Login lub e-mail Hasło   

Moje anioły

Miłej lektury.
Wyświetlenia: 1.205 Zamieszczono 09/08/2012


* * *


     Mam na imię Zbyszek. Kumple z podwórka mówili na mnie Zibi. To po Bońku. Nie byłem rudy jak on, ale dobrze grałem w nogę. W szkole mimo starań nie szło mi najlepiej. W domu nie miałem warunków do nauki i starałem się, żeby o moich kłopotach nikt nie wiedział. Poza moją wychowawczynią nikt w szkole nie wiedział jaka jest moja sytuacja w domu. To była najfajniejsza facetka od matmy w całej naszej budzie. Raz nawet dzięki niej byłem na koloniach. Zawsze dbała o dzieciaki z biednych i patologicznych rodzin. To były najfajniejsze moje wakacje i jedyne kolonie, na jakich byłem. Trzy tygodnie nad morzem. To było coś. Pierwszy raz widziałem morze na własne oczy. Poznałem nowych kolegów i koleżanki. Było zajebiście fajnie, ale po tygodniu i tak zatęskniłem za mamą. wysłałem jej pocztówkę z namalowanym wielkim sercem. Co do mojego ojca to raczej nie ma o czym opowiadać. Rzadko go widziałem. Jakiś czas po moich narodzinach zaczął ostro chlać. Musiał wybierać: styrana kobietą z płaczącym bachorem czy wóda i kumple? Wybrał to drugie. Mama starała się jak mogła. Chociaż było ciężko to jakoś dawała radę. Pracowała w zakładach odzieżowych jako szwaczka, a po godzinach dorabiała jeszcze jako sprzątaczka u bogatszych gości. Wieczorami gotowała obiad żeby był gotowy na następny dzień i tak na okrągło, te same czynności. Często na obiad mieliśmy jakąś zupę mleczną bo tanio wychodziło. Mama zawsze mówiła, że zupy mleczne są bardzo zdrowe, ale ja miałem już dość mleka. Co ja kurwa jakiś kot jestem? Starałem się jej pomagać jak tylko potrafiłem. W takim domu dziecko szybciej dorasta i staje się samodzielne. Robiłem zakupy i czasem wysprzątałem całe mieszkanie. Potem mama musiała posprzątać jeszcze raz, ale najważniejsze, że się starałem. Mieszkaliśmy w małym miasteczku w ruderze przeznaczonej do rozbiórki jeszcze za komuny. Gdy się wchodziło do mieszkania trzeba było postać chwilę w korytarzu, żeby przyzwyczaić się do zapachu wilgoci wymieszanego ze smrodem alkoholu. W naszym domu mieszkało dwóch sąsiadów. Niestety takie same lumpy jak mój szanowny tatuś. Kiedy przychodzili z opieki społecznej ojciec grał przykładnego rodzica i męża. Gdy tylko wyszli i dostaliśmy jakąś kasę nie widzieliśmy go przez tydzień. Można powiedzieć, że wszystko wracało do normy. Żyliśmy biednie. Telewizora nie mieliśmy bo ojciec go sprzedał kiedy brakowało mu na wódkę, Tak naprawdę to nawet nie było czasu, żeby coś obejrzeć. W ciągu dnia każdy miał swoje obowiązki, a wieczorem już na nic nie było siły. Ojciec czasem nas odwiedzał, ale tylko po to, żeby zrobić kolejną zadymę i wynieść z domu coś co można sprzedać, żeby mieć za co chlać. Nie interesowało go, że nie mamy co włożyć do garnka . Często zdarzało się, że na śniadanie jedliśmy chleb z margaryną i popijaliśmy kawą Inką. Kolacji czasem nie jedliśmy wcale. Starałem się wtedy szybko zasnąć, żeby nie słyszeć mojego burczącego brzucha i żeby nie myśleć o tym pojebanym życiu. Mama wieczorami, chociaż była zmęczona opowiadała mi bajki najczęściej o dobrych aniołach i mówiła, że na pewno kiedyś przyjdzie czas, że będzie lepiej. Ojciec był lumpem, ale honorowym, nigdy nas nie uderzył. Przychodził i tylko darł mordę na całą kamienicę i pokazywał kto jest Panem tego domu, chociaż wszyscy wiedzieli, że gdyby nie mama… to już dawno byłoby po nas. Kiedy zachorowała na raka miałem czternaście lat. Zmarła po dwóch miesiącach, a mnie zabrali do domu dziecka. Było ciężko. Tam najważniejszą rzeczą było przetrwać do następnego dnia. Nauczyłem się palić papierosy i pić alkohol. Często chciało mi się płakać, ale nie płakałem, udawałem twardego. Najbardziej brakowało mi mamy. Wieczorami rozmawiałem z jej zdjęciem, które wisiało nad moim łóżkiem. To wszystko co mi po niej zostało. Poza moją mamą nikt tak naprawdę mnie nie kochał. Brakowało mi tych ciepłych słów i spokoju jaki miała w sobie pomimo tych upokorzeń ze strony ojca i tego wszystkiego co zafundowało jej życie.
W domu dziecka nikt mnie nie odwiedzał. Nie mieliśmy bliskiej rodziny, a ta dalsza nie chciała mieć kontaktu z taką patologią. Po ojcu ślad zaginął i nie dawał znaku życia. Nawet się cieszyłem, że go nie ma i że nie muszę oglądać tej zapijaczonej mordy, ale czasem mi go brakowało. Był lumpem, ale zawsze to ojciec. Były dni, że oddał bym wszystko, żeby go zobaczyć i przytulić się do niego, i były takie kiedy bardzo go nienawidziłem i w myślach życzyłem mu śmierci. W bidulu raczej nie miałem kolegów. Tam każdy liczył na siebie, ale była jedna dziewczyna, z którą się zaprzyjaźniłem. Bardzo lubiłem z nią rozmawiać. W letnie wieczory siadaliśmy oboje na drzewie, które rosło na terenie bidula w ogrodzie i patrzyliśmy w niebo. Była dwa lata młodsza ode mnie. Miała długie ciemne włosy splecione w warkocze i zawsze wiązała sobie białe kokardy. Miała na imię Agata. Była moją najlepszą kumpelą, a może nawet kimś więcej. Broniłem ją przed innymi, starszymi dzieciakami. Czasem dostałem przez to po ryju. Po jakimś czasie dali jej spokój i ja obrywałem zamiast niej. Planowaliśmy sobie wspólną przyszłość. Takie tam dziecinne gadanie. Marzyliśmy razem i wspominaliśmy dobre chwile z naszego życia. Za wiele ich nie było więc zdarzało się, że opowiadaliśmy sobie kilka razy to samo. Opowiadała mi jak kiedyś mama z tatą zabrali ją do cyrku. Miała wtedy pięć lat. Mówiła, że prawie całe przedstawieni płakała bo żal jej było tych wszystkich zwierząt. Kiedy wieczorem wracali do domu mieli wypadek. Jakiś naćpany małolat ukradł auto i uderzył w ich samochód. Rodzice zginęli na miejscu, a ona cudem przeżyła. To były jej piąte urodziny. Bardzo smutne urodziny. Ja jej powiedziałem, że moi rodzice też umarli. Wstydziłem się opowiadać o moim ojcu, który był pijakiem. W domu dziecka miałem dużo czasu więc podciągnąłem się trochę z nauką. Jakimś cudem nawet zdałem maturę. Skończyłem osiemnaście lat i musiałem się wynosić. Nawet się nie pożegnałem z Agatą bo kiedy opuszczałem nasz bidul ona leżała w szpitalu, ale obiecałem sobie, że do niej napiszę jak już znajdę jakieś mieszkanie i trochę się urządzę. Po wyjściu z domu dziecka dostałem tak zwaną wyprawkę i musiałem jakoś sobie radzić. Często o niej myślałem… jak sobie daje radę beze mnie? Po jakimś czasie chciałem ją odwiedzić, ale kiedy tam pojechałem okazało się, że też już opuściła „nasz dom”. Chciałem do niej napisać, ale nie chcieli dać mi jej adresu. Teraz nie miałem już nikogo bliskiego. Przeniosłem się Łodzi. Wynająłem mieszkanie w starej kamienicy, która z zewnątrz wygląda jakby była wybudowana zaraz po bitwie pod Grunwaldem. Nad wejściem do bramy jest wielki napis „ŁKS PANY”, a obok mniejszymi literami „Legia kurwa”. Myślę ,że na takich starych murach lepiej by się prezentowały egipskie hieroglify. W moim mieszkanie jest całkiem przytulnie, Mówiła to każda laska, która mnie odwiedziła. Jest w nim wszystko co potrzebne facetowi w moim wieku. Czyli odtwarzacz CD, łóżko , stół i lodówka , w której najczęściej jest piwo, lód i światło. Był jesienny poranek. Jak zwykle wstałem i szykowałem się do pracy? Przynajmniej próbowałem. Była szósta trzydzieści, i jak każdego dnia miałem problem z podniesieniem dupy z łóżka. Mówię o swojej dupie, żeby nie było. Miałem już dwa spóźnienia, a mój szef nie lubi spóźnialskich. Co dzień to samo, budzik dzwoni, a ja mówię do niego – stary, jeszcze pięć minut i już wstaję, ale nie wstaję. Myślę sobie, że fajnie by było mieć wakacje przez dziesięć miesięcy w roku, a pracować tylko dwa. Oczywiście oprócz niedziel i świąt.
Tego dnia nic mi nie wychodziło. Kiedy w końcu zwlokłem swoje zwłoki z łóżka, poszedłem do łazienki? Przemyłem twarz i spojrzałem w lustro. Lubiłem pogadać sobie z lustrem, bo temu lustru…?lustrowi…? jemu można powiedzieć wszystko. Ono nie potrafiło się ze mną kłócić i nie mówiło żadnych przykrych słów. Mogłoby tylko czasem mieć w sobie trochę uczucia. Mój kumpel mówi, że lustro to jest szyba, Której odbija. nie wiem o co chodzi, ale kumpel śmiał się z tego z godzinę. Potem nogi zaprowadziły mnie do kuchni, bo reszta ciała włącznie z mózgiem smacznie spała w moim wielkim, wygodnym łóżku. W kuchni włączyłem radio i dopiero teraz dotarło do mnie, która jest godzina! Szósta pięćdziesiąt! Od dziesięciu minut powinienem być w pracy. - Kurwa …szef mnie zabije. Pięknie się dzień zaczyna. Już, kiedy robiłem sobie kanapki do pracy zaciąłem sobie palec nożem i musiałem go opatrzyć. Nigdy nie byłem dobry z pierwszej pomocy wiec palec wyglądał jakby był w gipsie. Przesadziłem leciutko z tym bandażem. Wybiegłem z mieszkania i gdy byłem w połowie drogi do pracy zacząłem się zastanawiać… czy wyłączyłem radio, czy zgasiłem światło, czy… .zamknąłem drzwi na klucz? Ja pierdolę, nie wracam. Najwyżej mnie okradną. Prawdę mówiąc to w moim mieszkaniu nic cennego nie było, ale szkoda by było jakby wynieśli mi ostatnie trzy piwa z lodówki. Nie wróciłem. W pracy byłem dwadzieścia pięć po siódmej. Szef, zdążył się już zagotować i ostygnąć. Zapytał tylko:, - Co znów przeprowadzałeś staruszkę przez ulicę? Spojrzał na mój palec i dodał: - …i tak mocno ścisnęła Ci rękę, że złamała Ci palec? Zażartował. A ja odparłem: - Jakby szef był przy tym! Zagotował się po raz drugi.
Pracowałem w firmie dopiero od miesiąca i wszyscy mnie zdążyli polubić prócz szefa. Przyjął mnie na okres próbny i chyba na drugi dzień już tego żałował.
To była mała firma, która zajmowała się przeróbkami, naprawami zabytkowych mebli i czasem na specjalne zamówienia robiliśmy całkiem nowe, stare meble. Klienci przyjeżdżali do naszej firmy nawet z Niemiec.
Szef był facetem grubo po czterdziestce, miał żonę i dwie córki. Firmę odziedziczył po swoim ojcu, który dostał ją od swojego ojca …czy jakoś tak. Żonę miał dużo młodszą od siebie i widać było, że nie wyszła za niego z miłości. Bardzo lubiła wydawać jego ciężko zarobione pieniądze. Czasem chłopaki opowiadali, że widywali ją na mieście w towarzystwie młodszych panów. Córki poszły w ślady mamy. Przynajmniej takie chodziły słuchy po mieście. Młodsza miała czternaście lat i szef miał z nią same problemy. Ciągle był wzywany do szkoły, albo na komisariat, żeby odebrać córcię. Starsza nie była lepsza, ale bardziej się kryła ze swoimi wybrykami. Miała siedemnaście lat, ale jak na swój wiek wyglądała dosyć poważnie. Chodziła z jakimś palantem nieźle napakowanym z fryzurą a’la Kojak, a w mieście podobno ciężko byłoby znaleźć młodzieńca, który jej nie przeleciał. Nie ma co, wspaniała rodzinka. Jak na nich patrzyłem to przysięgałem sobie, że nigdy nie założę rodziny? Miałem wtedy osiemnaście lat i nie myślałem jeszcze o założeniu podstawowej komórki społecznej, ale różne cuda w życiu się zdarzają …
Dzień jakoś przeleciał. Najważniejsze, że wyrobiliśmy się z pracami, które mieliśmy zaplanowane w tym tygodniu. Jeden z mebli skończyliśmy nawet dzień wcześniej i szef powiedział, że będzie super premia. Ucieszyłem się, bo ostatnio miałem problem z gotówką. Dobrze, że jeszcze nie wyłączyli mi prądu.
Wracałem przez park, który dzielił moje miejsce pracy od mojego mieszkania. Do pracy miałem bardzo blisko, może, dlatego tak często się spóźniałem. Codziennie sobie obiecuję, że już jutro nie zaśpię i wstanę wcześniej i codziennie jest to samo. Muszę chyba znaleźć sobie kogoś, kto nauczy mnie systematyczności i … porządku. Ostatnio poważne porządki robiłem na święta, ale które to już nie pamiętam. Czasem trochę ogarnę mieszkanie jak spodziewam się gości. W moim wieku szkoda czasu na sprzątanie. Po co sprzątać, kiedy przychodzą kumple i po kilku godzinach jest tak samo ja było wcześniej, …czyli syf z gilem. Czasami siedzę w moim fotelu i myślę, że już pora żeby coś zmienić w swoim życiu i dlatego gram w Lotto. Czasem wygrywałem jakieś drobne sumy pieniędzy, ale czekam na główną wygraną. Wtedy wszystko się zmieni.
Nareszcie piątek. Trzeba się ogarnąć, bo wieczorem idziemy z kumplami na imprezkę. Chodzimy tam prawie co tydzień. Dyskoteka nazywa się „Masakra”. Co to kurwa w ogóle za nazwa? Kto to wymyślił? Nazwa trochę pojebana, ale najważniejsze, że jest gdzie się zabawić. Zresztą ta nazwa dokładnie przedstawia to co się dzieje po dyskotece. Mam trzech kumpli, z którymi zawsze chodzę na takie chamskie przytupy. Maciek, Piotrek i Sławek. Maciek jest raczej domatorem i bardzo ciężko go wyciągnąć na jakąkolwiek imprezę. Siedzi całymi dniami z ryjem wciśniętym w monitor komputera i odchodzi od niego tylko po to, żeby wyjść do kibla. Nawet nie wiem czy on coś je. Prowadzi jakąś firmę wysyłkową czy coś takiego. Piotrek ze Sławkiem to tak zwane harty na dupy. Obaj mają w sumie cztery lewe ręce do roboty. Pracują obaj w magazynach w zakładach spożywczych jako wózkarze. Powinni ich pokazywać w cyrku, chociaż w naszym kraju to żadna atrakcja. Najbardziej by im odpowiadała robota w charakterze aktorów w filmach porno. Podoba im się wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka. Ślinią się na widok każdej dziewczyny, a jak są pod wpływem to jest im już wszystko jedno jak ona wygląda . Wtedy przelecieli by wszystko. Rzecz jasna oprócz chłopaków. Kiedy mamy kasę to szalejemy do rana, a gdy jest z nią cienko to bierzemy jedno piwo na czterech i szukamy sponsorek? Ale czuję, że już niedługo szczęście się do mnie uśmiechnie i wtedy będziemy rządzić w tej spelunie. W każdą sobotę puszczam kupon lotto z moimi pewnymi liczbami i czekam na cud.
Spęd zaczyna się o dwudziestej pierwszej, więc umówiliśmy się wcześniej żeby zapewnić sobie dobre humory. Po drodze zahaczyliśmy o monopolowy i kupiliśmy cztery ćwiartki czystej i jakiś rozcieńczalnik. To znaczy coś do popicia, bo kulturka musi być. Usiedliśmy w parku na ławce celem spożycia zakupionych napojów. Zajaraliśmy po jednym i ruszyliśmy w stronę Dyskoteki. Z daleka było już słychać jak napierdala muzyka. Za każdym razem myślę, że to ostatni raz, bo te ruiny nie powinny wytrzymać takiego łomotu. Jednak to stare, mocne, przedwojenne mury. Wytrzymały wojnę to wytrzymają i muzę techno. Postaliśmy chwilę na powietrzu, żeby oblukać towary. Weszliśmy do środka. Na początku jak zwykle nudy. Wszystko zaczyna się bawić dopiero około dwudziestej drugiej. Wcześniej każdy próbuje się wprowadzić w stan rozluźnienia zażywając odpowiednią dawkę alkoholu, albo koksu. Jakieś dwie laski wyginały się na parkiecie, chociaż z tańcem nie miało to nic wspólnego, a reszta panien przy barze czekała na sponsorów. Wszędzie czuć było zapach trawy. Mimo, że zabawa na dobre się nie zaczęła to już było nakopcone jakby przez salę przejechał parowóz. Sławek z Piotrkiem od razu wystartowali do panienek na parkiecie, a ja z Maćkiem podeszliśmy do baru zamówić coś do picia. Wieczór zapowiadał się całkiem zajebiaszczo. Piliśmy i jaraliśmy jakieś gówno. Ten co nam to sprzedał mówił, że to trawa, ale po odpaleniu waliło jakby się zapalił stary siennik.
Niestety skończyło się jak zwykle, Gigantycznym kacem, bólem głowy i zanikiem pamięci. Obudziłem się o dziesiątej trzydzieści w moim mieszkaniu i nie pamiętam jak wróciłem. Na moim fotelu leżały jakieś damskie ciuchy. Skłamałbym mówiąc, że zdarzyło mi się to pierwszy raz. Z kuchni dobiegał jakiś głos, który nucił cichutko piosenkę Kasi Kowalskiej. Wszedłem do kuchni i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Przy kuchence gazowej stała córka mojego szefa ubrana tylko w moją najlepszą koszulę.
- Ja pierdolę!… Co ty tu robisz?!
- Nie widać, robię jajecznicę, wolisz bardziej ściętą? A poza tym mógłbyś się nie wyrażać?
Pomyślałem, że jak już jest to niech zrobi tę jajecznicę, a potem zobaczymy co dalej …
Siedzieliśmy przy stole i ja milczałem, a ona nawijała jak nakręcona. W końcu odezwałem się.
- Przepraszam.
- Za co?
- Za to jak Ciebie przywitałem rano, ale chyba rozumiesz…
- Nic się nie stało. Sama nie wiem jak bym zareagowała. Zapytałem ją w końcu jak się znaleźliśmy u mnie w domu?
     Powiedziała, że przesadziłem trochę z alkoholem, a moi kumple zmyli się z imprezy z jakimiś laskami no i po prostu nie miał kto się mną zająć. Zaczęła mi opowiadać, że to co o niej opowiadają to zwykłe plotki i nie spała z tymi wszystkimi chłopakami, Na początku jej nie wierzyłem, ale potem zrobiło mi się jej żal. Mówiła, że to dziewczyny z jej klasy chciały zrobić jej kawał, rozpowiadały o niej różne rzeczy, a później wszystko wymsknęło się z pod kontroli. Zjedliśmy jajecznicę, wypiliśmy kawę, a potem ja opowiedziałem jej o sobie. Nie wiem czemu to zrobiłem przecież prawie jej nie znałem, ale wzbudziła we mnie zaufanie i wyczułem w niej bratnią duszę. Bardzo fajnie nam się rozmawiało. Kiedy zapytałem czy tej nocy doszło do czegoś między nami powiedziała, że nie. Przywiozła mnie taksówką do domu i położyła mnie do łóżka, a sama spała w fotelu. Powiedziałem, że oddam jej za taksówkę, ale nie chciała. Odparła tylko, że miło spędziła wieczór zanim padłem i że dawno nikt nie traktował jej z takim szacunkiem. Zrobiło mi się przykro, że wcześniej miałem o niej inne zdanie. W sumie to bardzo miła i bardzo ładna dziewczyna. Wcześniej nie myślałem o niej w ten sposób i żałuję, że nie poznałem jej wcześniej. Postanowiłem nadrobić stracony czas i kiedy ją odprowadzałem do domu umówiłem się z nią na wieczór.
      Cały dzień o niej myślałem. Nie mogłem się na niczym skupić.
Nie mogłem się doczekać wieczora. Siedziałem przy stole i ołówkiem pisałem jej imię na każdym skrawku papieru. Sandra … dziwne imię, jakieś takie inne, ale mi się podobało. Nie spotkałem wcześniej dziewczyny o imieniu Sandra. Umówiłem się z nią o osiemnastej, ale nie mogłem wysiedzieć w domu i o siedemnastej już wyszedłem z domu. Pomyślałem, że wypadałoby kupić kwiaty na pierwszą randkę. Niedaleko była kwiaciarnia. Wszedłem do środka i nie mogłem się zdecydować. Nigdy wcześniej nie dawałem dziewczynie kwiatów i nie wiem jakie ona lubi? W końcu kupiłem gałązkę bzu i poszedłem w umówione miejsce w parku. Byłem trochę wcześniej więc usiadłem na ławce i zapaliłem papierosa. Ręce mi się trzęsły i bałem się, że z tego bzu zostaną same liście. Było już pięć po osiemnastej i nagle z tyłu ktoś zasłonił mi oczy i usłyszałem :
- Zgadnij kto?
- Ciocia Stasia z Poznania?
     Zażartowałem. Odwróciłem głowę i… zobaczyłem całkiem inną dziewczynę. To znaczy… to była ona, ale wyglądała jakoś…, była ubrana inaczej niż wtedy w dyskotece. Delikatny makijaż, który jeszcze bardziej podkreślał jej urodę, długie, kasztanowe włosy i w ogóle wyglądała pięknie. Nawet mi się nie śniło, że kiedyś umówię się z taką śliczną dziewczyną. Pocałowała mnie w policzek i zapytała czy już doszedłem do siebie po wczorajszej imprezie? Przytaknąłem tylko, bo nie mogłem z siebie wydusić słowa. Dałem jej Kwiatek. Była zdziwiona skąd jesienią wziąłem bez?
Powiedziałem, że znam pewne czarodziejskie miejsce, gdzie bez kwitnie cały rok i, że może kiedyś ją tam zabiorę. Uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Zawsze chciałam, żeby ktoś zabrał mnie w takie miejsce…
- No to gdzie idziemy? Zapytała.
- Może masz ochotę na kino, a potem pójdziemy gdzieś na ciacho?
- Jasne, nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w kinie. Nie miałam z kim pójść, a samej trochę głupio.
- Mam gazetę to może coś wybierzesz? Jakie lubisz filmy?
- Sama nie wiem, może jakaś komedia? A może po prostu pójdziemy na spacer i pogadamy, do kina możemy pójść następnym razem.
- Może być.
     Ucieszyłem się kiedy powiedziała „następnym razem” bo to znaczyło, ze chce się jeszcze ze mną spotkać. Chyba wpadłem jej w oko.
Szliśmy przez park, a z drzew spadały ostatnie liście. Było trochę chłodno, ale udawałem twardziela. Dałem jej swoją kurtkę. Trzęsło mną jak ojcem kiedy trzeźwiał po tygodniu picia z kumplami. Ona jak zwykle nawijała, a ja patrzyłem na nią i coraz bardziej mi się podobała. Przez godzinę opowiedziała mi chyba całe swoje życie od urodzenia do dzisiaj. Tak naprawdę mój szef nie jest jej ojcem. Ożenił się z jej matką kiedy Sandra już była na świecie. Potem urodziła się jej przyrodnia siostra i była oczkiem w głowie tatusia. Sandra zeszła na dalszy plan i różnymi wybrykami próbowała zwrócić na siebie uwagę rodziców, ale było tylko gorzej.
Usiedliśmy na ławce nad stawem. Na wodzi pływały dwa śnieżnobiałe łabędzie. Pływając przytulały się do siebie. Chwyciłem Sandrę za rękę. Była bardzo zimna. To znaczy jej ręka, ale i tak była cieplejsza od mojej ręki.
- Może pójdziemy gdzieś na herbatę? Strasznie zmarzłaś.
- Mam tylko zimne ręce, ale w środku jest mi ciepło.
- Wiesz co? Zabieram Cię do mnie, bo robi się coraz zimniej, a nie chcę, żebyś się przeziębiła. Napijemy się gorącej herbaty, a potem odprowadzę Cię do domu kiedy będziesz chciała ok.?
- Ok.
     Weszliśmy do domu. Wstawiłem wodę na herbatę i usiedliśmy przy dużym kaflowym piecu, żeby się rozgrzać.
- Przysuń się bliżej będzie nam cieplej. Powiedziała drżącym głosem. Usiadłem bliżej i objąłem ją.
- Od razu lepiej prawda? Mówiąc to spojrzała na mnie tak jak jeszcze nikt dotąd na mnie nie patrzył.    W jej oczach było tyle dobra i ciepła, że od samego patrzenia robiło się cieplej. Bardzo chciałem ją pocałować, ale nie wiedziałem czy ona tego chce. Wcześniej spotykałem się z innymi dziewczynami, które nie miały żadnych hamulców i po kilku kieliszkach można było robić z nimi wszystko. Sandra była inna. Przy niej czułem się bardziej skrępowany i nie bardzo wiedziałem co mam robić. Na szczęście ona czytała w moich myślach. Odwróciła głowę w moją stronę i powiedziała cichutko :
- Nie krępuj się… Czekałam na to przez cały wieczór,
- Ale na co?
- Kiedy mnie pocałujesz, bo chyba chcesz mnie pocałować?
     Nic nie odpowiedziałem tylko zabrałem się do czynności, o której marzyłem od samego rana. To był najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Przerwał nam gwizdek czajnika. Myślałem, że ze złości wywinę go na lewą stronę. Sandra uśmiechnęła się i powiedziała, żebym szybko wracał. Nie wiedziałem czy robić herbatę czy wracać i dokończyć to co zaczęliśmy. W sumie herbata była już nie potrzebna. Oboje byliśmy już nieźle rozgrzani. Boże… jak ona całuje!
- Stop. Na dzisiaj wystarczy. Nie wszystko od razu bo Ci się szybko znudzę. Możesz mnie odprowadzić do domu?
- Coś się stało? Coś zrobiłem nie tak?
- Nie, wszystko było tak jak miało być, ale muszę wracać do domu.
- Jasne.
Podałem jej kurtkę, gałązkę bzu i poszliśmy w stronę jej domu.
- Spotkamy się jutro? – Zapytała.
- Pewnie ! Już nie mogę się doczekać. Będę myślał o Tobie. Jesteś… super i dziękuję za miły wieczór.
- Ja tez bardzo dziękuję. Brakowało mi tego, żeby mnie ktoś przytulił. Przy Tobie czuje, że jestem komuś potrzebna i … do jutra.
- Zadzwonię do Ciebie.
- Ok.
Kiedy wróciłem całe mieszkanie pachniało jej perfumami i czułem, że tej nocy nie zasnę. Leżałem na łóżku i wpatrywałem się w sufit. Cały czas myślałem o niej. Chciałem do niej zadzwonić, ale kiedy zerwałem się z łóżka przypomniałem sobie, że nie mam jej numeru telefonu.
Ciekawe co ona teraz robi? Czy tez myśli o mnie, a może słodko sobie śpi i ma w dupie takiego leszcza. Przecież ja nic nie mam, a ona może mieć każdego…Obudziły mnie dzwony z kościoła na sąsiedniej ulicy. To już niedziela. Wolne dni szybko lecą. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
- No, czas się ogarnąć, zjeść jakieś śniadanie i jak w każdą niedzielę iść z kumplami na mszę… żartuję. Idziemy na piwo.
Ciężko było pozbierać się z łóżka. bo przecież w niedzielę nie mam żadnych obowiązków, ale trzeba posprzątać trochę chatę bo jakiś porządek przecież musi być.
Coś się zmieniło w moim życiu i to przez ostatnie dwa dni.
Zauważyłem, że przy Sandrze jakoś mniej przeklinam, a raczej wcale. Chyba mi na niej zależy.
Ostatni dzień laby i znów do pracy. Nie lubię niedziel. Kiedy jeszcze mama żyła wszystko było inne, lepsze. Nawet ten chleb z samym masłem smakował inaczej. W każdą niedzielę chodziłem z mamą do kościoła, a po kościele szliśmy na lody. Nie wiem jak ona to robiła, ale na lody dla mnie zawsze starczało. Myślę, że mama oprócz pacierza odmawiała sobie wiele rzeczy, żeby czasem kupić mi jakieś słodycze. Żebym wiedział wtedy, że nie kupowała lekarstw… Po śmierci mamy dowiedziałem się od lekarzy, że gdyby brała regularnie leki mogła jeszcze pożyć kilka ładnych lat. Jej chyba było już wszystko jedno. Miała dość takiego życia. Po prostu nie potrafiła sobie z tym poradzić. Ojca nie widziałem od pogrzebu. Na cmentarzu tez go nie widzę. Może i dobrze bo nie wiem jak bym zareagował na widok tej gęby.
Bardzo mi brakuje mamy, ale ona już jest w lepszym miejscu i mam nadzieję, że w końcu jest szczęśliwa.
Tej nocy nie mogłem zasnąć, ale kiedy już zasnąłem miałem okropny sen. Śniła mi się Sandra. Biegaliśmy razem po lesie pełnym krzewów bzu. Biegałem za nią, ale nie mogłem ją dogonić. Kiedy już się do niej zbliżałem rozpływała się jak dym. Była w podartym i pokrwawionym ubraniu, ale uśmiechnięta. Coś do mnie mówiła, ale nie mogłem jej zrozumieć. Mówiła jakby w inny, nieznanym języku. Budzik dzwonił już od kilku minut. Otworzyłem oczy.
- Ja pierdole! Znów zaspałem.
Nie robiłem już sobie śniadania. Pochlapałem tylko twarz wodą i wybiegłem z domu. W pracy byłem minutę przed czasem. Szef pokręcił tylko głową i powiedział:
- No… Jak się chce to można.
W pracy koledzy opowiadali jak spędzili weekend. Jeden był na koncercie, drugi w kinie. w końcu zapytali mnie co robiłem. Odpowiedziałem tylko, że spędziłem weekend w towarzystwie bardzo ładnej dziewczyny. Zaczęli mnie wypytywać kto to jest, jak ją poznałem? Nie chciałem mówić, chociaż strasznie nalegali nie mogłem im powiedzieć, że to Sandra.
W pracy strasznie dłużył mi się czas. Myślałem, że zwariuję. Nie mogłem się już doczekać spotkania z Sandrą. Cały czas patrzyłem na zegar, który wisiał na ścianie i czekałem, aż wybije tę właściwa godzinę. W końcu wybiła szesnasta. Nareszcie! Szybko się ogarnąłem i wybiegłem z zakładu. Pomyślałem, że pójdę po nią pod szkołę. Wspominała, że dzisiaj kończy o szesnastej. Do jej szkoły miałem niedaleko, jakieś pięć minut spacerkiem. Ja dobiegłem w minutę. Kiedy mnie zobaczyła widziałem w jej oczach, że sprawiło jej to ogromną przyjemność. Dobiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję.
- Jesteś kochany…nikt nigdy nie zrobił mi takiej niespodzianki, bardzo to miłe.
Byłem szczęśliwy. Cieszyłem się, że mogłem komuś sprawić przyjemność. Zawsze umiałem tylko ranić, ale nic w tym dziwnego. Napatrzyłem się na zachowania mojego ojca przez te wszystkie lata.
- Co będziemy dzisiaj robić? Zapytałem.
- Bardzo Cię przepraszam, ale jutro mam pisać pracę z biologii, z całego półrocza i muszę się trochę pouczyć, ale jutro będę cała twoja.
- Calusieńka?
Uśmiechnęła się.
- No może nie calusieńka, ale będę miała dużo czasu dla Ciebie i możemy gdzieś się wybrać razem.
- Super. Jak chcesz to mogę Cie odprowadzić do domu.
- Ok.
Szkoda, że nie miała więcej czasu. Wróciłem do domu, podgrzałem sobie kilka parówek bo nie chciało mi się nic gotować. Po jedzeniu położyłem się i zasnąłem. Znów śniło mi się, ze wygrałem w Lotto. Takiej kasy nigdy nie widziałem na oczy. Szkoda, że to tylko sen. Obudziłem się po dziesiątej wieczorem. Zacząłem sobie marzyć i wymyślać różne rzeczy, które bym sobie kupił kiedy miałbym te pieniądze z mojego snu. Tak naprawdę miałem z tym problem. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Myślę, że do szczęścia nie potrzeba nic poza drugą osobą, z którą można przeżyć aż do starości, żeby móc się do kogoś przytulić w ciężkich chwilach i opowiadać sobie wszystko szczerze i bez żadnej ściemy.
Wyłączyłem radio i położyłem się spać.
Z każdym dniem coraz bardziej uzależniałem się od obecności Sandry. Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby jej nie być.
Pewnego dnia byliśmy na spacerze. Sandra wyglądała bardzo źle. Myślałem, że złapała jakiegoś wirusa bo była bardzo blada i wyglądała jakby miała czterdzieści stopni gorączki, ale kiedy dotknąłem jej czoła nie było gorące. Przeszliśmy jeszcze kilka kroków i upadła. Straciła przytomność. Byłem przerażony. W pierwszej chwili nie wiedziałem co mam robić. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po pogotowie. Przyjechali po dziesięciu minutach. Lekarz pytał mnie o różne rzeczy, a ja nie potrafiłem nic powiedzieć,. Przecież znamy się zbyt krótko, a poza tym nie mówiła że jest na coś chora. Nie byłem z jej rodziny więc nie pozwolili mi jechać z nią karetką. Lekarz powiedział tylko, że jadą do szpitala wojewódzkiego. Ręce latały mi jakbym pił co najmniej tydzień. Pobiegłem do domu jej rodziców. Otworzył mój szef i był bardzo zdziwiony. Powiedziałem co się stało. Nie włożył nawet kurtki tylko od razu wybiegł do samochodu. Ja pobiegłem na przystanek autobusowy. Czekałem i czekałem, a ten pieprzony autobus nie przyjeżdżał. Wydawało mi się, ze stoję na tym przystanku całe wieki. W końcu przyjechał. Nie miałem biletu, ale nie myślałem o tym. Chciałem tylko jak najszybciej znaleźć się w szpitalu i usłyszeć, że ze Sandrą jest wszystko w porządku. Kiedy dotarłem w końcu do szpitala i tak nie chcieli mnie wpuścić. Postanowiłem zaczekać i zapytać szafa o Sandrę. I znów to czekanie. Po dwóch godzinach jej ojciec wyszedł przed szpital. Wyjął papierosy i doszedł do mnie.
- Dziękuję…Gdyby nie Ty… Zapalisz?
- Tak, dzięki swoje już wszystkie wypaliłem. Co z Sandrą?
- Już w porządku, miała hipoglikemię.
- Co takiego? Co to jest? To coś poważnego?
Powiedział mi wtedy, że Sandra choruje na cukrzycę i czasem tak ma kiedy poziom cukru spadnie poniżej normy.
- A właściwie to skąd Ty się tam wziąłeś?
- Ja?
Chciałem powiedzieć, że przechodziłem tamtędy przypadkiem, ale pomyślałem, że przecież nie robimy nic złego. Tylko się spotykamy. Powiedziałem, że spotykamy się od kilku dni. Myślałem, ze będzie miał coś przeciwko, przecież ona pochodzi z bogatego domu, a ja… ja przecież nic nie mam. Popatrzył na mnie i nic nie powiedział. Wypaliliśmy chyba po trzy papierosy i szef mnie zapytał:
- Podrzucić Cie do domu?
- Dziękuję. Chyba się trochę przejdę.
- Nie żartuj, do domu masz z pięć kilometrów.
- No dobrze.
Kiedy wracaliśmy szef wspomniał, że po moim wyjściu z pracy pytał o mnie jakiś facet. Nie chciał powiedzieć kim jest i powiedział, że przyjdzie jutro. Przez resztę drogi zastanawiałem się kto to mógł być?
Całą noc myślałem o Sandrze i o tym facecie, który o mnie wypytywał. Domyślałem się, że to ojciec przyszedł po kasę, ale jakby mnie znalazł po tylu latach, Zresztą nawet nie miałby forsy na bilet do Łodzi.
Do pracy nie zaspałem bo i tak nie spałem całą noc. Miałem w domu kilka książek medycznych wiec sobie poczytałem na temat cukrzycy. Teraz będę wiedział jak się zachować gdy następnym razem zdarzy się coś takiego. Chociaż wolałbym, żeby to już się nie zdarzało. W pracy byłem nawet wcześniej od szefa. Kiedy tylko przyjechał zapytałem czy wie co z Sandrą? Odpowiedział, żebym się nie martwił, ze wszystko już jest dobrze i za dwa dni powinni ją wypisać ze szpitala. To mnie uspokoiło. Przebrałem się i chciałem wziąć się do pracy kiedy wszedł szef i powiedział:
- Zbyszek! Ktoś do Ciebie!
Odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Przez otwarte drzwi naszego zakładu zobaczyłem jak mój ojciec wysiada z terenowego Nissana. Wyglądał zupełnie inaczej niż go zapamiętałem. ale to był on. Doszedłem do niego i zapytałem:
- Co tu robisz? Jak mnie znalazłeś?
- Szukałem Cię długo i w końcu znalazłem.
- Po co? Stęskniłeś się za synem? Nigdy nie dbałeś o mnie ani o mamę. Wiesz chociaż gdzie jest grób mamy?
- Tak. Byłem na grobie twojej mamy bo musiałem z nią pogadać…
- Wiesz co nie chcę słuchać tych głupot, ja tu pracuję.
- Zbyszek nie mów tak. Spotkajmy się bo z Tobą tez chciałem porozmawiać. O której dzisiaj kończysz pracę?
- O szesnastej. Czesc muszę już iść do pracy bo mnie szef w końcu wywali.
- To do zobaczenia. Będę o szesnastej.
- Co on sobie myśli, że o wszystkim zapomnę? O tym co nam zrobił, Mi i mojej mamie? Pieprzony tatuś.
Przyjechał pięć minut przed czasem i czekał w samochodzie. Nie wiedziałem co mam robić. Chciałem mu wszystko wygarnąć i powiedzieć co o nim myślę, ale to przecież mój ojciec… Jaki by nie był to mój pieprzony ojciec. Kiedy wyszedłem uśmiechnął się do mnie tak niepewnie i powiedział, żebym wsiadał. Wsiadłem. Jechaliśmy około pięciu minut i nikt nie odważył się odezwać pierwszy. W końcu wydusił z siebie.
- Więc pracujesz?
- … Po co przyjechałeś? Już prawie o Tobie zapomniałem. Myślałem, że się zapiłeś na śmierć, ale widzę, że całkiem nieźle Ci się żyje …
- To długa historia. Może wpadniemy gdzieś na kawę to spokojnie pogadamy? Wszystko Ci wyjaśnię.
- Nie wiem czy chcę z Tobą gadać. Nie uważasz, że trochę
na to za późno?
- Nie. Myślę… że wszystko można jeszcze naprawić i bardzo bym tego chciał. Mam tylko Ciebie…
- A Twoi kumple od kielicha? Przepraszam, od butelki bo wy raczej rzadko piliście z kieliszków. Zresztą gówno mnie obchodzi z czego piłeś. Nigdy Cię nie było, już się do tego przyzwyczaiłem i niech tak zostanie. Możesz zatrzymać samochód?
- Ok. Wiem, że to dla Ciebie trudne i musisz się z tym oswoić.
- Ja nie jestem jakimś pierdolonym koniem, żebym się oswajał. Mam do Ciebie ostatnia prośbę… Daj mi spokój i zapomnij, że miałeś kiedykolwiek syna.
Kiedy wysiadałem z samochodu dał mi kartkę i powiedział:
- Jakbyś zmienił zdanie i chciałbyś porozmawiać to jest mój adres.
- Cześć. Włożyłem kartkę do kieszeni i trzasnąłem drzwiami.
Byłem taki wkurwiony, że przez kilka minut nie mogłem dojść do siebie. Co on sobie myślał, że rzucę mu się na szyję i uściskam go z radości? Chyba go pojebało?
Nieważne. Dzisiaj Sandra wychodzi ze szpitala i ona jest teraz dla mnie najważniejsza.
Wpadłem na chwilę do chaty i szybko zrobiłem sobie coś do żarcia. Przebrałem się i pobiegłem na przystanek. Gdy byłem już na miejscu zobaczyłem, że właśnie wsiada do samochodu ojca. Zdążyłem jej tylko pomachać i pojechali. Po chwili jednak ojciec zatrzymał samochód i otworzył szybę.
- Wsiadaj, pewnie chcesz pogadać z Sandrą?
- Jasne, dzięki.
- Bardzo się martwiłem o Ciebie…
- Wiem, przepraszam, że Ci nie powiedziałam.
- Najważniejsze, że już wszystko w porządku tylko nie rób tak więcej. Musisz zawsze mieć przy sobie coś słodkiego. Kiedy Twój tata powiedział mi o Twojej chorobie trochę poczytałem na ten temat i teraz wiem o niej trochę więcej.
- Damy radę , nie martw się, teraz będę zawsze przy tobie…Oczywiście jeśli Twój tata pozwoli. Spojrzałem na ojca, a on się uśmiechnął.
- Jasne, że pozwoli. Na początku kiedy przyjmowałem Cię do pracy myślałem, że jesteś inny, ale z czasem przekonałem się, że się myliłem. Myślę, że jesteś odpowiedzialnym i miłym młodym człowiekiem i nie mam nic przeciwko temu, żebyś spotykał się z moją córką. W Ciągu ostatnich kilku dni przekonałem się, ze ludzie mówiący źle o ludziach wychowanych przez dom dziecka są w błędzie. Nie każdy z takiego domu musi być od razu bandytą i Ty jesteś najlepszym przykładem.
- Dziękuję szefie. To bardzo miłe co Pan mówi… Nie wiem co powiedzieć…
- Nic nie mów. Pogadajcie sobie, a ja wyskoczę do sklepu. Muszę kupić coś na kolację. Chyba wpadniesz do nas dzisiaj na kolację co?
- Bardzo chętnie tylko…
- Nie ma żadnego tylko. Godzina osiemnasta pasuje?
- Tak jest szefie.
Zatkało mnie. Chyba szef mnie lubi? Na pewno mnie lubi inaczej by mnie nie zapraszał. Do osiemnastej jest jeszcze trochę czasu, a mnie już dopadła trema. Nigdy nie byłem w takim domu. Ciekawe jak mają w środku? Żebym tylko nie zrobił z siebie głupka. Trudno … najwyżej zrobię. Kupiłem kwiaty dla szefa żony i poszedłem. Przed furtką stałem chyba z piętnaście minut bo chciałem być punktualnie o osiemnastej. Przeżegnałem się nie wiem czemu? Przecież nie szedłem na śmierć, ale bałem się jakbym szedł. Ręka mi się trzęsła tak, ze kiedy naciskałem na dzwonek zadzwonił trzy razy. po chwili wyszła Sandra.
- Fajnie, że jesteś.
- Przecież obiecałem Twojemu tacie, a poza tym chciałem Ciebie zobaczyć. Super wyglądasz.
- Ty też… Pierwszy raz widzę Ciebie w garniturze.
- Pewnie wyglądam jak pajac?
- Nie, całkiem fajnie, musisz częściej się tak ubierać. Chodźmy bo kolacja wystygnie, a mama tak się starała. Weszliśmy do domu.
- Ale chata! Ja Pier…dzielę!
- Moi rodzice to całkiem fajni goście przekonasz się. Ludzie gadają różne rzeczy, ale to wszystko z zazdrości. Nie mogą znieść, że komuś się udało i ma więcej pieniędzy od nich, ale to wszystko tata zdobył ciężką pracą.
- Wiem, Twój tata to spoko gość,… mama z pewnością też.
Weszliśmy do salonu. Jej mama wyszła z kuchni wtedy dałem jej kwiaty.
- Kwiaty dla Pani…pięknie Pani wygląda… ładna sukienka.
Spojrzała na szefa.
- No widzisz, a Ty nawet nie zauważyłeś!
Szef się uśmiechnął i pokiwał głowa jakby chciał powiedzieć: Odczep się kobieto, mam ważniejsze sprawy niż Twoje sukienki.
Szef mnie przedstawił i mrugając do mnie powiedział, że jestem jego najlepszym pracownikiem.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Wiedziałem, że to żart, ale i tak byłem dumny, chociażby z tego powodu, że jestem teraz tutaj i zaraz będę jadł kolację z jednym z najbogatszych ludzi w mieście. Ciekawe co powiedzą chłopaki jak im powiem? Pewnie wcale mi nie uwierzą.
Kolacja była pyszna. Pierwszy raz jadłem takie cuda. Niektórych nawet nie potrafię nazwać i wszystko tak podane, ze na sam widok ciekła ślinka. Po kolacji szef zaprosił mnie na drinka do innego pokoju. Była tam niezła cała biblioteka. Pokój miał ze czterdzieści metrów kwadratowych, a na trzech ścianach same książki.
- Pan to wszystko przeczytał?
- Jeszcze nie wszystko, bo ostatnio brakuje mi czasu na wiele rzeczy, a szczególnie na rzeczy przyjemne. Jakoś ten czas teraz szybciej biegnie.
- No to czego się napijesz?
Otworzył barek. Przeszło mi przez myśl, żeby zażartować i zapytać czy ma jakieś tanie wino, ale pomyślałem, że to może go obrazić. Rozejrzałem się przez chwilę i nie wiedziałem co wybrać. były tam najróżniejsze trunki. Od czystej przez whisky do koniaków z różną ilością gwiazdek na etykiecie. Od samego patrzenia kręciło mi się w głowie. Wybrałem whisky z lodem. A co? Szef nalał sobie koniaku na dnie kieliszka i chodził z nim pół godziny. Może mu nie smakowało? To moje tez nie za dobre. Zalatywało bimbrem. Wróciliśmy do salonu. Było już posprzątane i nakryte do stołu od nowa. Było ciasto i coś… znów nie wiedziałem co jem, ale było całkiem w porządku. Kiedy zjedliśmy deser Sandra zabrała mnie, żeby pokazać mi swój pokój. I znów szok! Łóżko wodne, sprzęt grający taki, że chyba w naszej dyskotece takiego nie mają. Pomyślałem wtedy, że ja tu nie pasuję, że to nie mój świat. Pewnie szef mnie zaprosił bo jest dobrym człowiekiem i było mu żal chłopaka z domu dziecka, albo chciał się pochwalić tym co ma. Co ja pierdolę? Po prostu mnie zaprosił bo mnie lubi i koniec. Naprawdę rodzinka super. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili tylko Sandry młodsza siostra przez cały wieczór prawie nic się nie odzywała. Poza tym spoko.
Zbliżała się godzina dwudziesta druga, wiec pomyślałem, ze nie będę nadużywał gościnności.
- Muszę już iść, bo Twoi rodzice mnie więcej nie zaproszą.
- Chciałabym , żebyś został, ale rozumiesz chyba?
- Rozumiem. Ja też bym chciał. Mało mieliśmy czasu dla siebie.
- Niedługo rodzice wyjeżdżają na dwa dni do Poznania na jakieś targi to nadrobimy.
- To super! Już nie mogę się doczekać.
- Ja też.
- No to będę leciał. Zobaczymy się jutro?
- Jasne, jak chcesz to mogę wyjść po Ciebie pod taty zakład?
- To jesteśmy umówieni.
Pocałowała mnie na pożegnanie i zeszliśmy na dół.
- Dobranoc, Było bardzo miło poznać Pana rodzinę szefie i dziękuję za kolację, wszystko było pyszne.
- Nie ma za co, nam tez było miło. Nie często mamy gości. Nasza rodzina porozjeżdżała się po całym świecie, a na przyjaciół nie mamy czasu. Sandra odprowadziła mnie do furtki i jeszcze raz mnie pocałowała.
Szedłem zasypaną liśćmi ulicą i próbowałem przypomnieć sobie nazwy potraw, które jadłem.
Tyle się działo przez ostatnie dni, że nie miałem nawet czasu spotkać się z kumplami. Całkiem o nich zapomniałem, a przecież zawsze byliśmy jak czterej muszkieterowie. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego i nie mówię tylko o stawianiu piwa w knajpie, chociaż i tak się zdarzało. Kiedy jeden z nas miał problem z kasą inni chętnie pomagali.
Dużo też myślę o ojcu, chociaż był skurwysynem. Zastanawiam się po co się zjawił po tylu latach i czego ode mnie chce bo sądząc po jego wyglądzie pieniędzy raczej nie potrzebuje. Skąd on kurwa wziął taki samochód? I te ciuchy… wyglądał jak jakiś pieprzony kreator mody. Niby gówno mnie to obchodzi, ale coś mnie męczy i nie wiem dlaczego mam ochotę się z nim spotkać i posłuchać co ma do powiedzenia. Postanowiłem go jednak odwiedzić. Pogadam jeszcze z Sandrą, może mi coś doradzi, chociaż nie wiem czy powinienem ja wciągać w moje sprawy rodzinne?
Kiedy rano przyszedłem do pracy szefa jeszcze nie było. Pomyślałem, ze znów coś się stało z Sandrą i pewnie jest w szpitalu, ale chłopaki powiedzieli, że będzie później bo pojechał do klienta po jakiś stary fotel do przeróbki. Uspokoiłem się. Jakoś przeżyłem te kilka godzin. O szesnastej czekała na mnie Sandra. Chłopaki stali przy oknie, patrzyli na nas i głupio się uśmiechali. Wziąłem ją za rękę i poszliśmy w stronę parku.
- Jesteś głodna? Może pójdziemy do pizzerii?
- Chętnie, ja też nic nie jadłam od rana.
- Poza tym mam problem i chciałbym, żebyś mi doradziła w pewnej sprawie.
- Jeżeli tylko będę mogła to jasne.
W pizzerii pracował Sławek. Był kelnerem i nawet nieźle wychodził na napiwkach ponieważ mieściła się ona w rejonie którym było dużo ekskluzywnych sklepów i zakładów prywatnych. Przychodzili tam przeważnie bogatsi goście.
Weszliśmy do środka i Sławek od razu mnie zauważył. Podszedł i zapytał czy chcemy stolik czy na wynos?
Było sporo ludzi, ale Sławek to przecież mój kumpel. Dwie minuty i znalazł się wolny stolik.
- Gdzie Ty się kurwa podziewasz ostatnio?!
- Czego bluzgasz? Nie widzisz, że jestem z damą?
- Sorry … wyrwało mi się.
- To jest Sandra, a to jest Sławek, jeden z moich kumpli.
Sławek pocałował Sandrę w rękę co mu się rzadko zdarza.
- Bardzo miło poznać tak piękną damę.
- Dobra już się nie podlizuj tylko daj nam cos do jedzenia.
- Weźcie kartę i wybierzcie sobie coś, a ja zaraz wrócę ok?
Sandra wybrała z krewetkami, a ja… też z krewetkami. Wszystkiego trzeba spróbować. Ludzie na świecie jedzą różne robaki i chyba nie chorują od tego to ja też mogę spróbować, a co? Nawet niezłe. Żeby tylko inaczej wyglądały, albo mogli je przynajmniej schować pod serem. Jakoś przeżyłem. Jedząc te paskudne robaki myślałem o czymś innym, żeby mi się przypadkiem nie wróciły z powrotem na talerz. Udało się. Zapytałem Sandrę o mojego ojca. Co mam zrobić? Co ona by zrobiła na moim miejscu?
- Nie wiem co Ci doradzić, ja w sumie go nie znam i nie wiem jakim jest człowiekiem więc ciężko cokolwiek powiedzieć, ale myślę, że powinieneś się z nim spotkać i dowiedzieć się po co wrócił bo będzie Cię to męczyło.
- Masz racje. Powinienem się dowiedzieć o co mu chodzi. Jutro pójdę do niego.
Kiwnąłem głową na Sławka, żeby przyniósł rachunek.
- No coś Ty chłopie. Dzisiaj na koszt firmy. Miałem niezły utarg więc rozumiesz… mogę Wam postawić.
- Dzięki, następnym razem ja stawiam.
- Dobra, dobra lecę bo dzisiaj taki zapierdol… sorry znów mi się wyrwało.
- Cześć.
- Idziemy do mnie? Odpoczniemy po tej pizzy.
- Chciałabym, ale mam dużo nauki. Nie chcę zawalić bo będę miała szlaban. Wytrzymaj jeszcze trochę.
- Muszę, nie mam innego wyjścia.
- To co? Do jutra?
- jutro chyba pojadę do ojca.
- No tak, zapomniałam. Powodzenia.
- Dzięki.
Wszedłem do chaty i od razu do kibla. Brzuch mnie napierdalał, że nie szło wytrzymać. Nie wiem co oni kładą do tego żarcia. Materiał wybuchowy? A może bolał mnie z nerw przed spotkaniem z ojcem? Wziąłem kilka tabletek przeciwbólowych i położyłem się. Czułem jak mi wszystko wiruje. Niezłe te tabletki. Pierdoli się we łbie jak po dragach.
Tak w ogóle to ja nie biorę. Kiedyś jeszcze w domu dziecka ktoś załatwił jakieś gówno do palenia. Trzy osoby wylądowały w szpitalu. Reszta tak się wystraszyła, że chyba do tej pory mają skazę na psychice.
W nocy śniła mi się mama. Ciągle mi gdzieś znikała i miała bardzo smutną twarz. W końcu doszła do mnie i pogłaskała mnie po twarzy. Wtedy się obudziłem. Pół do siódmej. Dzięki mamo, ze mnie obudziłaś bo inaczej znów bym zaspał.
Jak zwykle rano kawa i biegiem do pracy. Szef przywiózł od klienta fotel, o którym mówili chłopaki. Niezłe cacko. Ma chyba z Pięćset lat. Piękna, ręczna robota. Szef pewnie nie pozwoli nikomu nawet dotknąć tego cuda, żeby czegoś nie spieprzyć. To wyjątkowy okaz i będzie sam go pieścił.
- Zbyszek! Szef Cie woła do biura.
Kiedy się przebierałem wszedł do szatni Robert. Robercik, bo tak na niego wszyscy wołali był uczniem na praktykach w naszym zakładzie. Bardzo fajny chłopak chociaż trochę nierozgarnięty. Wszystko leciało mu z rąk, ale starał się chłopczyna.
- Coś się stało?
- Nie wiem, szef powiedział, że masz szybko do niego przyjść.
- Już lecę.
Wszedłem do biura.
- Dzień dobry szefie.
- Dzień dobry, mam dla Ciebie robotę. Widziałem jak przykładasz się do pracy i postanowiłem, ze to Ty zajmiesz się fotelem, który przywiozłem dzisiaj. Jest bardzo cenny wiec musisz obchodzić się z nim delikatnie jak z kobietą.
Pomyślałem wtedy, ze gdyby szef widział jak się z kobietami obchodzą moi kumple to na pewno użył by innego porównania. Gadał o tym fotelu z pół godziny jakby to był jakiś niezły wózek, Merc, albo inna beemka. Wszystko dokładnie tłumaczył jak i co mam przy nim robić. Byłem bardzo przejęty, że to akurat mnie spotkał taki zaszczyt i szef właśnie mi zaufał spośród sześciu chłopaków, którzy pracowali razem ze mną. Wziąłem się do pracy. Nie wiedziałem od czego zacząć, ale dzięki temu nie myślałem o tym co mnie czeka po pracy. Przez kilka godzin zdążyłem zdjąć z fotela zaledwie pokrycie. Szef stał cały czas obok i przyglądał się. Powiedziałem mu w końcu, że jak stoi nade mną to nie mogę skupić się na pracy i trzęsą mi się ręce. Odpuścił, ale co kilka minut spoglądał ze swojego biura. Dawno się tak nie namordowałem z żadnym meblem jak z tym pierdolonym tronem, ale tak mnie wciągnęło, że nie zauważyłem kiedy minęła szesnasta. Przebrałem się i znalazłem kartkę z adresem ojca. Była ładna pogoda więc postanowiłem pójść piechotą. W sumie było niedaleko. Jakieś trzy przystanki. Po drodze kupiłem hamburgera bo nie wiedziałem jak długo potrwa nasza rozmowa. Dotarłem na miejsce. Przed drzwiami poprawiłem fryzurę, wytarłem ryja bo jak zwykle ujebałem się tym hamburgerem. Po co oni leją tyle majonezu? Nacisnąłem dzwonek i stoję. Drzwi otworzyła mi jakaś kobieta i zaprosiła mnie do środka.
- Proszę wejść, Stefan jest w łazience. Napijesz się czegoś?
Whisky, koniak, a może wino?
- Tylko nie whisky, poproszę jakiś sok.
Usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy dziesięć minut zanim ojciec wyszedł z łazienki.
- Cześć Zbyszek, miałem nadzieje, że przyjdziesz.
Usiadł w fotelu naprzeciwko mnie.
- Co się stało? Czemu chciałeś, żebym przyszedł? podobno masz mi coś ważnego do powiedzenia.
- Tak, ale po kolei. Najpierw chciałem Cię przeprosić za to wszystko co przeze mnie wycierpiałeś. Wiem, że masz do mnie ogromny żal, ale ja wtedy byłem chory i myślałem tylko o tym, żeby się napić i nic innego mnie nie obchodziło. Alkoholizm to bardzo ciężka choroba i nie każdemu udaje się wyjść z tego nałogu, Wiem, że wtedy mnie potrzebowaliście, Ty i mama, a ja nie potrafiłem wam pomóc bo sam potrzebowałem pomocy. Cieszę się, że mama wychowała Cie na porządnego człowieka i szkoda, że Cię teraz nie widzi bo byłaby z Ciebie bardzo dumna tak jak ja jestem. Chciałbym jeśli się zgodzisz jakoś wynagrodzić Ci te lata kiedy mnie nie było.
Siedziałem w milczeniu i czekałem co będzie dalej. Kiedy szedłem tutaj myślałem, że powiem mu kilka wulgarnych słów i wyjdę, ale kiedy to wszystko mówił ze łzami w oczach zrobiło mi się go żal. Patrzyłem mu głęboko w oczy i zrozumiałem, że on naprawdę żałuje. To nie był ten sam człowiek co Kilka lat temu. Zapamiętałem go jak przychodził do domu śmierdzący i nie ogolony o kilku dni. Często wciągaliśmy go z mamą po schodach do mieszkania bo sam nie był w stanie. Takiego go zapamiętałem, a teraz siedzi naprzeciw mnie inny facet. Garnitur, krawat, Piękne mieszkanie, samochód i pewnie niezła gotówka na koncie.
- Pewnie jesteś ciekawy skąd mam samochód, mieszkanie i…
- No skąd?
- Kiedy Was zostawiłem, postanowiłem zrobić ze sobą porządek. Zgłosiłem się na leczenie. Żeby nie mieć kontaktów z moimi kumplami wyjechałem do Gdańska. Tam przebywałem w zakładzie zamkniętym prawie dwa lata. Tam poznałem człowieka o niesamowitych zdolnościach do zarabiania pieniędzy. On mi podpowiedział co mam dalej robić i do kogo się zgłosić, gdy wyjdę już z nałogu. Kiedy mnie wypuścili po zakończeniu leczenia miałem przy sobie pięćset złotych. Zainwestowałem je tak jak mówił Leon. Przez tydzień spałem na dworcach i w parku. Chodziłem po barach mlecznych i prosiłem o kromkę chleba. Po tygodniu z pięciuset złotych zrobiło się pięć tysięcy. Nie mogłem w to uwierzyć. Nigdy nie widziałem na oczy tylu pieniędzy. Zostawiłem sobie tysiaka, a cztery znów zainwestowałem. Po niedługim czasie poszedłem odebrać pieniądze. Dostałem prawie trzydzieści tysięcy. Chciałem zapytać jak to możliwe, ale pomyślałem co mnie to obchodzi? W końcu nic nie robię, a pieniądze spadają z nieba. Nie wiedziałem czy te pieniądze są legalne więc po jakimś czasie przestałem tam inwestować i postanowiłem swoje pieniądze włożyć w jakiś legalny interes. Zacząłem grać na giełdzie. Trafiłem w dziesiątkę. Teraz jestem bardzo bogaty i mam tylko Ciebie. Założyłem Ci konto w banku. Kiedyś byłem niedobrym ojcem, ale chcę to naprawić. Proszę to dla Ciebie.
- Co to jest?
- To są moje przeprosiny i chcę, żebyś wiedział, że bardzo Was kochałem, chociaż czasem byłem dla Was jak obca osoba.
- Obca osoba to łagodne określenie…
- Wiem.
- Ja sobie jakoś radzę, mam pracę, wynajmuję mieszkanie i …
- Rozumiem, ale weź te pieniądze, nie przynoszą szczęścia, ale w szczęściu pomagają. Tak bardzo bym chciał cofnąć czas, ale wiem, że to niemożliwe. Często chodzę na cmentarz i rozmawiam z Twoją mamą. Może mnie słyszy i kiedyś mi wybaczy.
- Pewnie tak.
- Chciałbym, żebyś Ty też mi wybaczył. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i mógłbym wtedy spokojnie odejść…
- A gdzie ty chcesz znów odchodzić?
- Nie mówiłem Ci jeszcze, że w tym szpitalu były prowadzone jakieś badania. Dali mi coś do podpisania. Ja chciałem tylko wyrwać się od tej choroby. Dostawaliśmy przez jakiś czas jakieś eksperymentalne leki, po którym mam teraz problemy z wątrobą. Krótko mówiąc mam raka. Pożyję jeszcze pół roku, a może krócej. Jesteś moim jedynym dzieckiem i Tobie chcę dać wszystko czego się dorobiłem bo uważam, że zasługujesz na to, a poza tym chcę Ci jakoś wynagrodzić to wszystko co przeze mnie wycierpiałeś. Niestety mamie już nie zdążyłem.
- Dzięki, ale nie wiem czym sobie zasłużyłem. Przecież nawet mnie nie znasz.
- Znam Cię bardzo dobrze i wiem o Tobie wszystko. Wiem, że masz dziewczynę Sandrę i bardzo Ci na niej zależy. Sandra to porządna dziewczyna i nie pozwól, żeby ktoś zrobił jej krzywdę i dbaj o nią bo z cukrzycą można żyć, ale trzeba dbać o siebie…
- Skąd wiesz o chorobie Sandry? Śledzisz mnie?
- Nie. Po prostu chciałem o Tobie wiedzieć jak najwięcej… nieważne. Najważniejsze, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. To dla mnie wiele znaczy.
Nie wiem czemu, ale zaczynałem go rozumieć i było mi go żal.
Człowiek przed śmiercią chce mieć spokojne sumienie. Chce zrobić jak najwięcej, chociaż wie, że wszystkiego ni zdąży. Na pewno mu ciężko. Kiedy wytrzeźwiał zrozumiał ile krzywdy wyrządził innym. Alkohol pozwalał mu zapomnieć o tym, że zwolnili go z pracy, o tym, że nie może utrzymać rodziny i o innych kłopotach. Upadł bardzo nisko, ale potrafił się podnieść. Może trochę za późno. Mamy już nie zdążył przeprosić, ale ja? Wybaczyć mu czy nie? To w końcu mój ojciec i tylko on mi został z naszej rodziny. Kiedy umrze mogę później żałować, że mu nie wybaczyłem. Gdy zmarła mama miałem wyrzuty, że za rzadko mówiłem jej jak bardzo ją kocham…
- Ok.
- Co ok.?
- No wybaczam Ci. Nie myśl, że robię to dla pieniędzy. Wybaczam Ci bo dzisiaj zobaczyłem, że naprawdę jest Ci przykro i chcesz naprawić to co spierdoliłeś kilka lat temu. Muszę już lecieć, ale będę Cię odwiedzał jeśli chcesz? Tato.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. I weź te pieniądze, na pewno Ci się przydadzą.
- Dobra, dzięki, cześć.
Na kartce był numer mojego konta i… osiem i pół miliona dolarów. Usiadłem na schodach liczyłem zera kilka razy, ale za każdym razem było ich tyle samo. To mi się chyba śni. Kurwa!…nawet nie ma nikogo w pobliżu, żeby mnie uszczypnął.
Pobiegłem od razu do banku, żeby sprawdzić czy to nie jakieś jaja. Podszedłem do okienka i poprosiłem o wypłatę dziesięciu tysięcy. Po kilku minutach całą kwotę trzymałem w moich trzęsących się z wrażenia rękach. Wyszedłem z banku i zaraz zadzwoniłem do Sandry. Zapytałem czy poszła by ze mną na zakupy. Zgodziła się. Umówiliśmy się za pół godziny pod centrem handlowym. Szedłem i paliłem jednego papierosa za drugim. Przyszła Sandra.
- Cześć Biedroneczko!
- A co Ty taki wesoły? Jak poszło spotkanie z ojcem?
- Potem Ci wszystko opowiem, ale najpierw muszę kupić coś o czym marzyłem od dziecka.
- Konika na biegunach? Ha ha ha!
- Nie, telewizor.
- Dostałeś podwyżkę, czy premię?
- Coś w tym rodzaju, pomożesz mi wybrać?
- Jasne.
Kiedy weszliśmy do sklepu z telewizorami nie mogłem się zdecydować co mam kupić. Plazma czy LCD i ile cali. Poprosiłem faceta z obsługi, żeby mi doradził. Po godzinie spędzonej w sklepie wyszliśmy z telewizorem. To znaczy z rachunkiem bo telewizor przywiozą za kilka dni do domu i podłączą. Pełna kultura. Telewizor kosztował siedem tysięcy więc w prezencie dostałem jeszcze odtwarzacz DVD i kilka filmów. Resztę kasy postanowiłem przeznaczyć na oblewanie. W drodze do domu kupiliśmy z Sandrą kilka butelek dobrego wina i jakieś ciasto. Zadzwoniłem do kumpli. Będzie niezła imprezka. Nie możemy przeholować bo jutro trzeba wstać do pracy. Muszę skończyć fotel. Obiecałem szefowi, ze się przyłożę i nie chcę go zawieść. Czekając na kumpli opowiedziałem Sandrze o spotkaniu z ojcem. Gdy jej powiedziałem o kasie zatkało ją. Nie mogła uwierzyć zresztą ja też powoli dochodziłem do siebie.
- I co zamierzasz zrobić z tą kasą?
- Najpierw muszę spokojnie pomyśleć i uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
- A Twój ojciec? Ma tyle pieniędzy i nie mógł spróbować leczyć się za granicą?
- Chciał, ale powiedzieli mu, że jest już za późno na leczenie. Nawet nie chciał zostać w szpitalu. Chciał mnie odszukać i chciał przeprosić zanim… no wiesz… Chyba go rozumiem.
- Pokroisz ciasto? Zaraz chyba wpadną chłopaki, ja otworzę wina bo powinno trochę pooddychać.
- Szkoda, że telewizor będzie dopiero za kilka dni. Pochwaliłbym się nim przed kumplami. W końcu pięćdziesiąt cali to pełen wypas. Nigdy nie miałem swojego telewizora, a teraz mam. Całe Życie marzyłem o czymś takim i o takiej dziewczynie jak Ty…
Sandra się zaczerwieniła i zaszkliły jej się oczy.
- Tylko proszę mi tu nie płakać, ok.?
- Ja też czekałam na Ciebie przez te wszystkie lata.
Dzwonek do drzwi. To oni. Zawsze dzwonią trzy razy.
- No cześć Stary byku, co to za okazja?
- Musicie usiąść bo padniecie jak Wam powiem. Spotkałem ojca!
- No i ?
- Pogodziłem się z nim. To znaczy wybaczyłem mu. Dał mi trochę kasy.
- Myślałem, że przyszedł żebyś ty mu dał kasę, a w ogóle to jak Cię znalazł?
- Później Wam opowiem. Teraz musimy oblać mój nowy telewizor.
- Kupiłeś telewizor!?
- Tak, teraz u mnie będziemy oglądać mecze.
Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy o pierdołach do jedenastej. Wszyscy razem odprowadziliśmy Sandrę do domu i wracając wypiliśmy sobie jeszcze po piwie w sklepie nocnym. Nigdy więcej takiego wina! Rano myślałem, że umrę. Łeb mnie tak napieprzał…
Gdyby nie ten fotel to zadzwonił bym do szefa i poprosiłbym o wolny dzień, ale obiecałem, że go zrobię to zrobię. Właściwie po co ja to robię? Przecież mógłbym kupić ten fotel razem z jego właścicielem. Mógłbym, ale dałem słowo. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do nowej sytuacji, do tego, że jestem teraz bogaty... bo jestem bogaty. Jeszcze to do mnie nie dotarło. W ciągu jednego miesiąca tak wiele się zmieniło w moim życiu. Poznałem fajną laskę, stałem się bogaty i chyba najważniejsze, że pogodziłem się z ojcem. Życie pełne jest niespodzianek. Kto by pomyślał, że tak to wszystko się ułoży? kiedy byłem jeszcze dzieckiem nigdy nie myślałem o przyszłości, nawet nie miałem dzieciństwa. Poza chwilami spędzonymi w szkole. Tam mogłem chociaż na chwilę zapomnieć o zapachu alkoholu i awanturach w naszych czterech ścianach. Mogłem pograć w piłkę, powygłupiać się z kolegami. Po szkole znów wszystko wracało do normy. Teraz to już przeszłość, ale kiedy to wspominam to serce jeszcze boli. Kiedyś chodziłem z mamą do kościoła. Ksiądz mówił wtedy, że Bóg stworzył świat, w którym wszystko jest takie wspaniałe i piękne. Ja tego piękna nigdy nie widziałem. Może stworzył go dla kogoś innego. Nie dla mnie i nie dla mojej mamy. Teraz tam nie chodzę bo nie mam z kim, a Bóg i tak mnie nie słucha.
Często odwiedzałem ojca i widziałem, że jest z nim coraz gorzej, Chociaż miałem dużo kasy nie potrafiłem mu pomóc.
Co dzień było gorzej. Patrzyłem jak cierpi i nie mogłem na to patrzeć. Było mi żal człowieka, przez którego tak dużo wycierpiałem.
Któregoś dnie siedzieliśmy z kumplami w parku, a obok nas na ławce siedziała starsza pani i wsłuchiwała się w naszą rozmowę. Opowiadałem o moim ojcu, któremu zostało może kilka tygodni życia. w pewny momencie starsza Pani powiedziała:
- Przepraszam młody człowieku słuchałam o czym rozmawiacie i wiem, że rak to straszna choroba, ale mam kilku znajomych, którzy wyleczyli się i do tej pory cieszą się dobrym zdrowiem.
Szukała czegoś w torbie. W końcu znalazła i zapytała czy mam coś do pisania?
Maciek podał mi długopis.
- Pisz młody człowieku.
Podała mi adres znachora, który podobno leczy beznadziejne przypadki.
- Bardzo Pani dziękuję. Lekarze próbowali już wszystkiego, ale nie dało się nic zrobić.
- Trzeba wierzyć młody człowieku i trzeba się modlić. Bóg jest jak wiatr… nie można go zobaczyć, ale cały czas się go czuje.
Wstała, powiedziała jeszcze, że życzy mojemu tacie dużo zdrowia i poszła.
Chłopaki zaczęli żartować.
- Ja pierdolę, jakaś nawiedzony moher.
- To co, kończymy browara i spadamy do kościoła się pomodlić, ha ha ha!
- To nie jest śmieszne. słyszałem o takich znachorach. Może to średniowieczne zabobony, ale przecież można spróbować.
- Jasne.
Postanowiłem, że zawiozę ojca do tego szamana.
Następnego dnia zaraz po pracy pobiegłem do ojca. Wyglądał bardzo źle. Opowiedziałem mu o tej babci i o uzdrowicielu. w jego zapadniętych oczach zobaczyłem iskierkę nadziei. Pomimo bólu uśmiechnął się i bardzo cichutko drżącym głosem powiedział – dziękuję.
Wyszedłem od ojca pobiegłem do Sandry. Drzwi otworzył mi jej tata. Poprosiłem go o dwa dni wolnego. powiedziałem, że muszę załatwić coś ważnego. Zgodził się i zapytał czy nie potrzebuję pieniędzy. Szef nie wiedział o moim spadku.
- Dziękuję, mam trochę pieniędzy, dam sobie radę. Proszę powiedzieć Sandrze, że będę za dwa dni. Do widzenia.
- Cześć. Załatwiłem specjalny samochód z wyposażeniem medycznym i rano pojechaliśmy. Ojciec był coraz słabszy. Bałem się czy wytrzyma taką długą drogę. Przed nami trzysta pięćdziesiąt kilometrów. Gdy jechaliśmy ojciec cały czas trzymał mnie za rękę. Wydawało mi się, że jedziemy na koniec świata. Czas strasznie się dłużył. Kiedy dojechaliśmy na miejsce zobaczyliśmy całe tłumy ludzi czekających na cud, Poszedłem zapytać czy trzeba się zapisać, kto jest ostatni w kolejce i czy to naprawdę pomaga? Kiedy dowiedziałem się wszystkiego wróciłem do samochodu i powiedziałem ojcu, że musimy jeszcze poczekać, że nas poproszą. Ludzie mówili, że ciężkie przypadki przyjmuje bez kolejki. Na moje oko to każdy z tych czekających to ciężki przypadek. Każdy z tych ludzi chciałby jak najszybciej mieć to za sobą, a najlepiej jakby wyszedł z wiadomością, że jest zdrowy. nie każdy jednak usłyszał tę wiadomość, na którą czekał. Jedni wychodząc płakali, bo nie udało się, a inni płakali ze szczęścia. Byli ludzie w różnym wieku. Czekali też rodzice z małymi dziećmi na rękach, które nie bardzo wiedziały co się dzieje, że przyjechały tu po przepustkę na dalsze życie. Po dwóch godzinach otworzyły się drzwi i usłyszałem nazwisko ojca. Przez całe ciało przeszedł mi prąd. Zacisnąłem kciuki i zacząłem się modlić. Tak po swojemu.
Czterech gości wniosło ojca do środka, a mnie kazali czekać na zewnątrz. Cały czas wierzyłem, że wszystko będzie dobrze, Po godzinie zacząłem się lekko denerwować. Po dwóch godzinach brakło mi fajek. Po dwóch i pół było po wszystkim. Wnieśli ojca do samochodu i powiedzieli, że trzeba teraz czekać. Ojciec w ręku trzymał kartkę z wypisaną listą ziół i napisane było jak je podawać. Kiedy wracaliśmy ojciec cały czas spał, ale przez sen cały czas powtarzał, że dotknął go anioł. Ta wizyta całkiem go wykończyła. Byłem bardzo ciekawy co mu powiedział ten znachor, ale nie chciałem go budzić.
Do domu wróciliśmy późnym wieczorem, Nie chciało mi się już wracać do mojego mieszkania. Zostałem u ojca, Całą noc nie spałem. Siedziałem przy nim i patrzyłem jaki jest niespokojny, jakby śnił o czymś okropnym. Rano około siódmej dopiero spokojnie zasnął.
O ósmej przyszła kobieta, która opiekowała się ojcem, pomagała mu robić zakupy, sprzątała i gotowała.
Ojciec ciągle spał wiec zrobiłem herbatę i usiedliśmy z Panią Magdą w kuchni przy stole. Na moje oko miała czterdzieści pięć lat i była bardzo miłą i zadbaną kobietą. O ojcu mówiła bardzo ciepło. Ja zapamiętałem go trochę inaczej. Z rozmowy wydedukowałem, że jest jej bliski. Mówiła o nim Stefanek.
Nagle z pokoju ojca usłyszeliśmy brzęk tłuczonego szkła. Zerwaliśmy się z krzeseł i pobiegliśmy żeby zobaczyć co się stało. Przy łóżku stał ojciec.
- Przepraszam… szklanka mi upadła… co tak stoicie? Jest coś do jedzenia? Jestem głodny jak wilk… co ja mówię, jak stado wilków.
Patrzyliśmy na niego z Panią Magdą i nie mogliśmy uwierzyć w to co zobaczyliśmy. Człowiek dwa dni temu był jedną nogą na tamtym świecie, a teraz stoi przed nami i chce jeść!
- A co byś zjadł tato?
- Najbardziej to mam ochotę na ogromną, tłustą golonkę, ale jak nie ma to może być cokolwiek.
- Może zamówię pizzę, ale nie wiem czy ty możesz jeść takie rzeczy…
- Czuję, że teraz mogę wszystko!
Kiedy ostatnio z nim rozmawiałem był załamany, blady i wystraszony jak dziecko. Teraz wygląda jak po jakimś dobrym zielsku. Bardzo się cieszę, że chociaż on wyrwał się śmierci.
Byłem bardzo zmęczony tym co się ostatnio wydarzyło, ale bardzo szczęśliwy. Wróciłem do domu, położyłem się do łóżka i zacząłem się zastanawiać co dalej? Powinienem chyba zająć się teraz ojcem. Nadal nie wiem co zrobić z kasą ? Może w coś zainwestować, ale w co?
Chciałbym. żeby ojciec pomógł mi podjąć decyzję. Przez to całe zamieszanie całkiem zapomniałem o Sandrze, ale wiem, że mi wybaczy… to fajna i mądra dziewczyna i chyba mnie lubi. Od tego myślenie rozbolała mnie głowa. Wziąłem tabletki i zasnąłem.
Rano po bólu nie było śladu, ale po tabletkach byłem zamulony jak dziadka staw. Przydał by się jeszcze jeden wolny dzień. Trudno trzeba iść do roboty. Muszę w końcu powiedzieć szefowi, że rezygnuję z pracy u niego. To była fajna robota, bardzo ją lubiłem, ale chyba otworzę jakiś własny interes. Jedząc śniadanie postanowiłem, że powiem mu dzisiaj. Fotel już prawie skończony. Zastanawiałem się dlaczego ten fotel jest taki ważny i kto go przywiózł? Gościowi bardzo zależało na tym, żebym to właśnie ja go naprawił. nie mam pojęcia o co chodzi?
Ogarnąłem się i wyszedłem do roboty. Kiedy byłem już blisko zakładu zobaczyłem, że jest zamknięty, a przed nim stoją chłopaki i spoglądają na zegarek.
- Cześć, co się dzieje? Nie macie kluczy?
- Szef wczoraj wyszedł późno i zabrał klucze … miał być dzisiaj wcześniej.
- Spoko , zaraz będzie.
Czekaliśmy ponad pół godziny, ale szef nie przyjechał. Postanowiłem dowiedzieć się czegoś od Sandry, Poszedłem do jej szkoły, ale w szkole jej nie było. Jej koleżanki powiedziały, że była rano na pierwszej lekcji, ale miała telefon i potem szybko wybiegła ze szkoły.
Pobiegłem do domu szefa. Pod domem stała policja i nikogo nie wpuszczali do środka. Od ludzi stojących wokół domu dowiedziałem się, że był napad i słyszeli strzały. Zobaczyłem jak Sandra z mamą i siostrą wychodzą z domu w obstawie dwóch tajniaków i wsiadają do samochodu. Pytałem ludzi czy ktoś był ranny? Powiedzieli, że karetka zabrała pana Władka, ale nie wiedzą w jakim był stanie.
Pojechałem do szpitala. Czekałem przy wejściu. Po godzinie przyjechała Sandra z mamą i siostrą. Weszliśmy razem , ale do sali mnie nie wpuścili. Przy drzwiach stał gliniarz. Mogli wejść tylko członkowie rodziny. Sandra powiedziała mi, że jej tata ma draśnięte ramię, ale czuje się dobrze. Musi poleżeć kilka dni na obserwacji.
Zawsze myślałem że coś takiego ogląda się na filmach. Napady, rabunki tak, ale coś takiego? Sandra bardzo przeżyła to zdarzenie, Bardzo kochała ojca, chociaż to nie był jej prawdziwy tata. Życie jest porąbane. Obcy człowiek może dla jednych znaczyć bardzo wiele, a mój rodzony ojciec… Mam nadzieję, że się zmienił.
Zapytałem Sandrę jak się czuje ojciec i co z zakładem?
- No właśnie tata dał mi klucze i powiedział, że dopóki nie wyzdrowieje Ty masz być szefem w zakładzie.
- Kurde… Nie wiem czy dam radę… z robotą nie powinno być problemu, ale z papierami trochę gorzej.
- Tata powiedział, że na pewno dasz sobie radę i powiedział jeszcze, że ma fajnych pracowników, a do Ciebie ma największe zaufanie.
- Ok., postaram się. Życz tacie ode mnie dużo zdrowia i żeby szybko do nas wracał.
- Dziękuję, przekażę
- No to ja spadam, trzymaj się, wszystko będzie dobrze.
Sandra mocno mnie przytuliła.
- Wiem, musi być dobrze.
Następnego dnia rano wstałem wcześniej niż zwykle. Przed pracą byłem u mojego ojca. Kupiłem po drodze świeże pieczywo i mleko. Ojciec czuł się coraz lepiej. Nawet sam zrobił sobie herbatę, ale jeszcze był słaby. Pogadaliśmy chwilę, ale musiałem iść żeby otworzyć zakład.
W pracy opowiedziałem chłopakom co się stało. Tak jak mnie trudno im było w to uwierzyć. Potem cały dzień nabijali się ze mnie. Mówili na mnie „szefie”.
Ja też sobie zażartowałem…
- Jeszcze raz ktoś powie do mnie „szefie” to wyleci z roboty!
No z tego to się śmiali z godzinę.
Z jednej strony mnie to wkurzało, a z drugiej… chyba powinienem się przyzwyczajać. W końcu chcę otworzyć własny interes, chociaż nie mam zielonego pojęcia co to miałoby być. Teraz nie mam głowy do tego.
Nie wiedziałem, że szefowanie może być takie męczące. Wracałem do domu i nie miałem siły włączyć telewizora. Pierdolone rachunki! Żebym tylko czegoś nie spieprzył, bo jak szef wróci to mnie zabije. Jeszcze tylko kilka dni. Jakoś przeżyję.
Wieczorem przyszła Sandra.
- Cześć, jak sobie radzisz w firmie?
- Chyba dobrze, powiedz tacie, żeby się nie martwił, staram się jak mogę. Najgorsze są rachunki.
- Jak chcesz to przyjdę jutro i Ci pomogę.
- Dzięki, ale Ty musisz chyba być w szkole?
- Nic się nie stanie jak opuszczę kilka dni.
- Jak zawalisz w szkole to własnoręcznie skopię Ci tyłeczek.
- Przestań! Jestem najlepsza w klasie! Średnia 5.7 mówi to Panu coś?!
- No to masz szczęście. Tyłek ocalony ha ha ha!
- Jak masz ochotę to przyjdź, a potem pójdziemy razem coś zjeść. Jutro są moje urodziny! Zapraszam Cię na obiad, tylko musisz wybrać dobrą restaurację bo ja raczej nie wiem gdzie można zjeść coś dobrego. Jedyna rzecz, jaką jadłem w knajpie to pizza.
- Ok, coś wymyślę, ale wcześnie muszę zajrzeć do taty do szpitala.
- Jasne! Mogę pójść z tobą… chyba mnie wpuszczą?
- Pewnie, że wpuszczą. Tata na pewno się ucieszy. Cały czas wypytuje o to jak sobie radzisz? No to lecę. Do jutra.
- Pa „biedroneczko”!
No to kurwa pięknie! Co mi strzeliło do tego pustego łba? Zaprosiłem ją na obiad w restauracji, a w co ja się kurwa ubiorę!? Bluza z kapturem raczej nie pasuje. Wywaliłem wszystko z szafy i nic. Nie znalazłem garniaka bo nigdy go nie miałem. Jeżeli ona założy coś eleganckiego to dupa. Chyba będę musiał udawać, że się źle czuję. Wiem co zrobię! Wyskoczę jutro na chwilę z pracy i zrobię szybkie zakupy. Spoko! … Będzie dobrze.
Położyłem się wcześniej spać, bo w telewizji nie było nic ciekawego. Leciał jakiś pojebany serial dla moherów. Co oni widzą w tych serialach? Przeżywają jak Hitler okupację i potem opowiadają sobie w kolejkach do lekarza o Carlosie i innych pojebach.
Następnego dnia wstałem wcześniej i w drodze do pracy wyjąłem z bankomatu tysiaka na garnitur. Nawet nie wiem ile coś takiego może kosztować? Chyba będzie trochę mało. Przecież do takiego ubioru muszą byś odpowiednie buty, koszula…, krawat? Ja pierdolę, ale się wjebałem na minę!
O siódmej byłem w pracy. Jak zwykle chłopaki przywitali mnie: „dzień dobry szefie”! Otworzyłem zakład. Po pół godzinie przyszła Sandra. Usiedliśmy w pokoju szefa i zabraliśmy się do rachunków. Trzy godzinki i wszystko było zrobione.
- Nie wiedziałem, że tak szybko nam pójdzie. Wiesz co? Może byś mi pomogła wybrać jakiś odpowiedni strój na dzisiejszy obiad?
- A nie możesz założyć zwykły garnitur?
- Pewnie, że mogę ale muszę go najpierw kupić.
- Aha. No dobrze.
Powiedziałem chłopakom. że wychodzę na godzinę, może trochę dłużej. Tylko się uśmiechali, a jeden z nich zapytał czy idziemy do niej czy do mnie? Zabrałem go na zaplecze zakładu i pouczyłem, że nie życzę sobie takich żartów. Po tej rozmowie trochę bolała mnie ręka, a jego lewa część twarzy. Podniósł się z podłogi i już się nie uśmiechał.
Pojechałem z Sandrą do sklepu z garniturami. Żałowałem, że wziąłem ją ze sobą. Przymierzyłem chyba ze sto marynarek i tyle samo spodni. W końcu po czterech godzinach byłem ubrany od stóp do głowy z jedyne siedem tysięcy polskich złotych. Nie wiem czy wszystkie moje ciuchy, jakie mam w domu kosztowały tyle co moja nowa koszula? Dobrze, że można było płacić kartą bo z tym moim tysiącem narobił bym sobie obciachu. Do zakładu wróciłem tylko po to. żeby go zamknąć. O siedemnastej byłe umówiony z Sandrą więc szybko pobiegłem do domu. Szybka kąpiel, golenie i po czterdziestu minutach stałem przed lustrem na galowo. Normalnie wykapany minister! Nigdy w życiu nie byłem taki elegancki i nigdy nie czułem się tak sztywno. Nie znoszę takich ciuchów. Czuję się w tym jak ludzie, którzy cierpią na klaustrofobię, ale czego się nie robi dla pięknej kobiety?
Sandra już czekała przed domem kiedy poszedłem, żeby ją zabrać na obiad. Wyglądała zjawiskowo! w ręku trzymała ładnie zapakowany, niewielki pakunek.
- A co tam masz biedroneczko?
- Przecież dzisiaj są Twoje urodziny…
- No tak, zapomniałem… bardzo dawno nie obchodziłem tego dnia, a kiedy są Twoje urodziny?
- Za dwa tygodnie.
- To super! Co byś chciała dostać? Albo nie, nie mów sam coś wymyślę ok?
- Dobrze. Idziemy na ten obiad bo trochę jestem głodna?
- Jasne, idziemy.
Sandra mówiła, że niedaleko jest fajna restauracja więc poszliśmy pieszo. Po drodze śmialiśmy się i wygłupialiśmy.
Sandra dała mi paczkę, nie miałem pojęcia to może być?
- Proszę to dla Ciebie i życzę Ci wszystkiego najlepszego.
- Dziękuję1 Co to jest? Nie potrzebnie kupowałaś… nie pamiętam kiedy ostatnio dostałem prezent.
- No rozpakuj! Kupiłam Ci komórkę. żebyśmy byli w kontakcie, podoba ci się?
- Kurde… jest super… dzięki, miałem sobie kupić, ale już nie muszę. Jesteś najfajniejszą laską na świecie.
- Wiem, hahaha!
Kiedy weszliśmy do środka, od razu podszedł do nas kelner, wziął kurtki, a drugi kelner zaprowadził nas do stolika. Potem dał nam karty dań i poszedł. Popatrzyłem na ceny i już nie byłem głodny. Kurwa mać! Butelka piwa dwie dychy!? Muszę się do tego przyzwyczaić.
- No i co jemy?
- Nie mam pojęcia. Tu są takie popieprzone nazwy, że nie wiem co to jest. Jak coś wybierzesz to dla mnie to samo poproszę.
Całkowicie zdałem się na Sandrę. Kelner w końcu przyniósł białe Martini i coś … nie wiem dokładnie co to było, ale mi smakowało. Wyglądało jak kurze żołądki w gęstym sosie i zalane roztopionym serem. Potem jedliśmy grillowanego sandacza i pieczone ziemniaki, potem deser i cały czas przepijaliśmy Martini. A potem Przyszedł kelner z rachunkiem i wszystko zepsuł. Kiedy łaciłem poczułem się jak ktoś zupełnie inny. Ktoś kim nie byłem i nie wiem czy chcę być. Patrzyłem na ten rachunek i pomyślałem sobie o dzieciach w Afryce… Przecież te dzieciaki miałyby za te pieniądze żarcie na cały miesiąc…
Mieliśmy już wychodzić kiedy w kuchni zauważyłem znajomą twarz. - Agata!?
Chyba usłyszała. Odwróciła się i uśmiechnęła. Tak…to była moja Agatka. Pokazywała coś rękoma, że nie może podejść. Zrozumiałem, że kończy o dwudziestej czwartej.
- Kto to jest?
- To jest, jakby… ona była dla mnie jak siostra. Razem byliśmy w domu dziecka. Była najbliższą mi osobą i dzięki niej jakoś przetrwałem to wszystko.
- Nie mówiłeś mi o niej.
- Wielu rzeczy jeszcze ci nie mówiłem, nie lubię wracać do tamtych czasów… nie ma o czym gadać…
- Przepraszam, jak nie chcesz to nie mów.
- Nie o to chodzi. Chcę Ci powiedzieć o sobie wszystko, ale jeszcze nie teraz. Nie masz pojęcia co to jest dom dziecka. Gdy wszyscy Cię poniżają, traktują gorzej niż zwierzę.
Z Agatą mówiliśmy sobie wszystko, czasem razem płakaliśmy gdzieś w kącie… Kurwa mać! Nie chce mi się o tym gadać, w końcu są moje urodziny. Odprowadzę Cię do domu… chciałbym trochę pobyć sam. Przepraszam…
- Obraziłeś się na mnie? nie chciałam powiedzieć nic takiego…
- Nic się nie stało, to ja Cię przepraszam. Miało być miło, a wyszło…
- Ok, rozumiem.
Przez całą drogę do domu Sandry nie odzywaliśmy się do siebie. Myślałem o Agacie i o naszych planach. Co ja jej powiem? A miało być tak pięknie…
Do dwunastej było jeszcze sporo czasu, ale nie mogłem się doczekać spotkania z Agatą, Byłem ciekawy co się z nią działo przez te kilka lat. Wyszedłem wcześniej z domu i spacerkiem udałem się w kierunku restauracji. Po drodze zastanawiałem się o czym będziemy gadać. miałem jej tyle do powiedzenia, że nie wiedziałem od czego zacząć. W końcu nie widzieliśmy się cztery lata. Wydawało się jakby to było wieki temu. Kiedy ją widziałem ostatnio można powiedzieć, że była jeszcze dzieckiem, a teraz jest piękną młodą kobietą. Kiedy ją zobaczyłem serce zabiło mocniej i wróciły wspomnienia.
Moja mała Agatka… Czekając przed restauracją wyjarałem pół paczki fajek i strasznie się denerwowałem. Nie mogłem ustać w miejscu. Wydawało się jakby to czekania trwało całą wieczność.
Pięć minut po północy wyszła…
- Cześć!
- Cześć… Fajnie Cię widzieć… myślałem, że już się nie zobaczymy. Często o tobie myślałem… wyglądasz super! Wcale się nie zmieniłaś, no prawie wcale…
- Dzięki. Z Ciebie też niezłe ciacho.
- Ha ha! Ciacho? chyba zeschnięty herbatnik!
Rozmawialiśmy patrząc sobie w oczy. Matko niebieska! Jakie ona ma piękne oczy! Szczególnie kiedy odbija się w nich księżyc. Widać też w tych jej oczach jak dużo przeszła w swoim krótkim życiu.             - Zniknąłeś tak nagle, myślałam, ze będziesz mnie czasem odwiedzał?
- Byłem w domu dziecka. Chciałem zobaczyć co u Ciebie, ale powiedzieli, że już tam nie mieszkasz i nie chcieli podać mi twojego adresu.
- Wiem, czasem odwiedzam naszego bidula. Dziewczyny mówiły, że cię widziały.
Objęła mnie i się rozpłakała.
- Brakowało mi Ciebie. Po Twoim odejściu zostałam całkiem sama, nie miałam z kim pogadać, kiedy było mi smutno i w ogóle…
- Ja często o Tobie myślałem, ale nie wiedziałem jak Ciebie znaleźć. Nie płacz wariatko bo mi kurtkę zmoczysz!
- To z radości, Nie masz pojęcia jak się cieszę, że cie w końcu znalazłam.
- Szukałaś mnie?
-Tak, jak tylko wyszłam z bidula.
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Była taka szczęśliwa. nie mogłem jej powiedzieć, że mam dziewczynę. Przynajmniej na razie.
- Bardzo tęskniłam za tobą. Dopiero kiedy Cię straciłam uświadomiłam sobie, że to nie była zwykła przyjaźń… Ja się w Tobie zakochałam. Musiałam Cię znaleźć, żeby Ci to powiedzieć. Dlaczego jesteś smutny? Powiedziałam coś nie tak?
- Nie… Po prostu mnie zaskoczyłaś i nie wiem co powiedzieć.
Prawdę mówiąc to wcale mnie nie zaskoczyła. Wiedziałem co do mnie czuje, ale nie myślałem, że się odważy powiedzieć mi to w oczy.
- Mieszkasz tu w Łodzi?
- Tak, wynajmuję pokój u pewnej starszej Pani. Pomagam jej trochę w domu. Czasem ugotuję jakiś obiad, posprzątam mieszkanie, za to ona bierze ode mnie mniej kasy za pokój. Rozumiesz? Razem na tym korzystamy.
- Jasne, rozumiem. Wiesz co, jest chłodno, a wszystkie knajpy już pozamykane. Może wpadniesz do mnie na kawę? mieszkam niedaleko. Pogadamy. Jeżeli masz ochotę i nie boisz się zostać zemną sam na sam?
- No nie wiem… Trochę się boję ha ha ha! Żartuję. Pani Zosia będzie się martwić. Najwyżej powiem jej, że nocowałam u koleżanki.
- To co? Idziemy?
- Ok, ale nie wiem czy powinnam…
- No co Ty? Tak długo się nie widzieliśmy! Musisz mi wszystko opowiedzieć.
Gdy weszliśmy do domu musiałem dorzucić do pieca bo prawie wygasło. Wstawiłem wodę na kawę i wyjąłem album z naszymi zdjęciami z czasów bidula. Agata chodziła i podziwiała moje mieszkanie.
- Rozbierz się, chyba nie będziesz cały czas siedziała w kurtce?
- No co ty? Od razu mam się rozbierać?
- Na razie mówię o kurtce ha ha ha!
- No ja myślę, że na razie ha ha ha!
- Może jesteś głodna? Zobaczę co mam w lodówce?
- Coś ty? Przecież pracuję w restauracji.
- No tak… A może masz ochotę na ciasto? Mam dobry sernik, zawsze lubiłaś sernik…, a może…
- Może byś w końcu usiadł bo nas świt zastanie i nie pogadamy.
- Jasne, tylko zaleję kawę.
Przyniosłem z kuchni kawę i sernik. Usiadłem naprzeciwko niej.
- Usiądź obok mnie, ja nie gryzę.
- Wiem…
- Tęskniłam bardzo i często śniłam o Tobie. Myślałam o naszych planach. No wiesz o tych z domu dziecka. Ale Ty chyba już zapomniałeś?
- Nie… nie zapomniałem, ale tyle czasu minęło, tyle się wydarzyło po drodze…
- Ja cały czas czuję do Ciebie to samo… Tak się cieszyłam. ze w końcu Cię znalazłam. a raczej Ty mnie znalazłeś…
- Agatko, Ja poznałem dziewczynę… wiele się zmieniło w moim życiu… bardzo Cię lubię, ale…
- Rozumiem, chyba już pójdę. Życzę Ci dużo szczęścia.
- Zaczekaj, porozmawiajmy. Nie widzieliśmy się tak długo!
- Może innym razem. Cześć.
Zabrała kurtkę i wyszła. Nie wiedziałem czy pobiec i zatrzymać ją? A może lepiej, że teraz się dowiedziała?
Była taka szczęśliwa, a ja to wszystko spierdoliłem, ale wcześniej czy późnie musiałbym jej powiedzieć. Życie jest nieźle popierdolone!
Po kilku minutach zastanowienia wybiegłem przed dom, ale Agaty już nie było. Żeby tylko nic jej się nie stało, bo bym sobie nie darował…
Dlaczego nie zjawiła się dwa miesiące wcześniej?
Przez całą noc nie zmrużyłem oka. Nawet nie znam jej adresu. Miałem jakieś złe przeczucia. jakbym miał jeszcze mało kłopotów. Prowadzenie zakładu, chory ojciec i teraz jeszcze Agata.
Muszę się zdrzemnąć chociaż godzinę, bo jutro mam przerąbany dzień. Z rana do pracy, potem do ojca, później jestem umówiony z Sandrą. Idziemy odwiedzić jej ojca w szpitalu. Na szczęście za kilka dni powinni go wypuścić. Wieczorem muszę zajrzeć do restauracji gdzie pracuje Agata i zobaczyć czy wszystko w porządku.
Położyłem się i prawie zasypiałem, ale nie dane mi było spać tej nocy. Jakieś debile wracali chyba z meczu i śpiewali różne stadionowe piosenki. Spojrzałem na zegarek. Kurwa mać! Czwarta rano! Z jakiego meczu oni wracają? Po ich zdartych gardłach można było wywnioskować, że śpiewają przynajmniej od kilku dni. Nie mogłem zasnąć więc włączyłem telewizor. Leciały akurat wiadomości. pokazywali zdjęcia z Łodzi, zniszczone sklepy, samochody. Tak się bawią kibice w Polsce. Mówili też, że jest kilka osób, które zostały pobite przez pseudokibiców. Dwadzieścia sześć ofiar pobicia w tym młoda dziewczyna w bardzo ciężkim stanie…
Nie słuchałem dalej. Pomyślałem o Agacie. Przeszły mnie ciarki i oblał mnie zimny pot. Chociaż byłem przed chwilą bardzo zmęczony i senny to w jednej chwili odechciało mi się spać. Zacząłem chodzić po mieszkaniu i nie wiedziałem co mam robić? Nie mogłem sprawdzić czy dotarła bezpiecznie do domu bo nie wiedziałem gdzie mieszka. Nie zdążyłem też zapisać jej numeru telefonu. Ja pierdolę, przecież nie będę jeździł po wszystkich szpitalach!. A może powinienem? Byłem roztrzęsiony i całkiem bezradny. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Co kilka minut wychodziłem na klatkę schodową i chciałem ją szukać ale gdzie? To wszystko moja wina! Mogłem ją zatrzymać.
O siódmej rano wyszedłem do pracy. Zaczynał lekko prószyć śnieg. Przeszedłem z dwieście metrów i zatrzymałem się. Wszyscy się gapili na mnie i śmiali się pod nosem. Dopiero jakiś facet zapytał czy nie jest mi za gorąco w tych łapciach? Nie wiedziałem czy wrócić do domu czy iść dalej? Praktycznie byłem już w połowie drogi, ale pomyślałem, że po pracy idę od razu do ojca i pewnie głupio bym wyglądał idąc przez centrum w pantoflach. Musiałem wrócić. Przy okazji założyłem też kurtkę.
Do pracy trochę się spóźniłem. Chłopaki czekali na mnie zdenerwowani bo zdążyli już nieźle zmarznąć. Kiedy otworzyłem zakład od razu rzucili się do czajnika, żeby wstawić wodę na kawę. Stali przy czajniku i poganiali go.
- Szybciej kurwa gotuj tę wodę bo mi zaraz gil wargę przytrzaśnie!
Zaparzyliśmy w końcu kawę i mogłem usiąść przy telefonie. Otworzyłem książkę telefoniczną na stronie ze szpitalami i zacząłem dzwonić. Sprawdziłem kilka szpitali, ale dzisiaj w nocy nie przyjęli nikogo o nazwisku Lipińska Agata. To chyba dobrze?
Nie mogłem się skupić na pracy. Ciągle myślałem o Agacie. Co kilka minut spoglądałem na zegarek. Wydawało się jakby czas się zatrzymał, albo biegł dużo wolniej niż zwykle.
Nareszcie szesnasta. Poganiałem chłopaków, żeby szybciej wychodzili bo chcę zamknąć.
- Grzebiecie się dzisiaj jak stare ciotki!
- A tobie co się stało?
- Nic… trochę się spieszę. Robert wyłaź już, w domu się umyjesz!
Robert był strasznie powolny i zawsze wychodził na końcu, ale w pracy był bardzo dokładny i nigdy nie było reklamacji na jego wyroby.
Szesnasta dwadzieścia. Robercik nareszcie opuścił zakład. Zamknąłem i pobiegłem do ojca. Chciałem jak najszybciej odbębnić wszystkie spotkania, wizyty i jak najprędzej iść do restauracji. Wpadłem do ojca na chwilę. Po drodze kupiłem gazetę dla starego i fajki dla mnie. Ostatnio za dużo palę…
- Cześć tata! Co słychać? No, wyglądasz coraz lepiej. Na wiosnę trzeba Ci chyba kupić rower i musisz zacząć trenować.
Zrobiłem herbatę i poczekałem, aż przyszła Pani Magda.
- No to ja będę leciał. Zostawiam Cię pod dobrą opieką. Trochę się spieszę. Wpadnę jutro!
Ojciec nie zdążył powiedzieć słowa tylko pomachał mi ręką na pożegnanie.
Teraz do Sandry. Niezły mam czas. Dopiero siedemnasta trzydzieści, a ja już po wizycie u ojca. Czasem mam wyrzuty, ze za mało czasy z nim spędzam. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni. Kiedy szedłem do Sandry ludzie jeszcze sprzątali bałagan jakiego narobili w nocy kibole. Jakiś facet stał obok swojego małego fiata całkowicie pozbawionego szyb i pomalowanego sprayem w barwy Widzewa . Zadzwoniłem Do Sandry, że już jestem w drodze do niej. Jej mama powiedziała, że możemy wziąć samochód taty. Sandra miała prawo jazdy od niedawna więc zapytałem czy nie lepiej byłoby jechać autobusem? Mama powiedziała, że zawsze jeździła z tatą i w końcu musi się odważyć pojechać bez taty.
- No tak, ale dlaczego to ze mną ma być ten pierwszy raz!?
- Nie bój się tata mówił, że bardzo dobrze jeżdżę, a jeżeli chodzi o pierwszy raz…
- W porządku, tata by Cię nie okłamał… chyba?
Zanim ruszyliśmy trzy razy samochód zgasł. Potem trochę szarpało, ale po dziesięciu minutach wyjechaliśmy z przed domu. Miałem coraz większe obawy co do zdolności Sandry, ale tłumaczyła mi, że samochód był nie rozgrzany i zaraz będzie lepiej. Nie było. W czasie jazdy do szpitala zarobiła dziesięć punktów i cztery stówy. Gdy dojechaliśmy do szpitala musiałem zapalić i się uspokoić. Czułem się jak w zamku strachu, a najgorsze były te wstrząsy i hamowanie znienacka. Najważniejsze, że dojechaliśmy cali i prawie zdrowi, chociaż jeden kot po drodze nie miał tyle szczęścia co my. Nie wiem jak to jest przejechać kota i Sandra chyba też bo zamknęła oczy kiedy po nim jechała.
Szef czuł się już dobrze i powiedział, że prawdopodobnie za dwa dni go wypiszą. Super, bo już miałem dosyć tej papierkowej roboty. Po wizycie u szefa odprowadziłem Sandrę do domu.
- Nie wejdziesz na chwilę do mnie?
- Wiesz co, Może jutro. Mam dzisiaj jeszcze coś do załatwienia.
- Coś się stało? Od wczoraj dziwnie się zachowujesz.
- Wszystko w porządku. Może jestem trochę zmęczony. Tyle się działo ostatnio…
- No tak, Trochę się działo. A jak się czuje Twój tata?
- Coraz lepiej, myślałem, żeby go zapisać na siłownie.
- Nie żartuj sobie.
- Wcale nie żartuję, bardzo się zmienił. Widać, że nabrał ochoty do życia. Jeszcze tydzień temu wyglądał jak…, a raczej można powiedzieć, że nie wyglądał.
- To nie zatrzymuję, biegnij załatwiać te swoje sprawy. widzimy się jutro tak?
- Zadzwonię jeszcze do Ciebie. Pa biedroneczko!
- Pa.
Idąc w stronę restauracji cały czas powtarzałem sobie, że Agata będzie w pracy i coraz bardziej w to wierzyłem. Wszedłem do środka. Jak zwykle od razu przybiegł kelner i poinformował mnie, że nie ma wolnych stolików. Odpowiedziałem, że nie przyszedłem nic jeść tylko szukam kogoś.
- Czy jest dzisiaj w pracy Agata Lipińska?
- Ja nie wiem, czy mogę Panu udzielić takiej informacji.
- Bardzo mi zależy, to moja dobra znajoma. Chciałbym z nią przez chwilę porozmawiać. Spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem i wsunąłem mu do kieszeni dwie stówki.
- Powinna być od godziny, szef kuchni strasznie się zdenerwował.
- Dziękuję bardzo!
Ugięły się nogi pode mną. Miałem najgorsze myśli. Wyszedłem na zewnątrz, żeby złapać świeżego powietrza. Stałem i nie wiedziałem co mam robić. Podpalałem drugiego papierosa i nagle za plecami usłyszałem znajomy głos.
- Co Ty tutaj robisz?
- Agatka!? Nic Ci nie jest!
- A co ma być?
Objąłem ją i mocno przytuliłem.
- Tak bardzo się martwiłem o Ciebie!
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Nieważne. Leć do pracy bo szef jest nieźle wkurzony, podaj mi tylko swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie.
- Ok…
Wypaliłem jeszcze jedną fajkę i ruszyłem w stronę domu. Byłem wykończony psychicznie i fizycznie, ale byłem szczęśliwy. Szedłem ulicą i uśmiechałem się do wszystkich ludzi. W domu zrobiłem kilka kanapek, herbatę i wyciągnąłem nogi przed telewizorem. Obudziłem się rano z kanapką w ręku. Pomyślałem sobie… jak dobrze, że dzisiaj sobota. Zakładu nie musiałem otwierać bo ostatnio nie było zbyt dużo pracy i skończyliśmy wszystko przed terminem.
Z Sandrą miałem się spotkać dopiero o piątej. Muszę zrobić zakupy i trochę posprzątać w chacie. ostatni nie miałem czasu na sprzątanie, a w lodówce zostało jedno piwo. Nie chciało mi się nic robić. najchętniej nie wstawałbym z łóżka przez cały dzień.
Zacząłem przegląd szafek w poszukiwaniu czegoś na śniadanie. Znalazłem trochę ciasta. Trochę zeschnięte, ale przy pomocy kawy jakoś dam radę. Kiedy zabierałem się do pierwszego kęsa usłyszałem pukanie do drzwi. - Ja pierdolę! Nawet w sobotę nie można zjeść spokojnie śniadania!
Idąc w stronę drzwi gadałem pod nosem: kogo kurwa niesie z samego rana? Spojrzałem na zegarek. Pięć po jedenastej. No może nie z samego… Otworzyłem drzwi. - Cześć.
- Cześć Agata.
- Gniewasz się jeszcze na mnie?
- Na ciebie? Na Ciebie nie można się gniewać. Wchodź do środka bo zimno. Napijesz się kawy. albo herbaty? woda się zagotowała przed chwilą.
- Jasne. Przyniosłam bułki z serem. Jadłeś już śniadanie?
- Właśnie zaczynałem, tylko ktoś mi przerwał pukaniem do drzwi.
- Przepraszam.
- No coś Ty… dawniej wiedziałaś kiedy żartuję.
- Tak, ale się pozmieniało od tamtego czasu… i Ty się zmieniłeś… ja chyba trochę też.
Patrzyłem na nią i rzeczywiście się zmieniła. Zaokrągliła się w pewnych miejscach. Nie żeby przytyła! po prostu stała się kobietą… w dodatku bardzo ładną. W domu dziecka traktowałem ją jak siostrę, ale teraz nie wiem jak ją traktować. Jest przecież jeszcze Sandra. Agata coś opowiadała, a ja w pewnym momencie przestałem słuchać. Patrzyłem w jej oczy, na jej usta… Zrobiło się dziwnie.
- Halo! Dlaczego tak patrzysz na mnie? Słuchasz mnie?
- Jak patrzę?
- Nie wiem… jakoś tak…
Złapała mnie za rękę.
- Dobrze się czujesz?
- Przy Tobie? Jak w niebie.
- Cały czas żartujesz, a ja pytam poważnie!
- Ok, nic mi nie jest. Patrzę na Ciebie bo… bo dawno Cię nie widziałem.
- A tak naprawdę?
- Nie ciągnij mnie za język…
- Zawsze mówiliśmy sobie wszystko… nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic…
- Tak, ale to nie jest takie proste. Muszę sam rozwiązać ten problem.
- Pamiętasz jeszcze o naszych planach? To śmieszne, ja wtedy brałam to wszystko na poważnie. Mówiłeś, że się ze mną ożenisz… gdy zamykałam oczy wyobrażałam sobie nas przed ołtarzem i miałam nadzieję, że to kiedyś się spełni i nie będę musiała zamykać oczu, żebyś był blisko mnie…
- Pamiętam. To było tak dawno, ale miło wspominam tamte czasy. Byliśmy młodzi i gadaliśmy różne rzeczy.
- Ja cały czas w to wierzyłam, pamiętam każde zdanie, pamiętam jak na mnie patrzyłeś… tak samo jak dzisiaj.
- Agatko, posłuchaj… zawsze traktowałem ciebie jak młodszą siostrę i wtedy myślałem, że zawsze będziesz tą samą małą Agatką, ale jest inaczej. Nie wiedziałem, że jeszcze kiedyś Ciebie spotkam. Poznałem fajną dziewczynę, ale wydaje mi się, że do Ciebie też coś czuję. Dlaczego życie jest takie trudne i ciągle karze nam wybierać i podejmować same trudne decyzje?
- Spałeś z nią? Jest dla Ciebie ważna?
- To nie o to chodzi czy z nią spałem czy nie. Rozumiemy się i dobrze się czujemy ze sobą, ale kiedy zobaczyłem Ciebie poczułem coś… nie wiem jak to powiedzieć. Poczułem, że zawsze Cię kochałem. Tam w domu dziecka łączyło nas coś wyjątkowego. Miałem tylko Ciebie, a Ty mnie. To nas bardzo zbliżyło. Trudno jest mi wybierać między Tobą i Sandrą. Bardzo ją lubię, ale nie wiem czy ją kocham. Musisz dać mi trochę czasu, żebym sobie poukładał kilka spraw…
Agata słuchała co do niej mówiłem, a po jej policzkach płynęły łzy. Przytuliłem ją i pocałowałem w najpierw w jedno oko, potem w drugie, potem w usta, a potem ona mnie pocałowała.
- Zaczekaj… ja nie…
- Na co mam czekać? Czekałam no tą chwilę całe wieki i nie mów, że mam przestać bo i tak nie przestanę…
Powaliła mnie na łóżko i… kochaliśmy się. Po raz pierwszy zrobiłem to z osobą do której czułem coś więcej niż tylko zaspokojenie swoich potrzeb seksualnych. Te wszystkie dziewczyny przed nią były tylko przygodą na jedną noc. Teraz czułem, że to było coś więcej. Nie myślałem o niczym innym tylko o niej. Pachniała jak wszystkie najpiękniejsze zapachy świata.
Leżeliśmy w milczeniu i chyba oboje nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Po piętnastu minutach zapytałem czy ma ochotę na herbatę. Przytaknęła tylko i dalej nic nie mówiła. Poszedłem do kuchni, włączyłem radio i czekałem aż zagotuje się woda. Zapaliłem papierosa i zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem? Wcale nie żałuję, ale teraz nie wiedziałem co powiedzieć… Zalałem herbatę i nie wiedziałem jak wejść do pokoju, jak jej spojrzeć w oczy i… wszedłem do pokoju. Agaty nie było. Na łóżku leżała kartka: „Przepraszam za wszystko, zawsze będę cię kochała”.
Nie wybiegłem za nią. Gdy wyjrzałem przez okno właśnie znikała za rogiem i nawet się nie obejrzała. Czemu to zrobiła? Kobiety ciężko zrozumieć.
Minęły dwa lata. Kupiłem wypasioną chatę z ogrodem i zrobiłem prawo jazdy. W międzyczasie rozstałem się z Sandrą. To znaczy ona mnie zostawiła. Z Anglii wrócił jej chłopak, z który chodziła do podstawówki i całkiem jej odpierdoliło na jego punkcie. Stara miłość i tak dalej… Miesiąc temu dostałem zaproszenie na ich ślub. Zastanawiam się czy pójść? Mój ojciec też się hajtnął z Panią Magdą i chyba będę miał rodzeństwo. Widać ojciec całkiem wyzdrowiał. Pieniądze od niego zainwestowałem we własny interes i całkiem nieźle mi idzie. Mam sieć pizzerii „Agata” w całym kraju. Kiedyś przez ojca klepaliśmy biedę, a teraz dzięki niemu całkiem nieźle mi się powodzi. Cały czas miałem nadzieję, że Agatka się odezwie. Szukałem jej wszędzie. Wynająłem nawet prywatnego detektywa, ale ona zawsze wyprzedzała go o krok. Ostatnio mieszkała niedaleko Poznania, ale kiedy mój detektyw się tam pojawił okazało się, że już tam nie mieszka.
Okazało się, że fotel, który naprawiałem był mojego ojca. Powiedział mi, że ten fotel pokazał mu jakim jestem człowiekiem. To miał być taki test, który  zdałem z wyróżnieniem. Nie wiem o co mu chodziło z tym testem, ale to najlepsza ocena jaką dostałem w moim popieprzonym życiu.
      Z moich kumpli tylko Maciek jest jeszcze kawalerem i nadal ciężko go wyrwać ze szponów Internetu. Reszta niestety musiała zmienić swój stan cywilny. Piotrek wpadł z jakąś pokraką na jednej z dyskotek, a Sławek nawet nie pamięta jak to się stało, że jest żonaty. Cały czas powtarza, że musiał być notorycznie odurzany do dnia ślubu. Patrząc na jego partnerkę często się zastanawiam czy to na pewno jest kobieta? Czasem się spotykamy u mnie na grillu. Żartujemy z Maćka, że jego dzieci będą miały na imię Laptop i Klawiatura. Jeżeli kiedykolwiek będzie miał dzieci.
      Fajnie mieć przyjaciół, na których w każde chwili można liczyć.
Powoli traciłem nadzieje, że kiedykolwiek uda mi się odnaleźć Agatę.
Pewnego dnia podjechałem do kiosku po fajki. Przede mną stała starsza pani. To była ta sama, która dała mi adres znachora.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry młody człowieku. Jak się tata czuje?
- Dziękuję, bardzo dobrze. Chciałem Pani bardzo podziękować również w imieniu ojca.
- Nie ma za co. Proszę pozdrowić tatę i powiedzieć mu, żeby dbał o swoją nową rodzinę…
Pochyliłem się do okienka w kiosku,
i wtedy usłyszałem:
- Nie szukaj jej, ona sama się znajdzie.
- Kiedy się odwróciłem staruszki już nie było. Dziwne. Zapytałem kobiety z kiosku czy nie widziała, w którą stronę poszła ta pani? Odpowiedziała, że nikogo nie widziała. Muszę mniej palić bo chyba mi się w głowie pierdoli od tych fajek. Pomyślałem też, że chyba jakiś dobry anioł czuwa nade mną. Może to mama?
Minął tydzień. Wracałem wieczorem ze spotkania z dostawcą i wtedy zobaczyłem dziewczynę z wózkiem. Z tyłu wyglądała jak Agata. Takie same włosy, te same ruchy… Krzyknąłem do niej po imieniu, ale się nie odwróciła. Coś mi podpowiadało, ze to ona. Podbiegłem do niej i wtedy się odwróciła. To była moja Agatka. Wyglądała jakby nie spała co najmniej tydzień.
- Co się stało !? jak Ty wyglądasz? Czemu nie dawałaś znaku życia!?
- To na które pytanie mam najpierw odpowiedzieć?
- Nie żartuj! Szukałem Ciebie. Dlaczego mi to zrobiłaś? Nie pozwoliłaś mi wyjaśnić… nie dałaś mi szansy.
- Miałeś dziewczynę, myślałam, że jestem dla Ciebie kłopotem i nie chciałam Ci zepsuć…
- Czego zepsuć!? Zawsze byłaś i będziesz dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Chodź, jedziemy do domu. Już teraz nie pozwolę Ci uciec. już teraz będziemy razem.
- Ale ja mam dziecko…Twoje dziecko.
Rozpłakała się i rzuciła mi się na szyję. W wózku spał chłopiec, który był podobny do mnie. Często z mamą oglądaliśmy zdjęcia, które rodzice robili mi kiedy byłem mały zanim ojciec sprzedał aparat… Z pod czapeczki chłopca widać było jasne, kręcone włoski. Zupełnie jak moje, kiedy byłem w jego wieku. Uśmiechał się przez sen jakby wiedział, że na niego patrzę…
- Chciałam mieć cząstkę ciebie, myślałam, że dam sobie radę, ale kiedy zwolnili mnie z pracy było mi ciężko. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
- To dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie!? Czekałem na wiadomość od ciebie. Nie wiedziałem co się z Tobą dzieje. Martwiłem się… Tęskniłem.
- Ja też tęskniłam… Tak bardzo cię kocham.
- Jak ma na imię?
- Michał.
- Michał? Michałek…Też ładnie. Wiesz co? Bardzo cię kocham i już nigdy Cię nie zostawię. Warto było żyć dla takiej chwili i dla tych, które jeszcze przed nami. Byłem trochę zaskoczony, ale szczęśliwy.
Zabrałem Agatę do domu. W ciągu pół roku wzięliśmy ślub i czekamy na drugie dziecko. Chcemy też adoptować chłopca i dziewczynkę z domu dziecka. Wszystko w końcu się poukładało, znalazłem cel w moim porąbanym życiu i mam nadzieję, że będziemy z Agatką i naszymi dziećmi szczęśliwi. Mam nadzieję!? Ja to wiem. Wiem, że cały czas ktoś czuwa nade mną. Po śmierci mamy przestałem wierzyć w Boga, ale nie przestałem wierzyć w anioły…

KONIEC

 

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1433
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1099
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 799
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1054
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 366
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 476
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1114
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 852
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 645
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 659
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 995
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 448
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1458
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 704
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Strzyga  (www),  09/08/2012

Ojej! Ale mam natłok myśli po przeczytaniu tego. Więc... zaczęłam czytać Twoje opowiadanie i myślałam tylko o tym, kiedy ono się skończy. Raziły mnie przekleństwa, więc przestało mi się podobać, ale ponieważ to dość życiowe opowiadanie, a w życiu przekleństwa się zdarzają, czytałam dalej. Gdy pojawiła się Sandra, wciągnęło mnie na dobre. Zastanawiałam się jedynie czy to "pamiętnik", czy fikcja lit ...  wyświetl więcej

@Strzyga: Dzięki za ocenę i prawdę mówiąc jestem zaskoczony, ale bardzo miło zaskoczony. To moje pierwsze takie opowiadanie, które napisałem. Prawdę mówiąc zrobiłem to z nudów, żeby nie myśleć o problemach. Jakis czas temu w wyniku powikłań cukrzycowych straciłem lewą nogę. Na początku długo nie mogłem dojść do siebie, ale w koncu powiedziałem sobie, że trzeba byc takim jak przed amputacją czyli w ...  wyświetl więcej

Dzięki za ocenę i prawdę mówiąc jestem zaskoczony, ale bardzo miło zaskoczony. To moje pierwsze takie opowiadanie, które napisałem. Prawdę mówiąc zrobiłem to z nudów, żeby nie myśleć o problemach. Jakis czas temu w wyniku powikłań cukrzycowych straciłem lewą nogę. Na początku długo nie mogłem dojść do siebie, ale w koncu powiedziałem sobie, że trzeba byc takim jak przed amputacją czyli wesołym i u ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska