Login lub e-mail Hasło   

Alechandro. Czyli: "Baby są jakieś inne."

(...) w tym miejscu, kilka dni wcześniej, prądy wyciągnęły w morze dziewiętnaście osób jednocześnie!
Wyświetlenia: 2.049 Zamieszczono 10/08/2012

By się z najbliższą okolicą zapoznać osobiście wyruszyliśmy na poszukiwanie plaży. Ponieważ plaża nie jest moim żywiołem a na takiej dużej z parasolami i tłumem smażących się ciał i cielsk bym oszalał, szukaliśmy takiej małej, między klifami i możliwie, bez tłumu.

Zjechawszy kilkdziesią kilometrów nie znaleźliśmy tego o co nam szło. Trudno. Zdecydowaliśmy się skorzystać z lekko zatłoczonej, dużej ale do przyjęcia. Słońce oszalało, 38 stopni w cieniu. Woda 27! Szał! Zwłaszcza dla kogoś kto parę już lat mieszka w Krainie Deszczowców. Gdzie szaleństwem jest 21 stopni a ciepłe morze nie istnieje...

Niestety. Plaża była i owszem ale dno morza fatalne. Glony, skałki, które fantastycznie kroiły stopy, kraby ze szczypcami wielkości męskiej dłoni`. No, niefajnie ale... Ale tuż za skalnym półwyspem, który pełnił rolę naturalnego falochronu było już to o co chodziło. Piaszczyste dno i... I nikogo w morzu. Na plaży mnóstwo kąpiących się w słońcu, ale nikogo zażywającego pieszczot morkich fal.

Koleżanka-malżonka, widać wiedziona instynktem, pozostała na brzegu. Ola, Kuba i ja, nuże w morskie odmęty! I pływamy sobie, i pływamy i... I jesteśmy coraz dalej od brzegu... I, mimo wysiłku nie możemy się do niego zbliżyć... Każdego z nas dzieliło może dziesięć metrów ale... Ale do siebie też nie możemy się zbliżyć...

Użyłem całej mocy mej lichutkiej ale nie płynąłem do brzegu tylko, wyraźnie na skalny półwysep i... I usłyszałem krzyk Oli, która jeszcze przed momentem była tuż za mną. Teraz dzieliło nas jakieś dwadzieścia metrów a Kubę od Oli jeszcze dziesięć.

W jej krzyku było coś takiego co kazało mi natychmiast zawrócić. Widziałem, że nie daje rady i mimo prób ucieczki wyraźnie zbliża się do skał. Kuba macha łapami ile się da i... I stoi w miejscu. A ja mimo, że dawałem z siebie wszystko, nie zbliżam się do nich. A, po momencie, wszyscy nieodwołalnie płynęliśmy na skały. Ostre i poszarpane. Nie było dużych fal. Ale były wystarczające by się zachłysnąć. I jednak uderzały o skalny cypel wcale wyraźnie.

No, nie jest dobrze, pomyślałem. Robiłem wszystko by w moich okrzykach kierowanych do Oli i Kuby nie dało się odczuć strachu tylko spokój. A w tym momencie nie było niczego ważniejszego niż sprawienie by dzieci nie wpadły w panikę, nie zachłysnęły się wodą. Kopanie się z koniem nie ma sensu, trzeba utrzymać się na powierzchni i, w tym momencie, dać się ponieść prądowi i, możliwie, najmniej się zmęczyć. Trzeba zachować siły. I...

I stało się. Niewielka fala przykryła Olę. Po momencie ją zobaczyłem. Chusta, którą miała na głowie zsunęła się jej na twarz. Kuba był może dziesięć metrów od niej, ja dwadzieścia... Kiedy usiłowała zsunąć chustę z twarzy przykryła ją druga fala...

W tym momencie ktoś złapał mnie za ramię. Nie widziałem go wcześniej ani nie słyszałem. Ratownik z czerwonym pływakiem z uchwytami. Po angielsku krzyknąłem do niego by płynął do dzieci, ze mną wszystko w porządku.

Po chwili "mój" ratownik zostawił mnie i popłynął w stronę dzieciaków.

Odwróciłem głowę i zobaczyłem jeszcze trzech ratowników zbliżających się do dzieci. Dobrze, że Ola była bliżej... Dwóch podpłynęło do niej a jeden zbliżał się do Kuby. "Mój" nie mógł do nich dopłynąć...

To co opisałem powyżej według mnie trwało kilka minut. W rzeczywistości jakieś czterdzieści. Ratownicy zauważyli nas, by tak rzec, od razu, ale i im dopłynięcie do nas zajęło prawie pół godziny! Pół godziny na przepłynięcie może stu metrów! Niepojęte.

Ola wyszła z wody o własnych siłach, usiadła na piasku i roztrzęsiona płakała. Ratownik chciał ją wynieść ale na to nie pozwoliła. Kuba był straszliwie zmęczony ale dzielnie nie okazywał emocji. Tylko "spokojnie" i z niezwykłą dokładnością opisywał sytuację i zastanawiał się dlaczego nie mógł dopłynąc do siostry... Mówił i mówił, i mówił...

Basia stała jak słup soli na brzegu niezdolna do wypowiedzenia słowa. Ponoć wcześniej krzyczała. Nie słyszałem.

Na brzegu tłum gapiów z kamerami i aparatami... Jaka szkoda, że jednak nikt się nie utopił. To byłoby dopiero fascynujące wspomnienie z wakacji...

Formalności przebiegły bardzo sprawnie. Ratownicy okazali się kapitalnymi ludźmi a jeden nawet mówił po angielsku... Okazało się, że dokładnie w tym miejscu, kilka dni wcześniej, prądy wyciągnęły w morze dziewiętnaście osób jednocześnie! Grupę turystów z Niemiec. Uratowali wszystkich. A od kilku lat proszą o wprowadzenie zakazu kąpieli w tym miejscu. Bezskutecznie. Stosowne władze nie uznały nawet za konieczne by dać im łódź silnikową. Nie ma też żadnych ostrzeżeń, tablic, rysunków. Horror!

Wieczorem, przy lampce wina, kiedy głowy ochłonęły a emocje nieco opadły Ola zauważyła:

-Tato. Ale ten co chciał mnie wynieść na brzeg to był przystojny, no nie...?

- Co? Zapytałem z lekka głupkowato.

- No był, był i... I miał na imię Alechandro.

Tak, pomyślałem, baby są jednak jakieś inne...

 

Ale to jeszcze nie koniec...

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1443
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1103
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 806
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1060
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 372
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 651
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1124
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 478
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 861
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 456
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1009
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 666
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 601
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 727
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  greenway,  10/08/2012

Wiesz Grzesiu, takie normalne w niebezpiecznej sytuacji podejście do życia trochę nas przy tym życiu trzyma. ;)

Byle by nie tracić głowy... Ale na to by oceniać "wdzięki" Alechandro, w tej konkretnej sytuacji, to nigdy bym nie wpadł... Choć gdyby tak ratowała mnie jakaś "ratowniczka"... Kto wie.
:-)

  hussair  (www),  10/08/2012

No to już był horror. Niech mnie...
"Alechandro"? Niech mnie...
Ale w sumie, tak pozytywnie rzecz kwitując, to wymierzyliście kidnaperom Posejdona familijny policzek. Ufffff.
PS - hmmm... Możliwe, że ratownik ma znaczenie. Co stawia umysł na nogi szybciej, gdy jest ta uroda lub ta chemia. Gdybym na przykład dowiedział się, że w owym miejscu ratowniczką jest taka Natalia Goncha ...  wyświetl więcej

  liwa,  10/08/2012

Grzegorzu - czytalam na jednym wdechu, jakieś podświadome uczucie nie pozwoloło mi odetchnąć... chyba nauczyłam się pływać a dla tego przystojniaka, mogłabym i w glony...;)))

Nie okazywałem tego, nie mogłem, ale w istocie byłem przerażony. Nic mnie tak nie dobija jak bezsilność. Może wyniosłoby nas na ten skalny półwysep, może pokaleczyli byśmy się, może połamali. Może. Ale tym fantastycznym chłopakom zawdzięczam bardzo wiele. Może wszystko i nigdy ich nie zapomnę. Dość długo, już post faktum, żeśmy rozmawiali. Młodzi, dzielni, fantastyczni ludzie. Bezsilni wobec władzy szefującym im idiotów.

  hussair  (www),  10/08/2012

Tchnienie tego przerażenia unosi się nad artykułem. Muszę dodać, że historia z życia wzięta, polana czarnym humorem i dosolona lirycznie, to rarytas królewski.

@Hussair
Ty też jesteś, jak widać, jakimś pokręconym czubem... Witaj w klubie. Co jo godom... Już dawno w nim jesteś...
:-)

  liwa,  10/08/2012

...i wisienka na czubku... ;) Hussair...

Oki... na czubie.... ;)))

Chyba na czubie...
:-)

  hussair  (www),  10/08/2012

I wisienka na czubku, Liwo.
I Alechandro pośród fal. ;)
Greg: jestem pokręconym czubkiem, odkąd sięgam pamięcią. A sięgam nią do połowy lat 70. przy granicy polsko-czechosłowackiej. ;)

Stowarzyszenie Pokręconych Czubów proponuję... Ja okrutnie lubię wszelkiej maści ludzi z lekka pokręconych. No tak już mam i koniec. Widać ciągnie swój do swoich...
:-)

  hussair  (www),  10/08/2012

Wchodzę w to. Legitkę poproszę, bo mam tylko jedną, SKO. ;)

  liwa,  10/08/2012

jejuuuu, nie dość, że czuby, to jeszcze pokręcone... Ostra selekcja ! ;))

  hussair  (www),  10/08/2012

Znaczy... odpadamy? Oba-zwei? :(

  liwa,  10/08/2012

ja tam sieeeee nieee znam...:))
Ktoś na priw mi napisał, po przeczytaniu mojej Szafci, że jestem pięknie zakręcona, ale o czubie nic nie wiem :))

  hussair  (www),  10/08/2012

Tajemnica zwłok w szafie nadal niewyjaśniona...
Ale do partii Cię bierzemy, bo powiększysz szeregi o 33,333333333333333333333333333%... a to wiele znaczy dla zarządu. :)

  liwa,  10/08/2012

czuję się zaszczytem rzucona... ależ dzięki, dzięki. :)
ile wpisowe?

  hussair  (www),  10/08/2012

P...set pro Pani, p...set. Czasy trudne, na fotel obrotowy i barek zbieramy. :)

  liwa,  10/08/2012

po co fotel? Obracać się można bez fotela a barek, uzupełnię... ;

a co na to prezes Grzegorz ?

Ja, Lucjusz XIII, samozwańczy prezez Stowarzyszenia Pokręconych Czubów, prezesurę przyjmuję. Bo jak dają to brać a jak nie dają, to... To też brać, Ciebie liwio przyjmuję z radością przewielką i stowarzyszeniową ksywę "Wisienka" Ci nadaję. Noś tę ksywkę dumnie i z podniesionym czołem. Howgh! A zażalenia wszelakie do Hussaira kieruj i niechże on się z kobietami użera. A ja "se" spokojnie poprezesuję...
:-)

  liwa,  11/08/2012

o dzięki przewielkie Tobie Luciu składam i pod kolanami ściskam. Niech ta wisienka mym herbem zostanie, aż odpowiedni książe zje ją ze smakiem , nie krzywiąc paszczęki, ze względu na kwaśność tegoż owocka... :))

  hussair  (www),  11/08/2012

O, ja się z kobietami chętnie poużeram.
W ten czy w inny sposób. ;)

  liwa,  11/08/2012

tylko mnie nie nadgryzaj, bo nie ma nic brzydszego jak ogryzek kobiecy :))))

  hussair  (www),  11/08/2012

Nigdy nie widziałem ogryzka kobiecego, brzmi intrygująco. ;)

  liwa,  11/08/2012

to takie CUś na kształt kobiety, ale pokąsane, ponadgryzane ze wszystkich stron, przez mężczyzn, ale nieskonsumowane do końca...
to tak jest, jak się przez lata ma przy sobie psa ogrodnika - sam nie zeżre a drugiemu nie pozwoli... ;)

Po takich przygodach? A potem? Jakim cudem wróciłes zywy? Oj Grzesiu, Grzesiu.. wp[adasz w tarapaty by rozbawić?

Tak Marcinie. Żyję i nawet czuję, że żyję. Nie wiem jeszcze po co i dlaczego, ale tegoroczny wyjazd to był rzeczywiście horror. To, co wczoraj i dzisiaj opisałem to nie jest jeszcze koniec... I straszno i śmieszno... Ale już powolutku, bo na to trzeba czasu, znaczenie tych i innych "przygód" widzę coraz jaśniej.
:-)

  liwa,  10/08/2012

Grzegorzu a tytuł jest celowo taki, ze słowem bez jednej literki? :)

Ałć.. na "tentychmiast" poprawiam...
:-)

Już:-)

  hussair  (www),  10/08/2012

Widzisz, Greg? To są kobiety właśnie... Niby przejęte, zatroskane, a nic nie przegapią.
Alechandro...
;)

... są jakieś inne...
:-)

  liwa,  10/08/2012

oj tam, oj tam... ;))
dbamy o Was, mężczyźni...;))

  hussair  (www),  10/08/2012

Dzięki, Liwo! A my Was kochamy za to. :)

Dbajcie, dbajcie! Bo jak nie Wy, to kto?
:-)

  hussair  (www),  10/08/2012

Japońskie kobiety-roboty? Nieeee...

Nieee!

  belfegor,  10/08/2012

Sądziłem, że góry są twoim żywiołem, ale widać morze też Ci niestraszne ;P

Dobrze sądziłeś! Plaża to jest mus i, dla mnie, mała przyjemność. Ale o tym dlaczego tym razem tak, może słów parę napiszę. Pozdro:-)

Samo życie, Grzegorzu!

  ulmed,  11/08/2012

Siedzę sobie i cichutko czytam. Wnuczka śpi. Patrzę na jej błogi sen i jedno wiem na pewno; nigdy bym jej nie pozwoliła jechać na wakacje z Tobą.
Nasze przygody to, co najwyżej powrót z nad morza w kurtce na golutkim ciele, bo fala chlusnęła mocniej, zatopiona czapka i takie tam.
Baby są inne!
Mój małżonek zawsze wybierał trasy na skróty, jak Ty. To były ekstremalne skróty. Ni ...  wyświetl więcej

Jak Twoja wnusia podrośnie a ja będę już "strasznym dziaduniem" to może jednak...
Pozdrawiam:-)

Szokująca historia. Ja utonąłbym pierwszy,chcąc ratować dzieci ponad siłę. A w córce zaczynają buzować hormony.:))) Pozdrawiam.

Ola ma 21 lat...
:-)

To wszystko tłumaczy! :-))) To już wyższe stadium :-))) Pozdrawiam

  ewfor  (www),  12/08/2012

Proszę, proszę, kobieta nawet u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej potrafi zobaczyć piękno...Gdzie diabeł nie da rady tam kobietkę poślij (a tatusia tylko tak pro forma dla przyzwoitości). Dobrze, że wszystko skończyło się tak jak skończyło, ale jak widać efekt obojętnego przechodnia funkcjonuje na całym świecie.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska