskiego czynu. Wszystko po trosze: i pies, i konsekwentna matka i gra komputerowa, która zrobiła z tego dzieciaka niewolnika. Jedno słowo wypowiedziane nie w tej chwili i nie tym tonem i... bum.

  belfegor,  07/07/2012

Cholera! Też czasem mam ochotę kogoś zabić - za jakiś irytujący drobiazg.
Dobrze, że Polska nie poszła śladem USA w kwestii posiadania broni.

Racja, w polskich realiach posiadanie broni oznaczałoby nieustającą strzelaninę.

  ,  13/08/2012

Dobry artykuł, przywiódł mi na myśl dość stary film http://www.filmweb.pl/film/Upa(...)3-11398
Ukazuje on dokładnie to o czym pan Andrzej pisze.
Nie wiedziałem o samobójstwach wśród księży.
" zwrócono uwagę na jeden z możliwych czynników, który mógł pchnąć tych ludzi do takiego kroku — a mianowicie na niemożliwą do zni ...  wyświetl więcej

Oglądałem, świetny film.

W okreslonych warunkach "normalni" ludzie staja sie mordercami.
Jakze znane jest mi to z miedzysasiedzkiej wojny w bylej Jugoslawii lat 90-ych. Wiekszosc balkanskich zbrodniarzy wojennych, ktorzy staneli przed Miedzynarodowym Trybunalem w Hadze miala wyzsze wyksztalcenie...dr psycholog Radovan Karadzic przed wojna pisal i publikowal nawet niezle wiersze...

Też pomyślałem o Karadziczu, pisząc ten artykuł.

Okrutna prawdą jest to , że nikt z nas nie jest lepszy od tych, którzy już są za kratami. My jeszcze cudem tam się nie załapalismy co nie znaczy, że sie nie kwalifikujemy- tak niewiele trzeba... Boże chroń nas od samych siebie. Gratuluję artykułu.

  akinom,  15/08/2012

W każdym z nas są na dobrą sprawę ukryte dwa charaktery. Na co dzień spokój i rozwaga, a w sytuacjach kryzysowych - agresja i wrogość. Jakże ciężko w dzisiejszych czasach żyć rozważnie nie ulegając wpływom innych... Na każdym kroku trzeba się kontrolować. Gratuluję artykułu. :))

  ryh,  09/06/2013

"...W maju Katolicka Agencja Prasowa doniosła oficjalnie o kilkunastu przypadkach samobójstw katolickich księży w Polsce w ostatnich kilku latach. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego? zwrócono uwagę na jeden z możliwych czynników, który mógł pchnąć tych ludzi do takiego kroku — a mianowicie na niemożliwą do zniesienia presję środowiska...."
Jakie to straszne że wśród ok. 5000 sam ...  wyświetl więcej

@ryh:
Ryhu, kazda utrata zycia ludzkiego jest tragedia. Ci ksieza mieli rodziny, przyjaciol...
Samobojstwo to niedoslyszane albo zignorowanie wolanie o pomoc... Oni potrzebowali wsparcia psychologicznego...
Ogolnie zgadzam sie z Toba co do oceny sytuacji . Tak jak i Ty jestem przekonany, że wielu polskich duchownych (nie tylko tych młodszych) widzi i rozumie zupełne oderwanie ...  wyświetl więcej

  ryh,  11/06/2013

@youngcontrarian: Nie wiem dlaczego uważasz ludzką śmierć za tragedię? A jeżeli już, to jest to jedyna sprawiedliwa tragedia , która spotyka każdą odmianę życia. Samobójstwo jest ekstremalnym wyrazem posiadania wolnej woli. I, przynajmniej dla mnie,świadomość posiadania tejże drogi była pomocna w rozwiązaniu życiowych kryzysów. Po prostu w kryzysowej sytuacji zawsze uświadamiałem sobie że zawsze m ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska