Login lub e-mail Hasło   

Co to znaczy „poznawać siebie”?

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://sites.google.com/site/samoswiadomosc/
Poznanie siebie to takie stare zagadnienie ludzkości, możemy je spotkać w całej historii. Wśród tych, którzy poruszali ten temat znajdziemy najznamienitsze postaci...
Wyświetlenia: 3.131 Zamieszczono 13/08/2012

Poznanie siebie to takie stare zagadnienie ludzkości, możemy je spotkać w całej historii. Wśród tych, którzy poruszali ten temat znajdziemy najznamienitsze postacie, wzbudzające największy szacunek, z całego świata z obszaru nauki i duchowości. Trudno wymienić jak wielu myślicieli wypowiedziało kiedyś radę „poznaj siebie”, było ich tak wielu. Wielu w starożytnej filozofii greckiej, z najbardziej znanym z tego zagadnienia Sokratesem. Późniejszej scholastyce namiętnej w duchu ze świętym Augustynem albo Mistrzem Eckhartem. Pytanie jakby przesunięte w cień z początkiem nauki nowożytnej, przekształcone w zagadnienie bardziej sformalizowane, potraktowane kategoriami rozumu, ale przebłyskujące niejako naturalnie w literaturze powszechnej, choćby w meskalinowych „Drzwiach percepcji” Aldousa Huxleya.

Kartezjański początek nowożytności w filozofii, to redukcja do tego, co zasadniczo pozwala się poznać, przyniósł „poznanie siebie”, jako cogito ergo sum, „myślę więc jestem”, zasadę poznania siebie. Podstawę, od której (dopiero) zaczyna się poznanie siebie naznaczone pewną granicą, punktem rozpoznania własnej mentalności w sposób świadomy, bo przed nim poznanie siebie zapośredniczone jest przez świat zmysłowy i cielesność. Właśnie to kartezjańskie przekroczenie granicy własnej cielesności i wkroczenie w obszar świadomej siebie mentalności, nieco później zaczęło pojawiać się w filozofii powszechnie. Pobłyskiwało wyraźnie u Davida Hume’a zaprzeczającemu niejako istnieniu trwałej samoświadomości, nieco u Johna Lock’a, wyraźniej w racjonalizmie niemieckiego filozofa Christiana Wolfa. Myśl tego ostatniego przyczyniła się do odkrycia Immanuela Kant, do odkrycia zasady metafizycznej, którą musi spełnić każdy sposób tłumaczenia Bytu aspirujący do wiarygodności. Krótko – chodzi o „poznanie poznania” pochodzące od kartezjańskiego cogito, bo „poznanie poznania”, to po prostu świadomość świadomości, a ta, to „myślę, więc jestem”, bo świadomy jestem tego, że mam świadomość (istnienia).

W owej metafizycznej zasadzie Kanta chodzi o to, że poznajemy Byt przez doświadczenie. Wiemy przez doświadczenie, że istnieje świat i nasze ciało w nim. Spostrzegamy przy tym, że Byt ten ma mieć wyższe uzasadnienie, chociażby odpowiedź na pytanie, „kto to zbudował?” System tłumaczący tę zagadkę, metafizyczny, przekraczający fizykę, bo pytaniem tym podnoszący nasz wzrok ponad fizykę, musi być prawdziwy, musi pozwalać sprawdzić to, że istnieje realnie, nie jest tylko wydumany. Musi mówić, że to, co zostało wypowiedziane, jako metafizyka jest realne, doświadczalne chociażby ponadzmysłowo. Ten sposób sprawdzenia istnienia, Bytu charakteryzuje doświadczenie zmysłowe. Najpierw doświadczam i tu już widzę, że to istnieje, a rozmyślając nad tym, obmyślając coś nowego i potrafiąc swój zamysł zrealizować potwierdzam, że istnieje system – świat materialny, bo to, co obmyśliłem na bazie wcześniejszego doświadczenia sprawdziło się w następnym. O to samo chodzi z metafizyką, aby móc to, co meta doświadczyć i sprawdzić czy istnieje realnie. O to zapytał Kant, bowiem zanim to zrobił filozofowie nie zastanawiali się nad tym czy metafizyka, jaką kreują jest Prawdą potwierdzalną. Dlatego istniała duża dowolność od początku i wiele systemów metafizycznych na ogół niesprowadzalnych do siebie. Który zatem mówi Prawdę?

Ważne jest w tym jednak coś więcej, bowiem o ile umysł uzyskuje poprzez doświadczenie zmysłowe potwierdzenie istnienia świata i własnego ciała, a przez kartezjańskie cogito uzyskuje zasadnicze potwierdzenie, że istnieje, jako mentalność, to symetria potwierdzenia nie występuje w stosunku do wymyślanych meta-światów, metafizyki. Tym bardziej powszechnie, tak jak ma to miejsce z naszą wspólną zgodą na to, że doświadczamy tego samego świata i że jesteśmy samoświadomi potrafiąc zdać sobie sprawę z własnego istnienia, z owego cogito. Trzeci „segment” ważności tego odkrycia polegał na tym, że zapytując sam siebie (skąd masz, jak poznałeś to metafizyczne poznanie), Kant jeszcze wyżej podniósł zagadnienie ludzkiej mentalności po Kartezjuszu, który je pierwszy odsłonił. Uczynił je bardziej abstrakcyjnym i oderwanym od zmysłów niż wcześniej, bo w „poznaniu poznania” trudno zlokalizować zmysły. W przypadku cogito możemy się jeszcze pomylić w tym czy odczytując „myślę, więc jestem” mówię o umyśle czy ciele. Jednak kantowski „przewrót kopernikański”, owe „poznanie poznania”, świadomość świadomości, cogito ergo sum, to wciąż te same drzwi percepcji, ale bardziej otwierane.

Wyższe otwarcie owej mentalności niebawem nastąpiło w Niemczech, gdy gwar francuskiej rewolucji nawoływał do rewolucji w myśleniu, dokonali tego niemieccy idealiści. Wzięli oni pod lupę samą samoświadomość, aby dotrzeć do istoty owego „poznania poznania”, samopoznania. Zaglądając w czynniki pierwsze, w poszczególne akty refleksji spostrzegli, że „poznanie poznania”, to stan mentalny, kiedy podmiot ogląda wyobrażenie siebie, spostrzega, że jest ono niezupełne, że drzemie w nim więcej. Przekracza na tej podstawie obecne wyobrażenie, wyższym wyobrażeniem siebie, które najmniej jest oglądaniem siebie podczas kiedy oglądane było pierwsze wyobrażenie, a za nim następne itd. Ciąg przekraczania siebie w nieskończoność, taka jest samoświadomość Idealna, Absolut. Wtedy ostatni z idealistów Hegel na tym spójnym koncepcie zbudował swój system, ostatnie metafizyczne gmaszysko. Choć metafizyka wciąż szuka ujścia, bo pomimo ogromu krytyki różnych pozytywistów, empirystów czy racjonalistów wciąż brakuje odpowiedzi na pytanie, „dlaczego istnieje coś, nie zaś raczej nic?” Dlaczego skoro metafizyka ma nie istnieć, potrafimy zadawać meta pytania? 

Bieg wydarzeń, wielka krytyka metafizyki, jaką rozwinęły wieki późniejsze spowodowały, że „poznanie poznania” zmieniało tory, odbiło się w różne kierunki niemetafizyczne. Jednym z nich była fenomenologia, która pozostała najbliższa bezpośredniemu wglądowi w mentalność, w owe spostrzeżenie podmiotu, który sam dla siebie pozostaje obiektem poznania. Ogólny bieg wydarzeń przyczynił się do tego, że nauka stała się bardzo sformalizowana. Taki kierunek, jaki obrała filozofia „poznaniem poznania” przyczynił się do wyłonienia dziedzin o odpowiednim wysokim poziomie abstrakcji, bo „poznanie poznania” to wysoka abstrakcja. Spowodowało to, że zagadnienie poznania siebie najdobitniej rozważane teraz w fenomenologii, egzystencjalizmie, czy psychologii stało się enigmatyczne. Cały czas jakby kluczące wokół podmiotu, tego bezpośredniego poznawania siebie. Ale pozbawione praktycznego codziennego wymiaru, który jeszcze do Kartezjusza, z Sokratesem i innymi wyrażany była tak bezpośrednio w słowach „poznaj siebie”. A zagadnienie, tak jak wszystkie zagadnienia w nauce, naprawdę jest proste, nie wymaga szczególnego formalizowania i odnosi się do naszej codzienności.

„Poznanie poznania” zostało zaadoptowane przez inne działy filozofii i nauki. Cała nauka bazuje na „poznaniu poznania”, bo jeśli taki Einstein chociażby wpadł na swoją teorię względności, to zadając mu pytanie o „poznanie poznania”, skąd wie, że jego poznanie jest prawdziwe, odeśle nas do swoich skomplikowanych notatek. No dobrze, ale te właśnie notatki wymagają potwierdzenia w doświadczeniu. Bo przecież wszystko, co robi nauka ma odnosić się do naszego życia, ma tłumaczyć jego różne strony i sugerować lepsze rozwiązania. Zatem Einstein czy ktokolwiek inny odesłałby nas do doświadczenia, które pozwolić ma na to, aby tę jego teorię zweryfikować. To też wielokrotnie udało się, zdaje się, że najpierw przy zaćmieniu Słońca, które pozwoliło zaobserwować zagięcie światła i wielu innych przypadkach. Widać tutaj jak jedno „poznanie” z „poznania poznania” tłumaczone jest przez drugie „poznanie”. Albo prościej, widać jak rozważania teoretyczne uzyskują potwierdzenie w doświadczeniu i na odwrót, możemy z obserwacji doświadczenia dojść do teorii. Wszędzie poznanie potwierdza poznanie. Jeśli nie, to Prawdy w danym przypadku nie poznaliśmy.

Ale tu jakby odbiegamy od starożytnej rady „poznaj siebie”. Choć nie do końca, bowiem słowo „siebie” oznacza poznającego, zatem nadal otrzymujemy „poznaj poznającego”, „poznanie poznania”. Niemniej rozważając „poznaj siebie” na gruncie zjawiskowego świata oddalamy się od tego, co mieli na myśli starożytni i scholastycy. Im bowiem chodziło o podmiot, tego który myśli, on ma zostać poznany. Spróbujmy zatem przenieść i odkryć sens „poznania poznania” na gruncie naszej mentalności. Wnioski są oczywiste. Poznanie siebie będzie zatem dotyczyło poznania chociażby własnych zachowań, tych które „odgrywamy” przed innymi, czy które „odgrywamy” wobec doświadczeń z martwymi przedmiotami. Po co? Po to chociażby, aby coś uczynić lepiej albo pozbawić swoich zachowań błędów. Ale poznawanie zachowań to wtórne „poznawanie siebie”, bo każde zachowanie jest następstwem myślenia o tym, jak należy się zachować. Nie jest tu takie ważne, jeszcze ważne, czy poznajemy zachowania świadomie pomyślane. Jak to na przykład, co zrobić, gdy czajnik podgrzewający wodę wyda dźwięk „dryń!” albo ktoś poprosi nas o wyniesienie śmieci. Czy też poznawać zachowania instynktowne, te „wyskakujące” z nas niejako automatycznie. Gdy na przykład zaskakuje nas potknięcie o korzeń w lesie, gdy musimy przyciągnąć nogę zatrzymaną przez korzeń, aby się nie przewrócić. Ważne jest tutaj poznawanie źródła powstawania zachowań – myślenia. Aby jeszcze na tej mentalnej płaszczyźnie, gdy świat nam nie odpowiada powodzeniem lub cierpieniem, poznać rezultat myślenia mającego przerodzić się w zachowanie, pozbawić się niechcianych błędów. Rozważyć należy zatem, to jak poznawać myślenie. Tu przekraczamy tę granicę, którą pierwszy w nauce przekroczył Kartezjusz, granicę pomiędzy światem a mentalnością. Aby poznawać siebie i uzyskiwać na tej drodze realne skutki musimy zaglądać w myślenie. Jak zatem to czynić?

Tutaj z pomocą przychodzi nasza natura, ten szczególny „aparat”, którym obdarzeni jesteśmy już na samym początku, nasza zdolność do tego, aby mieć świadomość, iż mamy świadomość, świadomą siebie mentalność. Co możemy z tym zrobić – wszystko! Przytomne wejrzenie we własną mentalność pozwala nam na to, aby jedną „świadomością” z regułki „świadomość świadomości” oglądać drugą „świadomość”. Co się wtedy dzieje? Owa jedna świadomość uzyskuje możliwość oglądania tego, co jest treścią świadomości drugiej wraz z nią, uzyskuje meta spojrzenie, sponad. To tak jak teraz, gdy czytasz ten artykuł i jesteś przez to zaabsorbowany, to treść świadomości i ta zaangażowana świadomość. Druga świadomość wkracza wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę z tego, że świadomością czytasz ten artykuł i niejako oglądasz siebie podczas czytania, stajesz ponad sobą czytającym. Przekraczasz tego zaangażowanego, nowym wyższym zaangażowaniem w oglądanie czytającego. Niby nic, ale zaraz zobaczysz jak bardzo wiele.

Dzięki temu, że potrafimy oglądać oglądającego coś, przyjmujemy pozycje z rezerwą wobec tego zaangażowanego. Weźmy jaskrawy przykład, każdy z nas wie jak to jest rozgniewać się na kogoś. Wie też, że gdy wpada w taki gniew, łatwo stracić pohamowanie i powiedzieć coś, co później „odkręcić” trudno. Raz, bo się ktoś na nas obraził i nie chce naszych wyjaśnień. Dwa, że nam wstyd za to, że poniosły nas emocje i w kilku sekundach zaślepienia rozbiliśmy lepszy stan, coś ważnego. Jednak „poznanie poznania” oferuje nam coś niezwykłego. Oto możemy zatrzymać się przed podjęciem działania, reakcji na spotkaną sytuację. „Zatrzymać się” znaczy wyobrazić sobie doświadczenie, które przed nami się rozgrywa, oderwać je od warunków zmysłowych i zobaczyć w wyobrażeniu, dokonać namysłu. W takiej sytuacji otrzymujemy możliwości podobną do tej, gdy na przykład wykonujemy trudny rysunek. Rysując go manualnie na papierze, jeśli popełnimy błąd to musimy go poprawiać, a to zostawia jakieś ślady, zniekształca rysowany obraz. Jednak, gdy wykonujemy go wirtualnie, na komputerze błędy możemy popełniać swobodnie, możemy próbować czy lepiej będzie tak, czy inaczej, bo działania nasze nie są realnie utrwalane, możemy je łatwo cofnąć, aby dzięki próbom dojść do zadowalającego rezultatu. Podobnie w przypadku „wirtualizacji” doświadczenia, kiedy podnosimy je do wyobrażenia i rozważamy. Tutaj także możemy podjąć próby, obmyślić rozwiązania eksperymentując w myśli i mając przy tym wsparcie własnych zapamiętanych doświadczeń. Bowiem wyobrażając sobie i mając intencję na to, aby gniewnie odpowiedzieć w wyobrażeniu identyfikujemy rezultat własnego działania. Spostrzegamy, że reakcja zwrotna będzie najprawdopodobniej nieprzyjemna taka, jakiej nie chcemy. Powstała świadomość tego, czego nie chcemy, która od razu obniża poziom emocji i skłania nas do znalezienia lepszego rozwiązania, łagodniejszego. Jeśli przy tym nie zgadzamy się, aby po prostu „oddać” sprawę, wycofać się, bo uważamy, że coś ważnego jest do zrobienia, to pozbywając się emocji na świadomość niechcianej reakcji zwrotnej nabieramy rozumu. Zaczynamy zastanawiać się jak uniknąć konfliktu, a jednocześnie jak nie wycofać się rakiem z sytuacji załatwiając nic, gdy coś jest do ustalenia. To, co zostaje tu uczynione to pohamowanie się, powstrzymanie się od ślepej reakcji emocjonalnej w miejsce, której wkracza świadomy i trzeźwy rozum. Dzięki uważnej świadomości chcącej ominąć przeszkody zaczynamy spostrzegać więcej czynników, dostrzegamy przeszkody i możliwości. Pierwsze omijamy nie podejmując zachowań, które do nich prowadzą, drugie podejmujemy tłumacząc, wyjaśniając, dochodząc do zgody. Jaki jest rezultat? Widać już tu, że potencjalnie chciany, bo jeśli zachowamy uważność i ostrożność możemy przeniknąć po kolei występujące przeszkody łagodnie osiągając wspólny rezultat, zjednujemy sobie wolę drugiego człowieka brakiem gwałtowności i dostosowaniem się do niego. Zachowując się w taki sposób nawet, jeśli mamy do czynienia z człowiekiem, który nie chce zgody, mówi niemające zbyt wiele sensu „nie, bo nie”, unikamy konfliktu i wychodzimy ze zdarzenia trzymając głowę do góry. Takie rozwiązanie jest już „ok.” Choć porozumienie nie zostało jeszcze osiągnięte, to stworzyliśmy wrażenie tolerancji, wyrozumiałości, nawet mądrości, bo przeciętnie ludzie w takich sytuacjach łapią się emocji i kłócą. Pomimo braku porozumienia, ale doprowadzenia sytuacji do pokojowego pata, pozostawiamy sobie szeroko otwartą możliwość rozwiązania sprzeczności. Możliwość tę można rozwinąć w realny stan porozumienia po prostu odczekując, bo dzięki samoobserwacji w takich i innych doświadczeniach możemy dojść do prostego wniosku, że wystarczy poczekać, aż u drugiego opadną emocje i stanie się zdolny do zrównoważonej komunikacji. Gdy zacznie trzeźwiej myśleć, z podobnym schłodzonym spokojem podejściem możemy spróbować ponownie, aby porozumienie osiągnąć, droga pozostaje otwarta, a most niespalony. To jaskrawy i prosty przykład, ale są i inne bardziej subtelne.

Jednak zobaczmy tylko na tym przykładzie, co zostało poznane w myśl słów „poznaj siebie”. Pomyślny rezultat takiego doświadczenia choćby tylko ten, w którym porozumienie nie zostaje jeszcze osiągnięte, ale uniknięto otwartego konfliktu mówi, my stwierdzamy, że jest to dla nas dobre, zachowany został spokój bez wzburzeń zarówno w nas jak i u drugiej strony. To już jest przyjemne. Ponadto zrównoważenie potencjalne konfliktowej sytuacji pozostawiło otwarte drzwi do drugiego człowieka. To także lubimy, dzięki temu można jeszcze czegoś dokonać. Zachowujemy twarz, to kolejna wartość, pozostawiamy siebie i drugiego w dobrym lub w miarę najlepszym samopoczuciu. Ponadto unaoczniamy sobie wiedzę o tym, że tak postępować warto zawsze, bo uzyskujemy stabilny rezultat. Wreszcie dowiadujemy się, że takie postępowanie jest Prawdą, bo rezultat jest prawdziwie pożyteczny. Dowiadujemy się naocznie o tym, że Prawda jest tym, czego chcemy, bo taki rezultat nam odpowiada, wspólnie. Kiedy kłótnia informuje nas, że ani my ani strona druga takiego stanu nie chce, kłótnią chce się z niego natychmiast wyrwać, wyrwać się z roszczeń i pretensji. Jest także Dobrem, odpowiada naszej wrażliwości, przynajmniej bardziej niż otwarty konflikt. Ponadto w różnych sytuacjach dzięki trzeźwej uważności spostrzegamy różne zależności, które na ogół pozostają poza polem widzenia. Dowiadujemy się na przykład czegoś o drugim człowieku, z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy, bo on powiedział coś, dlatego bo widział, że „nie razimy” gniewem, wzbudziliśmy jego zaufanie potraktowaniem go po ludzku, tak jak on czuje się wrażliwym człowiekiem, on się otwarł. W zależności od konkretnej sytuacji można spostrzec wiele więcej. Przytomna uważność, wsłuchanie się pozwala czytać doświadczenie, zamiast przysłonięcia swoim gniewem tego, co w nim występuje, a co jest ważne. To chyba sporo jak na jedno doświadczenie, co?

Jeśli teraz weźmiemy pod uwagę to, że doświadczamy bardzo wiele, cały czas czegoś i w procesie doświadczeń starając się być uważnymi, uważność ćwiczymy, okazuje się, że ich kolej odsłania przed nami wielkie pokłady dotychczas nietkniętej wiedzy. Przy tym uczymy się zachowywać spokój poznając, że spokój jest tym, czego chcemy, poznajemy wciąż lepiej siebie, odkrywamy własne pragnienia. Wiedza jaką czerpiemy pozwala nam odkrywać nasz cel i sens życiowy, spostrzegając na przykład, że kształtowanie doświadczeń tak, aby odkrywać w nich wspólną Prawdę, moją i doświadczenia, w tym drugiego człowieka. Stwarzać sytuacje, na które zgadzamy się my i otoczenie. W taki sposób właśnie stwarzamy warunki komfortowe dla nas, pozwalające zachować spokój, ominąć fałsz poprzez mówienie i czynienie Prawdy. Osiągamy też Dobro wspólne, bo dobrze nam jest w komfortowej i pożytecznej sytuacji dla wszystkich stron. To Prawda o nas i to poznajemy, poznajemy jako własne pragnienie, siebie poznajemy.

Spróbujmy sobie teraz wyobrazić jak wzrasta nasze poznanie siebie w szeregu takich uważnych refleksji nad sobą i doświadczeniem. Przybywa nam wiedzy o zależnościach pomiędzy zachowaniami, podmiotami i przedmiotami, po prostu stajemy się mądrzejsi. Czy myśląc o takim procesie poznawczym trwającym lata możemy pomyśleć, że staniemy się naprawdę mądrzy? Ale popatrzmy dalej. Kiedy wrasta ta nasza wiedza o doświadczeniu, poznajemy swoje szczere pragnienia, w myśl tych pragnień i poznanej wiedzy skutecznie możemy realizować pożyteczne i komfortowe sytuacje. Co osiągamy? To pewność siebie, spokój, brak chwiania, równowaga, ogólnie lepszość, to wszystko jest przecież tym, czego chcemy. Poznawanie siebie okazuje się bardzo „ok.”

Takie efekty zasadniczo osiągamy tylko dzięki jednej rzeczy, dzięki temu, że postanawiamy najpierw skokowo otrzeźwieć w każdej sytuacji, napiąć świadomość ze schłodzeniem emocji i pobudliwości, aby świadomie milcząc wejrzeć w siebie i doświadczenie. Tu potrzebne jest nic więcej! Bo to, co jeszcze jest potrzebne wywołuje nasz rozsądek dzięki uwadze, która dostarcza materiał poznawczy, informację o tym w jakich znajdujemy się warunkach.

Czy możemy zatem powiedzieć, że człowiek zaglądający uważnie w swoje myśli i doświadczenia, realnie „ubiera się” w cnoty, o których mówił, na przykład Sokrates? Czy budzi podziw i szacunek? Odpowiedz sobie już samodzielnie, co myślałbyś widząc takiego człowieka przed sobą? A co byłoby gdybyś Ty był takim człowiekiem, czy pokochałbyś siebie?

 

 

 

Jeśli serio jesteś zainteresowany/a poznaniem siebie, zapraszam Cię do mojej książki tłumaczącej metodę na to jak czynić to skutecznie.

Tutaj jest autorecenzja: Rozwój duchowy a samoświadomość – opis książki

A tutaj pierwszy rozdział w pierwotnej, niepoprawionej jeszcze wersji: Rozwój duchowy a samoświadomość.

Podobne artykuły


71
komentarze: 22 | wyświetlenia: 17501
55
komentarze: 15 | wyświetlenia: 39663
41
komentarze: 44 | wyświetlenia: 26575
43
komentarze: 9 | wyświetlenia: 22499
31
komentarze: 3 | wyświetlenia: 40742
34
komentarze: 8 | wyświetlenia: 4193
16
komentarze: 0 | wyświetlenia: 4930
35
komentarze: 17 | wyświetlenia: 19444
23
komentarze: 14 | wyświetlenia: 3604
23
komentarze: 9 | wyświetlenia: 4195
26
komentarze: 23 | wyświetlenia: 3439
18
komentarze: 2 | wyświetlenia: 4561
 
Autor
Artykuł



Jedno jest pewne zamiast wnikliwie studiować życie i motywy działania innych o wiele ciekawsze jest to co w nas. Taka jest moja obserwacja.

Powiem więcej, obserwowanie i poznawanie siebie wnosi wiedzę "bonusową", okazuje się, że zaczynasz znać innych, spostrzegasz, że mamy takie same motywy, spostrzeżenia i pragnienia.

I wtedy rozumienie innych przychodzi z automatu, ale w nas pozostaje jeszcze wiele do odkrycia.

  Tomasz Het  (www),  17/08/2012

Bardzo wartościowa treść

  azet,  17/08/2012

można udawać, że się siebie zna i jeszcze być z tego zadowolonym :)))) tymczasem jest to sprawa skomplikowana i o zasięgu znacznie większym niż to, co my możemy sobie o nas samych wyobrazić.
Jest tylko po rosyjsku, ale podaję link, bo nawet dla nie znających tego języka przesłanie jest zrozumiałe.
http://www.youtube.com/watch?v(...)sJVxhAk

  hussair  (www),  17/08/2012

No,no, Marcinie... :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska