Login lub e-mail Hasło   

Pożegnanie MATKI – słów kilka…

Chyba najbardziej beznadziejnym wydaje się ten moment, kiedy doznajemy osobiście, że dłonie MATKI, które dla nas były zawsze żródłem i symbolem niewyczerpanego ciepła,
Wyświetlenia: 2.250 Zamieszczono 07/08/2012

 

bezpieczeństwa i miłości – stają się nieodwracalnie ... zimne i bezosobowo nieobecne.

Takie osobiste doświadczenie to poważny wstrząs otwierający wiele drzwi, w tym te do refleksji nad cudownością zjawiska MATKI w naszym życiu.

MAMA to nasze pierwsze słowo i środowisko, w okresie ciąży, niemowlęctwa, czy dzieciństwa. To pierwszy, bezpieczny i zaufany świat, który nas kształtuje i w naszym genetycznym garniturze wygładza lub pomaga tworzyć pierwsze fałdy i „kanty” naszej osobowości, urabiając nas dla przyszłości jak przygotowywane do pieca ciasto.

MAMA to pierwsze ze słów każdego dziecka, znaleziony klucz do otwierania poznawalnych przestrzeni nieznanego świata.

MATKA to przecież osoba, która dorastając w łańcuchu pokoleń pobiera życie, wartości, sposób reagowania od swojej MAMY i rodziny. To też mała dziewczynka ze swoimi marzeniami i radościami, planami, udanymi mniej lub bardziej życiowymi wyborami modyfikowanymi przez okoliczności, wojny i życie codzienne, póżniej moszcząca gniazdko rodzinne przy boku wybranego mężczyzny.

Czarodziejka zaklinająca i zatrzymująca zło całego świata na progu własnego domu.

Kiedy astronauta oddala się od MATKI ZIEMI, ma niesamowitą, unikalną okazję do przeżycia potencjalnie głębokiej refleksji na temat związków ze swoim ziemskim życiem i swoimi najważniejszymi „kotwicami”, które go z tą malejącą w oddaleniu planetą „mocują”. Takie stymulujące doświadczenie niesie niesamowite możliwości dla ludzkiej refleksji z obietnicą odnalezienia MATKI ZIEMI i realnego powrotu przemienionego człowieka.

Kiedy umiera MATKA doznajemy odwrotnej sytuacji. Odchodzi, opuszcza nas nasz „mothership”, jestestwo, które dobrze znamy, nasze bezpieczeństwo, nasz pierwszy nauczyciel, nasza pierwsza miłość, przyjaciel, anioł stróż, nasz pierwszy spowiednik.... Ktoś na kim zawsze mogliśmy polegać, nasza siatka bezpieczeństwa w zwariowanym, cyrkowym świecie, w którym wykonujemy swoje nie zawsze bezpieczne skoki przez przeszkody i salta. Zostajemy pozostawieni sami sobie.

Śmierć MATKI to ostateczne i bolesne przecięcie pępowiny organicznego, naturalnego psychicznego bezpieczeństwa.

Wtedy w jednej chwili doroślejemy i w tym ostatnim wymiarze, przestajemy być dziećmi. Powoli bezsilnie rozumiemy, że nasze dzieci odziedziczą w spadku podobne doświadczenie w dniu naszej śmierci.

Na ulicy słysząc rozpaczliwy płacz dziecka, tulącego się do MATKI, z wielkim zrozumieniem i poczuciem ulgi upewniamy się, że świat jeszcze do końca nie zwariował, że azyl krwi ciągle „działa” i dziecko jest bezpieczne. Natomiast z niesmakiem zaprószonym pogardą patrzymy na MATKI - wulkany, które z krzykiem, rykiem i fizyczną furią wylewają swoją nagromadzoną agresję i nienawiść na swoje dzieci, terroryzując je. Odchodzimy ze smutkiem i dezaprobatą na widok odzieranego z radości i miłości dziecka przez własną MACOCHĘ na drugą stronę ulicy. Byleby dalej, byleby nie widzieć, zapomnieć...

Dla świadomych Polaków, szczególnie tych dojrzewających w patriotycznych rodzinach, w ciężkich historycznie doświadczeniach, czasem nadchodzi moment, kiedy to trzeba dać świadectwo prawdzie i własną pierś nadstawić w obronie wyższych wartości ukochanej MATKI POLSKI, OJCZYZNY. Wielu młodych tryskających życiem, oddaje swoją krew, aby jej idea żyła... Ta miłość zaszczepiona, czasem zaślepiona, wbrew logice, wymaga szczególnie od nas Polaków nadrozumnych poświęceń. Bez tej miłości nie byłoby Polski. My do niej podróżujemy, ale to ONI (bohaterowie) płacą za bilet naszej tożsamości... Dla większości z nas więc życie w tej MATCE OJCZYŹNIE, jest podróżą na gapę...

Jest oczywiście inny bardzo popularny wprost „nowoczesny” wybór, nie ten bohaterski w pierwszej lini, czy praca w pomocy dla MATKI POLSKI, ale ten szczurzy szukający sposobów pożywienia się, wprost wypasienia się, napełnienia brzucha przy każdej okazji, nieczuły na żadne wyższe wartości. Kult MATKI MAMONY...

Jest MATKA, MATKA BOŻA, MATKA OJCZYZNA, dla innych MATKA ZIEMIA. No bo to do niej, na jej łono, na pewno w tej spiralnej transformacji doznawalnego zmysłowo i poznawalnego świata trafimy i my (kiedy dokona się to nieme przeobrażenie naszej MATKI w MATKĘ ZIEMIĘ) i ona nasz niepokój ostatecznie okryje i utuli.

Ludzie głęboko wierzący w naszej kulturze liczą jeszcze na jeden dodatkowy transfer, który zabierze ich „windą do nieba” do wszech miłującej MATKI, gdzie będą szczęśliwi i bezpieczni na zawsze.

Ateiści jednak mówią tej propozycji „Bóg zapłać” i idą tylko prosto do „piachu”...

Macierzyństwo jest jednym z najpiękniejszych przeżywanych stanów, szans doznań i szkoły odpowiedzialności ofiarowanej nie tylko człowiekowi w świecie żyjących istot. Macierzyństwo to głębia ofiarności i odpowiedzialności. Nigdy nie próbuj podejść do niedźwiedzicy z małymi niedźwiadkami, przed napisaniem testamentu...

Dorosłe MATKI, same dojrzewając w pogoni za doskonałą miłością i refleksją, szukają niekiedy drugiej szansy. Kochają bardzo wnuczki, dając im tę niewygaszoną nadwyżkę ciepła, nie do końca przelanego, kiedy był czas ku temu, na swoje dzieci. Czasem „spiskując” z wnuczkami, kochają je mocniej, rozumniej, dojrzalszą miłością, niż swoje dzieci. Czasem je zbyt rozpuszczają w rozpaczliwym porywie potrzeby „kochania” , stając się ostoją tolerancji, zbyt liberalnym spowiednikiem i obronną tarczą...

Słowo, zaklęcie „ MAMO” to także czasem rozpaczliwa, beznadziejna prośba o pomoc i zarazem pożegnanie cywila, czy śmiertelnie ugodzonego żołnierza, czy ostatnie westchnienie chorego. Ostatnia daremna podróż do bezpiecznych żródeł życia. To wprost rozpaczliwe samo dawkowane ostatnie namaszczenie i komunia kogoś, kto wie, że odchodzi ze świata żywych.

Czy znasz inne, bardziej szczere, czyste, piękniejsze, lepsze słowo w świecie, próbujące zamknąć początek i koniec, alfę i omegę, wyrażane wobec innego ludzkiego stworzenia w jego świecie?

P.S. Moja MAMA o imieniu Marianna zmarła w wieku 86 lat, rok temu, w Brzezinach koło Łodzi, odeszła aby „na zawsze” pozostać...

Jacek K.M.

 

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1230
17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1591
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1014
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 845
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 954
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 886
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 930
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 766
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 764
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 883
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 550
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 521
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  07/08/2012

Po pierwsze poruszona pięknem i głębią Twego artykułu bardzo Ci dziękuję. Bo ból po stracie matki nie pozwolił mi, pomimo upływu tylu lat złożyć jej tak pięknego hołdu, więc podpisuję się pod Twoim. Dziękuję Ci bardzo w dniu, w którym po raz kolejny doświadczam nieznośnego bólu macierzyństwa, kapitulując wobec bezlitosnej choroby rujnującej życie mojej córki. Pozdrawiam Cię mój rodaku i dziękuję Ci że łzami w oczach.

Głęboko ujętyjestem Twoim współczuciem i tą ludzką jednością bólu i tego mądrego balsamującego pragnienia ocalenia tego, czego nie można ocalić. Zaufajmy swojej pamięci. Pozdrawiam.
Jacek.

  greenway,  07/08/2012

Piękny artykuł. Stałeś mi się momentalnie bliski. I na dodatek okazało się, że krajan z łódzkiego. Bardzo, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. :)))

  Noemi*,  07/08/2012

Piękne i wzruszające epitafium. Śmierć matki podobnie jak śmierć dziecka, zmienia świat wokół, zmienia życie, spojrzenie na wiele spraw, zmienia nas samych. Mimo przeogromnego bólu, przewartościowuje rzeczy, nadając im zupełnie inny sens i rangę...

Podejrzewam, że śmierć dziecka jest okrutniejsza. Nie wyobrażam sobie słów, które mogłyby coś tak katastroficznego oddać. To przyszłość w ruinie. Pozdrawiam.
Jacek.

  Amicus,  08/08/2012

"Podejrzewam, że śmierć dziecka jest okrutniejsza. Nie wyobrażam sobie słów, które mogłyby coś tak katastroficznego oddać."
...dlatego od wielu tygodni nie piszę do kogoś, o kim wiem, że taką tragedię przeżył. Chociaż bardzo chciałem. Próbowałem, czytałem i kasowałem. Każde słowo, które napisałem, wydawało mi się bezsensowne i "puste".
Zrezygnowałem.
Jednak często - w chwilach ...  wyświetl więcej

To co robisz, w istocie, jest najważniejsze.

  aleja,  13/08/2012

Po śmierci matki najgorsza jest świadomość, że nie zdążyliśmy powiedzieć jej tylu rzeczy... Kto z Was ma jeszcze matkę niech mówi jej często, że jest cudowna, kochana, najwspaniajsza na świecie. Ja nie zdążyłam...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska