Login lub e-mail Hasło   

Kubuś

Kubuś, jak na dwudziestodziewięciolatka przystało, był radosnym chłopcem. Uwielbiał bawić się z dziewczynkami i gdy tylko nie musiał siedzieć w domu nad książeczką czy kolejnym...
Wyświetlenia: 959 Zamieszczono 21/07/2012

Kubuś, jak na dwudziestodziewięciolatka przystało, był radosnym chłopcem. Uwielbiał bawić się z dziewczynkami i gdy tylko nie musiał siedzieć w domu nad książeczką czy kolejnym obowiązkowym zadaniem do napisania (na kolejne zajęcia), wybiegał do nich (do dziewcząt) jak tylko mógł najszybciej.

Nieraz sąsiedzi mogli słyszeć głos jego dziadka, którego nie wiadomo kto nazwał kiedyś Czasem. „Powoli!”, „Nie spadnij!”, „Bo się zabijesz!” i wiele, wiele innych, podobnych, stanowczych aczkolwiek bezsilnych nawoływań zza ściany. Nie robiło to na sąsiadach specjalnego wrażenia. Te słowa zdawały się pasować do Kubusia jak habit do księdza. Były zawsze tam, gdzie był on: szybki, nieostrożny i ryzykant. Kubuś i te słowa były jak jednojajowe bliźnięta. Zawsze razem. Od lat. Nie wiadomo wręcz, które pojawiło się pierwsze: on, czy one.

Spotykał się z nimi w przeróżnych miejscach. Pospolitych, jak róg ulicy i wykwintnych, jak drogie restauracje. Zwyczajnych, jak sklepy, i nastrojowych, jak park o zachodzie słońca. Spotykał się z nimi, kiedy tylko dziadek Czas mu na to pozwalał. Bezwzględny, nic nie rozumiejący starzec.

Nie przepadali za sobą wzajemnie. Jeden zabierał drugiemu, co i kiedy tylko mógł. Kubuś był mistrzem w zabawie, toteż dziewczęta zapominały o dziadku Czasie. Ten mścił się za to bezlitośnie na Kubusiu skracając jego zabawy do granic wytrzymałości. Wszelkie śmiechy, figle, łaskotki, podskoki i niewinne okrzyki trwały dla Kubusia zawsze zbyt krótko.

Promienie zachodzącego słońca wpadły przez okno do pokoju. Rozpłynęły się na ścianie. Po chwili znalazły lustro wiszące na ścianie i odbiły się od niego, by oblizać swoim językiem twarz Kubusia. Zajrzeć pod jego powieki. Zasłonił się książką. Gest ten nie miał już w sumie żadnego znaczenia skoro zdążyły go dotknąć. Impuls wywołany zwężeniem źrenic dotarł do jego malutkiego móżdżku. Ten zaczął produkować endorfiny. Wewnętrzny zegar wybił czas zabawy. Ręce automatycznie zareagowały. Dłonie zalepiły szczelnie strony. Jedna rozmasowała skórę twarzy osłaniającą szczękę. Druga odepchnęła tom w stronę biurka z wyraźną dezaprobatą.

Dziadek Czas wyraźnie skupił się na nim. Samochody za oknem zaczęły milczeć. Ludzie poruszali się wolniej. Ptaki, gdy już przysiadały na parapecie nie chciały nawet odlatywać, straszone jego krokami. Kręciły się jedynie niespokojnie, ale bez zdecydowanego pośpiechu. Za to Kubuś trząsł się w sobie calutki. Aby tylko zdążyć. Żeby mu nie uciekły. Co on zrobi, jak się spóźni? Nie pobawi się już dzisiaj, a przecież tak się nie godzi. „Nie godzi!” Krzyczał w sobie. Skakał w pokoju jak żółciutki kanarek w klatce. Pogwizdywał pospieszając się jak tylko umiał, całkiem podobnie do malutkiego ptaszka. W końcu wyskakiwał z klatki schodowej, z hukiem otwieranych drzwi, i pędził przed siebie. Jak to mawiał dziadek Czas, „na złamanie karku”.

Pędził. Nad nim niebo przesuwało się powoli. Uśmiechał się zauważając, że jest od niego o wiele szybszy. Bardzo to lubił. Kubuś. Lepszy. Najlepszy! Przemykał pomiędzy pojedynczymi ludźmi. Wyprzedzał samochody. Skakał pomiędzy zebrami w sawannie wieczornego życia miejskiego. „Biegać, skakać, latać, pływać…”, nucił sobie z uśmiechem słowa ulubionej piosenki. Cudowny, malutki Kubuś. Kochany. Drobniutki. Ach, kiedy tak mknął tymi szlaczkami ulic po prostu zapierało dech w piersiach. Jak tu nie przyłączyć się do zabawy?

Miasto zdawało się być planszą kolorowego twistera. W tym parku spoczywała jego dłoń. W tamtym stopa. W centrum handlowym jego druga ręka. Pod pomnikiem druga noga. W pubie głowa. W kinie palec. Na dworcu kolejowym usta. Na boisku do kosza jedno niewinne oczko. Tyle kolorowych miejsc pełnych jego. Tak mało dnia. Tak niewiele nocy. Nigdy za wiele czasu na jego zabawy. Nigdy wystarczająco miejsc. Zawsze tyle chętnych do zabawy.

Dziadek Czas stale kręcił strzałką, wyliczając kolejne miejsca zabaw. Kolejne chętne do zabawy dziewczynki. Dzisiaj plac zabaw, jutro tor regatowy. W wakacje spływ kajakowy, w zimę stok narciarski. Chaty w górach, namioty w lesie. Hamaki na plażach, ławki w miasteczkach. Lotniska, stacje kolejowe. Dworce autobusowe i przystanki tramwajowe. Wszędzie potrafił się bawić nasz cudowny Kubuś. Ktoś zawsze miał na to ochotę.

Niewinność. Beztroska. Bezkarność. Młodość. Brak zobowiązań. Niezależność. Śmiech. Dowcip. Milczenie. Szybkość. Dziecinna nieśmiertelność. Kubuś miał to wszystko. Lubił się tym dzielić. W zabawie nigdy nie był samolubny. Zawsze myślał o nich. Czym rozbawić. Gdzie przyklasnąć. Połaskotać. Liznąć. Czasem ucałować. Pobłaznować. Podrzucić. Poparadować.

Taki Kubuś wspaniały. Sam jeden w świecie wystarczał za wszystkich chłopców. Pełno go było wszędzie. Był na prawie każdym zakręcie. Zanim dziadek Czas się zorientował, był już w każdym większym i mniejszym mieście. Dziewcząt skorych do zabawy nigdy nie brakowało. Piegowatych. Szatynek. Brunetek i blondynek. Niskich, wysokich. Grzecznych. Zadziornych. Jasnych. Kolorowych.

Nie zastanawiał się też Kubuś zbyt wiele i często, bo nie byłby już chyba nigdy w stanie zebrać się w jedną spójną całość. Czasu na zabawie mijało mu wiele. Miejsca zaczęły przypominać jedno-drugie. Twarze towarzyszek zlewać w jedną. Serduszko bijące szybciutko stale przyspieszało. Dziadek Czas bezlitośnie kręcił strzałkę. Kubuś stale szukał wolnych pól by gdzieś tylko wcisnąć włos swój, drobne słowo. Kochał zabawę.

Czas nie przestawał kręcić kolejnych strzałek. Systematycznie. Rytmicznie. Kręcił też własną wieczorem i rano. Jesienią i zimą. Dokładnie tak samo. Nie zwalniał. Nie przyspieszał. Kubuś przestał wracać do domku na noc. Do książek. Do lustra. Kiedy stał się miastem, nie mógł już znaleźć właściwej ulicy. Kiedy krajem, miasta. Kiedy światem, kraju. Stał się Kubuś wszystkim w ten sposób. Zabawę kochając sam się nią stał. Bezmiarem. Miejscem. Poplątaniem.

Kiedy karuzela zatrzymała się, Kubuś zeskoczył, zanurzając drobne stópki w piasku. Rozejrzał się wokoło. Dziewczęta uśmiechały się szeroko, szczerząc ząbki bielejące w słońcu. Obrócił się w lewo. Zauważył rzekę. W prawo. Mury miasta. Nie mógł ich rozpoznać. Wysilił swój móżdżek. Ten zawrzał. Spojrzał po twarzach dziewczynek. Żadnej nie rozpoznawał. Zrozumiał w końcu, że stracił pamięć. Że stracił rozpoznanie. Stał się obojętny na to z kim się bawi, jak i na samą zabawę. Stracił poczucie i pamięć Czasu, jak i własnej twarzy. Stał się każdym.

Jak mały kanarek leciał przed siebie. Wolny. Radosny. Rozmiłowany w zabawie. Serduszko biło mu szybko. Gdy zatrzymała się karuzela, zatrzymał się Kubuś. Stał. Bose stópki zatopione w piasku. Nie wiedział gdzie jest, ani po co. Nie wiedział kim są zebrane wokół osoby. Uśmiechnął się do siebie jakby uśmiechał się do nich. Pobiegł w kierunku rzeki i skoczył.

Dziewczynki spojrzały po sobie. Uśmiechnęły się w tonie doskonałego żartu Kubusia. Świergocąc, podbiegły do brzegu. Przyjrzały się swoim odbiciom w tafli wody. Nadal głaskały je pojedyncze fale powodowane wypływającymi na wierzch bańkami powietrza. Uśmiechały się rozbawione, aż w końcu znudzone rozeszły się do domków, jak zawsze gdy Kubuś kończył zabawę, by udać się w kolejne zaczarowane miejsce. Pewnie rozśmiesza teraz rzeczne syrenki, zażartowały wybuchając śmiechem.

Plac zabaw tchnął pustką. Zapadł zmierzch. Dziadek Czas usiadł na ławce pod murami. Z kieszeni marynarki wyciągnął opakowanie bibułek z dużą zieloną strzałką. Wydobył z niego ostatni arkusik i wypełnił go starannie tytoniem. Spokojnie, jak co wieczór zwinął i uniósł do ust, by zakleić wilgotnym językiem. Drugą dłonią baraszkował w kieszeni spodni, szukając zapałek. Kiedy je znalazł, wyjął spokojnie i położył na kolanie. Czuł na twarzy wilgoć wieczora mieszającą się z zapachem rzeki. Brakowało mu tylko woni wilgotnej ziemi. Od dwóch tygodni już nie padało. Zapalił jedną zapałkę, którą wiatr zdążył zdmuchnąć, nim płomień sięgnął szczytu skręta. Dziadek Czas uśmiechnął się i wyjął dwie, tym razem, zapałki. „Nie przechytrzy mnie ten łotrzyk, znam życie” pomyślał. Złożył je razem i potarł draskę. Zasłonił drugą ręką i ponownie sięgnął płomieniem by zapalić papieroska. Wciągnął dym głęboko w płuca. Przytrzymał chwilę i wypuścił w postaci wspaniałego okręgu. Pomyślał jak bardzo kocha tą specyficzną mieszaninę zapachów i uczuć. Wilgoć wieczora z domieszką zapachu rzeki, odrobiną mokrej ziemi i dymem tytoniu mieszająca się w płucach i wydobywająca przez nos. Puste opakowanie po bibułkach z dużą zieloną strzałką wrzucił do stojącego obok ławki pojemnika na śmieci.

Jaka szkoda, że nie ma tu Kubusia – pomyślał. – „Ciekawe, co teraz robi nasz malec?”. Zaciągnął się ponownie dymem. Spadły pierwsze krople dżdżu. Dziadek Czas rozłożył parasol, który zawsze nosił przy sobie, by tylko w takich chwilach jak ta, gdy się nadarzą, mógł się nimi delektować do ostatniego skręta.  „Powoli!”, „Nie spadnij!”, „Bo się zabijesz!”, przypomniał sobie, jak napominał Kubusia z uśmiechem. Nagle jednak spoważniał i pomyślał „Może jednak byłem dla niego zbyt surowy?”. „Może w końcu wróci?”. Deszcz przybrał na sile. Dziadek skończył ostatniego ze swoich papierosków, wstał i ruszył w stronę domu.

Podobne artykuły


11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1059
11
komentarze: 22 | wyświetlenia: 571
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 1053
10
komentarze: 11 | wyświetlenia: 550
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 872
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 985
9
komentarze: 13 | wyświetlenia: 524
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 853
9
komentarze: 24 | wyświetlenia: 444
9
komentarze: 44 | wyświetlenia: 669
9
komentarze: 36 | wyświetlenia: 773
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 680
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 667
9
komentarze: 0 | wyświetlenia: 673
9
komentarze: 56 | wyświetlenia: 200
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  21/07/2012

Czekam na Prosiaczka, Tygryska i Krzysia

  Natasza_  (www),  21/07/2012

Ciekawa opowieść, postaci, sensy. Forma tyleż oryginalna, co trudna w odbiorze. Wymaga interakcji z tym, co jest "nienapisane".
Mnie sprawiało trudność przedzieranie się przez gąszcz słów i zdań. Mówiąc potocznie - przegadałeś ten tekst, postawiłeś na poetyckie obrazowanie, rezygnując z lekkiego "Kubusiowego" stylu.
W pewnym momencie dostrzegłam zamknięcie koła i podróż po istniejący ...  wyświetl więcej

Miałem zamiar umieszczenia w tych opowiadaniach wielości sensów i znaczeń. Same metafory miały pobudzać czytelnika do budowania własnych, co też ma widzę miejsce w twoim odbiorze. Jakie puenty wyczytałaś? Dziękuję za podpowiedź w zakresie interpunkcji i zwrócenie uwagi na brak konsekwencji. Kubuś jest moim drugim skończonym opowiadaniem. Stale staram się udoskonalać sam proces twórczy poświęcając ...  wyświetl więcej

Dziękuję za pozytywne komentarze, wkrótce umieszczę kolejne opowiadania, także nowe

"Czas nie przestawał kręcić strzałek. Systematycznie. Rytmicznie. Kręcił ją wieczorem i rano."
Wybacz czepialstwo (chyba zgłoszę się na jakieś leczenie). Kręcić 'kim, czym?', biernik brzmi dziwnie. A dalej chyba 'kręcił nimi', nie 'ją'.

Masz rację, to wynik wklejenia tekstu sprzed redagowania. A strzałki o jakich mowa, to kolejno: 1 strzałka, to strzałka czasu Dziadka, kolejne, to strzałki czasu poszczególnych bohaterów. Jest tam pewna niekonsekwencja wynikająca z błędów pierwszego pisania. Oczywiście tekst został poprawiony, ten zaraz naprawię. Dzięki i pozdrawiam!!

Czy będzie dalszy ciąg tego opowiadania? ŚWIETNE opowiadanie, czytałam z wielkim zaciekawieniem.

Szczerze nie myślałem o kontynuacji, jest jednym z kilku :D



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska