Login lub e-mail Hasło   

Ty, ja i bliskość, cz.1 – Szyneczka dla wegetarianina, obcokrajowiec dla…?

Niejedna Polka stwierdzi, że jej przygoda z inną rasą zaczęła się od "braku urodzaju" wśród Polaków.
Wyświetlenia: 1.569 Zamieszczono 13/08/2012

Niejedna Polka stwierdzi, że jej przygoda z inną rasą zaczęła się od "braku urodzaju" wśród Polaków. Jednak jej podróż w nieznane u boku partnera-obcokrajowca zbyt często kończy się gorzkim posmakiem odczucia, gdzie nikt nikogo nie rozumie. Zostaje tylko wspólne dziecko oraz adres. Jak z tego wybrnąć?

Trzeźwe spojrzenie na takie związki jest bezsprzecznie zamydlane naszym pochodzeniem z kraju praktycznie jednolitego pod względem kulturowym, religijnym i etnicznym. Czy nasza polska jednorodność jest w kwestii związków z obcokrajowcami pomocna i praktyczna, czy jest raczej obciążeniem?

Podróż marzeń

Osobiście znam na Wyspach kilka ze wszech miar udanych związków naszych rodaków z cudzoziemcami (i niekoniecznie Brytyjczykami). Jednak o wiele częściej słyszymy o przypadkach, gdzie takie związki umarły w zalążku. Z perspektywy czasu, szybkie rozejście się jest błogosławieństwem dla obojga.

Tego "szczęścia" nie miała jednak Adrianna, 31-letnia bydgoszczanka, której zajęło trzy lata oraz dwie ciąże, by dogłębnie poznać swego partnera, rodowitego Anglika.

W 2007r. Ada trafiła na Wyspy w ramach półrocznego stypendium międzynarodowego. Wyjazd ten był dla jej ówczesnego partnera - jak sama wspomina - nie do zaakceptowania:
– "Maciek nie rozumiał mojej ciekawości świata" - opowiada - "Ale ja postawiłam na swoim. Przecież ten wyjazd był dla mnie spełnieniem marzeń, kluczem do mojej zawodowej przyszłości. Zresztą zawsze byłam ciekawa życia na emigracji".

Do rozpadu tego wieloletniego związku dojść musiało.
Natomiast w Londynie jak to w Londynie – poznaje się wielu ludzi. Dość powiedzieć, że Ada ze stypendium wróciła tylko po to, by spakować walizkę i wprowadzić się do Kena.

Dla młodej pary, wzajemne poznawanie swoich kultur było początkowo inspirującym zajęciem. Wkrótce pojawił się też mały George, czyli nasz Jerzyk.

Wszystko wyglądało pięknie.
Do czasu.

Na skrzydłach wiary

Wyjeżdżając na Wyspy z 7-letnią córką Alinką, Maria zostawiała za sobą nieudany związek z typowym pijaczyną i nierobem. Jej wyjazd zbiegł się również z jej przemianą duchową; na Wyspach zaczęła bywać w środowisku protestanckich Chrześcijan. To tam odnalazła nową "ja". Tam również poznała charyzmatycznego, o wiele starszego od siebie, czarnoskórego Terence'a. On jeszcze wolny – ona wolna już.

Lecz miłości od pierwszego wejrzenia nie było; początkowo łączyła ich tylko wspólna wiara. Jednak z biegiem czasu, Maria poczuła ze swoim współwyznawcą nie tylko wyznaniowe czy światopoglądowe więzi.
– "Wierzę, że jest moim przeznaczeniem" – mówiła wtedy o nowym partnerze – "ale jego temperament i sposób myślenia są nie na moje siły" – zwierzała się już dwa lata później, trzymając na kolanach roczną, śliczną Mulatkę o imieniu Grace [wdzięk, łaska].

Alinka od początku była swoją nową siostrzyczką wniebowzięta, jednak Marii coraz trudniej przychodziło podzielać entuzjazm córki; miała do rozstrzygnięcia nie lada dylematy, związane z coraz bardziej uwidaczniającym się niedopasowaniem z ojcem jej drugiego dziecka.

Znamy się tylko z widzenia

Mały Jerzyk stał się oczkiem w głowie nie tylko męża Adrianny, lecz również matki Kena. Ada z czasem zaczęłą dostrzegać jak wielki wpływ ma ona na jej męża. Nie wyglądało to jednak na jej zaborczość i chęć trzymania syna pod kloszem, a raczej wielkie przywiązanie samego Kena do swojej matki.
– "Zawsze musi się z nią kontaktować, nawet w najdrobniejszych sprawach" – wyznaje podminowana – "no i ta ich oficjalność… Panuje u nich tak pompatyczna atmosfera, że do dziś nie wiem jak się zachowywać żeby nie wyjść na nieokrzesaną. Nie są z wyższych sfer, ale czuję się tam, jakbym była wieśniaczką przy wielkim państwie. Z rodzicami Maćka czułam się swobodnie; była otwartość, było po prostu swojsko".

Jednak największe rozczarowanie spotkało Adę gdy na jaw wyszło jak bardzo Ken jest przywiązany do - jak sama określa - kawalerskiego trybu życia.
– "Byłam w zaawansowanej ciąży, a on nawet wtedy nie mógł odmówić sobie cośrodowego wypadu na krykieta w gronie koleżków" – żali się.
– "Liczyłam, że będziemy spędzać czas razem, jak w czasach stypendium. Coraz częściej mówię mu, że nie czuję się w swojej roli dobrze. Wtedy on kupuje wielki bukiet kwiatów, zaprasza do drogiej restauracji, jemy romantyczną kolację przy świecach, ale wszystko jest tak samo sztuczne jak te ich filmy. Wtedy zazwyczaj mi obiecuje, że «będzie OK, bo to tylko okres przejściowy». A ja mam wrażenie, że ten okres nigdy się nie skończy i będę żyła obok niego, bez żadnego zrozumienia z jego strony".

Trudny charakter

– "Jamajczycy mają to do siebie" - opowiada Maria - "że nigdy niczym się nie przejmują. Początkowo właśnie ten luz mnie w nim uwiódł, lecz dopiero teraz, gdy mamy wspólne dziecko, dogłębnie poznałam mechanizm takiego podejścia i wcale mi ono nie odpowiada. Zostałam tak wychowana, że jeśli jestem za kogoś odpowiedzialna, to muszę wyprzedzać zdarzenia, muszę myśleć naprzód. Nie zrelaksuję się póki nie zadbam o rzeczy najważniejsze. Ale Terence jest jak z innej planety. Jest też bardzo temperamentny, więc dość często puszczają mu nerwy, a ja też nie należę do łagodnych owieczek. Nie wiem jak w tym wytrzymam".

Rozsądek, rzecz względna

Co dzieje się dalej w życiu Adrianny i Marii? Czy doszło do jakichś drastycznych zmian w zachowaniu i myśleniu ich partnerów, tak oczekiwanych przez nasze rodaczki?
Ano nie. I właśnie w tym sęk.

Ada przyznaje, że doświadczenia z rodziną partnera wpłynęły na zmianę jej odbioru - kiedyś tak pozytywnego - całej angielskiej nacji. Zaś Maria - o ile na pewno nie wzdycha do poprzedniego partnera - wyznaje:
– "Jego odmienne usposobienie do życia uniemożliwia nasze porozumienie". Nie może również potwierdzić, że «wystarczy, aby chłop był dobrym człowiekiem». Bo czy zgodność światopoglądowa wystarczy, by przeskoczyć coś co jest ponadnarodowe, czyli niezgodność charakterów?

To oczywiste, że i Adrianna, i Marta dały z siebie wszystko. Generalnie, wchodząc w związek (każdy, niekoniecznie mieszany) założenie jest, że dajemy do niego to, co według nas mamy najlepszego.

No właśnie – "według nas"…

Powstają więc pytania:
• Czy nawet najprzedniejsza szyneczka będzie doceniona przez wegetarianina?
• Czy wszyscy muszą poruszać się w obrębie tych samych wartości, co my?

***

Bliźniacy Ryan (po lewej) i Leo Gerth (po prawej) – dzieci Stephana, rodowitego Niemca oraz czarnoskórej Florence.

Podobne artykuły


31
komentarze: 14 | wyświetlenia: 2767
24
komentarze: 81 | wyświetlenia: 2295
18
komentarze: 11 | wyświetlenia: 8025
14
komentarze: 5 | wyświetlenia: 3144
12
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1970
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1268
10
komentarze: 6 | wyświetlenia: 30415
36
komentarze: 20 | wyświetlenia: 24345
10
komentarze: 19 | wyświetlenia: 664
6
komentarze: 16 | wyświetlenia: 398
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 2544
26
komentarze: 16 | wyświetlenia: 5049
37
komentarze: 32 | wyświetlenia: 12012
 
Autor
Artykuł



Jacku w kosmopolitycznym Nowym Jorku czy na Zachodnim Wybrzezu wielokulturowosc to rzeczywistosc. Ameryka to wielki eksperyment, ktory nadal trwa. Jestem optymista. Ameryka sie zmienia na naszych oczach.
Pary rasowo mieszane nie budza juz zadnej sensacji. Na nowojorskich uczelniach widze coraz wiecej Afro-Amerykanow...jest ich coraz wiecej wsrod kadry naukowej...wiele par mieszanych wsrod s ...  wyświetl więcej

I bardzo dobrze, że to już powszechny widok. :-) Poza tym, jak na mój gust, wszystko wraca w ten sposób do prapoczątków (zdjęcie bliźniaków różnego koloru).
Ja natomiast skupiłem się na "mieliznach" takich związków. Jest takie powiedzenie, że "wieśniakiem robią chłopca ze wsi nie miastowi, a on sam". Coś w tym musi być, gdyż nasza (czytaj: polska) świadomość w wymieniowych przez Ciebie obsz ...  wyświetl więcej

  Gamka  (www),  13/08/2012

Czy potrzeba aż emigracji aby otrzeć się o ten problem!
W Polsce to zjawisko jest także dość widoczne i niestety dziewczyny mocno i boleśnie odczuwają ten wybór obcokrajowca - tego wymarzonego, wyśnionego, jedynego, przystojnego i doskonałego ojca ich dzieci...aż wyjadą z nim tam>> wówczas zaczyna się ten inny świat ....ten jedyny i wyśniony jest innym człowiekiem :(

Witaj Gamko,
absolutnie tak - nie trzeba. Tu jest on jednak obserwowalny na żywo. :-)
Mam też przykład z własnego podwórka: moja ex jeszcze z czasów LO wyjechała na 6 (słownie: sześć) tygodni na urlop do Libii. Wróciła z mężem... Dziś, czyli sporo lat potem, dziewczyna nie może dojechać na zjazd LO, gdyż ...mąż ją śledzi. A taki piękny ślub wzięli w Polsce... :-/
Kurcze, może o tym napiszę artykuł?
PS: Kuflik jednak nie wyrósł! Buu... :-(

  Gamka  (www),  13/08/2012

Witaj Jacku,
Przykro mi ! :( współczuję żonie !
... właśnie o tym problemie pisałam, o tych pięknych ślubach! o tych achach o ochach a potem, o płaczu, o strachu i ucieczkach, a gdy pojawiają się w tych związkach dzieci to już zaczyna się psychopatyczna jazda ! :((
....
Przykro mi :( a poszukaj nasion, jak nie u siebie to może w Polsce
Ale nie wyrzucaj go jeszcze, może proces kiełkowania jest dłuższy !

Ale czemu "żonie"?

  Gamka  (www),  13/08/2012

...OK ...ex żonie :P

Och! Raczej "niedoszłej żonie". Odkąd pamiętam, Ewa miała problemy rodzinne; wyjazd do Libii i szybki mąż były dla niej odskocznią, ucieczką z domu... :-(

  ewfor  (www),  15/08/2012

Zaślepienie - popularnie zwane miłością działa w dwie strony. I tak, jak mężczyzna z innego kraju musi się dostosować do naszych obyczajów tak i kobieta z naszego kraju powinna uszanować jego obyczaje tam. Nie potępiam ani nie wychwalam ale znałam takie małżeństwo Polko-Niemka z Albańczykiem i dużo rozmawiałam właśnie z nim na temat tego związku. Małżeństwo rozpadło się ponieważ... on nie chciał j ...  wyświetl więcej

Ciekawa historia, ewfor. Jednak równie ciekawe byłoby usłyszeć wersję tej kobiety. Czy z nią również rozmawiałaś?

  ewfor  (www),  15/08/2012

Oczywiście, że rozmawiałam bo to jest jedna z moich najlepszych przyjaciółek. Niestety ona nie rozumiała tego co on jej cały czas powtarzał, była "święcie przekonana", że on nie chce jej zabrać do Albanii, ponieważ tam ma drugą żonę. A jaka jest prawda kto to wie?

Zaufanie siadło. Skąd my to znamy...?

  belfegor,  13/08/2012

Przejrzałem teksty The Meaning i jakoś nie mogę załapać, skąd ta dedykacja.
Czyżbym coś przeoczył?

Witam Cię
choć wiele osób zna tu TM, to moja dedykacja była raczej osobista, więc wybacz; ona sama pewnie będzie jednak wiedziała skąd to. :-)

  ,  13/08/2012

Dedykacja @belfegor mogła się odnosić do przykładowo komentarzy, szybko Ci poszło:) 31 artykułów, scan reading masz opanowany to komentarze też pójdą szybko.Już wolniej Ci pójdzie przeglądnięcie całej eioby w ramach krucjaty" W ślad za dedykacjami"

  hussair  (www),  13/08/2012

Z jednym można się zgodzić, z drugim niekoniecznie... Dość powiedzieć, że napisane klawo. ;)

:-) Czołem, Egon!

  hussair  (www),  13/08/2012

Czołem! Uderz w stół, a wegetarianin się... ;)

...się podnieci na dźwięk kolacji? ;-)

Tomeczku, jam już półwegetarianin. Właśnie ukończyliśmy tygodniowy post. Pewnieś słyszał o dr Dąbrowskiej?

  hussair  (www),  13/08/2012

Słyszałem tylko dobre rzeczy. Mój przyjaciel twierdzi, że jego moce wzrosły o połowę. :)

To my się z nim zgadzamy. :-) Zresztą, o tym jeden z next artykułów.
Notabene, nie wiem jak Twoi rodacy-tułacze, ale moi tutaj, gdy są w związkach mieszanych, bardzo naciskają na "polskie święta" z pierogami, szynkami itd. Nie wiem czy to konieczne, zależy zresztą do czego.

Kiedy widzę, jak precyzyjnie nie dogadują się pary skojarzone nad Wisła, mówiące tym samym językiem i mające podobną tradycję, nie dziwę się niczemu. Świat jest piękny i ciekawy, bo ludzie są rożni i uczą się siebie, pokonują schody, bariery i tworzą całkiem fajne historie. A szczęście? Szczęście zasadniczo każdy nosi w sobie i jego poziom jest constans, a poziom i natężenie, o ile to można zmierz ...  wyświetl więcej

Tak jest; dulszczyzna króluje.
Heh, mówisz, że przeżyli w zgodzie? Chyba raczej w ugodzie o nieagresji; cokolwiek za mało do miłości. :-/
Pozdrawiam i dziękuję za Twój głos w dyskusji.

Dziękuję za dedykację, czymże sobie tym razem zasłużyłam?:)

Niektóre ordery są przyznawane za całokształt. :-)

Biorąc pod uwagę "darczyńcę", raczej spodziewałabym się kopniaka, ale nijak nie mogę go odnaleźć:P

"Szukajcie, a znajdziecie"...? ;-)

PS: Nie, nie - nie do znalezienia, gdyż go zwyczajnie nie ma.
Widać, nawet najgorsze szuje nie są tylko czarne; co by nasuwało również myśl, że nawet największy cud nie jest tylko... :->

A tam szuja od razu... Alergię masz na mnie po prostu, jak większość:P
No ale ładnie napisane, chociaż część 2 jeszcze bardziej mi przypadła do gustu:))

:-))
Jeszcze bardziej przypadła do gustu? Och, tak się upajać czyjąś "krzywdą"!? ;-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska