Login lub e-mail Hasło   

Igranie z Losem (8)

Dalekie podmiejskie osiedle. Przedwieczorna cisza .. Jeszcze tylko deszcz szumi, wiatr ucichł. Spać za wcześnie, cokolwiek robić za późno. I myśli się po głowie plączą. Głupie?
Wyświetlenia: 673 Zamieszczono 03/08/2012

Dalekie podmiejskie osiedle. Przedwieczorna cisza po burzy. Jeszcze tylko deszcz szumi, nawet wiatr ucichł. Spać za wcześnie, cokolwiek robić za późno.

Jest taka pora, że nie ma co robić. Przedsenne porządki, wieczorne czynności wykonane. Nie ma co robić. A jak nie ma co robić, to się myśli po głowie plączą. Podobno głupie.

 Właśnie przyplątała się myśl, że ta przedsenna pora i moja starość to bliźniaki. Nie ma co robić między zakończonym dniem a nierozpoczętą nocą. Nie ma co robić między zakończoną życiową aktywnością a chwilą w życiu ostatnią. I w jednej i w drugiej porze pozostaje tylko trwanie.

I myśli o starości.

Mówią mi, że na starego nie wyglądam, mówią mi że się dobrze trzymam, mówią mi że ciśnienia i serca może mi niejeden zazdrościć. Tylko czasem zapytają, co ja o tym sądzę, że jestem stary.

A ja po prostu żyję. Podobnie jak żyje dziecko, jak żyje młodzieniec, jak żyje człowiek dojrzały. Co mi z tego przyjdzie, że będę stale przypominał sobie, ze jestem stary. Wszystkie czynności życiowe i tak wykonać muszę, a są one identyczne w każdym okresie życia. A o starości stale przypominają mi inni. I młodsi i starsi i rówieśnicy.

Nieustannie przypominają mi, że moim wieku to i tamto nie wypada, to i tamto nie dla mnie, że z tyłu liceum i że starość nie radość.

Oczywiście, najbardziej nie wypada bawić się. Nie wypada cieszyć się, nie wypada się stroić, modnie się nosić, bo moda nie dla mnie starego, nie wypada się kochać.  Liceum co najwyżej z tyłu. Wypada popsioczyć na wszystkich i na wszystko, ponarzekać- zaraz na duszy lżej. Zapytany, jak się czuje, przyjaciel mówi mi, że nie wie, bo jeszcze nie był u lekarza.

Starość nie radość.

Ejże!

Gdy się rodzisz, dają ci klapsa, żebyś wrzasnął. Potem oberwiesz, gdy czołgając się pod stołem, ściągniesz z niego serwetę i wszystko co tam było. Potem ubiorą cię pięknie  i oberwiesz za to, ze się w błocie utaplałeś- a tak tam było przyjemnie- i nie można się tobą pochwalić, że takie ładne dziecko.. Pytasz, co mamusia z tatusiem wyprawiali wczoraj pod kołdrą, że mamusia aż jęczała, słyszysz, że dowiesz się jak dorośniesz. Wtrącasz się do rozmowy, bo właśnie masz rewelacyjną myśl, jak zbawić świat, karcą bo dzieci i ryby…Dziewczyna poszła do kina z innym- nic tylko się powiesić, a nauczyciele są głupi i sami nie wiedzą czego chcą.  Potem masz szefa idiotę i namolną żonę.

Co na starość?

Nie ma szefa idioty, nie ma namolnej żony, nikt już klapsa nie da, właśnie nadeszła wiadomość, że zmarła studencka miłość, co kiedyś poszła z innym do kina. Można wygłaszać najgłupsze recepty na zbawienie świata, spisywać dla potomnych róże myśli, co przychodzą do głowy, gdy się nie ma co robić (nawet te głupie).

Pozostaje satysfakcja z tego, że fizjologia jest w dobrym stanie, że nie muszę korzystać z pomocy innych w najprostszych sytuacjach życiowych. I radość z życia. Jeśli się potrafiło życie ułożyć tak,  by teraz korzystać z dorobku wieloletniej aktywności.

Żyć nie umierać.

Atrybut starości wyróżnia człowieka, choć jest to etap w jego rozwoju. Ustaliły się granice wieku, poza którymi wiele dziedzin życia stało się niedostępnych. Te granice wyznaczyła nam sama przyroda, tworząc zjawisko przemijania. Taki jest człowieczy los. Najbardziej widoczne jest to w sporcie, szczególnie w niektórych jego dziedzinach, gdzie wiek 30 lat zamyka dostęp do nich, choć do wieku uznanego za starość jeszcze daleko. Sami seniorzy tez do sportu się nie garną, uznając, że to nie dla nas. Wyjątkiem są szachy (sport to zdrowie, grajmy w szachy) i brydż, i modny marsz z kijkami. Dopóki mogłem, biegałem. Rano o szóstej, alejami przydomowego parku. Trasa miała dokładnie 620 metrów, pokonywałem ją bez wysiłku w niecałe trzy minuty. Nie wiem, czy dla mojego wieku to była jakaś zawodnicza norma. Ale przyjaciel, maratończyk, chciał ją kiedyś zweryfikować. Poszedł trasę zmierzyć. Ty jak zwykle przesadzasz- stwierdził- tam jest 617 metrów. Masz, babo, placek!

Z tym maratończykiem miałem inną przygodę. Podczas  terenowej wędrówki, pogubiliśmy się w lesie. Zaproponował, że pobiega po terenie i znajdzie punkt docelowy. Po godzinnym wyczekiwaniu wziąłem na plecy jego torbę i samotnie ruszyłem, po harcersku, na niucha, do celu.

Maratończyk odnalazł się na mecie. „nie masz pojęcia, co ja przeżyłem. Upał jak diabli, pić się chce, z jeziora piłem. A jak sobie pomyślałem, że w torbie jest piwo…” nie starczyło mi sił, by go tym piwem…

Potem był jeszcze rower, znany mi od dziecięcych lat. Ulubiony. Dwa razy przewróciwszy się, potłukłem się boleśnie. Rower odstawiłem.

Uznałem, że nie ma jak komputer.

Maratończyka Los zmusił do rezygnacji z biegania, trampki zamienił na łódkę, wałęsa się po jeziorach, to kaszubskich, to mazurskich.

Ja zamieniłem i trampki i rower na komputer i wymądrzam się o Losie.

Emerytos Bidoklepos

Podobne artykuły


25
komentarze: 84 | wyświetlenia: 2078
17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1094
16
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1782
15
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1471
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 819
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 1011
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 600
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 918
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 302
13
komentarze: 21 | wyświetlenia: 902
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 496
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 329
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 558
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 907
12
komentarze: 23 | wyświetlenia: 885
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska