Login lub e-mail Hasło   

Tylko dla obłąkanych. Rozpacz wyobcowania (cz. I).

Zdecydowałem się na to już dawno temu. Zawsze coś jednak stawało na przeszkodzie: a to inne zajęcia, a to przekonanie, że jeszcze na to jest czas, a to wreszcie lenistwo. Po gło...
Wyświetlenia: 1.471 Zamieszczono 08/08/2012

          Zdecydowałem się na to już dawno temu. Zawsze coś jednak stawało na przeszkodzie: a to inne zajęcia, a to przekonanie, że jeszcze na to jest czas, a to wreszcie lenistwo. Po głowie wciąż kotłowały się myśli, że trzeba, że muszę zacząć, że odkładanie nie ma sensu, bo to przeradza się w jakieś szkodliwe bardzo miazmaty psychiczne. I choć teoretycznie wiedziałem, że rozpoczęcie jest połową sukcesu, to praktyka wyglądała zupełnie inaczej.

          Odkładanie prowadzi do coraz większej degrengolady. Wiedziałem to i czułem. A przecież nie robiłem niczego, by to zmienić, a każda mijająca godzina zmniejszała szansę rozpoczęcia. Ile razy sobie powtarzałem - od jutra zaczynam, pracuję po osiem godzin, tym bardziej, że czasu mi nie brakuje i należy go wykorzystać. Następnego dnia było podobnie, i następnego też. Rozłaziły się tkanki i komórki, rozłaziły się myśli, istnienie odklejało się od bytu. Siedziałem w fotelu gapiąc się bezmyślnie w telewizor, bolała głowa, telefon milczał, a organizm domagał się aktywności. Wstawałem na chwilę, robiłem kilka kroków, przechodziłem z kuchni do pokoju i nie odnajdując w niczym sensu, wracałem na fotel. Zdychałem na tym meblu, umierałem oddychając, wiedząc jednocześnie, że wystarczy zacząć, żeby przerwać ten koszmar.

          Gorący sierpień, słońce katujące po południu i wieczorem, kiedy w pokoju staje się nieznośnie. Ciepło jest dodatkowym czynnikiem rozkładowym. I nic już nie pomaga! Można wyjść - mówię sobie - ale po co? - momentalnie pojawia się pytanie. Ale wyjście z tego przeklętego pomieszczenia sprawi przynajmniej, że przestanie boleć cię głowa, że zmusisz organizm do jakiejkolwiek aktywności. Jednak takie odśrodkowe perswazje nie odnosiły żadnego skutku. Trwanie w takiej niemocy jest czymś odrażającym, bo ma się wrażenie, że zaczyna się śmierdzieć. Ja takie wrażenie miałem, więc jedyną tak naprawdę formą aktywności było mycie się. Nie pomagało to wiele, bo źródło smrodu było wewnętrzne.

         Co takiego musi się stać, żeby masa krytyczna wewnętrznego rozkładu została przekroczona, bo przecież mechanizmy psychiczne podlegają także fizycznemu prawu entropii. Szklanka z herbatą najczęściej spada ze stołu na podłogę niż odwrotnie. Życie jednak ma również swoje prawa, które entropii się przeciwstawiają. I tak właśnie człowiek kołysze się pomiędzy pokusą nieistnienia a siłą bezwładności życia.

         Pomyśl! Budzisz się letnim rankiem, jest ciepło, góry na horyzoncie są tak widoczne, że wydają się być na wyciągnięcie ręki, włoski kolor nieba zostanie jeszcze pogłębiony wraz z upływem godzin, dojrzewają owoce na drzewach, czarny miąższ czereśni zawiera  całą tajemnicę słońca. W przyrodzie panuje harmonia, nieznośna harmonia. Harmonia, która do tego stopnia potęguje ból świadomości, że odklejenie od świata wydaje się być całkowite. Harmonia odczuwana przez ciebie na zewnątrz tak bardzo kontrastuje z chaosem twojej przestrzeni wewnętrznej jak przeżycie własnego wyobcowania. Widzisz jedynie ludzi funkcjonujących w środku i którym harmonia udziela się jak łaska. To tak, jakby czakramy tej Harmonii układały się wokół ich ciał, prześwietlały je, a każdy ruch był przeszywaniem świętego pola istnienia. Często pytałem, dlaczego ci inni nie zdają sobie z tego sprawy, dlaczego narzekają, że brakuje im tego czy tamtego? Szczęśliwi, nie byli świadomi, że mają wszystko, ponieważ są w środku. Tragizm sytuacyjny polega na tym, że dostrzega ów fakt tylko ktoś, kto jest radykalnie wyobcowany. Żyje w piekle, bo widzi raj, w którym są inni. Cierpienie potęguje świadomość, że gdyby udało mu się z piekła własnego życia wydostać, mógłby żyć w raju i wiedzieć o tym.

          Czasem, uchylając ciemne zasłony szczelnie blokujące dostęp światła słonecznego, widziałem roześmiane dzieci bawiące się w piaskownicy albo jeżdżące na małych rowerkach. Krzyczały, rozrabiały, kłóciły się między sobą. Zazwyczaj odsłaniałem lukę świata zewnętrznego wieczorem, kiedy matki nawoływały swoje pociechy do domu. Stary jestem, nie pamiętam jak to było w moim przypadku, ale przeczuwałem, że dla tych dzieciątek musiał to być straszny dysonans. Pierwszy dysonans w ich króciutkim istnieniu. Głos matki jawił się im jako rozłamanie harmonii świata, w którym się zanurzyły i z którego nie miały wcale ochoty wychodzić. Każda chwila ocalona była na wagę złota. Przestałem się wtedy dziwić, że słowem-zaklęciem dla dziecka jest słowo "zaraz". "Zaraz" jest próbą cierpliwości zarówno dla matek, jak i dzieci, bo są to spojrzenia z zupełnie innych perspektyw, spojrzenia z wewnątrz całkowicie odmiennych światów. Nie ma tutaj pola dla kompromisu, jedynie próba sił, groźba i przymus. To załatwia sprawę! Mandala zakreślająca święty krąg zostaje brutalnie rozbita. Narracja dorosłych odczuwana jest jako krzywda, przymus skuteczny, a autorytet rozstrzygający. Dziecko wraca do domu opuszczając sferę wolności. Wkracza  w sferę przymusu niejednokrotnie płacząc z bezsilności. Dlaczego dorośli są tacy źli, dlaczego niczego nie potrafią zrozumieć? Dlaczego muszę zawsze wracać do ich beznadziejnego świata?

W następnej części o granicach autoidentyfikacji i wilku stepowym.

autor - Jan Stasica

         

Podobne artykuły


5
komentarze: 6 | wyświetlenia: 411
36
komentarze: 36 | wyświetlenia: 2979
16
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1279
51
komentarze: 81 | wyświetlenia: 10028
45
komentarze: 32 | wyświetlenia: 11708
37
komentarze: 60 | wyświetlenia: 12867
36
komentarze: 38 | wyświetlenia: 9399
34
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6450
33
komentarze: 13 | wyświetlenia: 6186
32
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3278
26
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2874
23
komentarze: 10 | wyświetlenia: 4721
23
komentarze: 19 | wyświetlenia: 3040
 
Autor
Artykuł



  hussair  (www),  08/08/2012

Świetny tekst, proszę Pana. :)

Jak zwykle gratuluje penetrujacego zmysly i przy tym subtelnego jezyka.
Opis rzeczywistosci w najlepszych tradycjach egzystencjonalizmu.... rzeczywistosci widzianej z perspektywy dziecka...Janie Ty musisz byc swietnym i uwielbianym belfrem.... :-)

Czy znany jest Ci jest doskonaly francuski film dokumentalny "Byc i miec" ("Être et avoir") z 2002 roku.
Serdecznie polecam zwlaszcza wszystkim rodzicom i pedagogom....

Znam! Fascynujący film.

Świadomość istnienia skupia na sobie uwagę. Trudno jest nam wyjść z tego wewnętrznego środka na zewnątrz, do świata - bo jakikolwiek by on był-nie-był, zawsze prowadzi do tego samego punktu - centrum naszej uwagi. Takie centrum ma rodzic i takie centrum ma jego dziecko. To dwa odrębne na zwasze światy, co więcej - zawsze przeciwstawne. Dziecko, które zgadza się z każdym zdaniem rodzica - to dzieck ...  wyświetl więcej

Czy wyciągając dzieci z ich świata nie czynimy im krzywdy? A skąd wiemy, że nasz świat (dorosłych) jest lepszy?

  awers,  16/08/2012

Profesor Doroszewski swoim studentom polonistyki powiedział kiedyś tak: "Jestem tu po to, aby wybić wam z głowy marzenia o pisarstwie..." i, oprócz Barańczaka, wychował legion dziennikarzy w całej Polsce( że o słowniku nie wspomnę), do którego większość z tych beanusów zaprzągł). Polonista zatem, choć nie po to stworzony pisać ma prawo. Janie, umiesz, bo... masz czytelników = pisz. Proszę, wytnij kwiatki. Będę czytać.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska