Login lub e-mail Hasło   

Sny piaskowego dziadka

Pamiętam, jak ludzie zaczęli domyślać się, że za sprawą ich snów może ktoś stać. Kiedy ostatecznie ustalili już, że nie jest możliwe nie spać w ogóle, byli już teg...
Wyświetlenia: 663 Zamieszczono 01/08/2012

Pamiętam, jak ludzie zaczęli domyślać się, że za sprawą ich snów może ktoś stać. Kiedy ostatecznie ustalili już, że nie jest możliwe nie spać w ogóle, byli już tego niemalże pewni. Plemiona germańskie oraz słowiańskie były dość bliskie prawdy, a to dzięki sporej odległości od panteonu bóstw greckich i rzymskich. Nie jestem w końcu żadnym bóstwem. Pyszni, zuchwali, niejednokrotnie infantylni durnie. Spotkałem kilkoro z nich w podróżach służbowych, ale nie wywarli na mnie większego wrażenia. 

Jeśli chodzi o moją profesję, to spędza ona sen z powiek, ale na szczęście tylko moich. Nieustanne wojaże. Torba gwiezdnego pyłu do dźwigania, do niedawna nieopisanie ciężka. Wypadałoby w tym miejscu podziękować doktorowi Faustowi za jego zaklęcie, które oddało mi ogromną przysługę. Wspaniały i bardzo ciekawy człowiek. Wracając zatem do mojej pracy, to zapewniam sen. Miły i lekki. Głęboki. Czasem też płytki. Niespokojny. Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć. Nie jestem za niego odpowiedzialny. Nie jestem także jego autorem. Ja go dostarczam rozsiewając ziarna magicznego pyłu. Pył sam w sobie dzięki swoim właściwościom dostosowuje sny do potrzeb lub zasług każdej jednej osoby. Bardzo ciekawy wynalazek. 

Zastanawiacie się pewnie dlaczego piszę do was ten list. Otóż sprawa stała się bardzo poważna w przeciągu ostatnich dziesięcioleci. Przyglądamy się wam z ogromną uwagą od zawsze. My, których macie za ignorantów i lekceważących wasze potrzeby autorów istnienia. Nas, czyli bóstwa, duchy i wszystkich innych pracowników biura wieczności. Pozwólcie, że powtórzę. Pracowników biura. 

Zakochani w sobie do szaleństwa, postanowiliście ostatecznie pozbyć się wszelkiej odpowiedzialności za swoje czyny i w przyspieszeniu czasu upatrzyliście wieczność. Wybaczcie mi bezpośredniość z jaką to mówię, ale tempo decyzji pozwala wam stale zmieniać swoje życie nie do poznania. Stale jesteście kimś innym. Nieustanne kursy, szkolenia, przekwalifikowania. Mieszkania. Samochody. Metra. Apteki. Centra handlowe. To w jednym z nich właśnie błąkał się dziadek Czas. Zgubił gdzieś wtedy, jak mi powiedział, swojego Kubusia. Nawet nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać. Lataliście wszędzie dookoła jak rozgniewane osy. Przerażające miejsce. 

Zdążyłem jedynie zauważyć, jak bardzo się postarzał. Cóż za zabójcze tempo. Taki spokojny niegdyś starzec. Dostojny pracownik wyższej rangi. Dziś zaniepokojony szary cień poszukujący straconego Kubusia. Nerwowo pląsający w miejskim centrum współczesnej rozrywki. Otoczony wrzaskami dzieci, młodzieży oraz dorosłych. Niewymownie mało w nich staruszków. Mam nadzieję, że znaleźli sobie jakieś spokojne i ciche parkowe alejki. 

Wieczory i poranki spędzam na kolejnych lotniskach. Następujące po sobie wschody i zachody słońca, które okrąża wraz ze mną ta kolorowa planeta, na której jesteśmy. Planeta, którą  okrążam ja. Podobnie jak Żyd wieczny tułacz, tylko  że wiele szybciej i częściej. Zabawne, ale dopiero niedawno zastanowiłem się po raz pierwszy jak to się stało, że nie zakręciło mi się od tego wszystkiego w głowie. Zaskoczyła mnie ta myśl. Pomyślałem wtedy po raz pierwszy o emeryturze. W moim przypadku rzecz to zdecydowanie nie do pomyślenia. Wiek też nie gra tu żadnej roli, bo przecież nie liczę sobie kolejnych lat tak jak wy. Jeśli mam być dosłowny, to w ogóle ich nie liczę.

Nie o własnych problemach miałem tutaj pisać, więc wybaczcie mi tę ckliwość, ale jest między nimi a wami bezpośredni związek. Moja praca, jak już wspomniałem, polega na zapewnianiu wam snu. Wy jednak ostatnimi czasy czynicie moją pracę bezużyteczną. Okrążam świat, rozsypując stale senny pył, któremu wy usilnie i coraz skuteczniej się opieracie. Opieracie lub zastępujecie. Wasze miasta tętnią życiem. Chociaż to życie dyktowane nim samym. Jego rytmem, którego takt sami sobie wybijacie. Zwalniacie nocą, ale nadal pędzicie. Co pół godziny autobus opuszcza początkowy przystanek. W niecałą godzinę parkuje na końcu linii. Dziesiątki anonimowych, obcych i obojętnych sobie pasażerów zmierza w anonimowe obce sobie miejsca. Obce, choć tak bliskie tej jednej z wielu linii. Jesteście tak blisko siebie, a tak daleko zarazem. Zatopieni w sobie samych. Swoich przystankach i swoich liniach. Swoich, a przecież wspólnych. Obojętnych. Wcześniej nie byliście tacy. Pamiętam doskonale. Nie możecie spać pochłonięci problemami. Nie możecie spać, by je rozwiązać. Kiedy orientujecie się, że omija was luksus odpoczynku szukacie powrotu do tego miejsca. Produkujecie ziemski pył zamykany w kapsułkach, który ma wam zastąpić ten, który dźwigam dla was od wieków. Coraz mniej z was pamięta o mnie. O nas. Coraz rzadziej wspominacie swoim dzieciom o tych, którzy nad wami czuwają. My zaś nie przestajemy. Jesteśmy tu nadal. Dla was. Będziemy. 

Piszę do was, byście nie zapominali. Byście zatrzymali się na chwilę i rozejrzeli wokół. To wspaniałe, co tworzycie i co osiągacie. Ubolewam jedynie nad tym, że zapominacie w tym o samych sobie. Odsuwacie się od siebie samych. Wasze dłonie pochwytują już nie dłonie, ale poręcze. Wzruszam się zawsze, kiedy jedna z osób dotyka dłoni drugiej. Niekiedy przypadkiem. Niekiedy celowo. Wypatruję tych momentów z utęsknieniem. Tak ich dziś niewiele. 

Wczoraj byłem w przedszkolu miejskim, jak co dzień od lat. Na krótką chwilę, tuż przed leżakowaniem maluchów. Przedszkolanka czytała im wtedy o mnie. Dzieci dopytywały zaciekawione moją osobą, skąd się wziąłem. Dlaczego to robię. Jak mam na imię. Rozsypałem nieco zawartości na panią opiekunkę, która ziewnęła nie zdążywszy odpowiedzieć malcom. Te uśmiechnęły się wtedy szeroko. Pozłociłem w tamtej chwili również ich małe powieki. Nie pytały o nic więcej. Kolejno zapadały w spokojny sen. Kiedy otwierały nieznacznie swoje oczka, wszystkie spoglądały w moja stronę z uśmiechem. Obudziłem się na krótko przed nimi. Śniliśmy wtedy wspólnie. To niezapomniane dla mnie chwile. Piszę dziś do was, by zapytać, czy i wy to pamiętacie.

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1748
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1701
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1119
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1043
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 955
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 966
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1029
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 675
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 876
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 406
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 569
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 567
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 591
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska